Czasem lepiej nie wiedzieć
fot. david clode

Czasem lepiej nie wiedzieć

Utraciłam w życiu wiele przyjemności na rzecz zajmowania się nimi profesjonalnie. Wbrew popularnemu przekonaniu, że najlepiej robić w pracy to, co się kocha, ja padłam ofiarą zamiany licznych pasji w pracę.

Pierwszą z ofiar moich zawodowych ambicji było zamiłowanie do tańca. Uwielbiałam tańczyć – do ostatniej przepoconej na parkiecie nitki i do brzasku. Niestety, mniej więcej w połowie studiów, rzuciwszy rozpoczęte już prace dziennikarskie, które wykonywałam z podejrzaną łatwością i frajdą, postanowiłam podjąć się uczciwego, męczącego zajęcia – zostałam kelnerką w nocnym klubie. Tak modnym, że zanim jego właściciele zdążyli założyć kasy fiskalne, już się zwinął i zniknął z rynku. Została legenda o adresie, pod którym bywali i najlepsi adwokaci, i ich niesławni klienci. Przyjeżdżałam na nocne zmiany dwudziestoletnim volkswagenem, który regularnie się psuł na Tamce – słynnej stromej ulicy – korkując kawał miasta.

Zostało Ci jeszcze 80% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się