Stół wciąż stoi tam, gdzie zawsze. W dużym pokoju, pod oknem. Koronkowy biały obrus dodaje mu godności, ale nie może zasłonić mocno zdartej politury, która – jak pomarszczona skóra – przebija przez koronkowe sploty. Na stole dwie doniczki fioletowych storczyków stojących tu od Dnia Matki: „Zobacz, synku, te kwiatuszki, które od was dostałam, tak długo się trzymają”. A kiedyś tyle się tu działo! Stół zawsze był zajęty. Nie tylko w czasie codziennych i świątecznych posiłków (sześcioosobowa rodzina potrzebowała całego stołu), ale też przez całą resztę dnia. Przy stole Mamusia czytała nam książki, uczyła modlitw i śpiewała piosenki (religijne, patriotyczne, ludowe), a potem zastawiała stół wytworami swojej pracy chałupniczej, polegającej na skręcaniu i malowaniu etui do szminek oraz plastikowych klocków edukacyjnych. Gdy przedmioty te znikały ze stołu, Tato – krawiec – rozkładał na nim swoje materiały i wykroje, a na dywanie pod stołem lądowały ścinki, nitki, czasami nawet igły, których szukaliśmy, chodząc na kolanach po podłodze. Lekcje też odrabialiśmy przy tym właśnie stole, bo
Zostało Ci jeszcze 78% artykułu