Cyrano de Bergerac

Cyrano de Bergerac

Począwszy od naszych dni, młodzież w Polsce nie będzie już miała pojęcia o Syzyfowych pracachKamieniach na szaniec. Znajomość tych książek zastąpić ma urzędowe zaświadczenie, że nauczyciele lektur owych z uczniami nie przerobili (co i tak wyszło na jaw przy okazji testów). Z taką wiedzą na temat rzetelności w dopełnianiu obowiązków młodzież szkolna dostanie się do liceów, gdzie – zgodnie z projektem reformy edukacji – zapozna się nie z kanonem lektur, a tylko z ich fragmentami.

W tej sytuacji uznaję za stosowne przejść na system łopatologiczny; bez wahania już będę szczegółowo wyjaśniać, kogo i co mam na myśli, nawiązując do jakiejś postaci literackiej czy robiąc aluzję do, zdawałoby się, powszechnie znanych utworów ze skarbca kultury. Trzeba iść z duchem czasu.

Cyrano de Bergerac, poeta, filozof, żołnierz i zabijaka, jest główną postacią powieści Ludwika Galleta Kapitan Czart (przekład polski Wiktora Gomulickiego) i bohaterem słynnej komedii heroicznej Edmunda Rostanda, napisanej przez niego po lekturze Kapitana Czarta. Nie jest jednak Cyrano postacią fikcyjną; ktoś taki istniał naprawdę, o czym w pięknym, bogatym wstępie do powieści opowiada Juliusz W. Gomulicki.

Prawdziwy Sawiniusz de Cyrano de Bergerac, Gaskończyk, urodził się w roku 1619. Po latach studiów, wojaczki, po dziesiątkach pojedynków i awantur, ten błyskotliwy poeta, zwany przez kolegów „demonem brawury”, osiadł w Paryżu, gdzie wkrótce zasłynął jako twórca różnorodnych utworów literackich; jego dowcipne listy i pamflety rozchodziły się po całym mieście i przyniosły mu sławę, podobnie jak kunsztowne wiersze, wymyślne zagadki i sztuki teatralne. Równocześnie powstawało w rękopisie najsłynniejsze dzieło Cyrana – powieść fantastycznofilozoficzna o podróży na Słońce i Księżyc, „dojrzały owoc jego długoletnich lektur, dyskusyj i rozmyślań – pisze Juliusz W. Gomulicki – wielce sensacyjna, a zarazem głęboko pomyślana i rewelacyjna pod względem artystycznym opowieść”. Gdyby ją ogłoszono drukiem za jego życia, Cyrano mógłby się cieszyć wielką sławą w świecie literackim i naukowym. On jednak zwlekał z publikacją – obawiał się jej. Czasem tylko pokazywał rękopis przyjaciołom. „Miał dosyć kłopotów ze swoim życiem osobistym, które ciągle obfitowało w gwałtowne starcia i potyczki – raz na pióra, raz na rapiery” (J. W. Gomulicki). W okresie „Frondy” Gaskończyk udzielał się „w licznych ówczesnych polemikach literackich, w których wyróżnił się dzięki swemu ognistemu temperamentowi, ściągającemu na głowę polemisty nienawiść wielu oponentów”. Naraził się swym wrogom do tego stopnia, że postanowili go zgładzić. A ponieważ był niezwyciężony w pojedynkach, zrzucono na niego z dachu ciężką belkę. Poważnie ranny w głowę, Cyrano zmarł w roku 1655.

Pisali o nim wspomnienia koledzy literaci – Teofil Gautier i Charles Nodier, i to na podstawie tych wspomnień powstał portret powieściowy Cyrana: „Posiadał on – o czym trzeba powiedzieć zawczasu, gdyż stanowiło to znamię typowe dla tej pełnej charakteru fizjonomii – posiadał nos rozmiarów niezwykłych, nos ostro ścięty, rzucający cień na usta, słowem – »nos bohaterski«. […] Ten nos wydatny królował na twarzy o rysach prawidłowych i miłych, którą oświetlała para oczu czarnych i pełnych ognia. […] Przy tym wszystkim: złote serce, umysł w najwyższym stopniu niezależny i dowcip iskrzący. Kochano go za ten dowcip, wybornie przystosowany do ducha epoki, za wyborny humor, za młodość pełną ognia i zapału. Pozostało po nim – rzecz rzadka w tym życiu – wspomnienie trwałych przyjaźni i poświęcenia bez granic” (Gallet).

Nos… ach, waszmoście mili, czyście też widzieli
Ten nos?… Na widok jego, gdy się z nim przechadza,
Zbiera nas chęć zawołać: „Ależ nie, przesadza!”1

W sztuce teatralnej Edmunda Rostanda ten wielki nos, „ta narośl”, jest powodem – jak powiedzielibyśmy dziś – niemałych kompleksów Cyrana. Choć kocha on Roxanę, nie śmie nawet marzyć o jej wzajemności, bo uważa się za straszliwie i groteskowo brzydkiego. Chcąc, by Roxana zaznała szczęścia z wybranym – a jest to piękny kadet – Cyrano, dając wreszcie upust swoim niewyznanym uczuciom, pisze wspaniałe miłosne listy i wielkodusznie pozwala, by młodzieniec przedstawiał je jako swoje. Którejś nocy zaś, pod balkonem Roxany, Cyrano nawet oświadcza się w jego imieniu, korzystając z osłony ciemności.

Właśnie obejrzałam, w TVP Kultura, film Jeana–Paula Rappeneau – Cyrano de Bergerac, zrealizowany na podstawie sztuki Rostanda. Rolę tytułową zagrał Gérard Depardieu! Już kiedyś widziałam tę ekranizację, we francuskiej TV5, w wersji oryginalnej, i byłam zachwycona wielką rolą Depardieu. Sam film jest taki sobie – mało tekstu, dużo bieganiny i bałaganu. W dodatku słynny nos Cyrana wykonał charakteryzator partacz; aktor wygląda, jakby nosił plastikową maskę pomiędzy oczami. A jednak tymi właśnie oczami Depardieu potrafi wyrazić wszystko; jakiż to świetny aktor komediowy i liryczny! Jak świetnie podaje tekst i jaki jest przekonujący!

W polskiej wersji, niestety, zaginął nawet urok słowa. Wiersz Rostanda przetłumaczono prozą, robiąc liczne błędy. Chciałam sprawdzić, jak brzmi przekład Zagórskiego i Konopnickiej, ale go nie mam, a ponieważ na wsi, gdzie teraz mieszkam, trudno od ręki zdobyć rzadkie książki, rzuciłam się do Internetu. Zaraz mi zaofiarował oryginalny, francuski tekst sztuki Rostanda, który mogłam sobie przetłumaczyć sama. Zrobiłam to, jak umiałam, ale z wielką przyjemnością. Takie są niespodziewane pożytki z mieszkania pośród lasów.

Oto mój ulubiony fragment aktu I: Cyrano właśnie zrobił awanturę w teatrze i, gdy go opuszcza, zostaje zaczepiony przez jednego ze swych wrogów, rozwścieczonego fircyka, który woła:

…A jakie miny stroi, arogancki byczek!
Szlachetka, który nie ma nawet rękawiczek!
A wychodzi bez wstążek, bufek i podwiązki!

A Cyrano odpala mu na to bez wahania:

Za to moralnie jestem elegancki.
Nie stroję się jak jakiś chłystek malowany,
A choć nie kokietuję, to jestem zadbany.
Nie pozwoliłbym sobie wyjść przez roztargnienie
Ze zniewagą niezmytą, z zaspanym sumieniem,
Skrupułami w żałobie lub honorem zmiętym.
Nie mam żadnej błyskotki do piersi przypiętej,
Idę, zdobny jedynie w szczerość i swobodę.
Jeśli chodzi o talię – nie zważam na modę,
A gorsetem wymagań ściskam tylko duszę.
Nawet najskrytszych czynów ukrywać nie muszę!
Każdy z nich tak mnie zdobi jak błyszcząca wstążka.
Wiem o tym – i mój dowcip podkręcam jak wąsa.
Mijam was i przechadzam się między wrogami,
Podzwaniając wam prawdą niby ostrogami.

Jest też taka scena, w której najwierniejszy przyjaciel, Le Bret, zatroskany o przyszłość i bezpieczeństwo Cyrana, przestrzega go, by nie robił sobie wrogów na każdym kroku, radzi, by poskromił swą hardą duszę muszkietera i pomyślał wreszcie o sławie i fortunie. Poeta odpowiada mu tyradą, przerywaną gniewnym, wzgardliwym: non, merci! – tyradą, którą właściwie można by uznać za credo każdego artysty:

I cóż więc miałbym robić?
Znaleźć możną protekcję, stabilną podporę
I jak bluszcz nędzny opleść pień, liżąc mu korę,
Wspinać się przez krętactwo, nie przez zdrową siłę?
Nie, dzięki! – Mam wymyślać dedykacje miłe,
Poświęcać swoje wiersze panom finansistom?
Błaznować, by wywołać na ustach ministra
Uśmiech? Nie, dzięki! – Zjadać żabę na śniadanie?
Padać plackiem? Mieć startą skórę na kolanie?
Trenować giętkość grzbietu? Umieć się pokłonić?
Nie, dzięki! […] – Widzieć talent tylko u gamoni?
Żyć w trwodze przed wyrokiem gazetek brukowych,
Powtarzać sobie w kółko: „Ach, gdybyż choć słowem
Wspomniano o mnie w jakimś ważnym almanachu!”.
Nie, dzięki! – Kalkulować i blednąć ze strachu,
Ponad pisanie wierszy przedkładać wizyty,
Redagować podania, prośby i monity…
Nie, dzięki! dzięki! dzięki! – Za to śpiewać mogę,
Marzyć, śmiać się, iść naprzód, sam! – jak wolny człowiek.
Mieć oko bystre, dźwięczny głos, czapkę na bakier,
Walczyć o swoje zdanie – i zaczerniać papier.
A tworzyć nie dla sławy, nie dla apanaży,
Lecieć choćby na Księżyc, kiedy się zamarzy.
Nigdy nie pisać tego, co z serca nie płynie
I mówić sobie skromnie: ciesz się tym jedynie,
Coś sobie wyhodował we własnym ogrodzie.
Gdyby zaś kto zaszczytem ciebie chciał nagrodzić,
Nie sądź, że musisz oddać swój triumf Cezarowi.
Twarzą w twarz z sobą samym, o sobie stanowisz.
Nie bądź jak bluszcz pasożyt; nie wspieraj się, wspinaj
Choćby i niewysoko, lecz – o własnych siłach!

Czytając w dzieciństwie powieść Kapitan Czart, polubiłam Cyrana de Bergerac na całe życie. Od razu dostrzegłam, że to człowiek skłonny do pięknych poświęceń, szlachetny i dumny – i to mi się spodobało. Teraz, czytając oryginał Rostanda, widzę więcej: Cyrano to każdy z nas – wolna, niezawisła, nieśmiertelna dusza ukryta w groteskowym przebraniu ciała. Oglądając zaś filmową scenę, w której Gérard Depardieu z cichym westchnieniem umiera, patrząc w niebo – wzruszam się. Wiem, że mój przyjaciel Cyrano będzie teraz nareszcie szczęśliwy – bo wyzwolony.

Jedna rzecz mnie ciekawi: czy to wszystko by mi się zdarzyło, gdybym jako dziecko poznała książkę Kapitan Czart jedynie we fragmentach?

Otóż – wątpię.

1 Przekład Włodzimierza Zagórskiego i Marii Konopnickiej cytowany we wstępie Juliusza W. Gomulickiego.

Cyrano de Bergerac
Małgorzata Musierowicz

urodzona 9 stycznia 1945 r. w Poznaniu – z domu Barańczak, siostra Stanisława Barańczaka, absolwentka PWSSP w Poznaniu, najbardziej znana jako autorka serii Jeżycjada....