Człowiek w tyglu woli Boga

Człowiek w tyglu woli Boga

Marzena Florkowska, Ojciec Piotr. Benedyktyn – kameduła – rekluz, Wydawnictwo „M”, Kraków 2004, s. 308

O. Piotr Rostworowski, Myśli, powiedzenia, anegdoty, wybór i opracowanie Marzena Florkowska, Tyniec, Kraków 2004, s.112

Jednym z najstraszliwszych przekleństw w kulturze chińskiej jest to: „Obyś żył w ciekawych czasach”. Ciekawe czasy to te, które trwale zapisują się w podręcznikach historii, zaś nauka o dziejach nie zajmuje się specjalnie czasami spokojnymi, lecz momentami wyjątkowej eskalacji ludzkiej przewrotności. Nie wiem, czy czasy współczesne można zakwalifikować już do tych „ciekawych”, ale z pewnością nie są nudne. Tym bardziej postacie XX wieku w napotkanych przeciwnościach lśnią blaskiem człowieczeństwa lub karłowacieją na skutek swego lichego postępowania. Miniony wiek należy do człowieczeństwa — ocalonego, zdobytego, zachowanego.

Ojciec Piotr Rostworowski (1910–1999) był postacią fascynującą. Tym, którzy nie mogli się z nim zetknąć, naprzeciw wychodzą dwie publikacje Marzeny Florkowskiej: Ojciec Piotr. Benedyktyn — kameduła — rekluz oraz zbiór w jej opracowaniu Myśli, powiedzenia, anegdoty.

Dlaczego, że wydaje się fenomen tej postaci z roku na rok wzrasta? Coraz częstsze wspomnienia o ojcu Piotrze, publikacja jego pism — to wszystko wskazuje, że mamy do czynienia z człowiekiem wciąż obecnym. Tymczasem nie powinniśmy nic o nim wiedzieć. Był przecież mnichem, później także rekluzem, a o takich pamiętają jedynie klasztorne mury i niektórzy współbracia. Tylko tyle. Stało się jednak inaczej. W osobie ojca Rostworowskiego człowieczeństwo w ciekawych czasach pozostało niezłamane. Przebija to także z pierwszej biografii mnicha autorstwa Marzeny Florkowskiej.

Życiorys ojca Piotra wymyka się gładkim schematom. Pozostawia uczucie szorstkości, niepokoju. Szorstkość tę łagodził jednak Bóg. Rostoworowski był ziemianinem mającym znaczne posiadłości. Wybrał jednak życie w zakonie benedyktynów. Początkowo był zakonnikiem w Belgii, skąd tuż przed II wojną światową powrócił z garstką mnichów do Tyńca z zamiarem odbudowy klasztoru. Został pierwszym polskim przeorem odrodzonego klasztoru w Tyńcu. W latach 60. władze PRL–u skazały go na cztery lata więzienia, z których przesiedział niemal dwa. Po powrocie do benedyktynów zostaje poproszony o pomoc w przeprowadzeniu zmian wewnętrznych w zakonie kamedułów. Zostaje przeorem klasztorów kamedulskich na Bielanach i w Bienieszewie. Żeby się nie wyróżniać — czarny habit benedyktyński wśród białych kamedulskich — składa śluby kamedulskie. Po kilku latach poproszony jest o pełnienie tej samej funkcji we Włoszech, Kolumbii, wreszcie w Wenezueli. U schyłku swego życia rozpoczyna rekluzję. W życiorysie o. Rostoworowskiego wszystko jest na opak, zdawałoby się — nie takie, jakie być powinno. Pragnął być benedyktynem oddanym modlitwie. Został więźniem politycznym i kamedułą. W zakonie pustelniczym więcej czasu spędził w samolotach, samochodach i pociągach niż we własnej celi. Pragnął milczenia, a uczył się języka hiszpańskiego, aby dobijać targów, kupując ziemię dla powstających klasztorów, uzgadniać plany budowy z architektami. Chciał żyć w odosobnieniu jako pustelnik, a nieustannie stykał się z ludźmi jako wizytator, przełożony, mistrz nowicjatu. Kiedy dane mu było wreszcie poświęcić się rekluzji, był już w podeszłym wieku i nie mógł podjąć na dłużej takiego rodzaju życia. Po ludzku rzec by można, że życie mu się raczej nie udało. Rozminął się ze swoimi planami, nie zrealizował się. Chrześcijanin, bez względu na to, czy jest zakonnikiem czy też małżonkiem, ma tylko jedną karierę: samego Boga. Nie idzie się do klasztoru ani nie wstępuje w związek małżeński, bo ma się taki plan rozwoju własnej osoby. To nie my wybraliśmy swoje miejsce w świecie i własne powołanie — wlał je nam w serca Bóg.

Porusza posłuszeństwo o. Rostworowskiego wobec woli Boga. Był tam, gdzie chciał tego Bóg, choć mogło się wydawać, że jest to przekreślenie jego życia. Wszystkie te zdarzenia były potrzebne, aby człowieczeństwo mogło osiągać pełnię. Pokory nie należy mylić z biernością. Gdy zapytano go w więzieniu, dlaczego nie stara się o wcześniejsze zwolnienie, ojciec Piotr miał odpowiedzieć: „Spełniam to, co mam spełnić. Według waszych przepisów zasłużyłem na karę i odsiaduję ją. Względem mnie jest to wola Boża. Ale ja tu dobrą robotę robię, bo innych dusze ratuję i młodych uczę różnych rzeczy. Czasu nie marnuję”. Trudno by szukać w jego postawie niezadowolenia z życia; pretensji, że ułożyło się ono tak, a nie inaczej. Z pewnością nie byłoby to możliwe bez osobistej więzi z Bogiem kształtowanej na modlitwie.

Ojciec Piotr Rostworowski najbardziej znany jest jako kierownik duchowy i rekolekcjonista. Wiele osób zapamiętało go jako człowieka żyjącego modlitwą. Osobom świeckim, które znalazły w nim swego kierownika, niestrudzenie przypominał, że pośród licznych obowiązków, choćby wydawało się to niemożliwe, muszą znaleźć się czas na modlitwę. Zakochana dziewczyna zawsze znajdzie czas, aby spotkać się ze swoim chłopakiem. Ta prosta analogia służyła mu do akcentowania miejsca Stwórcy w życiu człowieka. Bogu należy się nasz czas. Jedna z osób ze „szkoły Rostworowskiego” mówi po latach: „Nie wystarczy być porządnym człowiekiem. To za mało. Porządny człowiek nie kradnie, nie pije, nie zabija, ale jak na chrześcijanina to mało. Takie nieszkodliwe to są kartofle w piwnicy, nic złego nie robią. A tu chodzi o to, by czynić dobro, szerzyć miłość, by uwielbiać Boga”. Bardzo mocne słowa.

Zakonnik znany był ze swego poczucia humoru. Gdy przebywał we Włoszech, bardzo często klasztor był okradany, policja zaś nie zawsze kwapiła się na miejsce przestępstwa. Ojciec Rostworowski zapytał jednego z braci, z pochodzenia Włocha: „Co u was tak kradną?”. Brat się obruszył i odrzekł: „A u was nie kradną?”. Ojciec Piotr odpowiedział spokojnie: „U nas to jest zabronione”.

Zrozumiałe jest, że wobec postaci takiego formatu narosło wiele kontrowersji. Jedni uważali go za zbyt miłosiernego, a w rezultacie naiwnego przełożonego, inni z kolei za nazbyt surowego i szorstkiego. Niektórzy zakonnicy zarzucali mu brak gospodarności, inni chwalili jego zaradność. Być może kolejne książki i studia nad życiem i osobą ojca Rostworowskiego rozwiążą te i inne zagadki.

Biografia Ojciec Piotr jest pierwszą książką jemu poświęconą. Autorka dołożyła wielu starań, aby czytelnik otrzymał dzieło wyczerpujące. Widać, że Marzena Florkowska jest zafascynowana postacią zakonnika. Przy całej sympatii, którą naturalnie wzbudza w nas o. Rostworowski, otrzymujemy przez to nie tyle interesującą biografię, ile niemal gotową hagiografię. Znacznie gorzej jest z wyborem Myśli, powiedzenia, anegdoty. Nie ma tu nic nowego, czego nie przeczytalibyśmy w biografii. Ot, po prostu książka, z której usunięto narrację autorską i pogrupowano wypowiedzi Rostworowskiego w odpowiednie tematy (np. śmierć, modlitwa, poczucie humoru). Otrzymujemy niemal tę samą książkę pod dwoma tytułami.

Książki Marzeny Florkowskiej, choć niewolne od potknięć, są ważne. Miejmy nadzieję, że zapoczątkują one naukowe studia nad nieszablonowym człowiekiem w służbie Boga. Publikacje o ojcu Rostoworowskim są także okazją do poznania człowieka żyjącego w ciekawych czasach XX wieku.

Człowiek w tyglu woli Boga
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz. Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....