Czego się boją misjonarze

Czego się boją misjonarze

Ostatnio na zlecenie pewnej międzynarodowej organizacji katolickiej przygotowywałem raport na temat stosunku Kościoła w Europie do mniejszości muzułmańskiej. Według różnych szacunków na naszym kontynencie żyje obecnie od 20 do 25 milionów wyznawców islamu. Przebywając w kilku krajach, w których żyje sporo mahometan, miałem okazję zorientować się, jak tamtejsze episkopaty ustosunkowują się do tego problemu; o ile w ogóle widzą one w tym problem.

W Niemczech okazało się, że episkopat w stosunkach z muzułmanami postawił na dialog, całkowicie rezygnując z misji. We Francji duchowny odpowiedzialny z ramienia tamtejszego episkopatu za kontakty z islamem przekonywał mnie, że nieważne, czy ktoś jest chrześcijaninem, żydem czy muzułmaninem, najważniejsze, by dawać ludziom radość. Podobnie rzecz się miała w innych krajach Europy.

Podczas swoich kilkumiesięcznych poszukiwań natrafiłem tylko na jedną wspólnotę katolicką, która prowadziła działalność ewangelizacyjną wśród mahometan – ze względów, o których poniżej, pominę jej nazwę i kraj pochodzenia.

Na początku rozmowy zakonnicy prowadzący ową wspólnotę opowiadali o swej działalności, której charakter miał być charytatywny. Gdy nabrali do mnie większego zaufania, zdradzili mi, że ich instytucja dzieli się na dwie części – pierwsza pomaga ludziom materialnie, druga duchowo. Pierwsza zajmuje się dobroczynnością, druga ewangelizacją – wśród muzułmanów oczywiście. Zakonnicy bardzo dbali o to, aby te dwie części były od siebie wyraźnie oddzielone – nie można bowiem wykorzystywać działalności charytatywnej do prowadzenia misji. Ich zdaniem, to nie byłaby czysta metoda pozyskiwania dusz dla Chrystusa.

Zaczynali od pomocy materialnej uchodźcom z Bliskiego Wschodu. Z czasem jednak odkryli u swoich podopiecznych ogromny głód Boga. Ich z kolei rozpalało pragnienie podzielenia się swoim świadectwem o Jezusie. Dziś dzięki nim ochrzciło się ponad siedemdziesięciu muzułmanów – każdy z nich po kilkuletnim okresie katechumenatu. Kilkudziesięciu kolejnych katechumenów oczekuje na chrzest, przechodząc wtajemniczenie w prawdy wiary. Rozpoczęli też kurs dla misjonarzy, których specjalizacją ma być głoszenie Ewangelii wśród przedstawicieli islamu. Nie ma drugiej tego typu instytucji w Europie.

Po naradzie ze swoimi wiernymi, w większości nawróconymi muzułmanami, kapłani poprosili nas, by ich wspólnoty, broń Boże, nie uwzględniać w przygotowywanym przeze mnie raporcie, a już w żadnym wypadku nie wspominać ani słowem o ich działalności misyjnej. Zarówno księża, jak i świeccy oznajmili, że byłoby to zbyt duże zagrożenie dla ich wspólnoty.

Swego czasu realizowałem film dokumentalny o muzułmanach nawróconych na chrześcijaństwo, na których byli współwyznawcy wydali z tego powodu wyrok śmierci, dlatego oświadczyłem, że doskonale rozumiem ich obawy. Wtedy wyprowadzili mnie z błędu. Powiedzieli, że nie boją się klątwy ze strony wyznawców islamu, lecz katolickiej hierarchii, która może zniszczyć ich dzieło.

Postaram się odtworzyć ich tok rozumowania: episkopaty postawiły na dialog z muzułmanami, a nie na misję. W związku z tym działalność ich wspólnoty jest przez wiele organizacji kościelnych postrzegana jako „sprzeczna z oficjalną linią Kościoła”. Podawali wiele przykładów utrudniania im życia i piętrzenia przed nimi przeszkód. Od żadnego z biskupów, mimo wielokrotnych próśb, nie otrzymali wsparcia.

Nie mówili tego z niechęcią czy pretensją wobec hierarchii. Raczej starali się usprawiedliwić, dlaczego nie chcą figurować w raporcie. Wolą robić swoje, ale po cichu. Nagłośnienie rzeczywistej działalności mogłoby ich – jak mówili – „wystawić na strzał”. Zbyt wiele takich gorzkich doświadczeń mieli w przeszłości.

Do tej pory otrzymali tylko jeden list z błogosławieństwem dla swej aktywności. Kiedy Jan Paweł II zupełnie przypadkowo dowiedział się, że przygotowują oni do chrztu muzułmanów, mocą papieską udzielił wszystkim nowo ochrzczonym odpustu zupełnego, a ich wspólnotę zachęcił do wytrwania w powołaniu. Teraz ów list od Ojca Świętego jest papierem, który otwiera im niektóre drzwi u ludzi Kościoła. Oczywiście u tych, dla których podpis Papieża coś jeszcze znaczy.

Czego się boją misjonarze
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów.W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...