Brewiarza po dziurki w nosie
fot. anna sullivan

Brewiarza po dziurki w nosie

Najczęściej kapłańskie narzekania mają całkiem realną przyczynę. Nikt przy zdrowych zmysłach nie poświęci, powiedzmy zwyczajniej, nie będzie marnował życia dla rytuału i papierów. I słusznie.

Kryzys? Nic w tym złego, choć też nic przyjemnego, ale co z niego wyniknie, to zależy od nas samych i od tych, pośród których żyjemy. A ponieważ wygląda na to, że kryzysu nie da się uniknąć, gdyż jest on siłą napędową wszelkiego rozwoju i życia, wszystko rozbija się o to, jak, będąc w tak zwanym dołku, próbujemy się zeń wydobyć i czy mamy przy sobie kogoś, kto w potrzebie poda nam rękę. Wbrew pozorom sprawa nie jest prosta, a to dlatego że jako chrześcijanie zdecydowaliśmy się żyć na bakier. Jezus wszystko, łącznie z porządkiem prawno-moralnym, postawił na głowie. Dlatego w chrześcijaństwie więcej się oczekuje od pokrzywdzonego niż od krzywdziciela. To na pokrzywdzonym spoczywa obowiązek przebaczenia, i to bez czekania, aż go złoczyńca o to poprosi. Chrystusowa odwrócona perspektywa patrzenia na rzeczywistość ma charakteryzować sposób myślenia i działania chrześcijan, a starszych Kościoła, chciałoby się rzec, przede wszystkim. Jeśli jednak tak się rzeknie, wpadnie się w klerykalną pychę. Zacznie się licytacja, czyj sposób życia jest doskonalszy: świeckich katolików czy duchownych?

Bóg sam wystarczy?

Zostało Ci jeszcze 92% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się