Chłopcy z placu broni

Chłopcy z placu broni

Romkowi sfałszowano nekrolog (żeby nie wyszło na jaw, ile miał lat). Petera powieszono jedenaście dni po osiemnastych urodzinach (czekano, aż będzie pełnoletni).

Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą, haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią

Krzysztof Kamil Baczyński, Elegia o… (chłopcu polskim)

Romek Strzałkowski zginął 28 czerwca 1956 roku na ulicach Poznania. Miał trzynaście lat. Był najmłodszą ofiarą Poznańskiego Czerwca.

Peter Mansfeld jako piętnastolatek jesienią 1956 roku przyłączył się do Węgierskiego Powstania Narodowego w Budapeszcie. Powieszony trzy lata później za udział w kontrrewolucyjnym spisku. Był najmłodszą ofiarą represji po zdławieniu powstania.

Akos Engelmayer (walczył w Powstaniu Węgierskim; po upadku komunizmu ambasador Węgier w Warszawie) o Romku i Peterze: – To męczennicy.

1.

Był jedynakiem, upragnionym. Anna i Jan Strzałkowscy byli już dość długo małżeństwem, gdy się go doczekali. Anna skończyła czterdziestkę, kiedy urodziła go w okupacyjnej Warszawie. Jan był porucznikiem AK, Anna łączniczką. Po wojnie przyjechali do Poznania. Mieszkali w kamienicy przy ulicy Kościuszki, w centrum miasta.

Romek skończył muzyczną szkołę podstawową. Grał na fortepianie (talent odziedziczył po matce; Anna miała dyplom średniej szkoły muzycznej).

Rodzice bardzo o niego dbali. Koledzy wspominają, że na drugie śniadanie przynosił zawsze bułkę posmarowaną masłem (inni mieli suchą albo ze smalcem). Nosił skórzany tornister (większość miała tekstylne).

W szkole uchodził za sympatycznego łobuziaka. Podobno ciągnął dziewczyny za włosy, a nauczyciele sadzali go często w oślej ławce albo kazali stać w kącie.

Jedno z ostatnich zdjęć Romka Strzałkowskiego: płowy blondynek, starannie uczesany, delikatna, dziecięca buzia.

* * *

Średni z trojga rodzeństwa. Miał starszą siostrę i młodszego brata. Wychowywała go matka. Miała na imię Maria.

Ojca po wojnie Rosjanie wywieźli na przymusowe roboty do Związku Sowieckiego. Gdy kilka lat później wrócił, nie mógł się odnaleźć, zaczął pić. Maria rozwiodła się z mężem.

Mieszkali w Budapeszcie. Dziadek i ojciec byli fryzjerami. Fryzjerem zostanie jego młodszy brat. On wolał majsterkować, lubił maszyny i urządzenia. Raz zdobył wyróżnienie w uczniowskim konkursie ślusarskim. Za nauką nie przepadał. Chodził do zawodówki, uczył się na tokarza.

Ostatnie zdjęcie Petera Mansfelda zrobione na wolności: ciemne włosy zaczesane pod górę; jeszcze dzieciak.

2.

– Wychodzimy! – zawołał ktoś. Kilka tysięcy robotników Zakładów imienia Józefa Stalina w Poznaniu (dawniej Hipolita Cegielskiego) wyszło za bramę fabryki. Będą protestować przeciwko niskim płacom, podwyżkom cen i nieludzkim warunkom pracy.

Jest 28 czerwca 1956 roku, czwartek. Zapowiada się kolejny słoneczny dzień polskiego lata. Robotnicy nie mają pojęcia, co im przyniesie. Nie wiedzą jeszcze, że będzie to „czarny czwartek”.

Gniew narastał od dawna. Mamiono ich podwyżkami, ale skończyło się na obietnicach. Życie w kraju stało się nie do wytrzymania. Umarł już Stalin, umarł Bierut, a stalinizm wciąż trwa. Wszechwładne UB budzi strach, w więzieniu siedzi prymas Wyszyński, dookoła ogłupiająca i nachalna propaganda, codziennie ta sama ciężka harówka, a w domu nie ma co do garnka włożyć. Wydaje im się, że nie mają nic do stracenia.

Po drodze do ubranych w robocze drelichy pracowników „Ceglorza” dołączają robotnicy innych zakładów, a także przechodnie. Na transparentach: „Chleba i Wolności”, „Chcemy jeść”, „Żądamy religii w szkole!”. Ktoś krzyczy: „Uwolnić Prymasa!”.

Dotarli na plac Mickiewicza (wtedy Józefa Stalina). O dziewiątej jest ich 20 tysięcy. Godzinę później – 50 tysięcy. Przed południem tłum dobije do stu tysięcy. Śpiewają Boże, coś Polskę.

Ktoś puszcza pogłoskę (okazała się fałszywa) o aresztowaniu delegacji robotników, która dzień wcześniej negocjowała w Warszawie podwyżkę płac. Część demonstrantów rusza pod areszt na Młyńskiej. Wypuszczają wszystkich więźniów i zdobywają broń. Inni podążają pod zabarykadowany gmach Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na Kochanowskiego. Ubecy strzelają. Ci, którzy mają broń, odpowiadają ogniem. Inni rzucają kamieniami. Są zabici i ranni. To już żywiołowe powstanie.

Na ulice wyjeżdżają czołgi (żołnierzom tłumaczono, że muszą stłumić proniemieckie rozruchy wywołane przez „agentów imperializmu”). Strzelanina trwa do późnego wieczora. Podano, że zginęło kilkadziesiąt osób.

Następnego dnia Józef Cyrankiewicz, premier Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, oświadczy: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że tę rękę władza odrąbie”.

* * *

Na placu Józefa Bema w Budapeszcie pełno studentów. Przyszli na wiec solidarności z Polakami. W tłumie biało–czerwone flagi powiewają obok czerwono–biało–zielonych sztandarów z dziurami w środku (wydarto z nich godła Węgierskiej Republiki Ludowej z sierpem i młotem). Kilkadziesiąt tysięcy ludzi skanduje: „Wszyscy Węgrzy, chodźcie z nami, pójdziemy za Polakami”.

Jest 23 października 1956 roku, wtorek. Parę dni wcześniej w Warszawie Gomułka przejął władzę, Polska odeszła od stalinizmu. A na Węgrzech nic się nie zmieniło.

Z wysokiego cokołu na wiecujących patrzy polski generał Józef Bem z prawą ręką na temblaku. Sto lat temu walczył o niepodległość Węgrów w czasie Wiosny Ludów. Teraz daje natchnienie kolejnemu pokoleniu śniącemu o wolności.

Spod pomnika Bema tłum rusza pod Parlament. Po drodze demonstranci palą czerwone flagi, skandują: „Rosjanie do domu!”, przewracają gigantyczny posąg Stalina. To już prawie rewolucja.

Władze muszą jakoś zareagować. By uspokoić sytuację, premierem rządu zostaje Imre Nagy (też komunista, ale o liberalnych poglądach; był już kiedyś premierem, ale został odsunięty przez twardogłowych stalinistów).

Sytuacja zaszła jednak za daleko. Naród ma dość komunizmu i panoszenia się Sowietów. Na ulicach wyrastają barykady. Premier Nagy bierze stronę narodu: znosi system jednopartyjny, ogłasza neutralność kraju, wystąpienie Węgier z Układu Warszawskiego i wzywa oddziały radzieckie do opuszczenia terytorium kraju. Przez moment wydaje się, że Węgrzy zwyciężyli.

Karnawał wolności trwał trzynaście dni. 4 listopada nad ranem towarzysz Janos Kadar wezwał na pomoc „bratnią” Armię Czerwoną. Sowieci utopili powstanie we krwi. Zginęły setki ludzi, tysiące trafiły do więzienia.

Imre Nagya aresztowano podstępnie. Skazano na śmierć i powieszono. Ciało zakopano na więziennym podwórzu. Twarzą do ziemi. Tak w komunistycznych Węgrzech chowano zdrajców ojczyzny.

Z relacji Akosa Engelmayera:

Miałem osiemnaście lat, jak wybuchło powstanie, chodziłem do liceum. Od razu się przyłączyłem. To był piękny, heroiczny czas. Dziś przyznaję, że byliśmy trochę naiwni, bo za szybko uwierzyliśmy, że pokonaliśmy Armię Czerwoną.

3.

28 czerwca rano Romek Strzałkowski jest w domu. Są wakacje. Kilka minut po dziewiątej mama daje mu papierowe 10 złotych. – Kup mi kilka plasterków szynki – prosi syna Anna Strzałkowska. Sama nie może wyjść. Jest chora, miała zawał.

Romek odkłada książkę i wychodzi z domu. Ma na sobie krótkie spodenki w biało–czarną kratkę, zieloną koszulę z perłowymi guzikami, na nogach brązowe sandały. Anna Strzałkowska zdążyła jeszcze zobaczyć przez okno, jak syn skręcił za narożnik kamienicy.

Na ulicy Romek spotyka kolegę. Obaj patrzą zadziwieni na maszerujących robotników. Chłopcom tłum imponuje. Nigdy jeszcze nie widzieli naraz tylu ludzi. Oglądali co prawda pierwszomajowe pochody, ale to nie to. Przyłączają się.

Romek zapomniał o szynce dla chorej mamy.

* * *

– Mamo, uszyj mi taką opaskę – nalega w domu Peter Mansfeld.

W Budapeszcie wybuchło właśnie powstanie. Peter przybiegł z placu Szena (jeden z głównych punktów oporu węgierskiej stolicy). Chciał przyłączyć się do walczących. Ale miejscowy dowódca powstańczej Gwardii Narodowej nie przyjął go. – Jesteś za młody – powiedział.

Peter ma dopiero piętnaście lat i siedem miesięcy. Gdyby był trochę starszy, przyjęto by go do oddziału i dostałby broń. Dlatego chce mieć chociaż opaskę, jak prawdziwy powstaniec.

Maria ugięła się wreszcie. Z trzech kawałków materiału zszyła synowi opaskę w narodowych barwach. Peter założył ją na lewe ramię. Wybiegł z domu pochwalić się kolegom, że należy do Gwardii Narodowej.

Przez następne dni będzie przychodził na plac Szena. Za młody, by walczyć, zostaje łącznikiem z innymi oddziałami. Roznosi ulotki, ze szpitala przynosi powstańcom leki i środki opatrunkowe, czasem przewozi broń i amunicję. Jest w swoim żywiole.

Z relacji Akosa Engelmayera:

W czasie powstania byłem na placu Szena. Było tam wielu młodych ludzi. Musiałem widywać Petera. Chociaż nie znałem go osobiście.

4.

Poznań, 28 czerwca 1956 roku, około południa.

Romek stoi w tłumie pod budynkiem UB w pobliżu trzech tramwajarek. Kobiety trzymają w górze narodowy sztandar. Ubecy strzelają. Jedna z tramwajarek upada ranna na bruk. Padając, upuszcza flagę. Romek podbiega i podnosi z ziemi zakrwawiony sztandar. Chwilę później trafia go kula.

Taką opowieść poznaniacy powtarzali sobie przez lata. Ale jest raczej nieprawdziwa.

Z innych relacji wiemy, że chłopiec, który podniósł sztandar, był w bordowym swetrze. A Romek tego dnia miał zieloną koszulę z perłowymi guzikami.

* * *

Peter Mansfeld nie może się pogodzić z klęską. Po upadku powstania razem z kolegą szuka broni w miejscach niedawnych walk. Ukrywa ją. Przecież niedługo naród znów podniesie się przeciwko sowieckiej okupacji. Na murach Budapesztu widział już hasła: „W marcu znowu zaczynamy”.

Tymczasem siepacze Kadara mszczą się na uczestnikach powstania. Sądy skazują na śmierć albo długoletnie wyroki. Egzekucje wykonuje się w więzieniu Kozma. Bywa, że po kilka na dzień.

Któregoś dnia Peter Mansfeld dowiaduje się o aresztowaniu swojego szwagra. Boi się, że mąż siostry zostanie stracony. Peter postanawia go odbić z więzienia. Wie, że sam nie da rady. O pomoc prosi piątkę kolegów. Zgodzili się. Tylko jeden z nich jest pełnoletni. Reszta jest w wieku Petera albo młodsza.

Chłopcy uprowadzają samochód. Jadą pod austriacką ambasadę. Wiedzą, że stoi tam milicjant, a oni potrzebują pistoletu. Terroryzują milicjanta, wpychają do samochodu i wyjeżdżają za miasto. W dokumentach porwanego czytają, że milicjant ma dwoje małych dzieci. Puszczają go wolno.

Kilka dni później Peter i jego koledzy zostają aresztowani.

Z relacji Akosa Engelmayera:

To nie do wiary, jak w ciągu pół roku po upadku powstania władzy udało się zastraszyć naród i przez trzydzieści lat utrzymywać go w bierności i niewiedzy. Ja dostałem wilczy bilet i nie mogłem iść na żadną uczelnię.

5.

Anna Strzałkowska zaczyna się martwić. Upłynęła już godzina, gdy Romek wyszedł z domu i jeszcze go nie ma. Wie już, że w mieście jest jakaś wielka manifestacja. Boi się, że chłopiec przyłączył się do demonstrantów.

Przed południem wrócił z pracy Jan Strzałkowski. Mówi o jakichś rozruchach. Do kamienicy przy Kościuszki dobiegają odgłosy wystrzałów. Anna Strzałkowska płacze.

– Pewnie odcięli mu drogę i nie może wrócić do domu. Może schował się u kolegi – Jan próbuje uspokoić żonę (wie, że ma chore serce i nie wolno jej się denerwować). Sam wychodzi z domu szukać syna.

* * *

„Czy pozwolili ci, synku, spać?” – szepce do siebie w myślach Maria Mansfeld. Jedzie do pracy. W tramwaju jest tłok. Stojący obok ludzie są zmęczeni. Nikt się nie odzywa. Niektórzy mają wypisane na twarzy cierpienie. Może przeżywają to samo co ona?

Na widzeniu Peter żalił się, że jest niewyspany, bo przez kilka dni i nocy z rzędu był przesłuchiwany. Mówił, że każdy dzień to piekło.

Widzenia są rzadko. Ale Maria Mansfeld codziennie przejeżdża o świcie tramwajem koło więzienia przy Gyorskocsi. Codziennie pozdrawia Petera i pyta: „Czy pozwolili ci, synku, spać?”.

6.

Późnym popołudniem 28 czerwca 1956 roku w Poznaniu młoda kobieta woła pielęgniarkę do rannego chłopca znajdującego się w ubeckich garażach. Pielęgniarka zapamięta, że chłopiec siedział na krześle, podparty ręką, jakby spał, i był bardzo blady. Pielęgniarka chwyciła jego dłoń. Nie wyczuła pulsu.

Chłopca zaniesiono na noszach do Szpitala Miejskiego im. Franciszka Raszei (tego dnia znoszono tam zabitych i rannych). Lekarz wypisał akt zgonu. Na formularzu w rubryce „nazwisko i imię zabitego” wpisał: Strzałkowski Roman, urodzony 20.3.1943 (dane łatwo było ustalić, bo Romek miał przy sobie szkolną legitymację). W rubryce „rozpoznanie lekarskie” wpisał: rana postrzałowa klatki piersiowej.

Pielęgniarka zapamięta, że w pokoju, w którym znaleziono chłopca, nie było śladów krwi. – A przecież powinny być, bo rana była duża – powie później.

* * *

– Gdy już wyjdziecie na wolność i spotkacie moją mamę, to jej powiedzcie, żeby się na mnie nie gniewała. Kocham ją i do ostatniej chwili będę o niej myślał. Cześć chłopaki! – zdążył pożegnać się z kolegami, gdy wyprowadzano go z sali po skazaniu na śmierć.

W czasie procesu Peter Mansfeld całą winę wziął na siebie. 20 listopada 1958 roku Sąd Stołeczny w Budapeszcie skazał go na dożywocie. Prokuratura uznała wyrok za zbyt łagodny. – Na płaszczyźnie politycznej nie rozróżniamy wieku oskarżonych. Nie należy więc ferować łagodnych wyroków wobec młodocianych tylko dlatego, że są młodzi. Przeciwnie, należy wobec nich zastosować najbardziej drakońskie rygory – krzyczał prokurator.

Cztery miesiące po pierwszym procesie Sąd Najwyższy skazał Petera na karę śmierci. Tylko jego z całej szóstki.

7.

Anna Strzałkowska zemdlała. Pielęgniarki musiały podać jej wodę. Po nieprzespanej nocy przyszła w piątek nad ranem z mężem do szpitalnej kostnicy. Portier długo nie chciał ich wpuścić.

Romek leżał na posadzce. Na piersiach ktoś położył mu szkolną legitymację. Z kieszonki koszulki wystawała zakrwawiona papierowa dziesięciozłotówka. Ta sama, którą mama dała Romkowi, gdy poprzedniego dnia rano wysyłała go do sklepu po szynkę.

* * *

Maria Mansfeld nie pożegnała się z synem. Gdy sędzia ogłosił wyrok śmierci, straciła przytomność. Karetka zabrała ją do szpitala. Przez kilka dni leżała półżywa. Musiała dostawać środki uspokajające.

Starsza córka i młodszy syn będą się bali jej powiedzieć, że Peter nie żyje.

8.

Trójka w liczbie „13” na nekrologu Romka jest rozmazana. Wygląda na ósemkę, jakby ktoś chciał chłopcu dodać lat.

Nekrolog wydrukował „Głos Wielkopolski”. Tekst nekrologu ułożył Jan Strzałkowski. Nie mógł się pomylić.

Fałszerstwa dokonał naczelny gazety. Chciał być lojalny wobec władzy. A władza utrzymywała, że „wbrew tendencyjnie rozsiewanym pogłoskom nie ma wśród ofiar zaburzeń dzieci i kobiet”.

Z nekrologu naczelny wyrzucił jeszcze słowa: „uczeń szkoły podstawowej” i zmienił godzinę pogrzebu. Władze nie chciały politycznej manifestacji.

* * *

10 marca 1959 roku Peter Mansfeld skończył osiemnaście lat, był pełnoletni. Sąd mógł go już skazać na śmierć. Wyrok zapadł 19 marca. Dwa dni później Petera stracono.

Z relacji Akosa Engelmayera:

Władze specjalnie czekały ze skazaniem Petera i z wykonaniem wyroku śmierci aż będzie pełnoletni. To było najbardziej nieludzkie.

9.

Rodzice Romka latami będą próbowali wyjaśnić tajemnicę śmierci syna. Nadaremnie.

Może Romka zastrzelił z zimną krwią jakiś funkcjonariusz UB, a potem przeniósł ciało do pomieszczenia (dlatego w pokoju nie było śladów krwi).

Może zamordowała go młoda kobieta, która pierwsza zawołała pielęgniarkę do rannego chłopca. Znaleziono przy niej pistolet, plątała się w zeznaniach. Najpierw była oskarżona o zastrzelenie chłopca, ale potem śledztwo przeciwko niej umorzono (okazało się, że miała niejasne związki z UB; dwa lata temu zmarła).

A może Romek zginął od przypadkowej kuli?

Prawdy być może nie dowiemy się już nigdy. Zaraz po tragedii władzom nie zależało na wyjaśnieniu okoliczności śmierci chłopca. Pięćdziesiąt lat później o dowody coraz trudniej.

* * *

Ostatnie chwile życia Petera Mansfelda możemy odtworzyć z większym prawdopodobieństwem. O tym, jak w więzieniu Kozma wykonywano wyroki śmierci, wiemy z relacji innych osób. Zachował się również protokół z egzekucji.

21 marca 1959 roku (było po dziewiątej rano) Petera Mansfelda wyprowadzono z celi do wysypanego piaskiem pomieszczenia.

W pomieszczeniu, za czarną zasłoną, stała szubienica.

By stanąć na szubienicy, Peter musiał pokonać trzy stopnie (wszedł dobrowolnie albo wprowadzono go siłą).

O godzinie 9.22 kat założył mu na szyję pętlę (może stał spokojnie, a może krzyczał i wyrywał się).

O godzinie 9.35 lekarz sądowy stwierdził zgon.

Peter Mansfeld dusił się na szubienicy trzynaście minut.

Z relacji Akosa Engelmayera:

W 1960 roku przyjechałem rowerem do Polski. Przejechałem trasę Budapeszt–Gdańsk i z powrotem. Polska była wtedy dla nas krajem wolności i oknem na Zachód. Wśród moich rówieśników panowała moda na język polski. Rok później przyjechałem do Polski autostopem. Marzyłem o studiach, więc chodziłem nielegalnie na wykłady na Uniwersytet Warszawski. Poznałem wspaniałą dziewczynę, po ślubie udało mi się zostać w Polsce na stałe. Wybrałem wolność.

10.

W Poznaniu władze organizują oficjalne pogrzeby ofiar. Państwowy pochówek ma się odbyć na Cytadeli. Przyjazd zapowiedział premier Cyrankiewicz. Chowani mają być zabici milicjanci oraz niektóre z ofiar cywilnych. Wśród nich Romek.

Anna Strzałkowska na państwowy pogrzeb nie chce się zgodzić. Wychowała syna religijnie. Chce, żeby był chowany po katolicku, z księdzem, a nie z ubowcami, którzy strzelali do niewinnych ludzi i zabili jej syna.

W szpitalnej kostnicy trumna z ciałem Romka jest już przygotowana do wyniesienia na cmentarz. Anna Strzałkowska kładzie do trumny różaniec i książeczkę do nabożeństwa. Po raz ostatni patrzy na syna.

Godzina oficjalnego pogrzebu na Cytadeli zbliża się nieubłaganie. Strzałkowska podejmuje jeszcze jedną, rozpaczliwą próbę. Składa ręce jak do modlitwy i błaga jakiegoś cywila, żeby oddali jej syna i pozwolili pochować rodzinie. Mężczyzna w końcu się lituje i każe odstawić trumnę na bok.

Romek spoczął na Cmentarzu Junikowskim. Żeby wykupić miejsce i opłacić pogrzeb Strzałkowscy sprzedali jego fortepian.

* * *

Peter Mansfeld miał dwa pogrzeby.

Po egzekucji jego ciało wrzucono do bezimiennej mogiły na cmentarzu Rakoskeresztur. Grób wykopano w zaniedbanej kwaterze 301, na samym końcu cmentarza (grzebano tam potajemnie wszystkich straconych).

Drugi pogrzeb odbył się trzydzieści lat później. W kwaterze 301 przeprowadzono ekshumację. Rodzina rozpoznała szczątki Petera po złamanej kości ręki (złamał ją, gdy próbował uciec z więzienia). Jego ciało złożone było twarzą do ziemi.

Na grobie Petera postawiono wreszcie krzyż i tabliczkę z imieniem i nazwiskiem.

Z relacji Akosa Engelmayera:

Kwatera 301 była zapuszczona i zarośnięta chwastami, zwożono tam szpitalne odpadki. Chociaż nie było tam żadnych nazwisk, ludzie wiedzieli, że znajdują się w niej groby powstańców. W czasie narodowych rocznic i w święto zmarłych teren patrolowała konna policja i pilnowała, żeby nikt nie zapalił tam świeczki.

11.

Rok 1981. 25. rocznica Poznańskiego Czerwca. Na Placu Mickiewicza stanęły dwa monumentalne krzyże złączone poprzecznym ramieniem. Na jednym z krzyży wielka data: 1956 (cyfry przecięte są ukośnymi liniami, jakby miały blizny).

Niedaleko pomnika jedna z ulic (równoległa do ulicy Kochanowskiego, przy której stoi gmach dawnego UB) otrzymuje imię Romka Strzałkowskiego.

Pomnik i tabliczkę z nazwą ulicy odsłoniła Anna Strzałkowska. Na uroczystości przyjechał Lech Wałęsa. Powiedział, że jest rówieśnikiem Romka.

* * *

Budapeszt, osiem lat później. Ćwierć miliona ludzi podąża w milczeniu za owiniętą czerwono–biało–zielonym sztandarem symboliczną trumną Imre Nagya. Mieszkańcy stolicy odprowadzają go na miejsce wiecznego spoczynku na cmentarz Rakoskeresztur. Trumnę Nagya złożono w powstańczej kwaterze 301, trzy metry od grobu Petera Mansfelda.

Pół roku później na Węgrzech upadł komunizm. Sąd Najwyższy zrehabilitował Petera Mansfelda.

Z relacji Akosa Engelmayera:

W 1991 roku jako ambasador demokratycznych Węgier przyjechałem do Poznania na obchody 35. rocznicy Czerwca 1956. Zaapelowałem, by ulicom w Poznaniu i Budapeszcie nadać imiona Petera i Romka. Obaj zginęli w tej samej sprawie. Chciałem, żebyśmy przynajmniej w ten skromny sposób podziękowali obu wspaniałym dzieciakom i uczcili ich pamięć.

12.

23 października 1991 roku, 35 lat od wybuchu powstania w Budapeszcie.

Tego dnia Laszlo Mansfeld odsłonił w Poznaniu ulicę z imieniem swego brata.

Ulica Petera Mansfelda krzyżuje się z ulicą Romka Strzałkowskiego.

* * *

Władze Budapesztu nie chcą się zgodzić, by jednej z ulic węgierskiej stolicy patronował Romek Strzałkowski. Prezydent miasta tłumaczył podobno, że nazwa była dla Węgrów zbyt trudna do wymówienia.

Pamięć Romka Strzałkowskiego uczciło inne węgierskie miasto. Jego imię nosi plac w Miszkolcu. Na placu stanął też pomnik Romka. Pomnik odsłonił Arpad Goencz, prezydent Republiki Węgierskiej (za udział w powstaniu w Budapeszcie skazany był na dożywocie).

13.

Kilka dni po tragedii Anna Strzałkowska odzyskała rzeczy syna: krótkie spodenki w biało–czarną kratkę, brązowe sandały i pokrwawioną zieloną koszulkę z perłowymi guzikami.

* * *

W pierwszych dniach wiosny 1959 roku rodzinie Petera Mansfelda doręczono akt zgonu i oddano jego ubranie.

Laszlo Mansfeld: – Ubranie należało do jakiejś innej osoby.

Korzystałem z książek Grzegorza Łubczyka i Marka Maldisa 13 lat, 13 minut, Jarosława Maciejewskiego i Zofii Trojanowiczowej Poznański Czerwiec 1956 oraz Edmunda Makowskiego Poznański Czerwiec 1956. Pierwszy bunt społeczeństwa w PRL.

Chłopcy z placu broni
Stanisław Zasada

urodzony w 1961 r. – dziennikarz, reporter, absolwent polonistyki na UMK w Toruniu oraz Polskiej Szkoły Reportażu.Współpracuje m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Gazetą Wyborczą”. ...