Chłopaki a zakręt na drodze

Chłopaki a zakręt na drodze

Dom dla narkomanów w podpoznańskiej Wierzenicy jest zupełnie inny niż większość ośrodków odwykowych. Zamiast krat – autorytet. Zamiast żelaznej dyscypliny – normalność.

Zaczęło się od Macieja. Nie, właściwie od rekolekcji dla tzw. „trudnej młodzieży” w Konarzewie. Albo może: od Macieja po kolejnym Konarzewie. — Zapytał, czy mogę go przenocować — ks. Przemysław Kompf opowiada i szuka w szafie swojej korespondencji do kurii w sprawie utworzenia ośrodka stałego pobytu dla takich jak Maciek. — Wtedy stanąłem przed prostym wyborem: czy moje słowa o nowym życiu znajdą odbicie w rzeczywistości, czy…

— O, mam! — ożywia się, otwierając listy do arcybiskupa.

„Ci ludzie zaczynają widzieć, że coś jest nie tak — pisze o swoich chłopakach. — Chcą coś zrobić ze sobą, ale nie mają gdzie się podziać. Próbują robić coś sami, ale im to nie wychodzi. Dlatego jest potrzeba domu chrześcijańskiego, który nauczyłby ich na nowo żyć. Cudem jest, że wiele takich osób nam zaufało. Ale nie wystarczą dobre słowa i rady. W uszach nie raz słyszałem słowa św. Jakuba: «Jeśli brat lub siostra nie mają odzieży lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: idźcie i najedzcie się do syta — a nie da im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała — to na co się to przyda?»”.

Chłopaki a stara plebania

— Gdyby nie oni, zanudziłbym się tutaj — proboszcz Kompf macha ręką w stronę dachów Wierzenicy. Malutka, podpoznańska wieś. Większość jako tako zaradnych mieszkańców jeździ do pracy do Poznania. Reszta próbuje żyć z rolnictwa. Śluby, chrzty, pogrzeby, śluby, chrzty, pogrzeby. Zesłanie. Spokój i cisza.

To tutaj ks. Przemysław hoduje swoją „grządkę zdziczałych roślin”. Plebania się remontuje. Środków ciągle za mało, więc prace posuwają się wolno. Chłopcy pomagają. Niektórzy z pasją. Czują, że budują własny dom.

— Jak usłyszałem, że mam malować ściany, że mam pracować, to pomyślałem: cholernie mi się nie chce. Ale nauczyłem się już tej roboty — opowiada Darek, trzy tygodnie w ośrodku. Przedtem pracą się brzydził — na koncie ma rozboje, kradzieże samochodów, wymuszanie haraczy i początki w mafijnych strukturach Poznania. — Znajomi wiedzą, że jestem w wojsku — rozpiera się wygodnie na krześle w pokoju Maćka i Sebastiana.

Darek napisał dziś o swojej rodzinie. Ksiądz chciał zobaczyć, jak sobie poradzi. — Jestem zbudowany — oświadczył, oddając chłopcu wypracowanie.

To było o tym, jak napisał. Nie o tym, co pisał.

Chłopaki a codzienność

Ksiądz Przemek — ojciec, matka, główny kuchmistrz, sygnatariusz stopni w dzienniczkach, kierowca, kontroler postępów w nauce, instancja odwoławcza w razie sporów, konstruktor i wizjoner nowej roli wysłużonej plebani.

— Proszę księdza, chcę jechać do domu! — ciska się po korytarzu Sebastian. Jest tu dopiero tydzień i przysługuje mu przywilej palenia papierosów. („Do pół roku można. Potem trzeba rzucić”). — Ojciec robił kuku mamie!
— Nie jesteśmy strażą pożarną — mityguje go ks. Przemysław. — Oni muszą sami ułożyć swoje sprawy. Ty układaj swoje.

Rafał też jest niespokojny. Do Swarzędza tak blisko. Za blisko, żeby z narkotykami skończyć zdecydowanym ruchem. Dlatego jego wychodne jest mocno limitowane. Nawet uczy się w Wierzenicy, na miejscu. Do szkoły jeździ tylko zaliczać sprawdziany. — Eksterna — wyjaśniają chłopcy, którzy nadali Rafałowi ksywkę „Student”.

Poza nim jest sześciu pensjonariuszy Młodzieżowego Domu Nowego Życia w Wierzenicy. Ks. Przemo: „Szumna nazwa. Może za szumna”. Do szkoły chodzi trzech. Dwaj uczą się w szóstej klasie — kilka lat spóźnieni. Jeden skończy w tym roku gimnazjum. Marzy mu się liceum albo technikum.

Dawidowi nauka idzie najtrudniej. To najprawdopodobniej efekt długoletniego wąchania kleju. Codziennie pomaga mu w lekcjach korepetytorka. Codziennie też do chłopaków przyjeżdża na kilka godzin wychowawca.

Lekcje, praca przy remoncie, spotkania formacyjne, telewizja, sporadycznie — wyjazdy. Chłopakom z Wierzenicy brakuje pomysłu na spędzanie czasu wolnego. — Czasem pogramy w piłkę, spotkamy się z kolegami — opowiadają o swoich weekendach. Aktualnie idée fixe całej szóstki jest siłownia. Ksiądz zbiera pieniądze. Zbiera i zbiera. Również na nowe meble do pokoi chłopców, na wyremontowanie strychu, na powiększenie domu.

— Nie chcę już żadnych krzeseł na trzech nogach i rozpadających się szaf. Oni muszą mieć takie pokoje, żeby mogli w nich normalnie żyć, zapraszać kolegów, czuć się jak u siebie.

Na razie stolarz zrobił chłopcom piętrowe łóżka. Solidne, wielkie. — Jakby co, nawet trzech na jedno wejdzie — mówią o kolejnych, którzy każdego dnia mogą zapukać do drzwi plebani.

Chłopaki a ciąg dalszy

Im dalej w nowe życie, tym odważniej patrzą w przyszłość. Maciej — najpoważniejszy, najwytrwalszy z chłopaków — jest już po drugiej stronie. Plebania nie jest jego zastępczym domem. On innego domu nie ma i na razie nie chce mieć. — Dopiero jak założę swój własny — dodaje.

Rafał myśli o studiach, o zdobyciu zawodu, o rodzinie. Na słowo „rodzina” śmieją mu się oczy. Na razie spotyka się z koleżanką z domu dziecka z pobliskiej Kobylnicy. Ks. Przemo napisał w regulaminie: „Każdy mieszkaniec domu w momencie rozpoczęcia pobytu zobowiązuje się do niepodejmowania żadnych znajomości, które mogłyby przerodzić się w zakochanie”. Ale akurat tego punktu nie egzekwuje zbyt surowo.

Tatuaż — pozostałość z poprzedniego życia — Rafał wypalił sobie gorącym metalem.

Inni chłopacy są ostrożni: — Zostanę… przynajmniej przez jakiś czas — deklarują.

Sebastian był już w kilku ośrodkach odwykowych. Zraził go pruski dryl, kraty w oknach i… dostęp do narkotyków.

— Nadzieja czy strach? — pytam Darka, co go tu przywiodło. — Jedno i drugie — przyznaje.

Chłopacy trafiają do Wierzenicy przez przypadek — matka, ciotka od kogoś słyszały; ktoś ze znajomych był w Konarzewie i poznał ks. Przemka. Nie wszyscy wytrzymują. Olek uciekł. Kuba był złym duchem domu. Miał destrukcyjny wpływ na innych. — Dobrze, że zniknął — podsumowuje ks. Przemo i zdaje się być pogodzony z faktem, że w wielu przypadkach ponosi klęskę.

Karol był w ośrodku półtora miesiąca. Nikt nie sądził, że wiele mu z tego zostanie. Wrócił do ćpania, ale nie na długo — zgłosił się na leczenie do Gniezna. Wracając stamtąd, wstąpił do Wierzenicy. — Przyszedłem się wyspowiadać — oświadczył od progu.

Chłopaki a Bóg

Bóg z trudem toruje sobie drogę po tej dzikiej grządce. Sebastian czuje przed Nim pewien respekt, od kiedy zobaczył, jak w Konarzewie ludzie „padają na ziemię pod wpływem Ducha Świętego”. Poza tym chłopcy wolą nie zadzierać z Przełożonym swojego Przełożonego. W końcu ks. Przemo to prawdziwy luzak. Wiele mu zawdzięczają — z tego zdają sobie doskonale sprawę. A poza tym burczy, jak w niedzielę ktoś miga się od kościoła.

— Nie możemy mierzyć tych ludzi naszymi kryteriami etycznymi — broni swoich wychowanków szef ośrodka. — Oni nie będą pobożnie wznosić rąk do góry. Niech się choć trochę otrząsną. Niech skończą szkołę, znajdą pracę. Niech zobaczą, że ktoś może im coś bezinteresownie dać.

Chłopaki a braterstwo

Jest wieczór. Chłopcy zjedli kolację. Gotują sobie sami, kwestię sprzątania rozwiązują dyżury.

Ściany z nidagipsu nie tłumią dźwięku, więc plebania huczy od kakofonicznych rytmów hip–hopu i techno.

W każdym pokoju dudni magnetofon. Dzisiaj na szczęście nie ma Gandzia — długowłosego wielbiciela „Starego Dobrego Małżeństwa”. Pozostali zgadzają się w kwestii gustu muzycznego. W ogóle są zgodni w większości kwestii. — Żyjemy tu razem. Nie ma miejsca na awantury o byle drobiazgi — Filip wzrusza ramionami. — Czasem się lejemy. Ot tak, dla sportu.

Chłopaki a dom

Prawie każdy z mieszkańców ma na karku kłopoty sądowe i nierozwiązane konflikty z prawem. Niektórzy odpowiadają za poważne przestępstwa, grożą im wysokie wyroki.

Ale regulaminu domu starają się przestrzegać.

„Naruszenie porządku domu zagrożone jest karami w zależności od stopnia wykroczenia:

  • upomnienie w cztery oczy
  • upomnienie przy grupie
  • zakaz wyjścia poza obręb domu
  • dodatkowa praca porządkowa
  • pasy na «cztery litery» (…)”.

Zdarza się i tak. Ksiądz Przemo sprać potrafi.

Jednak najcięższy wyrok brzmi — wydalenie z domu. Lepiej nie ryzykować.

Chłopaki a zakręt na drodze
Agnieszka Hyży

– absolwentka prawa UAM.Była dziennikarką "Życia Wielkopolski", współpracowała z tygodnikiem "Wprost"....