Bezruch
fot. monique olie FpE / UNSPLASH.COM

Im dalej mam jechać, tym bardziej chcę zostać w domu. Przed każdą samotną podróżą do miejsca, którego nie znam, nachodzą mnie wątpliwości. I, jakbym chciała zaprzeczyć ruchowi, który zaraz wykonam, powstrzymać dystans, jaki przejadę, zaczynam leżeć. Nieruchomo, długo, pod byle pretekstem. Leżę po wyłączeniu budzika, z oczami otwartymi szeroko, błądząc wzrokiem po grzbietach książek. Dzięki nim podróżowałam, nie musząc się ruszać spod kołdry. Amitav Ghosh przenosił mnie do Indii, Karl Ove Knausgard – do Norwegii, Nicolas Bouvier – do Turcji. Oczywiście oni też są wszystkiemu winni, podróże prawdziwe biorą się z czytania. Leżę i szukam w książkach ratunku. Może któraś z nich da mi teraz schronienie. Zabierze gdzieś, skąd nie będę wyruszać, przeżywać pożegnania, rozłączenia, napięcia. Nie będę musiała go utulać, pomniejszać bzdurnym tłumaczeniem do lustra, że to tylko kilkanaście godzin lotu i tylko 45 nocy, że nikt nie zauważy nieobecności, że gdybym została, ten czas zleciałby jak okamgnienie.

***

Leżę wieczorem, bez snu, oglądając filmy, które znam na pamięć. To, że żaden z bohaterów nie może zachować się w nieprzewidziany dla mnie sposób ani powiedzieć czegoś, czego już o nim nie wiem, działa uspokajająco. Zamknięta w ciasnym pudełku przewidywalnej historii stanowię przeciwieństwo tego, co zaraz się zacznie. Za kilka dni nic nie będzie wiadome, a wszystko stanie się możliwe. Nie lubię wyrażenia „podróż pełna niespodzianek”, ponieważ cała jest niewydarzona, jeszcze się nie stała, nie mam więc żadnych założeń co do tego, czym mogłaby się stać. Zanim ją rozpocznę, staram się wiedzieć jak najmniej, coś jednak wiedząc. Jeśli podróż ma pozostać doświadczeniem, musi być wolna od uproszczeń, które – ułatwiając przemieszczanie się – uniemożliwiają odkrywanie. Jeśli zlikwiduję niewiadome, zgaszę zdolność do bycia zadziwnioną. Informacje o miejscach, w które trafię, są na równi pomocne, co zagrażające. Diabeł tkwi w proporcjach przygotowania i niewiedzy. Bez tego pierwszego może się okazać, że brakuje narzędzi do odkrywania świata. Bez tej drugiej – że nie ma już na nie miejsca. To właśnie – lęk przed brakiem odkryć – jest większy niż obawa przed tym, co może się przytrafić. Cóż bowiem gorszego niż to, że nie stanie się nic, a ja nie przeżyję niczego istotnego, co poruszy, przemieni? A brak doznań jest bardziej prawdopodobny teraz, gdy świat skurczony upodabnia się i sam siebie kopiuje. I gdy mój wzrok, nawykły do patrzenia w ekran, słabiej radzi sobie z dostrzeganiem rzeczywistości.

***

Zostało Ci jeszcze 48% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się