Co robić?

Kiedyś przed laty jedna z moich kuzynek, urządzając własne mieszkanie, nie umieściła w nim krzyża. Na moje pytanie, dlaczego nie wisi tu żaden znak religijny, odpowiedziała, że jako osoba tolerancyjna, nie chciałaby peszyć ludzi, którzy do niej przychodzą. Były to czasy odległej peerelki, kiedy ludziom wmówiono, że wiara nie ma nic wspólnego z kulturą, a przedmioty kultu są co najwyżej dewocyjnymi rekwizytami. Dzisiaj, kiedy to wspominam, dziwię się, że tego rodzaju ubóstwo myślowe miało rację bytu.

Przez wieki cała wielka sztuka wyrastała z religijnego myślenia i wyobraźni. To ta religijna wyobraźnia pisała Boską Komedię, zapisywała najwspanialsze symfonie Bacha, Mozarta, Beethovena. Chociaż nie jestem mecenasem wielkich twórców, to przecież na własną miarę przeżywam dziś radość obcowania z artystami, którzy po latach socjalistycznej hibernacji na powrót ożywają w swej artystycznej twórczości wyrastającej z religii. Nie wstydzą się o tym mówić. Co rusz pojawia się hasło, że talent artysty — czy to kabaretowego czy operowego, pisarza czy malarza — to dar od Boga. Ludzie na powrót pragną o tym mówić. Część z nich posługuje się tą prawdą jako reklamowym hasełkiem, ale niech i tak będzie na początek. Kiedyś być może zrozumieją… Myśląc już teraz o przyszłorocznym spotkaniu nad Lednicą, nie mogę się opędzić od rozmaitych artystów proponujących swoje usługi. Muszę wybierać spośród wielu propozycji i nazwisk nośnych wśród młodzieży.

Obecny czas, czas przełomu tysiącleci, to czas odzyskiwania tożsamości, czas budzenia się samoświadomości zarówno tej społecznej, jak i indywidualnej. Poszczególni ludzie budzą się i szukają możliwości samorealizacji i własnej, osobistej tożsamości. Szukają samych siebie. Jedynie chrześcijaństwo jest w stanie dać tożsamość społeczną, narodową i osobistą każdemu z nas. Każdy chrześcijanin jest w stanie urzeczywistnić swoje człowieczeństwo, tworząc europejską i ewangeliczną kulturę braterstwa, promując powołanie do służby człowiekowi, bliźniemu. Wiemy przecież aż nazbyt dobrze, że osoba ludzka nie jest synonimem jednostki. Osoby ludzkie są dziećmi Boga, z tego tytułu są braćmi Jezusa Chrystusa przywiązanymi z natury rzeczy do życia we wspólnocie.

A zatem, co robić? To inteligenckie pytanie stawiamy sobie w mieście coraz częściej. Takie pytanie zaczynamy sobie stawiać również i na wioskach, gdzie dotychczas każdy instynktownie wiedział, co powinien robić.

Zadaniem ludzi, których nauczono czytać i pisać, którzy poznali litery i należą do środowiska klerków, dzisiaj inteligentów, jest przekładać wiarę na kulturę. Ojciec Święty w swojej encyklice Christifideles laici powiada, że wiara, która nie jest przełożona na kulturę, nie jest rzeczywistością dojrzałą, skończoną, ani pełną, ani do końca przemyślaną.

Jeżeli kultura jest wyrazem człowieka, to winniśmy poszukiwać tego wyrazu dla wiary żarliwej, pewnej, dla Dobrej Nowiny. Poszukujemy wyrazu dla zawartości naszego umysłu i serca. Poszukujemy wyrazu dość współczesnego, zrozumiałego, precyzyjnego, adekwatnego, pojemnego, godnego. A zatem jak wyrazić ten żar? Jakie dawać znaki, tym którzy idą za nami?

Poszukujemy go w naszych myślach, w naszych słowach i czynach. Jaki to powinien być wyraz, aby przekazać innym prawdę o Bogu żywym i kochającym, aby wypalić tę prawdę w umysłach i sercach innych? Ojciec Święty wierzy nie tylko w Boga, ale wierzy również w kulturę, która jest jedną z dróg do zbawienia człowieka. To ona wyodrębnia nas jako naród, ona stanowi o nas przez cały ciąg dziejów. Stanowi bardziej niż siła materialna, bardziej niż granice polityczne. Przecież pomimo utraty niepodległości naród nasz pozostał sobą, pozostał duchowo niepodległy, ponieważ miał swoją własną kulturę. A zatem chodzi o kulturę w myśli, słowie i czynach, we wszystkim, co nas wyraża. Norwidowi w Nowym Jorku Ojczyzna kojarzyła się z szacunkiem dla kruszyny chleba i ziemi, z pozdrowieniem chrześcijańskim, z szacunkiem dla bocianiego gniazda na gruszy, z ewangeliczną prostotą mowy i miejscem na ziemi, gdzie są tacy ludzie, którym na nas zależy.

Inspiracja chrześcijańska polskiej kultury jest bezsprzeczna i nie przestaje nadal być głównym źródłem twórczości polskich artystów i twórców. Domaga się kontynuacji… Na postawione na wstępie pytanie, co robić? odpowiadam pośpiesznie: wiarę przekładać na kulturę, jeśli chcemy, aby ta nasza wiara się ostała, aby została przekazana następnemu pokoleniu. Nie ma innej drogi, innego sposobu, jak znajdywać dla niej stale nowy wyraz.

Co robić?
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...