Co czyni człowieka radosnym

Co czyni człowieka radosnym

Jr 17,5-8 / Ps 1 / 1 Kor 15,12.16-20 / Łk 6,17.20-26

„Biada wam, którzy się teraz śmiejecie”… Wrażenie, że chrześcijaństwo przeciwstawia się radości, że zadręcza ludzi i budzi przygnębienie, to częstszy powód opuszczania Kościoła niż jakiekolwiek problemy wiary – twierdzi Joseph Ratzinger i przywołuje w tym kontekście jednego z największych krytyków chrześcijaństwa, Fryderyka Nietzschego.

U schyłku XIX wieku psychiatria francuska posługiwała się terminem „choroba katolicka” na oznaczenie neurozy związanej z obsesyjnym wracaniem do 4 i 6 przykazania, czyli władzy rodziców i czystości seksualnej, która to obsesja zamykała drogę do osobistej dojrzałości i wolności. Generalnie chrześcijaństwo ma w tej wizji jeden skutek: stłumioną radość życia.

Kiedy czyta się takie rzeczy, człowiek ma ochotę udowadniać, że jest inaczej. Nikt nie chce być neurotykiem i ponurakiem, żyć w niewoli religii, która zabrania się śmiać! Mniejsza o śmiech, ale wydaje się, że obowiązkiem człowieka jest odrzucenie nerwicogennych autorytetów. I tu łatwo wpaść w pułapkę. Zarówno odrzucając starą formę, jak i udowadniając, że nie jesteśmy smutni, mimo woli wpisujemy się w dialektykę Pan-Niewolnik. Dojrzały człowiek, owszem, usamodzielnia się, wyzwala się, np. z posłuszeństwa rodzicom, ale to wyzwolenie może być dojrzałe lub nie. Można w życiu robić wszystko odwrotnie, niż nas uczono, ale to przecież tylko inny rodzaj niewoli. Rozwój zatem to nie tylko przejście od podporządkowania do samodzielności, ale i przekroczenie samowystarczalności i umiejętność przyjmowania autorytetu innych. Ten trzeci etap, zwany po łacinie docilitas, oznacza właśnie zdolność przyjmowania autorytetu przez dojrzałą osobę. Celem życia nie jest zatem samowystarczalność, ale umiejętność akceptacji wartości w sposób wolny od strachu, że będziemy posądzeni o niesamodzielność. 

Dlatego, zanim spróbujesz wyzwolić się od smutku, lepiej zapytać: co czyni człowieka radosnym? Czy sami możemy sprawić, że tacy będziemy? Wątpię. Poczucie bycia kochanym, to coś, co wyprowadza nas poza dialektykę zależności i niezależności. To, że dla Boga jesteśmy tak ważni, to, że żył i umarł dla nas, jest prawdziwym wyzwoleniem dla niepewnej ludzkiej egzystencji. Przyjęcie miłości nie pozbawia nas ludzkiej autonomii. I nie ma znaczenia, czy śmiejesz się, czy płaczesz, czy masz taką nerwicę czy inną, właśnie takiego cię Pan Bóg ukochał i ta miłość ma moc prawdziwej przemiany.

Co czyni człowieka radosnym
Jarosław Głodek OP

urodzony w 1965 r. w Poznaniu – dominikanin, duszpasterz, doktor politologii, absolwent filozofii na Catholic University of America, socjusz prowincjała, radny Prowincji. Do zakonu dominikanów wstąpił w 1985 roku...