Chrześcijaństwo a tożsamość i niepodległość Ukrainy

Chrześcijaństwo a tożsamość i niepodległość Ukrainy

Kościoły mogą wnieść istotny wkład w odzyskanie przez Ukrainę własnego miejsca w Europie.

Ruś Kijowska przyjmuje chrześcijaństwo w momencie, gdy tożsamość europejska jako universitas christiana zaczyna przybierać wyraźną postać. Granice Europy wyznacza zasięg chrześcijaństwa grecko–rzymskiego, gdyż co najmniej do połowy XV wieku trwa jeszcze wyraźna łączność Wschodu i Zachodu czy raczej Grecji i Rzymu. Fundamentem tej jedności jest Kościół, do XIII wieku socjopsychicznie jeden, choć wewnętrznie nieraz skłócony. Jedność ta została poważnie zachwiana przez wyprawy krzyżowe, paradoksalnie podejmowane nie tylko w celu wyzwolenia Grobu Chrystusa, ale także w duchu solidarności z Bizancjum znajdującym się pod presją islamu. Świadectwem tej jedności w płaszczyźnie religijnej są m.in. modlitwy, odmawiane przy umierających w czasach Wielkiego Księstwa Kijowskiego, w których wzywa się świętych Kościoła greckiego oraz łacińskiego i to z okresu po rozłamie Wschodu i Zachodu, jak na przykład Wojciecha, Wacława, Knuta czy Olafa. Na polu politycznym świadczą o niej Piastówny wydawane za mąż za Rurykowiczów, Rurykowiczówny na tronach polskich, niemieckich i francuskim, a jednym z ostatnich jej akordów jest zjazd monarchów w Krakowie, uświetniony ucztą u Wierzynka, w którym bierze jeszcze udział król Cypru. Tej jedności dowodzi także międzynarodowa obsada uniwersytetów, zarówno gdy chodzi o profesorów, jak i studentów, a po upadku Bizancjum exodus wielu członków bizantyńskiej elity kulturalnej na Zachód, co nadało nowy odcień i impet renesansowi europejskiemu. Niestety, już od XIII wieku duchowa integracja przebiega pod coraz bardziej wyłącznym wpływem chrześcijaństwa łacińskiego i coraz wyraźniej ogranicza się do jego terenu. Integracja duchowa nie wyklucza oczywiście różnorodności politycznej, większej nawet niż etniczna.

Między dwoma obrządkami

W taką właśnie Europę chrześcijaństwo wprowadziło Księstwo Kijowskie, przy czym rok 988 oznacza tylko formalnoprawną kulminację trwającego już od dawna procesu i początek nowego okresu ewangelizacji, tak jak rok 966 w Polsce. W procesie tym od początku obecne były oba obrządki chrześcijańskie, a rok 988 zadecydował o uprzywilejowaniu, a zatem o faktycznej przewadze jednego z nich w przyszłości. Ruska tożsamość plemienna i państwowa kształtowana więc była przez Kościół grecki, a obecność Kościoła łacińskiego uległa szybko ograniczeniu do elementu nieruskiego: Polaków, Węgrów i Niemców.

Kościół wspomógł centralizację państwa. Nie zapobiegł co prawda rozdrobnieniu dzielnicowemu pod koniec XI wieku, ale pomagał podtrzymywać poczucie pokrewieństwa między mnożącymi się podmiotami politycznymi oraz współtworzył ich kształt polityczny i prawny.

Najazd mongolski, a potem podbój litewski jeszcze bardziej związał kształtowanie się tożsamości ruskiej z Kościołem greckim. Nowa sytuacja powstała przez unię Litwy z Polską, gdy cała Ruś, z wyjątkiem Zaleskiej, czyli Moskiewskiej, została wprowadzona w orbitę oddziaływania Kościoła łacińskiego jako dominującej siły kulturowo–politycznej. Wcześniej bowiem na tronie ostatniego niepodległego państwa ruskiego, Królestwa Halickiego, zasiedli Piastowie, a po wygaśnięciu tej dynastii Kazimierz Wielki, jako dziedzic, włączył Ruś Halicką do Korony Polskiej. Wprawdzie toczyły się jeszcze o nią spory między Węgrami a Polską, ale nowej roli Kościoła łacińskiego one nie podważały. Wszystko to sprawiło, że w państwie Jagiellonów Cerkiew ruska, zachowując kontakt z Bizancjum, nie została odizolowana od Zachodu ani politycznie, ani mentalnie.

Jednakże, znalazłszy się w organizmie o przewadze chrześcijaństwa łacińskiego, społeczność ruska i jej Cerkiew nie wytrzymywały konkurencji z chrześcijaństwem zachodnim i jego kulturą. Z chwilą wybuchu reformacji okazało się ponadto, że Cerkiew jest bardziej bezbronna niż Kościół katolicki. Lud prawosławny, podobnie jak katolicki, pozostał wprawdzie wierny swej wierze, ale warstwy wyższe silnie uległy protestantyzmowi, a potem kontrreformacji katolickiej. W ten sposób społeczność ruska przeszła swoistą amputację, to znaczy utraciła prawie całą warstwę wyższą na rzecz chrześcijaństwa łacińskiego, a w ostatecznym rachunku (często via protestantyzm) na rzecz katolicyzmu i polskości. Oznaczało to, że przestawała być częścią narodu politycznego, gdyż naród ten, w rozumieniu I Rzeczypospolitej, stanowiła tylko szlachta. Odmowa akceptacji tego faktu, spychającego cały ethnos grecko–ruski do poziomu politycznego przedmiotu i zrównującego go z politycznie biernym chłopstwem, legła u podstaw wojen kozackich XVII wieku. Stąd rozpoczęła się samoidentyfikacja ruskoprawosławna jako opozycyjna wobec katolicyzmu i polskości.

Sytuacji tej miała zapobiec unia brzeska. Tak się jednak nie stało, bo nie cała Ruś ją przyjęła i unia znalazła się w konfrontacji z prawosławiem, przez co uległa silniejszym niż zakładano wpływom łacińskim, zatem także polskim. Promocja kulturalna Rusi dokonywała się nadal, choć może za sprawą polonizacji mniej intensywnie. W XVIII wieku szkoły bazyliańskie dorównywały poziomem jezuickim, a różniły się minimalnie — jeśli w ogóle — duchem i kulturą. Do połowy tego stulecia unia odniosła jednak znaczny sukces na terenie Rzeczypospolitej, zwłaszcza w Wielkim Księstwie. Jej oddziaływanie było słabsze na Ukrainie prawobrzeżnej, gdzie bunty hajdamackie zwracały się również przeciw niej, ale cała hierarchia była już katolicka. Ostatnie przyjęły unię diecezje przemyska (1691), lwowska (1700) i łucka (1702). Na Ukrainie lewobrzeżnej natomiast i w Kijowie, utraconych przez Rzeczpospolitą w wyniku wojen kozackich na rzecz Rosji, zalążki unii zostały zdławione.

Ukraina bez unii

Zanim jednak to nastąpiło, w ogniu walki z unią, prawosławie ruskie po obu stronach Dniepru zdołało odrodzić się organizacyjnie i intelektualnie. Stało się to wielkim zbiorowym wysiłkiem, w którym rolę nie do przecenienia odegrał abp Piotr Mohyła, prawosławny metropolita kijowski (1632– –1647). Pod jego rządami Cerkiew stała się w pełni równoprawnym intelektualnie i otwartym na europejskie prądy umysłowe uczestnikiem dialogu międzywyznaniowego, choć na ekumenizm w dzisiejszym sensie słowa było jeszcze za wcześnie. W ten sposób powstała realna szansa wyrównania potencjałów kulturowych polskiego i ruskiego oraz zahamowania odpływu szlachty od ruskości. Niestety, zamęt wojen kozackich i wynikłych z nich polsko–moskiewskich (1648–1686) sprowadził konfrontację katolicko–prawosławną na płaszczyznę wojenną, a pokój Grzymułtowskiego dokonał podziału Ukrainy i oddał lewy brzeg Dniepru wraz z Kijowem w ręce Rosji. Do tej rosyjskiej strefy, jeszcze po rozejmie andruszowskim (1667), przeniosła się większość prawosławnej szlachty oraz elit cerkiewnych i tam próbowała, z początku z powodzeniem, kontynuować mohylańskie odrodzenie.

W tym samym, 1686 roku, Moskwa uzyskała zrzeczenie się przez Konstantynopol jurysdykcji nad metropolią kijowską i włączyła ją do Patriarchatu Moskiewskiego, a także, zagwarantowane traktatem Grzymułtowskiego, prawo opieki nad prawosławnymi w Rzeczypospolitej. W ten sposób zarówno osłabione prawosławie w Rzeczypospolitej, jak i będące w pełnym rozkwicie prawosławie kijowskie na lewobrzeżnej Ukrainie spotkało się z prawosławiem moskiewskim, dość znacznie się od nich różniącym. Cerkiew rosyjska, jako panująca w jedynym niepodległym i rosnącym w siłę państwie prawosławnym — inne pozostawały pod panowaniem otomańskim — była zamknięta i wrogo nastawiona nie tylko do islamu, ale i Europy łacińskiej, którą w ksenofobicznym zacietrzewieniu traktowała jako obcą i wręcz pogańską. Wyrazem i narzędziem takiej postawy była idea Moskwy — trzeciego Rzymu.

Na początku XVIII wieku mamy już Europę w znacznej mierze wewnętrznie zdezintegrowaną na skutek poreformacyjnego rozpadu łacińskiego chrześcijaństwa oraz zubożoną o tereny i ludy zaanektowane przez islam i powstające właśnie Imperium Rosyjskie. Oba te organizmy są nastawione konfrontacyjnie nie tylko w stosunku do siebie nawzajem, ale i do Europy, w której kulturze element bizantyński ulega zanikowi.

Od drugiej połowy XVII wieku Ukraina lewobrzeżna i Kijów, a od końca XVIII wieku już cała Ukraina, z wyjątkiem Galicji, przeżywa pod panowaniem Rosji konsekwentną rusyfikację. Po pierwszej próbie intelektualnego zdominowania prawosławia moskiewskiego przez prawosławie kijowskie (prawdziwie europejskie, otwarte na świat i nauczone w Rzeczypospolitej polemicznego co prawda, ale jednak dialogu z Zachodem) przeżywające w XVII wieku intelektualny rozkwit następuje w prawosławiu na Ukrainie zwycięstwo ksenofobicznego moskiewskiego ducha z carem jako siłą dominującą. Takie właśnie prawosławie wprowadził car na Ukrainie, niszcząc przy tym doszczętnie osiągnięcia unii. Była to nie tylko rusyfikacja, ale i, w pewnym stopniu, deeuropeizacja Ukrainy. Piszę „w pewnym stopniu”, gdyż proces ten był niuansowany przez trwającą od początku XVIII wieku europeizację Rosji, spektakularną w swej gwałtowności, dyskusyjną co do swego charakteru i głębi.

Kształtowanie narodu

Odrodzenie narodowe czy raczej kształtowanie się narodu ukraińskiego w nowoczesnym sensie tego słowa rozpoczęło się w latach trzydziestych XIX wieku na Ukrainie rosyjskiej, w kręgach przejętej Heglem, Herderem czy Schellingiem inteligencji, ulegającej bajronizmowi i romantycznej ludomanii. Obok Szewczenki i Kostomarowa szczególną rolę odegrali tu Polacy — czy od pokoleń spolonizowani Rusini — jak Hułak–Artemowski czy Antonowicz, a także wielki romantyczny badacz kultury ludowej Zorian Dołęga–Chodakowski. To odrodzenie w pierwszym pokoleniu ma bardzo bliski kontakt z kulturą polską. Szewczenko traktuje projekt Rzeczypospolitej Trojga Narodów (ugoda hadziacka) jako wspaniałą okazję, straconą z winy Polaków, a właściwie narodu politycznego Rzeczypospolitej, czyli szlachty. Niedaleki jest od tego i Kostomarow w swoich Księgach bytu narodu ukraińskiego ściśle wzorowanych na Księgach narodu i pielgrzymstwa polskiego Mickiewicza. Tym bardziej dziedzicami Rzeczypospolitej czują się budziciele wywodzący się z jej narodu politycznego, jak Artemowski czy Antonowicz, którym kulturowo równie blisko do Szewczenki i Kostomarowa, jak do Goszczyńskiego, Zaleskiego, Malczewskiego czy Słowackiego. Ciekawe, że takim też dziedzicem czuł się nawet, jeszcze w XX wieku, metropolita Szeptycki, jak sam to zaznacza w korespondencji z patriarchą Indii, Zaleskim. Ten ruch odwoływał się do chrześcijaństwa, ale pozostawał całkowicie poza strukturą Kościołów, kontestując rosyjski, czyli prawosławny oraz dystansując się od katolickiego, przeważnie polskiego. Wpływ tego ruchu odrodzeńczego, przy stanowczym sprzeciwie i prześladowaniu władz carskich, stałej wrogości Kościoła prawosławnego i niechętnym dystansie katolickiego, był co najwyżej umiarkowany.

Inaczej stało się w Galicji, gdzie to samo romantyczne odrodzenie wychodzi z kręgów Kościoła greckokatolickiego. Pierwsze pokolenia ruskiej inteligencji, która stopniowo zaczyna stawiać znak równości między „ruski” a „ukraiński”, to księża i ich rodziny. Cała Wielka Trójka poezji ukraińskiej w Galicji to księża z Markijanem Szaszkewyczem na czele.

Nurt kościelny i nurt klasowy daje więc w Galicji nacjonalizm konfrontacyjny wobec nacjonalizmu polskiego. Tak przez międzywojnie i aż po rok 1944, kiedy to cała Galicja zostaje przyłączona do Związku Sowieckiego, a równoległe prześladowanie, rzeczywiście nieraz skrajnego i sfaszyzowanego, ruchu narodowego Ukraińców oraz Cerkwi greckokatolickiej, wiąże ruch niepodległościowy jeszcze mocniej z Cerkwią i nadaje mu silny odcień antybolszewicki i antyrosyjski. Pod prześladowaniem bolszewickim nieobca jest temu ruchowi świadomość walki o granice Europy, świadomość przeciwstawiająca Rosji Europę i postrzegająca Ukrainę jako europejską rubież.

W zaborze rosyjskim ukraiński ruch narodowy przechował się jako odcień antycarskich ruchów socjalistycznych, komunistycznych i anarchistycznych, a że prawosławie było „carosławne”, więc ta antycarskość była równocześnie antyprawosławna, dobrze korespondując z antyreligijnym nastawieniem lewicy. Prawie zdławiony, za bolszewików rozkwita na krótko w sferze inteligencji i zostaje fizycznie eksterminowany w ramach walki z odchyleniem nacjonalistycznym. W latach trzydziestych narodowego odcienia nabiera ukraińska „tutejszość”, jako reakcja ludu na kolektywizację i głód, którymi zapędzano chłopów do kołchozów. Oznacza to początki świadomości narodowej, głęboko skrywanej z powodu strachu o życie. Bolszewizm, który zniszczył całe ziemiaństwo (w znacznym stopniu polskie), sproletaryzował ludność miast (w tym polską inteligencję), walczył w takim samym stopniu z Kościołem prawosławnym, jak i katolickim, prześladował Polaków jako „naród z natury antykomunistyczny”, sprawił, że rodzące się poczucie narodowe na Ukrainie za Zbruczem nie miało charakteru antypolskiego, lecz antybolszewicki. W minimalnym natomiast stopniu kwestionował nieufność i poczucie obcości w stosunku do wszystkiego, co istnieje za zachodnią granicą sowieckiego świata. Te dwa nurty kształtują dziś narodowo–państwową tożsamość Ukrainy.

Rola Kościołów

Rola Cerkwi prawosławnej, podzielonej na kilka odłamów, jest niejednoznaczna. Jedna Cerkiew wspiera odrodzenie religijne na szowinizmie rosyjskim, niechętnie moderowanym przez fakt bycia na niepodległej Ukrainie, druga — próbuje się włączyć w nowe życie przez budowanie Cerkwi ukraińskiej na wzór rosyjski, tzn. domagając się aktywnej roli państwa, aż po dekretowanie jednego narodowego Kościoła, obligatoryjnego dla wszystkich chrześcijan Ukrainy. Państwo, jak dotąd, pozostaje głuche na te wezwania i raczej nic nie wskazuje na to, by miało je podjąć w przyszłości. Jest to ze strony tej Cerkwi szczególna próba budowy narodowego ukraińskiego prawosławia, rozdarta między słowianofilstwem a antyrosyjskością, z akcentem na to drugie, ale traktowane instrumentalnie w walce z zależnym od Moskwy Egzarchatem Kijowskim. Walka ta robi wrażenie bardziej politycznej niż religijnej, co autorytetu Cerkwi nie podnosi. W jej cieniu wegetuje najmniejsza i najbardziej jednoznacznie ukraińska Cerkiew, będąca kontynuacją na Ukrainie emigracyjnej ukraińskiej Cerkwi w USA.

Cerkiew greckokatolicka, której matecznikiem pozostaje Galicja, jest najbardziej narodowo– i państwowotwórcza, ale jej patriotyzm jest zatruty nacjonalizmem w równym stopniu antyrosyjskim, co antypolskim. Pierwszy bardziej wyrozumowany, drugi bardziej żywiołowy. Gotowość współpracy i potrzeba otwartości ma postać szczątkową, ale wyraźnie rosnącą. Może ona stać się zalążkowa, jeśli zdoła się pozbyć nacjonalistycznego bakcyla. Są tego obiecujące oznaki.

Rola Kościoła łacińskiego, który etnicznie staje się coraz bardziej ukraiński, polega na wniesieniu elementu uniwersalizmu, budowaniu patriotyzmu ukraińskiego nie na negatywnych, ale pozytywnych odniesieniach oraz eksponowaniu tego, co łączy kulturę ukraińską z Zachodem.

Ukrainiec — Europejczyk

Gdy przyjeżdżałem z Kijowa na Zachód, w latach dziewięćdziesiątych, członkowie ukraińskiej emigracji w Paryżu czy w Rzymie, a także odwiedzający Europę Ukraińcy z Kanady czy USA, z niepokojem pytali mnie nieraz o szanse utrzymania niepodległego państwa ukraińskiego. Moje przekonanie, bliskie pewności, że państwo to niepodległość utrzyma, przyjmowali z tym większą ulgą, że mówił im to Polak. Polsko–ukraińskie resentymenty, nieobce emigracji amerykańskiej, kazały im sądzić, że są to przekonania powzięte contre coeur, a więc szczególnie mocno uzasadnione.

Dziesięciolecie, które mija, wydaje się te moje przekonania potwierdzać, ale niepodległość wciąż jeszcze wymaga starannej troski, a nade wszystko pracy nad kształtowaniem nowej ukraińskiej samoświadomości, uwolnionej od tego rosyjskiego i bolszewickiego namułu, który przyniosło ostatnich trzysta lat. W stosunku do rosyjskości nie chodzi o samookreślenie przeciw, konfrontacyjne, ale o wyraźne odróżnienie i odbudowanie autentycznej ciągłości duchowej z całą wielką historią od św. Olgi i św. Włodzimierza, poprzez Hipacego Pocieja i Piotra Mohyłę (a tak, w jednym szeregu, choć po przeciwnych stronach konfesyjnej barykady), Mazepę, budzicieli XIX wieku, Petlurę i Hruszewskiego, Szeptyckiego i Winniczenki. Nie chodzi tylko o to, by wymazać z historii Ukrainy Piotra I, Mienszykowa, Razumowskiego, Bibikowa, Chruszczowa i Breżniewa, ani o poprawianie historii, lecz o odróżnienie, co jest, a co nie jest narodowym dziedzictwem. Tak jak dla nas Wielki Książę Konstanty, Nowosilcow, Paskiewicz, Hurko i Apuchtin to nie nasze dziedzictwo, choć niestety nasza historia. Chodzi też o coś więcej: aby Ukraińcy, w oparciu o własną wielką tradycję poczuli się w Europie jak u siebie w domu, w oparciu o tę tradycję budowali w sobie europejskie standardy myślenia. Zbyt wiele jest tam jeszcze świadomości rozbitków, których świat się rozleciał. Choć przyznają, że był trudny, a często okrutny, to jednak znany i uznany za własny. Istnieje też przeżywana wprawdzie wbrew sobie, ale jednak tęsknota za Związkiem Sowieckim, a Europa jawi się jako obca i nieznana oraz napawa lękiem. Tyle lat przecież tłumaczono, że jest niebezpieczna i nieprzyjazna. W masach wciąż jeszcze pokutują resztki duszy rosyjskiego — czy sowieckiego — janczara. Trzeba ożywić świadomość europejskości własnej tradycji i na tej podstawie budować swą europejską przyszłość. Wydaje się bowiem, że utrzymanie niepodległości dla wszystkich małych i średnich państw naszego kontynentu związane jest z integracją europejską. Na utrzymanie niepodległości w szarej strefie między rosyjskim imperium a zjednoczoną Europą Ukraina, w dłuższej perspektywie, szansy nie ma. Prędzej czy później zostanie wessana przez Rosję, a czy prędzej, czy później to zależeć będzie tylko od stanu Rosji.

Wyzwania dla Kościołów

Kościoły mogą wnieść istotny wkład w odzyskanie przez Ukrainę własnego miejsca w Europie. Największą rolę może tu mieć prawosławie, nie tylko pod warunkiem, że się zjednoczy, ale i odzyska starego, mohylańskiego ducha otwartości na świat i niezależności od państwa. Nie będzie to łatwe, ale jest to możliwe, szczególnie w oparciu o środowiska chrześcijańskiej inteligencji, jak choćby te, które istnieją przy Akademii Kijowsko–Mohylańskiej.

Kościół greckokatolicki może być pomocny w tej przebudowie świadomości, jeśli nawiąże bardziej do swojej przedrozbiorowej tradycji i ostatecznie pozbędzie się ksenofobicznego elementu oraz uwolni w sobie katolicki uniwersalizm. Obiecujące tego początki możemy już z satysfakcją odnotować.

O roli Kościoła łacińskiego wspomniałem już wyżej. Spełni ją na miarę swej inkulturacji, która też wyraźnie postępuje. Wydaje się ponadto, że jest szczególny aspekt, w którym Kościół łaciński będzie niezastąpiony. Chodzi o wykształcenie ukraińskiej świadomości i patriotyzmu w wielonarodowej i wielojęzycznej Ukrainie, a więc bez pochłonięcia jednych przez drugich, a także wypracowanie ubogacającej wszystkich syntezy. Dla Ukrainy pomocne może być doświadczenie Europy, z papieskim wezwaniem, by stała się ojczyzną ojczyzn (coś o wiele więcej niż Europa ojczyzn de Gaulle’a). Natomiast państwa jednoczącej się Europy, które wszystkie, na skutek migracji, stają się coraz bardziej wielojęzyczne i wielonarodowe, skorzystać mogą z cennego doświadczenia różnorodnej Ukrainy.

Przyszłość rysuje się więc optymistycznie dla Ukrainy i dla Kościołów ukraińskich oraz ich roli w jej kształtowaniu. Możemy mieć nadzieję, że zbliżająca się wizyta Ojca Świętego pomoże dostrzec i podjąć istniejące wyzwania.

Chrześcijaństwo a tożsamość i niepodległość Ukrainy
Aleksander Hauke-Ligowski OP

urodzony 24 września 1936 r. w Lublinie – dominikanin, od roku 1968 roku wielokrotnie odbywał podróże apostolskie na tereny ZSRR.W latach 1994-1998 przebywał w Rosji i na Ukrainie, był rektorem Kolegium św. Tomasza w Kijo...