60 lat od śmierci Romana Dmowskiego

60 lat od śmierci Romana Dmowskiego

Urodzony i ukształtowany w wieku XIX był pierwszym tak wybitnym politykiem w pełni należącym już do wieku XX. Przyczynił się do sformułowania nowoczesnego pojęcia patriotyzmu, obejmującego wszystkie warstwy społeczne, a to dopiero tworzyło mocne podstawy do działania na rzecz budowania własnego państwa, a także stabilnej demokracji. Tego pierwiastka demokratycznego uparcie nie chcieli dostrzec krytycy poglądów i działań Dmowskiego.

2 stycznia 1939 roku w dworku państwa Niklewiczów w Drozdowie, 7 km od Łomży, umarł w wieku 75 lat, ponad wiek postarzały i schorowany, Roman Dmowski. Słusznie obok Józefa Piłsudskiego uważany za współtwórcę naszej niepodległości w 1918 roku. Gdy umierał, Piłsudski nie żył już od trzech i pół roku, a jego najbliższy współpracownik i przyjaciel, Walery Sławek, od ponad pół roku — popełnił samobójstwo, przeczuwając nadciągającą nad Polskę katastrofę, której ani powstrzymać, ani zapobiec nie potrafił. Piłsudski i Dmowski umarli w niepodległej Polsce, można chyba powiedzieć, że Bóg zaoszczędził im goryczy poniżenia, tułaczki i rozpaczy, które towarzyszyły elitom politycznym II Rzeczypospolitej, a teza wybitnego piłsudczykowskiego historyka Władysława Pobóg–Malinowskiego oraz publicysty politycznego Stanisława Cat–Mackiewicza, że gdyby żył Piłsudski, Polska uniknęłaby katastrofy związanej z najazdem Hitlera i Stalina, nie poddaje się racjonalnej weryfikacji.

Odbierając doktorat honoris causa Uniwersytetu Poznańskiego 11 VI 1923 roku, Roman Dmowski, jakby przeczuwając, co się może wydarzyć, mówił: „Bóg mi dał to szczęście, że widzę inną Polskę, że umrę w innej niż ta zdeptana, zhańbiona i uciśniona, ze strachem w przyszłość patrząca, w której się urodziłem”.

Urodzony i ukształtowany w wieku XIX był pierwszym tak wybitnym politykiem w pełni należącym już do wieku XX. Przyczynił się do sformułowania nowoczesnego pojęcia patriotyzmu, obejmującego wszystkie warstwy społeczne, a to dopiero tworzyło mocne podstawy do działania na rzecz odbudowania własnego państwa, a także stabilnej demokracji; albowiem to właśnie świadomość narodowa, obok istnienia silnego mieszczaństwa, jest podstawą demokracji. Tego pierwiastka demokratycznego uparcie nie chcieli dostrzec krytycy poglądów i działań Dmowskiego, akcentujący przede wszystkim jego „nacjonalizm”, chociaż pojęcie to w jego czasach nie miało tego złowrogiego znaczenia, którego nabrało za sprawą nazistowskich zbrodni. Nieprzypadkowo połączył Roman Dmowski na trwałe, w nazwie najsilniejszego stronnictwa Rzeczypospolitej, którego był twórcą, przymiotniki — narodowy i demokratyczny.

Raczej niechętny prawicy prof. Andrzej Garlicki tak podsumowuje działalność Pana Romana: „Co pozostało z jego twórczości? Przede wszystkim język. Zadziwiająco nowoczesny, lapidarny, zdyscyplinowany. Teksty pisane prawie przed stu laty daje się dziś czytać bez żadnych trudności. Cechuje je klarowność i logika wywodu. Gorzej z treściami. Z geopolityki nie zostało nic, bo diametralnie zmieniła się sytuacja. Czy mógł Pan Roman kiedykolwiek przypuszczać, że Niemcy staną się najbliższym partnerem politycznym Polski? Niewiele więcej pozostało też z teorii narodu” 1. Nie zgadzam się z tą opinią, poza rzecz jasna uznaniem dla oceny lapidarności języka i jasności logiki rozumowania, co przyznawali nawet ludzie bardzo Panu Romanowi niechętni. Chociaż istotnie sytuacja zmieniła się od tamtych czasów bardzo, a przystąpienie Polski do NATO w sposób zasadniczy zmienia geopolitykę nie tylko polską, ale większości krajów europejskich. Na tym tle sprzeciw wobec przystąpienia naszego kraju do NATO, wyrażany przez polityków pragnących uchodzić za spadkobierców Dmowskiego, nabiera cech ponurej tragifarsy. Niemcy Gerharda Schroedera i Joschki Fischera rządzących z poparciem postkomunistów, właśnie marnotrawiące olbrzymi kapitał zaufania zgromadzony przez Helmutha Kohla, nie są, a już na pewno nie muszą być zawsze „najbliższym partnerem politycznym Polski”. Natomiast słynne zdanie z Myśli nowoczesnego Polaka: „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka”, nie straciło, moim zdaniem, swojej aktualności. Wyzwania, wobec których stajemy jako naród w końcu XX wieku, na szczęście mając własne, w pełni niepodległe i demokratyczne państwo, są pod wieloma względami zbliżone do wyzwań pokoleń poprzednich. Polegają one na znalezieniu formuły patriotyzmu odpornej na naciski ze strony moralnego relatywizmu, permisywizmu i kosmopolityzmu. Na sformułowaniu polskiego interesu narodowego i jego skutecznej obrony.

Roman Dmowski był przede wszystkim politycznym realistą, odrzucał marzenia i sentymenty jako szkodliwe dla odbudowania państwa przeszkody. Twardo powtarzał, że „trzeba iść z częścią rodaków, przeciwko drugiej części i że kto przegrał, nie ma prawa oczekiwać, aby go naśladowano” 2.Wybitny, moim zdaniem, polityk III Rzeczypospolitej, Wiesław Chrzanowski, twierdzi, cytując Jana Ludwika Popławskiego: „Co innego jest polityka uczuć, a co innego liczenie się w polityce z uczuciami, które są siłą realną” i dodaje: „O tym musi pamiętać polityk–realista. Z tego punktu widzenia Roman Dmowski był, moim zdaniem, politykiem gabinetowym XIX wieku… Pociągało mnie natomiast u Dmowskiego jego antydoktrynerskie nastawienie. Jego metoda myślenia politycznego zachowuje w tym względzie wciąż pełną aktualność. Mówił, że myśl prawicowa nie ma doktryny, ma zasady, a politykę wytycza się, analizując konkretną sytuację, z tym, że polityka ta powinna odpowiadać zasadom” 3. Jeden z bliskich współpracowników Dmowskiego, Jerzy Drobnik, twierdził, że „upieranie się przy pewnych dogmatach politycznych jest według niego (Dmowskiego — przyp. mój) głupstwem. Chodzi o to, aby naród był potężny i rozwijał się. O formę mniejsza, wszystkie są dobre, które rozwój umożliwiają” 4. Jeszcze wyraźniej stwierdza to Stanisław Pigoń w swoich poświęconych Dmowskiemu wspomnieniach: „Doktrynerem nie był on nigdy i nigdzie”.

Głoszona przez niego twarda obrona swojego stanowiska, czasami wbrew nastrojom społecznym, realizm rozumiany jako odejście od marzeń na rzecz uznania praw geopolityki bywały wielokrotnie nadużywane przez ludzi albo całe środowiska wykorzystujące autorytet Dmowskiego dla własnych celów. Nic nie kosztowało w czasach komunizmu ogłosić się duchowym spadkobiercą Romana Dmowskiego i w imię ocalenia substancji biologicznej narodu kolaborować z komunistami, albo nawiązując do niemieckiego zagrożenia, przedstawiać Konrada Adenauera jako krzyżówkę Bismarcka z Hitlerem i dlatego popierać kolejnych pierwszych sekretarzy KC PZPR. Podobnie dziś, spłycona, wypaczona, pokracznie poprzekręcana myśl polityczna Pana Romana może posłużyć do uzasadnienia każdego aktu zwykłej głupoty i nieodpowiedzialności, nadać mu pozory patriotyzmu, racji stanu, obrony katolickiej tożsamości narodu. Ale on jakby takie sytuacje przewidział, gdy pisał: „polityka jest rzeczą ziemską, a (traktowanie) religii i Kościoła do celów im obcych, przyniosło większe szkody, niż walka prowadzona przeciw religii przez jego wrogów”. Na tym tle na uwagę zasługuje reakcja wychowanego w jego szkole, najwybitniejszego, moim zdaniem, publicysty obozu narodowego, Wojciecha Wasiutyńskiego, na wiadomość o obaleniu rządu Hanny Suchockiej w maju 1993 roku. Do czego, jak wiadomo, przyczyniły się także działania ludzi pragnących uchodzić za polityków nawiązujących do idei Dmowskiego: „Ten Sejm był słaby, rozproszkowany. Były w nim tylko trzy politycznie poważne kluby: postkomunistyczny, Unia Demokratyczna i Zjednoczenie Chrześcijańsko–Narodowe. Dwa z nich, Unia i Zjednoczenie doszły zeszłej jesieni do kompromisu, by uratować demokrację w Polsce… Wiadomość o upadku rządu Hanny Suchockiej odczuwam jako bardzo smutną… Nie żal mi ugrupowań składających się na jej koalicję, bo te są dopiero na drodze do stania się mocnymi stronnictwami albo do zniknięcia. Żal mi Polski” 5.

W moim najgłębszym przekonaniu nadal pozostaje aktualna, a nawet nabiera dodatkowego znaczenia w obliczu europejskich procesów integracyjnych, słusznie postrzeganych jako mogących stanowić zagrożenie dla duchowego dziedzictwa narodu, najpełniej właśnie przez Dmowskiego sformułowana, doktryna nierozerwalnej więzi katolicyzmu z polskością. Wychodził on z założenia, że „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznym stopniu stanowi jej istotę” i stwierdzał — „usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu” 6. Ta doktryna o nierozerwalnej więzi katolicyzmu z polskością była i jest nadal atakowana ze szczególną zajadłością, przede wszystkim ze strony wrogów Kościoła, co jest w jakimś stopniu zrozumiałe. Mają ku temu szczególne powody komuniści, albowiem to na skutek postawy Kościoła, a zwłaszcza dokonań wielkiego Prymasa, kardynała Stefana Wyszyńskiego, nie udało im się Polski skomunizować. W swojej propagandzie starali się oni zacierać różnice pomiędzy narodową demokracją a sanacją, twierdząc, że obydwa te nurty były wrogie komunizmowi, a więc jednakowo szkodliwe dla Polski, a różnice pomiędzy nimi pozorne. Ale, co także w jakimś stopniu zrozumiałe, koncepcja szczególnych związków katolicyzmu z polskością była też atakowana przez ludzi obawiających się zagrożeń ze strony nacjonalizmu, a ponadto traktujących chrześcijaństwo w kategoriach wyłącznie uniwersalnych. Obawy związane ze wzrostem nacjonalizmów, szczególnie w świetle doświadczeń XX wieku, bezpodstawne nie są. Ale jest w takim razie obowiązkiem polityków przyznających się do tradycji narodowej i wiążących ją z chrześcijańskim dziedzictwem wykazanie i przekonywanie, że są to obawy bezpodstawne. Właśnie religia katolicka stanowi najskuteczniejszą gwarancję poszanowania praw jednostek i całych narodów. I raz jeszcze warto może, dla rozproszenia obaw, zacytować wybitnego publicystę, ideowego patrona najsilniejszych obecnie nurtów ideowych polskiej prawicy odwołujących się do tradycji narodowo–demokratycznych: „Doświadczenia okresu drugiej wojny światowej ukazały wszystkim, do czego prowadzi egoizm narodowy konsekwentnie stosowany. Uświadomiły, jakie są skutki odejścia od chrześcijaństwa ustrojów państwowych i kierowniczych warstw społeczeństw. Szanowanie prawa innych narodów przestało być postulatem moralnym, a stało się nakazem instynktu samozachowawczego” 7.

Tak pisał kilka dni po śmierci Romana Dmowskiego, z pewnością przesadnie, co zrozumiałe, zważywszy na okoliczności ukazania się artykułu, ale zasadniczo słusznie, wybitny publicysta obozu narodowego, Zygmunt Berezowski: „Epoka, w której wypadało żyć i działać Romanowi Dmowskiemu należała do najtrudniejszych w dziejach porozbiorowych naszego narodu… Roman Dmowski należy do największych postaci w naszych dziejach. Jego geniusz polityczny jest zjawiskiem tym bardziej zdumiewającym, że pojawił się w okresie największego bodaj zmierzchu naszej myśli politycznej” 8. Pod względem intelektualnym Dmowski górował nad Piłsudskim, Daszyńskim, Paderewskim. Był politycznym myślicielem, raczej nauczycielem i teoretykiem, a nie politykiem sensu stricte, dążącym do zdobycia i utrzymania władzy. Chociaż, reprezentując Polskę na Konferencji w Wersalu, osiągnął chyba więcej niż jakikolwiek nasz minister spraw zagranicznych w toku dziejów! We wnikliwym, miejscami wzruszającym przez osobiste wspomnienia, artykule prof. Janusz Pajewski przypomina, że w Wersalu „Dmowski zrobił największe wrażenie na przedstawicielach mocarstw” 9 i w Polsce niepodległej za największą zasługę przypisywał sobie to, że przywiózł Polsce traktat wersalski. Historia przyznała rację i wielkość zarówno Dmowskiemu, jak i Piłsudskiemu, i mimo tego, że Pan Roman wielokrotnie powtarzał, że naród nie może mieć kilku polityk, tylko jedna jest prawdziwa, inne zaś wychodzą z założeń nie wynikających z dążeń i interesów dziejowych narodu, to chyba najwięcej racji miał Stanisław Cat–Mackiewicz, gdy pisząc w bombardowanym przez Niemców Londynie swoją historię Polski, stwierdzał, że pomimo zaciekłych sporów i wzajemnych oskarżeń o głupotę i zdradę: „…gdyby obie orientacje były ułożone i zorganizowane z góry, gdyby im rolę rozdał jakiś reżyser polityczny, nie mogłyby one zdziałać więcej niż zdziałały. Istnienie dwóch orientacji nie tylko nie zaszkodziło Polsce, lecz przeciwnie, pomagały one sobie nawzajem i dziś historia musi przyznać, że dobrze się stało, że były Legiony w Austrii, których nie chciała prawica, i wojsko polskie na wschodzie, którego nie chciała lewica” 10.

Od śmierci Romana Dmowskiego minęło aż i dopiero 60 lat. Dziś jego osoba i poglądy nie budzą już tak wielkich, jak kiedyś, namiętności. Zrozumiały jest wpływ czynnika czasu. Jak mówił w obozie internowanych w Jaworzu i Darłówku Janusz Szpotański — zadziałał Chronos. Lata zajadłej nagonki prowadzonej przeciwko niemu zaowocowały między innymi tym, że opinii publicznej — tak samo jak wtedy, gdy zaczynał swoją walkę o Polskę — tak i obecnie jest nieznany i nierozumiany. Ale w polityce zmienne i poddające się manipulacjom sondaże popularności nie oznaczają racji, nie są też miarą moralności i prawdy. Przekonało się o tym i nadal przekonuje bardzo wielu. Ma pewien wymiar symboliczny fakt, że uchwałę posłów największego klubu parlamentarnego Akcji Wyborczej Solidarność Sejmu niepodległej Rzeczypospolitej, oddającą cześć pamięci Romana Dmowskiego, podpisali posłowie odwołujący się do dorobku wszystkich największych nurtów historycznych polskiej prawicy. I to jest być może największe dziś zwycięstwo Pana Romana.

1 A. Garlicki, Guru polskiego nacjonalizmu, „Gazeta Wyborcza”, nr 1 z dn. 2–3 I 1999. 
2 Polityka polska i odbudowanie państwa, Warszawa 1926. 
3 Pół wieku polityki, z Wiesławem Chrzanowskim rozmawiają Piotr Mierecki i Bogusław Kiernicki, Warszawa 1997. 
4 Krzysztof Kawalec, Roman Dmowski, Warszawa 1996. 
5 W. Wasiutyński, Upadek rządu Suchockiej — wybory, „Słowo Dziennik Katolicki”, z dn. 2 VI 1993. 
6 R. Dmowski, Kościół, naród i państwo, Warszawa 1927. 
7 W. Wasiutyński, Rozważania o nacjonalizmie, Gdańsk 1981. 
8 Z. Berezowski, Roman Dmowski, „Polityka Narodowa” nr 1–2, 1939. 
9 J. Pajewski, Wielki ideolog i mniejszy polityk, „Gazeta Wyborcza”, nr 1 z dn. 2–3 I 1999. 
10 S. Cat–Mackiewicz, Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 5 lipca 1945 r.,Londyn 1991.

60 lat od śmierci Romana Dmowskiego
Stefan Niesiołowski

urodzony 4 lutego 1944 r. w Kałęczewie – polski polityk, profesor entomologii, nauczyciel akademicki, publicysta, senator RP, członek PO. Autor między innymi książek Wysoki brzeg (opowiadania więzienne), Niemi...