Czy Chrystus zawitał do Śródziemia?

Czy Chrystus zawitał do Śródziemia?

Obecne we Władcy Pierścieni nawiązania do dziejów Chrystusa nie stanowią punktu odniesienia tylko dla postaci Froda, ale są istotnym kontekstem w przypadku losów innych bohaterów powieści.

Stwierdzenie, że Tolkien był pisarzem katolickim, nie budzi dziś raczej sprzeciwu ani też nie uchodzi między badaczami jego spuścizny za tezę specjalnie odkrywczą. Nawiązywanie przez twórcę Silmarillionu do tradycji chrześcijańskiej to temat często podnoszony w literaturze przedmiotu i rozpatrywany z najrozmaitszych perspektyw metodologicznych. Mimo to niektóre tropy tego rodzaju były przez interpretatorów albo traktowane zdawkowo, albo wręcz pomijane. Przeoczenia te wynikały głównie stąd, że syntetyczna formuła większości prac o Tolkienie nie pozwalała ich autorom poświęcić wystarczająco dużo miejsca zagadnieniom bardziej szczegółowym. Wspomniana tutaj prawidłowość, co dość zaskakujące, dotyczy również tekstów, które w założeniu skupiają się na kwestii chrześcijańskiej tożsamości angielskiego pisarza. Dlatego też szkic niniejszy, odnoszący się do Władcy Pierścieni, stanowi próbę analizy tej powieści pod kątem kilku obecnych w niej, lecz niezbyt jeszcze dobrze rozpoznanych nawiązań do dziejów Chrystusa.

Obecność Ewangelii na kartach Tolkienowskiej epopei nie ogranicza się bynajmniej do aksjologicznych sugestii czy też ogólnych aluzji natury teologicznej. W strukturze Władcy Pierścieni zauważyć można także odniesienia czysto fabularne, przywołujące konkretne postacie i wydarzenia opisane w Nowym Testamencie. Konstruując główne wątki i sceny powieści, Tolkien wykorzystuje motyw męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Dzieje się tak m.in. w kulminacyjnym punkcie narracji, czyli wejściu Froda Bagginsa na Górę Przeznaczenia w celu unicestwienia Pierścienia Rządzącego. Na zawarte w nim nawiązanie do symboliki Golgoty zwracał uwagę Joseph Pearce, który w swojej głośnej monografii zatytułowanej Tolkien. Człowiek i mit stwierdził, że „parabola brzemienia Froda może nawet poprowadzić czytelnika ku głębszemu zrozumieniu brzemienia Chrystusa”. Jak Jezus niosący krzyż, tak i bohater powieści Tolkiena, podczas finalnej wędrówki ku Orodruinie, odczuwa potężniejący nieustannie ciężar Pierścienia. Ugina się pod nim i potyka, lecz mimo to podąża uparcie przez wrogą krainę, gdyż ma świadomość, że jego cierpienie ma wyższe uzasadnienie teleologiczne. Heroizm ten widać w poniższym fragmencie narracji, ukazującym walkę hobbita z własną słabością i strachem, a nade wszystko z czyhającą nań nieustannie pokusą użycia Pierścienia:

Przez ostatni dzień Frodo nie odezwał się ani razu i brnął tylko, zgarbiony, przed siebie, często się potykając, jak gdyby przestawał widzieć drogę. Sam rozumiał, że z nich dwóch Frodo przeżywa mękę bez porównania większą, gdyż ciążący coraz bardziej Pierścień stawał się udręką nie tylko dla ciała, ale i dla duszy. Ze strachem dostrzegał, że coraz częściej jego pan unosi lewą rękę, jak gdyby chciał w ten sposób uchronić się przed ciosem czy skryć przed Okiem straszliwym, które uparcie próbowało ich ujrzeć. Czasami znów prawa dłoń Froda pełzła w górę, na piersi, i tam nieruchomiała, a potem, jakby z oporem ulegając nakazowi woli, powoli się cofała 1.

Jak słusznie skonstatował Pearce, w kontekście doświadczeń Froda na Górze Przeznaczenia „jasne się staje, że to nie tyle ciężar krzyża sprawił, że Chrystus się potykał, ile ciężar zła, symbolizowany w utworze Tolkiena przez Oko Saurona”. Im bliżej celu, tym dotkliwiej odczuwa bohater jego destrukcyjną siłę, której przeciwstawić musi hart ducha. W trudnych chwilach próby wspomaga go na szczęście Sam Gamgee, wierny przyjaciel i sługa, odgrywający tutaj wobec swego pana podobną rolę, jak Szymon Cyrenejczyk w stosunku do Jezusa (Mt 27,32; Mk 15,21; Łk 23,26). Obraz dwójki hobbitów wspinających się na Orodruinę stanowi niemalże dokładną kopię analogicznej sceny przedstawionej w Ewangeliach. Sam nie tylko przecież kroczy za Frodem i umacnia go na duchu, lecz także dosłownie bierze na siebie część jego ciężaru. Kiedy towarzysz nie zgadza się powierzyć mu Pierścienia, sługa postanawia wnieść na Górę samego Bagginsa, który z powodu wycieńczenia nie jest w stanie iść dalej. Nieco wcześniej zresztą, gdy Frodo po ukąszeniu Pajęczycy przebywał w niewoli u orków, Gamgee przejął czasowo obowiązki opiekuna złowrogiego klejnotu. Pamiętać wreszcie warto, że Sam, jak Cyrenejczyk pomagający dźwigać krzyż Zbawicielowi, nie podejmuje się początkowo swego zadania zupełnie dobrowolnie, lecz zostaje poniekąd przymuszony przez Gandalfa.

Obecne we Władcy Pierścieni nawiązania do dziejów Chrystusa nie stanowią punktu odniesienia tylko dla postaci Froda oraz jego najbardziej wytrwałego kompana, ale są również istotnym kontekstem w przypadku losów innych bohaterów powieści. Należy do nich chociażby Gandalf, na podobieństwo Jezusa powstający z martwych po upadku w otchłań Morii. Wspomniany epizod, jak dowodzi Paolo Gulisano w książce Tolkien. Mit i łaska, ma za zadanie „przypomnieć, że śmierć może zostać zwyciężona przez Tego Jedynego, któremu można oddawać cześć”. Trudno byłoby, rzecz jasna, nie zgodzić się z przytoczonym tutaj sądem, choć podkreślić trzeba, że zbieżność łącząca przeżycia Gandalfa z doświadczeniami Chrystusa, nie kończy się u Tolkiena wyłącznie na ewokacji motywu zmartwychwstania. Wśród pozostałych, ważnych pod tym względem tropów, na uwagę zasługują na pewno pośmiertne peregrynacje czarodzieja, dla których oczywistym wzorcem jest zstąpienie Jezusa do piekieł, wzmiankowane w katolickim Credo. Przywołać w tym miejscu wypada relację samego Gandalfa, tak opisującego przyjaciołom swoje zmagania z Balrogiem:

Tam w końcu dotarłem; do najgłębszych korzeni gór, a on był wraz ze mną. Jego ogień zgasł, ale teraz stał się on istotą śliską i niepochwytną, a silniejszą od węża dusiciela. Walczyliśmy dalej pod żywą powierzchnią ziemi, tam, gdzie czas już się nie liczy. Po wielokroć opasywał mnie uściskiem i po wielokroć udawało mi się uścisk ów rozerwać, aż ostatecznie przeciwnik mój umknął w mroczne tunele. […] Przedzierałem się przez te smoliste ostępy, ale nie będę o tym opowiadał, aby nie przyćmić światłości dnia.

Podobnie więc jak Chrystus, tak i bohater Władcy Pierścieni schodzi na dno przerażającej czeluści, aby pokonać zło w jego własnej siedzibie. Bez wątpienia nieprzypadkowo wykorzystany został w zacytowanym fragmencie symbol węża, którego znaczenia w tradycji chrześcijańskiej nie trzeba chyba tłumaczyć. Przykład Gandalfa, zwyciężającego dzięki najwyższemu poświęceniu, któym jest oddanie życia, w założeniu służyć ma za dowód, że śmierć poniesiona za innych to najszlachetniejszy rodzaj ofiary. Nie stanowi ona zresztą wcale końca egzystencji, gdyż bohater wraca przecież z zaświatów i ponownie prowadzi przyjaciół do walki z ogarniającą Śródziemie ciemnością. Czas upływający w powieści między cudownym wskrzeszeniem Gandalfa a jego odpłynięciem na Zachód z Szarych Nabrzeży można porównać z okresem dzielącym zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Chrystusa. Tezę taką potwierdza chociażby konstrukcja sceny, w której czarodziej po raz pierwszy od dramatycznych wydarzeń w kopalniach Morii ukazuje się Aragornowi, Legolasowi i Gimlemu. Wspomniany epizod bowiem tak silnie łączy się z analogiczną sytuacją z Nowego Testamentu, że sądzić należy, iż jest ze strony autora celowym sygnałem dla czytelnika. Ów oczywisty kontekst to, rzecz jasna, spotkanie Jezusa z uczniami na drodze do Emaus, kiedy „oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali” (Łk 24,16). Towarzyszom Gandalfa, przekonanym o śmierci swego dawnego mistrza i przewodnika, przytrafił się wypadek podobny, albowiem również przez dłuższy czas nie zdawali sobie sprawy, z kim właściwie rozmawiają. Przywołać tutaj warto dość znamienne słowa Aragorna, wypowiedziane natychmiast po odkryciu zaskakującej i radosnej prawdy: „Na przekór całej naszej rozpaczy powróciłeś do nas w chwili potrzeby. Cóż za zasłonę miałem na oczach?”. W pytaniu bohatera, co łatwo dostrzec, pojawia się taki sam niemal trop retoryczny, jak w przytoczonym wcześniej fragmencie Ewangelii. Tolkien, wzorem św. Łukasza, stara się za pomocą przejrzystej metafory wskazać na niedoskonałość zmysłów oraz ich bezradność w obliczu mistycznej epifanii. Nie jest przypadkiem, że trzej przyjaciele rozpoznają Gandalfa dopiero wtedy, gdy on sam odrzuca przebranie i objawia się im w światłości i bieli. Symboliczna wymowa tego aktu ma charakter dydaktyczny, gdyż obrazuje istotę oraz naturę Łaski, będącej metafizycznym Darem, a nie przedmiotem racjonalnych dociekań.

Wśród Tolkienowskich postaci, których przeżycia nawiązują do konkretnych wydarzeń z biografii Chrystusa, ważne miejsce obok Froda i Gandalfa zajmuje na pewno wspomniany już Aragorn. Ewangeliczny wymiar jego poczynań, co wykazał w swej książce Paolo Gulisano, zawiera się przede wszystkim w działalności uzdrowicielskiej, podjętej po bitwie pod Minas Tirith. Ocalenie od śmierci Faramira, Éowyny i Meriadoka potwierdza ostatecznie w oczach poddanych królewski status Aragorna, podobnie jak cuda dokonywane przez Jezusa dowodzić miały tożsamości Syna Bożego:

Tymczasem przed wejściem do lecznicy zebrało się już wielu mieszkańców Minas Tirith, aby zobaczyć Aragorna. Nie odstąpili go na krok, lecz poszli za nim, a kiedy zaczął się posilać, oni błagali, by zechciał uleczyć ich krewnych i przyjaciół, którzy byli chorzy, ranni, albo na których padł Czarny cień. I powstał Aragorn, i wyszedł, a przyzwawszy do siebie synów Elronda, wraz z nimi trudził się aż do późnej nocy. I wieść się rozeszła po mieście: „Powrócił król prawdziwy”.

Paolo Gulisano, analizując powyższą sceną, skupił się głównie na rekonstrukcji średniowiecznych podań, opisujących władców obdarzonych nadprzyrodzoną mocą uzdrawiania. Istotna wydaje się tutaj wszakże jeszcze jedna kwestia, ogniskująca się wokół drobnego na pozór epizodu. Chodzi mianowicie o rolę, którą w wątku powrotu Aragorna na tron Gondoru odgrywa Ioreta, bohaterka drugoplanowa, lecz wyróżniona specjalnym rodzajem posłannictwa, jakim jest świadczenie o prawdzie. To właśnie ona przywołuje legendę o cudotwórczych zdolnościach dawnych królów, dzięki czemu wszyscy mogą rozpoznać autentycznego dziedzica Isildura. Nie dziwi zatem prorocza wypowiedź Gandalfa, mówiącego do kobiety: „Być może długo będzie się powtarzać twoje słowa, Ioreto, gdyż budzą one nową nadzieję”. Zaryzykować można tezę, że postać starej opiekunki chorych stanowi w powieści odpowiednik św. Marii Magdaleny, która jako pierwsza ujrzała Chrystusa po zmartwychwstaniu i wiadomość o tym przyniosła pogrążonym w smutku apostołom (Mk 16,9; J 20,1–18). Inicjując poniekąd intronizację Aragorna, prawowitego króla powracającego do swojej domeny, staje się Ioreta zwiastunką długo przez wszystkich wyczekiwanej radości. W efekcie, podobnie jak uczniowie Jezusa, Gondorianie odzyskują poczucie wspólnotowej dumy i odnajdują siłę, aby nadal kroczyć raz obraną drogą.

Na koniec niniejszych rozważań zasygnalizować warto ostatnią już kwestię, dość istotną z punktu widzenia związków łączących fabułę epopei o Śródziemiu z wydarzeniami opisanymi w Ewangeliach. Dziesięć lat temu na łamach „Przeglądu Powszechnego” opublikowany został artykuł Christophera Garbowskiego zatytułowany Tolkien: między sprawiedliwością a nadzieją. Autor owego tekstu zwrócił uwagę na symboliczną funkcję, jaką pełnią w utworze Tolkiena dwie daty: 25 grudnia, czyli czas wymarszu Froda i jego Bractwa z Rivendell, a także sąsiadujący z Wielkanocą dzień 25 marca, w którym zniszczeniu uległ Pierścień i klęskę poniosły moce zła. Wydaje się, że refleksje Garbowskiego uzupełnić należałoby o jeszcze jedną zasadniczą obserwację. Otóż Frodo, w dniu przejęcia Pierścienia pozostawionego mu przez Bilba, kończy trzydzieści trzy lata. Przypadek? Na pewno nie. 

1 Wszystkie cytaty z Władcy Pierścieni w przekładzie J. Łozińskiego.

Czy Chrystus zawitał do Śródziemia?
Mateusz Bourkane

urodzony w 1977 r. – doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa, adiunkt w Zakładzie Literatury Pozytywizmu i Młodej Polski. Publikował między innymi w „Pamiętniku Literackim”, „Polonistyce”, „Akancie”, „Fr...