Angelo
fot. wolfgang hasselmann / UNSPLASH.COM

Przez wiele lat był filarem naszego klasztoru. Wyznaczał jego rytm, nakręcając wszystkie zegary na korytarzach, w chórze zakonnym i zakrystii. Te zegary chodziły pod jego komendę i z dokładnością co do sekundy. Tą swoją dbałością przypominał klucznika Gerwazego z Pana Tadeusza. Ale ta troska o zegary była jakby symboliczna, bo ojciec Angelik duchowo panował nad wszystkim, nad porządkiem w klasztorze i wokół klasztoru, chwilami zdawało się, że panuje on również nad naszymi myślami. Kiedy on był, a zawsze był, bo w zasadzie nigdzie nie wyjeżdżał, chyba tylko na pół dnia do sióstr na spowiedź, przeor niewiele miał do roboty, bo Angelik wszystko przewidywał i załatwiał. Była z nim wygoda. Wszystko wydawało się raz na zawsze ustalone, trwałe, odwieczne. Symbolem jego pracowitości były urzędnicze zarękawki.

Wraz z jego odejściem skończyła się w klasztorze epoka. Jego obowiązki trzeba było podzielić na kilka osób. Klasztor zamykali od tej pory nowicjusze, łaciny uczyła świecka osoba, zakrystię przejął ojciec Czesław, tylko dobrego zachowania nikt już nie uczył. Tak, bo on podczas lekcji łaciny dla nowicjatu przez całe lata uczył również poprawnego zachowania i dobrych manier – jak siedzieć przy stole, jak chodzić w habicie, co zrobić z rękami, głową, spojrzeniem. Pamiętam te jego lekcje.

Zostało Ci jeszcze 73% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się