Chrześcijańskopodobni

Chrześcijańskopodobni

Granice między postchrześcijaństwem i chrześcijaństwem nie są już w naszym świecie ostre - rozmywają się do tego stopnia, że bardzo wielu chrześcijan to przekonani ambasadorzy postchrześcijaństwa.

W jednym z francuskich miesięczników katolickich natrafiłem na reklamę konferencji wideo o modlitwie. Była opatrzona satyrycznym rysunkiem, przedstawiającym mężczyznę jadącego metrem. Z teczką na kolanach, w typowym miejskim ubraniu, pod krawatem z pozoru nie odróżnia się niczym od pozostałych pasażerów. Jednak rysunek ustawia go w centrum, wydobywa z tłumu mocniejszymi kolorami. Sympatyczny monsieur złożył dłonie, opierając się łokciami na neseserze, przymknął oczy… – ale nikt z siedzących lub stojących obok nie może wiedzieć na pewno: namyśla się czy się modli, przysypia czy może jest skupiony na czymś we wnętrzu? Dopiero dymek umieszczony nad jego głową zdradza nam – i tylko nam, nie jego sąsiadom – cichą modlitwę tej istoty: „Dziękuję, Panie, że nie jestem sam”. Jakiś dysonans? Przecież strasznie trudno nam znaleźć w sepiowym tle, w tej szarej masie złożonej z niby-wielokolorowej populacji wielkomiejskiej, kogoś, kto w tym wagoniku metra mógłby być powodem owego dziękczynienia, źródłem pocieszającego poczucia „bycia razem”. Może więc ktoś poza rysunkiem (mężczyzna ma obrączkę na palcu…)? A może ktoś spoza świata? Może monsieur zanurzony w swej samotnej i „niemanifestacyjnej” modlitwie dziękuje właśnie Bogu, że nie jest w tym tłumie sam – dzięki Niemu?

Zostało Ci jeszcze 90% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się