Brudny Harry

Gabriele Kuby, Harry Potter – dobry czy zły?, Wydawnictwo Polwen, Radom 2006, s.144

Dla porządku zadeklaruję, że Harry’ego Pottera znam i lubię, ale nie jest on moją bajką (są nimi Trylogia i Władca Pierścieni). Niemniej Harry jest bajką mojego dziecka, które z niej w końcu wyrośnie, jednak dzisiaj zajmuje ona w jego świecie ważne miejsce (na razie ex aequoWładcą), ja zaś radośnie mu w tym kibicuję.

Gdyby książeczka Gabriele Kuby była jej prywatnym przedsięwzięciem, nie poświęciłabym jej minuty swego cennego czasu. Nie byłoby o co drzeć szat. Ale szanowna autorka podparła się autorytetem nie kogo innego, jak papieża Benedykta XVI (a ściślej: kardynała Josepha Ratzingera). W tym momencie ktoś taki jak ja, katolik, rodzic i uważny czytelnik powieści Joanne K. Rowling staje w obliczu konfliktu sumienia. Z jednej strony widzi nierzetelność przedstawionych przez Gabriele Kuby argumentów. Z drugiej, choćby był zarozumiały jak sto diabłów, musi brać pod uwagę zdanie prefekta Kongregacji Nauki Wiary, nawet jeżeli jego parafkę traktowałby jako czysto kurtuazyjną uprzejmość wobec rodaczki, a w dodatku, nawet gdyby się domyślał, że ów prefekt posługiwał się w najlepszym razie jedynie streszczeniem tego dziełka, co przyznaje sama autorka… 1

Nagina fakty do swoich potrzeb

Już w pierwszym rozdziale autorka przeprowadza prezentację bohaterów zgodnie z bolszewicką metodą: „daj mi człowieka, a paragraf zawsze się znajdzie”, balansując na krawędzi prawdziwych wydarzeń. Tak, jakby twierdziła, że Frodo z Władcy Pierścieni to tchórzliwy mały grubas, który zdradza przyjaciół w chwili próby, Sam znęca się psychicznie i fizycznie nad schizofrenikiem, a Eowina jest feministką bez poczucia wstydu, która uwodzi Aragorna i wbrew królewskiemu rozkazowi pozostawia poddanych na pastwę losu, realizując swoje fanaberie. Rozumiecie technikę manipulacji? Na tak skonstruowanej podbudowie przechodzi do analizy cyklu, podkreślając wielokrotnie (by nie rzec: obsesyjnie) dwa jego rzekome aspekty: brak transcendentnego wymiaru (przy odwróceniu boskich symboli) i pozorną (podkreślenie moje) walkę dobra ze złem, przy czym sugeruje, że w istocie w czytelniku niszczona jest umiejętność odróżniania dobra od zła jako takich.

Gabriele Kuby deklaruje, że przeczytała wnikliwie wszystkie pięć tomów o Harrym (szósty i siódmy ukazały się już po niemieckim wydaniu jej książki, ja również odnoszę się do pierwszych pięciu). Myślę, że znacznie korzystniej byłoby dla niej, gdyby otwarcie przyznała: Harry Potter to żadna literatura, nie byłam w stanie zmusić się do przeczytania tego chłamu, niemniej według mnie każda powieść traktująca o magii zawiera treści szkodliwe dla młodego czytelnika, co będę się starała naświetlić. W porządku! Święte prawo autorki! Jeżeli jednak upiera się przy dobrej znajomości krytykowanych tekstów, możliwości są, niestety, dwie: albo nie umie czytać ze zrozumieniem (co potrafi szóstoklasista), albo, mówiąc elegancko, nagina fakty do swoich potrzeb (mówiąc z ewangeliczną prostotą: kłamie).

Gabriele Kuby wielokrotnie zaznacza, że Hogwart jest szkołą, w której naucza się czarnej magii i praktykuje ją. Jest to nieprawda: w Hogwarcie uczy się obrony przed czarną magią, uparcie zaś i z całą stanowczością główni pozytywni bohaterowie odżegnują się od tego typu praktyk, w każdym kolejnym tomie przystępują też z własnej woli do walki z mocami ciemności. Trzeba doprawdy bardzo złej woli, żeby doszukać się diabelskich praktyk w pracowitym zdobywaniu umiejętności przydatnych w walce. Gabriele Kuby z pewnością nie będzie dezawuować konieczności i wartości wojny obronnej. Wszak, aby walczyć, trzeba umieć to robić, nieprawdaż? We Władcy Pierścieni też nikt pardonu wrogowi nie dawał, a dwie sympatyczne postacie zabawiały się na polu bitwy, która z nich więcej orków ubije… Przy okazji, Hogwart jest przykładem konserwatywnej, tradycyjnej szkoły, gdzie do uczniów mówi się per „pan”, ale też wymaga od nich pracy, właściwego zachowania i posłuszeństwa, egzekwując to za pomocą, owszem, kar, ale i stwarzając klimat etosu szkoły! Pozazdrościć!

Kolejną obsesję autorki, że Harry Potter to „świat ideologii rasistowskiej narastającej w każdym kolejnym tomie” 2 wypada skwitować – choć może to niezbyt grzeczne – jedynie wzruszeniem ramion. Nikt, choćby nawet nie czytał książek, a tylko przypadkiem podejrzał fragment któregoś z filmów, nie weźmie poważnie tego zarzutu! Mamy tu jaskrawy przykład nieumiejętności właściwej interpretacji tekstu (lub jego nieznajomości). Języka pararasistowskiego używają w powieści jedynie postacie negatywne, realizatorzy filmów zaś poszli wręcz w kierunku ultrapoprawności politycznej, skoro w angielskiej szkole widzimy tyle czarnych twarzy…

Kiedy dowiadujemy się z kolei, że „w Harrym Potterze nie ma dążenia do dobra, nie ma osób, które w jednoznaczny dla czytelnika sposób reprezentowałyby pokorę, zaufanie, wierność, współczucie czy miłość” 3 powinniśmy zachować chłodny, lekceważący dystans wobec słów uważanych przez siebie za bełkot. Jednakże skoro, jak powiedziałam, Harry to moja wycieczka w świat literatury dziecięcej, trzeba by się wczuć w percepcję młodego czytelnika. Według Gabriele Kuby jest to historia „świata przemocy i grozy, wstrętu i terroru, ciągłego zagrożenia i opętania” 4, który nieudolnie próbuje się przykryć „baranią skórą przyjaźni między Harrym, Ronem a Hermioną” 5. Dla mojego dziecka i dla mnie – kilka tysięcy stron opowieści o przyjaźni, wierności, miłości, męstwie, oddaniu, lojalności… a nawet o dojrzewaniu do posłuszeństwa, ubranej w kostium czarodziejstwa. Nawet mogę uznać, że jest to kostium uszyty nieporadnie. Ale złych intencji – złych? to za słabo powiedziane! złowieszczych! diabolicznych! – nie dostrzegam. Mało tego, uważam, że Rowling udała się nie byle jaka sztuka: zło w jej książkach jest nudne, a dobro – pociągające!

A co do opętania… Doprawdy nie chcę wpaść w niekończącą się wyliczankę, ale powiedzmy sobie raz na zawsze: Harry nie był opętany przez Voldemorta 6, jak do znudzenia powtarza Gabriele Kuby. Voldemort nie mógł fizycznie i psychicznie zawładnąć Harrym dlatego, że ten ostatni był zdolny do miłości i współczucia, zaś w krytycznej chwili ocala go samo tylko wspomnienie o zmarłym Syriuszu! 7

Kwestię symboli satanistycznych skwituję bardzo krótko, przebiegle odsyłając czytelnika do znakomitego, kompetentnego artykułu Andrzeja Fiderkiewicza w numerze 67 „Arcanów”: Dziedzic Gryffindora. Inne spojrzenie na książki o Harrym Potterze 8 . Zaiste inne. Fiderkiewicz z werwą deszyfruje obecne w powieściach symbole chrystologiczne! To dopiero coś!

Świadczy to o tym, że każdy w obiekcie badań może dojrzeć różne, czasem zupełnie odmienne aspekty, a Gabriele Kuby trzeba po prostu współczuć, skoro twierdzi, że w „Harrym nie było żadnej sceny, która byłaby naprawdę pozytywna, zdrowa, wesoła, pełna nadziei” 9. Jeżeli nie potrafiła się roześmiać, kiedy Hermiona walczy o prawa skrzatów, na balu bożonarodzeniowym, przy wygłupach braci Weasleyów, w łazience prefektów, triumfować z Gryfonami podczas meczu; skoro zgorszyło ją, że Dumbledore wyłowił fasolkę o smaku miodu z uszu, zaś pysznie opisane, nieporadne zaloty Harry’ego do Cho skwitowała zimno i wyniośle – to znaczy, że to jej, nie Joanne Rowling i Harry’emu brak radości życia.

Nieprzebrane ilości jadu czy zła wola?

Gabriele Kuby, niestety, ma nieprzebrane ilości jadu w sercu. Tylko bowiem naprawdę zła wola każe mówić:

– że Harry, Ron i Hermiona nigdy nie płaczą. („Dumbledore zainteresował się nagle jakimś ptaszkiem, co pozwoliło Harry’emu otrzeć łzy prześcieradłem” 10; „Hermiona zalała się łzami” 11; „Siedział tam długo (…), starając się zapomnieć, że tam, po drugiej stronie jeziora, Syriusz upadł, próbując przegonić setkę dementorów… (…) Wrócił do zamku, ocierając twarz rękawem” 12. Wystarczy? Ja mogę wyliczać dalej…

– że przyjaciele nie protestują, kiedy Ron dręczony jest z powodu ubóstwa (!) 13;

– że Harry oddał pokłon Voldemortowi, przez co uznał jego władzę (!!!):

Mała przerwa – rzekł Voldemort (…). Boli, co? Nie chcesz, żebym to zrobił jeszcze raz, co, Harry? Harry nie odpowiedział. Wiedział, że za chwilę umrze. (…) Ale nie będzie igraszką Voldemorta, nie będzie mu posłuszny. Nie będzie go błagać o litość… (…) Nie umrze, klęcząc u stóp Voldemorta… Umrze wyprostowany, jak jego ojciec, próbując się bronić, nawet jeśli żadna obrona nie jest możliwa…. 14

– że Rowling pochwala branie kokainy przed egzaminem 15;

– że „piąte przykazanie »Nie zabijaj« otrzymuje dopełnienie: »jeśli nie musisz…«” 16 (tu zamiast wykrzykników cytat z ulubionego – także przez Gabriele Kuby – Tolkiena: „Nie zabijaj tak pochopnie”).

A ile wykrzykników trzeba by postawić, kiedy autorka twierdzi, że Voldemort odrodził się dzięki ofierze z bezbronnego dziecka, które zarzuciło Glizdogonowi (słudze Voldemorta) chude rączki na szyję? Znowu to samo: kompletna ignorancja, niezrozumienie czytanego tekstu czy złośliwa manipulacja? „Bezbronnym dzieckiem”, rzecz jasna, był sam Voldemort, jeszcze niezmutowany, którego trzeba było zanurzyć w złowieszczym eliksirze „ucieleśniającym”. Jasne, że to trochę śmierdzi kiepskim horrorem. Ale granice między dobrem a złem są oczywiste dla każdego małolata, któremu czytelnicze umiejętności pozwoliły dobrnąć do tej nieszczęsnej strony 666 – w polskim wydaniu, wydanie angielskie w ogóle nie ma tylu stron! Pozwolę zaś sobie przypomnieć w tym miejscu Danuśkę z obowiązkowych w pierwszej klasie gimnazjalnej Krzyżaków i wampirycznego Zygfryda wkładającego rękę Juranda do trumny Rotgiera, że już nie wspomnę o szczegółach jego samobójstwa.

Jak zatem zareagują na książeczkę Gabriele Kuby osoby naprawdę, bo z racji wieku, po dziecięcemu niedojrzałe? Kiedy przeczytają, że autorka ma poparcie papieża? Może tak: „Oni kłamią! Kler kłamie! Nie będę chodził do kościoła!”. Nawiasem mówiąc, kiedy Tolkiena zaatakowano, że we Władcy Pierścieni kreuje świat bez Boga – a tak, tak! – Profesora potężnie to przygniotło. Pozbierał się, bo był człowiekiem dojrzałym, także w wierze. Nie każdemu jednakże dana jest mądrość starego Mistrza.

Uporządkujmy pole: celowo nie zaczynam nawet dyskusji o szkodliwości magicznej scenerii w książkach dla dzieci i fantasy i o samej magii jako takiej. Nie jestem ślepa na potencjalne i faktyczne zagrożenia ezoteryką i okultyzmem. Powiedziano o tym już bardzo dużo i dużo bardziej kompetentnie, niż bym zdołała. Jednak w tym konkretnym przypadku swoim Bardzo Małym Rozumkiem wyczuwam, że nastąpił błąd w diagnozie. Zatem skoro Gabriele Kuby chce zwalczać, jak twierdzi, podstępną promocję magii i satanizmu na łamach książek o Harrym – jej wola! – powinna to czynić rzeczowo i kompetentnie, z rzetelną znajomością przedmiotu, nie uciekając się do manipulacji tekstem w imię wyższych celów, w części analitycznej zaś operując faktami, a nie zachłystując się egzaltowaną retoryką. W przeciwnym razie osiągnie efekt przeciwny do zamierzonego. A już na pewno nie powinna dla celów marketingowych podpierać się powagą papieża.

Chyba że wyjątkowo na dobre obróci się pokoleniowa wada naszych pociech, które ponoć nie czytają, tylko ślęczą przed komputerem, więc do inkryminowanej pozycji nie dotrą. Za to rodzice przeczytają, zatrzęsą się ze zgrozy i dadzą szlaban na Harry’ego pod wszystkimi postaciami (książki, filmy i gry). Ich wola, władza i święte prawo. I ich los, jeżeli przez takie byle co dojdzie do pęknięcia pomiędzy nimi a dziećmi.

1 Winni czarodzieje, Tygodnik Powszechny Nr 31 z 31 lipca 2005: wywiad z Gabriele Kuby, rozmawiała J. Brożek. 
2 Zob. Gabriele Kuby, Harry Potter – dobry czy zły? (dalej: GK), Radom 2006, s. 11, 62–63, 89.
3 GK, s. 67. 
4 GK, s. 11. 
5 GK, s. 31. 
6 Joanne K. Rowling, Harry Potter i Zakon Feniksa, tłum. A. Polkowski, Media Rodzina, oznań 2004 (dalej: HP i nr tomu), s. 553–554. 
7 HP V, s. 891. 
8 „Arcana” nr 67 (1/2006), s. 156. 
9 Zob. GK, s. 18, 67. 
10 HP I, s. 308. 
11 HP IV, s. 377. 
11 HP V, s. 934. 
13 HP I, s. 117, HP V, s. 458… 
14 HP IV, s. 686 i 687. 
15 HP V, s. 777 (dla odmiany nie 666). 
16 GK, s. 59.

Brudny Harry
Małgorzata Klunder

ciągle jeszcze młodsza od Froda Bagginsa, archeolog, gospodyni domowa, matka dzieciom....