Bóg objawia swoje Imię

Bóg objawia swoje Imię

Zgodnie z żydowskim rozumieniem imię wyraża istotę osoby, posiada moc. Poznanie czyjegoś imienia, szczególnie gdy chodzi o bóstwo, oznacza zyskanie wglądu w jego istotę i możliwość dysponowania jego mocą.

Rzekł mu Bóg: „Nie zbliżaj się tu!
Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce,
na którym stoisz, jest ziemią świętą”
(Wj 3,5).

W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu Kościół wyprowadza nas na pustynię. Pragnie bowiem, abyśmy w tym czasie nawiedzili to miejsce razem z Panem, który przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy postem i modlitwą walczył ze złymi mocami. Słyszeliśmy opowieść o wielkim widzeniu, którego doświadczył Mojżesz: Bóg objawił się mu w krzewie, który palił się, ale ogień go nie trawił. Jest to jedna z najpiękniejszych opowieści Biblii. Spróbujmy zrozumieć, jaki jest jej sens, tak w Starym Testamencie, jak i w dzisiejszej liturgii.

W miejscu odosobnionym

Wizja Mojżesza i jego powołanie dokonują się na pustyni. To nie przypadek. Oczywiście Bóg jest wszędzie i możemy Go spotykać w każdym miejscu: na ulicy, w biurze, w pociągu. Jednak łatwiej odnaleźć Go w samotności. Również prorokowi Eliaszowi Bóg objawił się w miejscu odosobnionym, przemienienie zaś Jezusa miało miejsce na górze, daleko od zgiełku świata. Wątek pustyni przewija się przez cały post po to, byśmy zrozumieli, że od czasu do czasu powinniśmy znajdować chwile samotności i milczenia, aby postarać się zapomnieć o wszelkich ziemskich troskach i całą uwagę skierować na Boga. Mojżesz opuszcza swoich braci — tak czyni później Jan Chrzciciel i również Pan Jezus — aby stopniowo powracać do nich, oczyszczony, umocniony, jak odnowiony człowiek.

Na pustyni Mojżeszowi objawia się Bóg. To, czego Mojżesz doświadcza w tym widzeniu, trudno wyrazić słowami. Doświadczenie Boga jest zawsze niewypowiedziane. Jednak człowiek wciąż od nowa usiłuje opowiedzieć o tym, czego opowiedzieć się nie da, i opisać to, co nieopisane. Nawet opisy mistyków niewiele potrafią oddać z tego, czego sami doświadczali: poprzez liczne obrazy próbują wyrazić choć cień niewyrażalnej rzeczywistości, z którą mieli kontakt. Podobnie Izrael usiłował opisać doświadczenie Mojżesza, kiedy to Bóg go zawołał.

Ogień, który nie spala

Mojżesz widział, mówi Pismo, „jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego”. Bóg jest ogniem trawiącym (Pwt 4,24). Ogień zawsze uznawano za obraz Boga. Kiedy Eliasz na górze Karmel chce udowodnić prorokom Baala, że to nie Baal, ale Jahwe jest Bogiem, to decydującym znakiem jest spadający z nieba żar, który trawi ofiarę. W naszym języku nazywamy to płomieniem miłości. Ogień i miłość przynależą do siebie nawzajem. Jeżeli Bóg jest miłością, to nic dziwnego, że objawia się w ten sposób. Również Teresa z Avili wielokrotnie doznawała objawień, w których widziała anioła przebijającego jej serce ognistą strzałą.

Mojżesz widział, jak krzew płonął, ale się nie spalał. Na tyle to go zdziwiło, że zbliżył się, aby przyjrzeć się temu niezwykłemu zjawisku i zobaczyć, dlaczego tak się dzieje. Egzegeci żydowscy uznawali ten dziwny fenomen za symbol Izraela, który nigdy nie zostanie pokonany przez swoich wrogów. Może taka interpretacja jest nazbyt inspirowana żydowskimi uczuciami nacjonalistycznymi. Kościół w swojej liturgii widział w tym zdarzeniu obraz dziewiczości Maryi, która pokona wszystko, nawet to, co jest niemożliwe: będzie matką i porodzi dziecko.

Jest jeszcze inny sens tego wydarzenia. Kiedy Bóg zalewa człowieka swoją miłością, to nie unicestwia go. Człowiek nie zostaje pochłonięty przez Niego tak, aby miał tracić swoją osobowość. Takie pojęcie funkcjonuje w wielu religiach Wschodu. Według żydowskiej i chrześcijańskiej interpretacji człowiek nigdy nie rozpływa się w Bogu. Nie przemienia się w proch, ale w ogień, niewielki ogień, który uczestniczy w wielkim ogniu.

Jestem dla Ciebie

Pan daje Mojżeszowi zadanie wyprowadzenia ludu izraelskiego z Egiptu do obiecanej ziemi Kanaan. Bóg sam nie zstępuje, aby wyzwolić Izraela, ale posyła proroka. W historii zbawienia Mojżesz jest pierwszym, którego Bóg posyła. Mojżesz waha się, czy zaakceptować Boże wezwanie: „Kimże jestem, bym miał iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu?” (Wj 3,11). Biblia mocno podkreśla to wahanie. Widać, że Mojżesz nie szukał swego powołania, ale wbrew własnej woli został włączony w służbę Bogu. Przez to, że prorok wzdraga się przed tym, jasne jest, że wielkie dzieło zbawienia, które teraz ma się rozpocząć, nie dokona się ludzkim wysiłkiem, ale mocą Najwyższego.

Choć Mojżesz upewnił się co do Bożej pomocy, nie jest gotów zaakceptować Bożego powołania, jeśli nie będzie mógł wyjawić Izraelitom imienia Bożego. Zgodnie z żydowskim rozumieniem imię nie jest dobroduszną etykietką, jak to często się dzieje w przypadku naszych imion. Imię wyraża istotę osoby, posiada moc. Poznanie czyjegoś imienia, szczególnie gdy chodzi o bóstwo, oznaczało zyskanie wglądu w jego istotę i możliwość dysponowania jego mocą. Dlatego bóstwa egipskie skrywały swoje imiona, aby nie stracić swojej mocy. Jeżeli Mojżesz może ujawnić imię Boga ojców, jest to dowodem na to, że Bóg oddał mu swoją moc do dyspozycji.

Odpowiedź Boga jest krótka i pełna tajemniczości. Moje imię jest: Jahwe — Ja jestem. Ta odpowiedź jest czymś więcej niż potwierdzeniem tego, że Bóg istnieje. „Być” u hebrajczyków zawsze wyraża pewną dynamikę, oznacza skierowanie na coś lub na kogoś. Kiedy Bóg mówi „Ja jestem”, to w Starym Testamencie słowa te prawie zawsze poprzedza przyimek „z” albo „dla”. To, że Bóg jest, znaczy, że On jest–z–innymi albo jest–dla– –innych; że z pełnią miłości jest obecny w ludziach, w swoim ludzie. To oznacza, iż jest gotów występować na korzyść tych, których jest Bogiem. Boże „być” oznacza bezustanne ingerowanie w historię ludu wybranego. Boże „być” przeciwstawne jest nie–być Baala. Baal i inne bożki są bezsilne i bezwartościowe. Nie można na nich polegać ani im ufać. Jahwe można ufać, On jest.

Bóg ratuje

Ja jestem z tobą, Ja jestem z wami — to kwintesencja całego orędzia biblijnego. W Biblii wszyscy ludzie wierzący posiadają tę mądrość: Pan jest z nami. Bóg Izraela to Jahwe: Ja jestem (z wami). W Nowym Testamencie jest Emmanuelem: Bogiem z nami. Bóg jest ze swoim ludem.

Dla nas, będących pod wpływem środowiska, w którym przemilcza się Boga, dobrą przeciwwagą jest lektura Biblii i zobaczenie, że Bóg zawsze jest z nami, że nic nie dzieje się poza Nim, że wszystko, co się wydarza, stanowi element miłosnej relacji do Niego.

Kościół nieustannie powtarza w swojej liturgii: Dominus vobiscum, co równie dobrze może znaczyć Pan jest z wami, jak i Pan niech będzie z wami. Nam, którzy żyjemy w Nowym Przymierzu, Bóg także objawił imię, nowe imię. Tym imieniem jest Jezus. Jezus oznacza „Bóg ratuje” i pozostaje na równi z imieniem „Ja jestem”. Jednak dla nas imię Jezus łączy się z żywą, widzialną osobą, z Bogiem, który stał się człowiekiem w historycznym człowieku Jezusie z Nazaretu. Wiemy, że żydzi z szacunku do Boga nie wypowiadali imienia „Jahwe”. W Jezusie Bóg tak bardzo zbliżył się do człowieka, że nie musimy się lękać wypowiadania imienia Jezus. Przeciwnie, imię Jezus to nasza wielka moc. Powinniśmy je bardzo często powtarzać. „Olejek rozlany — imię twe”, czytamy w Pieśni nad pieśniami (1,3). Imię Jezus jest jak miód w ustach, mówi św. Bernard z Clairvaux, a św. Paweł pisze do Filipian: „Na imię Jezusa zegnie się każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych” (2,10).

To cudowne imię jest zawsze do naszej dyspozycji.

tłum. Justyna Iwaszkiewicz

Bóg objawia swoje Imię
Wilfrid Stinissen OCD

(ur. 10 stycznia 1927 r. w Antwerpii, Belgia – zm. 30 listopada 2013 r. w Tågarp, Szwecja) – belgijski karmelita bosy, doktor filozofii, współzałożyciel klasztoru w szwedzkim Norabby, znany w całej Skandynawii rekolekcjonista, ważna postać nie tylko szwedzkiego chrześcijańst...