„Autobiografia”, „Kościół dla średnio zaawansowanych”

„Autobiografia”, „Kościół dla średnio zaawansowanych”

Autobiografia, z ojcem Joachimem Badenim rozmawiają Artur Sporniak i Jan Strzałka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004, s. 260

Autobiografia opowiedziana

To zadziwiające, ile energii ma w sobie ponaddziewięćdziesięcioletni ojciec Joachim Badeni. Wciąż ciekawy świata, lgnie do młodych, a oni do niego. Ten ceniony duszpasterz akademicki w latach 70. związał się z Odnową w Duchu Świętym, choć była ona dla niego „przeżyciem sensacyjnym”, a dziś już nieco „wystygł” w swoich uczuciach do niej.

Nie sposób przytoczyć całej biografii dominikanina, która odsłania się dzięki parze rozmawiających z nim dziennikarzy związanych z „Tygodnikiem Powszechnym”. Warto jednak podać choć kilka faktów. Najpierw: błękitna krew. Matką Joachima Badeniego była Alicja Ancarcrona, córka szwedzkiego koniuszego królewskiego, ojcem zaś Ludwik Badeni, dyplomata. Gdy Kazimierz (takie imię otrzymał na chrzcie o. Joachim) miał cztery lata, jego ojciec umarł, matka zaś po paru latach wyszła za mąż za księcia Karola Olbrachta Habsburga.

Ojciec Joachim ukończył prawo na Uniwersytecie Lwowskim. Z domu wyniósł gorące umiłowanie Polski. Podczas II wojny światowej walczył jako żołnierz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Z werwą, ale i ogromnym dystansem wobec siebie i swojego „bohaterstwa” opowiada w Autobiografii o żołnierskich przygodach.

Wojna skończyła się dla niego w lipcu 1943 roku, kiedy to komisja lekarska orzekła, że nie może zostać spadochroniarzem ze względu na słaby wzrok. Wówczas podjął decyzję o wstąpieniu do zakonu dominikanów. Alicja Ancarcrona Habsburgowa zwierzyła się pewnego razu kardynałowi Adamowi Stefanowi Sapiesze: „Proszę Eminencji, to straszne, to smutne, mój syn jest zakonnikiem!”, na co ten uśmiechnął się do nowicjusza Badeniego porozumiewawczo: dla obu życie kapłana nie było ani straszne, ani smutne. Matki Kazimierza jednak nie przekonał…

Joachim Badeni tymczasem błogosławił wojnę za to, że pozbawiła go majątku i związanego z nim balastu oraz zmobilizowała do wstąpienia w szeregi braci kaznodziejów, których duchowość kształtuje „człowieka myślącego”. Wśród intelektualnych fascynacji był także buddyzm. Przygoda ze Wschodem ojca Joachima zakończyła się jednak gwałtownie… Warto samemu o tym przeczytać. (PJ)

Szymon Hołownia, Kościół dla średnio zaawansowanych, Świat Książki, Warszawa 2004, s. 215

Między biegunami Kościoła

Listę około stu haseł zawartych w książce Szymona Hołowni otwiera „Aniołek automatyczny”. Nie jest to może zagadnienie zbyt poważne, jednak niewątpliwie stanowi fragment kościelnej rzeczywistości: moi synowie w okresie Bożego Narodzenia chcą iść tylko do takiej świątyni, w której przy żłobku stoi aniołek, koniecznie kiwający główką – nawet jeśli nie robi tego po wrzuceniu monety, zawsze można go lekko puknąć w czółko…

Obok „Aniołka” pojawiają się w Kościele dla średnio zaawansowanych także hasła całkiem poważne, jak „Chrzest” czy „Odpust”. Hołownia – wbrew pierwszemu wrażeniu – nie jest bowiem kpiarzem. Podchodzi do spraw kościelnych zdroworozsądkowo. Co jest śmiesznostką – obnaża, nie żartuje zaś z tego, co zasługuje na szacunek. Sytuuje się między „kościołożercami” a dewotami. Z jego książki wynieść można sporo rzetelnej wiedzy, choć na wstępie zastrzega się, że nie jest to dzieło „żadną miarą specjalistyczne”. Nie jest, to prawda, ale w przystępny i dowcipny sposób przybliża różnego kalibru sprawy związane z Kościołem.

Niewątpliwym plusem jest wspomniany już układ hasłowy. Czytelnik, który zainteresuje się „Kolorem liturgicznym”, dowie się (jeśli tego dotychczas – jak ja – nie wiedział) między innymi, kiedy ksiądz zakłada ornat różowy. Ten, kogo zaintryguje „Przysiad liturgiczny” – przeczyta, że jest to „figura gimnastyczna wykonywana w momentach przewidzianych na klękanie przez sporą część męskiej populacji”.

Autor, jak sam mówi, obserwuje ten świat od świeckiej strony ołtarza, otarł się jednak także o tę drugą, „księżowską” stronę: dwa razy był w dominikańskim nowicjacie i było to dla niego ważne życiowe doświadczenie, o czym pisze dość szeroko na ostatnich stronach.

Dla tych, którzy dzięki lekkiemu pióru Hołowni nabrali chęci do głębszego zapoznania się z Kościołem, dużą pomocą będą umieszczone na końcu większości haseł adresy bibliograficzne książek „dla bardziej zaawansowanych”.

„Autobiografia”, „Kościół dla średnio zaawansowanych”
Paulina Jeske-Choińska

polonistka, redaktorka, prowadzi projekty wydawnicze....