Bezmyślność polskiego katolicyzmu

Bezmyślność polskiego katolicyzmu

Liczba tekstów, wystąpień, komentarzy na temat Kościoła katolickiego jest imponująca. To istna burza mózgów, a niekiedy bezmózgów. W Polsce ludzie wciąż chętnie czytają o Kościele, a szczególnie o księżach. Byle było ostro, na odlew i po oczach. Jeden z głupszych tekstów, jaki ostatnio czytałem, wyszedł spod klawiatury Magdaleny Środy, która specjalnie dla WP popełniła artykulik Natura polskiego katolicyzmu. Znajdują się w nim takie „perełki”, jak stwierdzenie: „Komunia to prawdziwe żniwa. Następne pojawią się dopiero w sierpniu, w czas narodowego pielgrzymowania, chociaż na nim zarabia nie każda plebania, lecz ta, która jest uposażona w jakąś relikwię”. Dziesięć razy wędrowałem z różnymi pielgrzymkami na Jasną Górę i doprawdy nie mam pojęcia, o jakie pielgrzymki, plebanie, relikwie i pieniądze pani profesor chodzi. Skoro jednak Pan Bóg w swej wszechmocy przemówił przez oślicę, to i każdy tekst może się okazać pożyteczny.

Wskazując uczenie na naturę polskiego katolicyzmu, Środa odwołuje się do trzech pojęć: pycha, hipokryzja, bezmyślność. No cóż! trudno zaprzeczyć, że te trzy grzechy (albo raczej dwa grzechy plus wada) nie są obce polskiemu katolikowi, tak jak nie są obce człowiekowi w ogóle, w tym – o zgrozo! – także ludziom z tytułami profesorskimi. Bijmy się jednak we własne piersi, a nie w piersi ludzi nauki. Pomyślmy na przykład o bezmyślności. Rzeczywiście, tyle lat nauki religii, poczynając od przedszkola, a na maturze kończąc, a wciąż nie brakuje tych, którzy mają poważne problemy z wymienieniem trzech Osób Boskich. Kacper, Melchior i Baltazar – można usłyszeć szczerą odpowiedź. Dochodzi też do żenujących scen, kiedy ksiądz zapyta czasem dorosłego katolika o modlitwę Ojcze nasz lub Zdrowaś Maryjo. Trudną sytuację próbuje się wówczas rozładować stwierdzeniem, że ksiądz jest złośliwy i się czepia. Dlaczego tak wielki katechetyczny wysiłek Kościoła idzie w 90 procentach na marne? Szukając odpowiedzi na to przykre pytanie, można się pocieszać, że ziarno zostało zasiane i kiedyś – w swoim czasie – wyda owoc, przebijając się przez skorupę zapomnienia. Czy nie jest to jednak pocieszanie fałszywe?

„W katechetycznym nauczaniu nie ma czasu na zapytanie, nie ma czasu na refleksję czy myślenie” – stwierdza Środa. Pewno i tak bywa, ale z moich (przyznaję, że nikłych) doświadczeń katechetycznych, a przede wszystkim z opowieści katechetów i katechetek skłonny jestem wysnuć wniosek, że problem jest dużo bardziej złożony. Pewien katecheta opowiadał mi, że na jego zajęcia z grupą przygotowujących się do bierzmowania przyszedł sam proboszcz, który miał do niego zastrzeżenia, ten bowiem kilku uczniów nie chciał do sakramentu dopuścić. Po pytaniu, jakie proboszcz usłyszał na powitanie, zastrzeżeń już nie było. Pytanie bowiem brzmiało: „Czy ksiądz proboszcz się masturbuje?”, a towarzyszyły mu śmiechy i jednoznaczne gesty kilku wyrostków. Zachęcanie młodzieży do religijnej refleksji i myślenia nie jest więc sprawą łatwą.

Tego rodzaju sytuacje na szczęście nie są na porządku dziennym. Zdarzają się klasy, w których można podyskutować na tematy religijne. Fakt, że niekiedy do wyzwań stawianych przez ambitną młodzież nie dorastają katecheci. Tym bardziej trzeba zauważyć, że sensowna dyskusja wymaga pewnego zasobu wiedzy. Zarówno nauczyciela, jak i uczniów. Określone informacje trzeba przyswoić, nauczyć się ich na pamięć. W przeciwnym razie dyskusja łatwo przejdzie w bełkot. Podczas swojego spotkania z młodzieżą w Niemczech Benedykt XVI zachęcał młodych ludzi do czytania Katechizmu Kościoła Katolickiego. Bo żeby zrozumieć, trzeba mieć najpierw co rozumieć.

Profesor Środa w swoim tekście o Kościele zajmuje się głównie miesiącem majem, bo maj to czas Pierwszych Komunii, a Pierwsza Komunia i przygotowanie do niej to – zdaniem profesor – najlepszy obraz wad i grzechów polskiego katolicyzmu. Bezmyślność miałaby być nieodłączną cechą przedkomunijnego wkuwania formułek. Ja natomiast pamiętam, że jak zdawałem egzamin przed Pierwszą Komunią, a miałem wówczas 7 lat, gdyż należałem do eksperymentalnej grupy „wcześniaków”, to ksiądz wziął mnie na kolana i zadał podchwytliwe pytanie: „W jakim sklepie kupuje się łaskę uświęcającą?”. W ramach mojej odpowiedzi wyjaśniliśmy sobie z księdzem, że łaski się w ogóle nie kupuje, ale się ją darmo otrzymuje, na przykład podczas spowiedzi, przy czym konfesjonał sklepem nie jest, choć od biedy można by go z kioskiem porównać. Czułem się potraktowany bardzo poważnie, choć siedziałem na kolanach księdza katechety. (Czytelniku uważny! Nie niepokój się! Naprawdę nie byłem molestowany).

Środa rozprawia o maju. Jednak po maju jest czerwiec, a to miesiąc święceń kapłańskich. Oby w ich przyjmowaniu było jak najmniej bezmyślności! Bezmyślny, a skutecznie udający myślącego neoprezbiter to nieszczęście. Za kilka lat powie, że kapłańskie przyrzeczenia, z celibatem i posłuszeństwem ordynariuszowi na czele, już go nie interesują. No i dalej będzie udawał myślącego. Na przykład w bezmyślnie zachwyconych takim eksksiędzem mediach.

Bezmyślność polskiego katolicyzmu
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....