fot. alexas_fotos
Skończył się okropny rok. Rok pandemii, przymusowego siedzenia w domach, powszechnego zamknięcia wszystkiego, lęku o zdrowie i ekonomiczną przyszłość w makro- i mikroskali. Rok wstydliwych afer w Kościele, żenującego milczenia większości katolickich hierarchów i niefrasobliwych wypowiedzi ojca dyrektora. Rok społecznych protestów, politycznych rozgrywek rządzących oraz rozmaitych i niezliczonych internetowych akcji i reakcji. Z dalekiego Petersburga trudno w tym osobiście uczestniczyć, chociaż spróbowałem. Kiedy własnym podpisem poparłem tzw. „List zwykłych księży”, jedni mi gratulowali, inni zarzucili katocelebrytyzm, a jeszcze inni obrazili się, że podpisuję jakieś nieśmiałe i spóźnione deklaracje, zamiast głośno domagać się w mediach (bo na ulice Warszawy jednak trochę mi daleko) natychmiastowego ustąpienia polskiego episkopatu. No, ale skoro to wszystko już za nami, chciałoby się teraz „z nowym rokiem, nowym krokiem”. Niestety! Wystarczająco długo żyję na tym świecie, by wiedzieć, że zmiana kartki w kalendarzu oraz cyferki w dacie nie oznacza ani końca, ani początku. Nic się nagle nie zmien
Zostało Ci jeszcze 78% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 01, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść