Autorytet w Kościele

Autorytet w Kościele

Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią.

Mt 23,32–33

Słowa Jezusa: „mówią, ale sami nie czynią” wzywają wszystkich biskupów i kapłanów do gruntownego rachunku sumienia. Oni w nowym przymierzu nie zasiadają na tronie Mojżesza, ale Jezusa. „Kto was słucha, Mnie słucha”, mówi Jezus. „Czy postępuję tak, jak nauczam innych?”— oto pytanie, które dzisiaj powinien sobie zadawać każdy kapłan. Ponieważ chrześcijanin w pewnym stopniu odpowiada za innych, a my wszyscy powinniśmy sobie pomagać i pocieszać się nawzajem, pytanie to dotyczy każdego z nas.

Ten tekst Ewangelii stanowi pierwszą część płomiennej mowy, którą Jezus skierował przeciwko uczonym w Piśmie i faryzeuszom. Powinniśmy przeczytać ją w całości, aby uświadomić sobie owo oburzenie, wzburzenie, święty gniew, który czuje Jezus, kiedy myśli o tych fałszywych uczonych, nie prowadzących ludu, ale wiodących go na bezdroża.

W czasie niedzielnej liturgii Kościół nie pozwala nam usłyszeć dalszego ciągu tego tekstu. Jak zareagowaliby ludzie na słowa Jezusa wołającego nie jeden raz, ale aż siedem razy: „Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy…” i na to, jak kończy: „Dopełnijcie i wy miary waszych przodków! Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?” (Mt 23,32–33). Czy nie uczono nas być tolerancyjnymi, próbującymi rozumieć ludzkie błędy wynikające z traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa? Czy jest to ten sam Jezus, który mówi, że jest „cichy i pokorny sercem” (Mt 11,29)? Czy to jest miłość Boża?

Tak, to miłość Boża tutaj mówi. Często mylimy miłość z byciem miłym, nieszkodliwym. Jednak niejednokrotnie nie jest to miłość, ale tchórzostwo. Miłość nie tylko posiada uprzejmą i łagodną stronę, ale i tę mocną i stanowczą. „…bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, żar jej to żar ognia, płomień Pański”, mówi oblubienica w Pieśni nad pieśniami (8,6). W Jezusie jest tęsknota, „nieprzejednana jak Szeol”, by wszystkich ratować, również uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Kiedy widzi, że zaczynają niszczyć siebie samych i lud, musi zaingerować. Czy miłością byłoby bez sprzeciwu pozwolić im pójść na zatracenie? Jezus nie przeprowadza tej mowy we własnej obronie, nie myśli o sobie — miłość skłania Go do mówienia. Jego słowa są ostatnią, skrajną, nieomal desperacką próbą wstrząśnięcia faryzeuszami i ratowania ich. „Jak wy możecie ujść potępienia w piekle?” Podejmuje tę mowę właśnie dlatego, by uniknęli piekła.

Karcące słowa Jezusa nie przeczą Jego miłości, ale są dramatycznym jej wyrazem. Jest to sposób — w danej sytuacji jedyny — dawania swojego życia za przyjaciół. Jezus wie, że to przepowiadanie przypłaci życiem, jednak nie cofa się przed tak skrajną miłością.

Kiedy bardziej wnikniemy w ten fragment tekstu, spostrzeżemy, że Jezus nakreśla w nim obraz, pokazujący nam, jak powinien wyglądać autorytet w Kościele. Każda wspólnota, każda społeczność czy związek ma swoją strukturę, hierarchię, własne stopnie podporządkowania. Kościół nie jest wyjątkiem od tej reguły. Również w Nim są ludzie, którzy otrzymali funkcje kierownicze. „I dam wam pasterzy”, mówi Bóg (Jer 3,15). „Paś owce moje!”— powiedział Jezus do Piotra (J 21,16). Pasterz ma prowadzić stado. Jednak władza, istniejąca w Królestwie Bożym, nie będzie wcale podobna do tej, jaką spotykamy na ziemi.

Jak Jezus chce, by wyglądała władza w Kościele? Kiedy słyszymy, co zarzuca faryzeuszom, łatwo możemy zrozumieć, w jaki sposób Jego uczniowie mają sprawować misję pasterską wobec ludu Bożego.

Po pierwsze, Jezus oczekuje od swoich uczniów szczerości, wiarygodności, konsekwencji, to znaczy zgodności między słowami a życiem. Wielokrotnie wyrzuca faryzeuszom, że są obłudni. „Mówią, ale sami nie czynią”. Nie tak ma być w Kościele. Ci, których zadaniem jest nauczać, muszą sami wykonywać to, co głoszą. Prawdę trzeba wpierw „pełnić”, a dopiero potem jej uczyć. W Kościele pasterz nie idzie za owcami, ale przed nimi, ukazuje drogę, sam nią postępując. Tak czynił Jezus: „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13,15). Jezus „czynił i nauczał”, pisze św. Łukasz (Dz 1,1). W Pierwszym Liście św. Piotr pisze, że starsi, to jest biskupi i kapłani, mają paść stado „nie jak ci, którzy ciemiężą gminy, ale jako żywe przykłady dla stada” (5,3).

Słowa Jezusa: „mówią, ale sami nie czynią” wzywają wszystkich biskupów i kapłanów do gruntownego rachunku sumienia. Oni w nowym przymierzu nie zasiadają na tronie Mojżesza, ale Jezusa. „Kto was słucha, Mnie słucha”, mówi Jezus (Łk 10,16). „Czy postępuję tak, jak nauczam innych?”— oto pytanie, które dzisiaj powinien sobie zadawać każdy kapłan. Ponieważ jednak chrześcijanin w pewnym stopniu odpowiada za innych, a my wszyscy powinniśmy sobie pomagać i pocieszać się nawzajem, pytanie to dotyczy każdego z nas. Czy żyjemy tak, jak nas nauczono, czy nasze życie odpowiada temu szyldowi, jaki sobie wystawiamy jako chrześcijanie? Jest prawie pewne, że w tej materii mamy jeszcze sporo do zrobienia.

Druga sprawa, którą Jezus podkreśla, to wezwanie, aby apostołowie, czyli biskupi, kapłani, diakoni i wszyscy, mający wiodące i nauczycielskie zadania w Kościele, nie zajmowali Jego miejsca, by nie zastępowali Go sobą. To może się wydawać paradoksalne: z jednej strony kapłan zasiada na tronie Jezusa, a Jezus identyfikuje się z nim; a z drugiej strony kapłan nie powinien tego wykorzystywać, stawiać siebie w centrum i ściągać na siebie uwagę. Sam nie jest Jezusem, ale w najlepszym razie, Jego ikoną. A ikona odwołuje się do tego, kogo przedstawia. „Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, aby się ludziom pokazać” — mówi Jezus do uczonych w Piśmie. Chodzi o to, by oddawać chwałę imieniu Bożemu, a nie własnemu. Dlatego kapłani nie mają przypisywać sobie tytułów, które tylko Jezusowi się należą. „Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel… Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem, jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest wasz Mistrz, Chrystus.” Kościół jeszcze nie do końca odpowiedział na to wezwanie. Nadal funkcjonuje sporo tytułów, które pociągają za sobą ryzyko, że obdarzonego nimi postawi się w świetle, a Jezusa zostawi w cieniu. Kapłan ma być jak Jan Chrzciciel, który wiedział, że nie jest Oblubieńcem, ale przyjacielem Oblubieńca i który pragnął, by Oblubieniec wzrastał, a on się umniejszał (J 3,29–30). Albo jak Maryja, która zachęca nas, byśmy czynili wszystko, co Jezus nam powie (J 2,5).

Po trzecie, od autorytetów w Kościele Jezus oczekuje służby. W świecie autorytet kojarzy się z siłą, z władzą. Kto w hierarchii stoi najwyżej, ten ma największą władzę. Boga, który zajmuje najwyższą pozycję, nazywamy Wszechwładnym, co najczęściej interpretujemy w ten sposób, że dowolnie może On robić, co zechce. Jednak Bóg w swej istocie jest Ojcem. Jeśli jest wszechwładny, jest nim jako Ojciec: rodzi i inicjuje życie. Dla życia, które budzi, nie ma granic. Bóg może tylko je dawać. To, co my niewłaściwie nazywamy śmiercią, w sensie Bożym jest przejściem do jeszcze bogatszego życia. Bóg Ojciec jest wielkim sługą, wszystkich napełnia życiem w obfitości (J 10,10). Ci, którzy otrzymali wiodące funkcje w Kościele, nie otrzymali władzy, ale zadanie i zdolność dawania życia. Dawać życie znaczy w ostatecznym rachunku zawsze również dawać swoje życie. W Pierwszym Liście do Tesaloniczan św. Paweł pisze: „…byliśmy dla was łagodni, jak matka, która troskliwie opiekuje się swoimi dziećmi. Kochając was tak bardzo, pragnęliśmy dać wam nie tylko ewangelię Bożą, lecz i nasze życie” (2,7–8). Słowo autorytet pochodzi od łacińskiego augere, które znaczy pomnażać, promować, ubogacać, wynosić. Im większy posiada się autorytet, tym bardziej się służy. „Kto z was jest największy, niech będzie waszym sługą”.

Jezus kończy mowę powszechną zasadą, która dotyczy nie tylko tych, którzy pełnią przewodnią rolę w Kościele, ale wszystkich, chcących iść za Nim: „Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”.

Nie tylko kapłani są dzisiaj wezwani do rachunku sumienia, ale my wszyscy, idący w ślady Chrystusa. Wszyscy mamy wiele do zrobienia albo raczej bardzo potrzeba, byśmy Jemu się poddali.

tłum. Justyna Iwaszkiewicz

Autorytet w Kościele
Wilfrid Stinissen OCD

(ur. 10 stycznia 1927 r. w Antwerpii, Belgia – zm. 30 listopada 2013 r. w Tågarp, Szwecja) – belgijski karmelita bosy, doktor filozofii, współzałożyciel klasztoru w szwedzkim Norabby, znany w całej Skandynawii rekolekcjonista, ważna postać nie tylko szwedzkiego chrześcijańst...