Beatyfikacja od dołu

Beatyfikacja od dołu

Na ten dzień czekaliśmy wszyscy. W dniu ogłoszenia daty beatyfikacji Jana Pawła II zadzwoniłem do Rzymu do ojca Konrada Hejmo OP z prośbą o kwatery dla 150 osób i rozglądałem się za jakimiś wejściówkami na plac św. Piotra. Pragnąłem dla młodzieży z duszpasterstwa wywyższenia. Wierni żołnierze Lednicy, współpracownicy w dziele Jana Pawła II, wierne psy. Uparłem się też na wyjazd autokarem, bo więcej czasu można być ze sobą, można razem coś zrobić, przeczytać, pomodlić się.
Panika i strach zniechęciły dość szybko wielu i tak jak się zapisali, tak szybko się wypisali z naszej listy. Z trzech autobusów zostały dwa, reszta miała dolecieć lub dojechać samochodami.

Wtorek wielkanocny. Nareszcie ruszamy. W drodze czytamy Christifideles laici, adhortację o miejscu i roli świeckich w Kościele. Mówimy jutrznię i nieszpory. Tak przez trzy dni. Na miejscu u ojca Konrada ścisk, ale spotykam wielu przyjaciół i znajomych. Są razem ze mną Tomasz Dostatni i Mirosław Nowak, dominikanie. Dosiadamy się do stołu ojca Konrada. Młodzież pożywia się ze wspólnego gara na poddaszu.

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się