Chopin według Janusza Olejniczaka

Chopin według Janusza Olejniczaka

Janusz Olejniczak, Chopin, Narodowy Instytut Fryderyka Chopina 2008

Zaczyna się (Mazurek amoll op. 17 nr 4) tak od niechcenia, tak z niczego, z niebytu. Tak po prostu. Spokojnie, subtelnie. Lirycznie. „Musi pani śpiewać, jeśli chce pani grać na fortepianie” – miał powiedzieć Chopin do jednej ze swoich uczennic. „Śpiewam” – zdaje się mówić Janusz Olejniczak, grając na fortepianie Chopina. Na fortepianie Erard z 1849 roku. Fortepianie Chopina. Tak…

Ta płyta ma świetną dramaturgię. Składając różne utwory w jedną całość, można się łatwo zgubić, przedobrzyć. Tu jest dobrze, jest dobrze. Pięć mazurków (prócz wspomnianego jeszcze: cismoll op. 30 nr 4, gmoll op. 24 nr 1, Cdur op. 24 nr 2, emoll op. 41 nr 1) nastraja nas odpowiednio, tworzy odpowiednie Stimmung („Muzykę nazywamy poważną – pisał niedawno w „Dwutygodniku” prof. Bristiger. – I właśnie w związku z tym fenomenem filozofowie przeczuwają u człowieka jego związek z kosmosem. Język niemiecki nazywa takie zjawisko Stimmung, które po polsku mogłoby zostać nazwane »nastrojeniem« duszy. Czuję, że mazurki Chopina mają taki stały, zasadniczy i wspólny fundament, choć kiedy są ze sobą porównywane, wydają się bardzo różne”). Tak, różne. Ale ułożone tu w grupę brzmią tak blisko, znajomo.

Sonatę bmoll op. 35 Janusz Olejniczak gra tak, jakby chciał zwariować; jakby chciał, żebyśmy my zwariowali. Ostro, piekielnie, na granicy obłędu i snu. Chce wycisnąć z instrumentu wszystkie poziomy głośności (zwłaszcza te z górnej półki decybeli). Chce wydobyć (powiększyć) krzyk, ból, rozpacz. Aż wreszcie przychodzi do Marcia funèbre. Lento. Prawie dziesięć minut żałoby brzmiącej jak… nadzieja. Jak oddech. Paradoks za paradoksem.

Nokturn emoll op. 72 przecina ten obłędny sen spokojem. Ale w tym spokoju czai się jakiś nerw, pazur, który uwiera. Kiedy to się skończy?

Scherzo bmoll op. 31 – następne na liście – kontynuuje narrację skrajnych emocji. Spokój, uderzenie, przyspieszenie, spokój, uderzenie… Nie myślałem, że Chopin Janusza Olejniczaka tak bardzo wejdzie mi pod skórę. (I nie dziwię się, że nasza trzyletnia Bogna woli inne nagrania. Choć wciąż powtarza, że lubi Chopina).

Na szczęście dalej tylko dwa krótkie walce (Edur i cismoll op. 64 nr 2), które krzywdy zrobić nie mogą (choć przy drugim chciałoby się zawirować, tak bez zapamiętania). Wreszcie Nokturn cismoll. Zawieszenie. Śpiew. Śpiewać każdy może? Nie, nie każdy. (TC)