Co z tą komunią na rękę?

Co z tą komunią na rękę?

W jednym z poprzednich felietonów obiecywałem, że dołożę tradycjonalistom. Słowo się rzekło, obietnicy trzeba dotrzymać. Wszelkiej maści tradycjonalistów szanuję nie mniej niż wszelkiej maści postępowców. Są potrzebni w Kościele, gdyż ich wrażliwość stanowi niezbędną przeciwwagę dla tych, którzy entuzjastycznie przyjmują każdą eklezjalną nowinkę tylko dlatego, że jest nowinką. Z tradycjonalistami można rozmawiać, tym bardziej że mają swoje zdanie, a lepiej się rozmawia, jeśli rozmówca wie, jakie ma poglądy. Są jednak tematy, w których wypadku rozmowa zupełnie się nie klei. Takim zagadnieniem jest np. komunia święta na rękę.

Niedawno rozmawiałem z pewną panią reprezentującą szacowne skądinąd środowisko, która stwierdziła, że komunię trzeba przyjmować nie tylko wyłącznie bezpośrednio do ust, ale ponadto zawsze w pozycji klęczącej, a jeśli jakiś kapłan każe wstać, to należy z godnością odejść bez przyjęcia komunii, wierząc, że Pan Jezus udzieli się pobożnej duszy w sposób duchowy. No cóż! Zasmuca w tym przypadku tradycjonalistyczny upór i brak posłuszeństwa prezbiterowi, ale – z drugiej strony – ciekawe jest to, że według wciąż obowiązujących (choć w praktyce nieznanych i niejasnych) przepisów komunię powinno się przyjmować zasadniczo na klęczkach. I nic mi nie wiadomo, aby ksiądz miał prawo odmówić udzielenia komunii, jeśli ktoś – czyniąc zamieszanie – rzuca się na kolana i nie chce się z nich podnieść. Osobiście – jako pluralista z powołania – nie dyskutuję z wiernymi podczas udzielania komunii świętej i ochoczo rozdaję Ciało Pańskie klęczącym, półklęczącym, stojącym i siedzącym, a jeśli ktoś (najczęściej z błagalnym wzrokiem) wyciąga dłonie, to nie pytam o paszport, ale kładę komunię na rękę. Nie zamierzam przekonywać każdego, że najlepiej przyjmować komunię na dłonie, ale chciałbym, aby tradycjonaliści pozwolili mi udzielać komunii i przyjmować ją w ten właśnie sposób. Niestety, zacięli się i prędzej wyzwą mnie od „panów protestantów”, niż przyznają prawo do udzielania komunii na rękę.

Tradycjonaliści w sprawie sposobu udzielania komunii świętej są głusi na wszelkie argumenty: zaczerpnięte z Biblii („Bierzcie i jedzcie…”), z Tradycji (katechezy Ojców Kościoła o dłoniach tworzących tron na przyjęcie Ciała Chrystusa), z historii Kościoła (komunia do ust była wprowadzona w okresie głębokiego kryzysu rozumienia eucharystii), z estetyki (wystawiane na różne sposoby języki, ślinienie, brudne zęby itd. – to wszystko często odbiera przyjmowaniu komunii do ust należyte piękno). Ja z kolei nie mogę zupełnie pojąć tradycjonalistycznej wrażliwości, z którą zgodnie wystawienie języka jest znakiem szacunku i wiary w Boga przyjmowanego w Chlebie eucharystycznym, a wystawienie złożonych dłoni oznaką postępowej nonszalancji kryjącej redukowanie eucharystii do wspólnotowego posiłku. Dlaczego język jest godny, aby mieć kontakt z Ciałem Pańskim, a ręce owej godności nie mają?! Zwłaszcza że wiele wskazuje na to, iż językiem grzeszymy bardziej niż rękami.

Pewien zawzięty tradycjonalista stworzył strony internetowe, na których zaprosił wiernych do składania donosów na księży, którzy dopuściliby się jakichś nadużyć w sprawowaniu mszy świętej. Donosów nie brakowało… na przykład na Jana Pawła II, którego ktoś widział, jak udziela komunii świętej na rękę. Niektórzy tradycjonaliści zaklinają rzeczywistość, pisząc o rzekomo złych doświadczeniach (ogromne nadużycia!) z tą praktyką na Zachodzie. Podczas kilkuletniego pobytu we Włoszech nic takiego nie zauważyłem. Wręcz przeciwnie, to raczej zsekularyzowani katolicy, którzy odwiedzają kościół jedynie z okazji ślubów i pogrzebów, w pogańskim lęku przed sacrum woleli przyjmować (jeśli im się to zdarzyło) komunię do ust. We Włoszech widziałem, jak tamtejszy Kościół wprowadzał możliwość przyjmowania komunii na rękę. Biskupi napisali jasny, jednoznaczny list, w którym zapowiedzieli taką możliwość, oraz wezwali wszystkich proboszczów do wygłoszenia odpowiednich katechez, tak aby wierni zostali odpowiednio wprowadzeni w nową praktykę. Sam byłem kiedyś na mszy, podczas której biskup pięknie tłumaczył, w jaki sposób należy złożyć dłonie na przyjęcie komunii i co taki gest oznacza. Po kilku tygodniach regularnych katechez każdy mógł wybrać: pozostać przy komunii do ust lub zdecydować się na nową praktykę komunii na rękę.

W Polsce, niestety, mamy niezłe zamieszanie. Od października zeszłego roku pojawiają się sprzeczne sygnały w sprawie sposobu przyjmowania komunii (przypomina mi się ciąg niewiedzy i nieporozumień w kwestii zmiany brzmienia pięciu przykazań kościelnych). Proboszczowie nie wiedzą, czy, kiedy i jak mają wprowadzać możliwość komunii na rękę. W tej sytuacji tradycjonalistów, postępowców oraz wiernych „bez etykietki” łączy jedno: dezorientacja. Trzeba mieć nadzieję, że ten stan rzeczy się zmieni i pytanie: „Co z tą komunią na rękę?” niebawem doczeka się w Polsce jasnej odpowiedzi.

Co z tą komunią na rękę?
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....