„Czy chrześcijaństwo przetrwa?”, „Dramat religijny Tołstoja”, „Pastores”, „Życie Duchowe”

„Czy chrześcijaństwo przetrwa?”, „Dramat religijny Tołstoja”, „Pastores”, „Życie Duchowe”

Franz–Xaver Kaufmann, Czy chrześcijaństwo przetrwa?, przeł. Urszula Popławska, WAM, Kraków 2004, s. 163

Czy chrześcijaństwo ma przyszłość?

Kościoły w Europie pustoszeją. Czy nauka Jezusa z Nazaretu przestała być atrakcyjna dla współczesnego człowieka? Czy jesteśmy świadkami zmierzchu życia Ewangelią? Na te pytania stara się odpowiedzieć Franz–Xaver Kaufmann w prowokującej książce Czy chrześcijaństwo przetrwa?.

Co spowodowało, że chrześcijaństwo stało się wielką religią? Głoszenie nauk Jezusa przez Jego niespecjalnie wykształconych uczniów z zapadłej prowincji świata antycznego niewątpliwie można mierzyć w kategoriach sukcesu. Pośród wielu wierzeń Ewangelia ujęła serce człowieka. Religia chrześcijańska daje wizję Boga, który jest miłością, oddzielnego od świata. Każdy człowiek, bez względu na status społeczny, jest dla Niego tak samo ważny. Bóg chrześcijan jest Jeden i nie żąda krwawych ofiar. Pierwsi chrześcijanie byli radykalni w pojmowaniu Ewangelii i nieraz cierpieli za swe przekonania. Siła męczenników przyciągała innych ludzi. Zdaniem uczonych, właśnie te czynniki przyczyniły się do gwałtownego rozwoju nauki Jezusa. Chrześcijaństwo wniosło w świat nową koncepcję człowieka jako osoby, potrzebę rozdzielenia ołtarza od tronu, a na długo przed epoką oświecenia krytykę państwa absolutystycznego i zniesienie niewolnictwa. Mimo tych zasług Kościół jest dziś w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Coraz więcej ludzi nie identyfikuje się z nim. Jednocześnie dla tej samej części Kościół jest gwarancją niezmienności, ostoją zasad moralnych. Głos Kościoła w wymiarze parafialnym jest krytykowany, ale w wymiarze globalnym jest przyjmowany z szacunkiem. Czy gdyby nie było Kościoła, należałoby go wymyślić?

Kaufmann prorokuje spadek zainteresowania chrześcijaństwem. Europa przeżywa erozję religijną, nowe impulsy ewangelizacyjne nadejdą raczej z Azji. Renesans może być chwilowy, a jego sprawcami będą nowe wspólnoty. Jednocześnie socjolog wskazuje, że wierzący jest zawsze atakowany, o czym przekonują psalmy, mowy pożegnalne Jezusa z Ewangelii św. Jana i Listy św. Pawła. Siła wiary nie polega na sprzyjających jej warunkach w świecie, ale na nadziei, że Bóg jest zawsze z człowiekiem. (MC)

Radosław Romaniuk, Dramat religijny Tołstoja, Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2004, s. 215

Dramat chrześcijańskiego życia

Tytułowy bohater w książce Radosława Romaniuka jest tylko pretekstem. Oprócz Lwa Tołstoja pojawiają się tak ważne postacie, jak żona Zofia, członkowie rodziny, filozofowie tej miary co Włodzimierz Sołowjow i Mikołaj Bierdiajew, zastępy rosyjskich socjalistów, liczni polemiści, a także Witold Gombrowicz. Tołstoj jest tu tylko wymówką, aby przyjrzeć się myślicielom, którzy chrześcijaństwo potraktowali serio.

Jak żyć Ewangelią, aby nie okazała się ideałem, którego nie sposób osiągnąć? Przed tym pytaniem staje każdy chrześcijanin, także Tołstoj. Pisarza pociągało pragnienie radykalnego życia. W oderwaniu od Cerkwi, poróżniony z najbliższymi, przez lata wycofywał się z życia światowego. Znalazłszy niewielu partnerów dialogu, a więcej polemistów oraz naśladowców, Tołstoj zaczął odchodzić od ortodoksyjnego chrześcijaństwa.

Dramat religijny Tołstoja przynosi nie tylko analizę poglądów moralnych i religijnych pisarza. Stanowi raczej zapis romantycznego i urzekającego dążenia do osiągnięcia ideału. Jest nim nieodpłacanie złem za zło.

Nauka Chrystusa, zapisana wieki temu, żyje w Jego uczniach. Romaniuk mimochodem pokazuje, jak wiele nasza wiara zawdzięcza rozmowom, listom, dyskusjom – drugiemu człowiekowi. Tołstoj stwierdził: „Moja znajomość z filozofem Sołowjowem dała mi bardzo dużo, bardzo przyśpieszyła we mnie ferment filozoficzny i znacznie utwierdziła myśli najpotrzebniejsze do życia i dla śmierci – myśli, która są dla mnie tak krzepiące, że gdybym miał czas i potrafił, postarałbym się przekazać je innym”. Ów „ferment filozoficzny” odnajdujemy we wszystkich ludziach pragnących realizacji powszechnie rozumianego królestwa Bożego. Spór o to, co naprawdę istotne, trwa przez wieki i pozostaje do odczytania w przestrzeni kultury. Według Bierdiajewa prawdziwa, upragniona i oczekiwana wolność jest możliwa jedynie w eschatonie, w Tym, Co Ma Być. Zadaniem człowieka jest przybliżanie się do tej rzeczywistości poprzez niestrudzone przekraczanie samego siebie. Takim przekraczaniem pozostaje tworzenie sztuki i obcowanie ze nią, a także trudne urzeczywistnianie chrześcijańskiego wzoru życia. (MC)

Ksiądz i samotność

Co robi ksiądz przeżywający kryzys, kiedy wraca na plebanię, na której nikt na niego nie czeka? Sięga po alkohol, bezmyślnie ogląda telewizję albo szybko wynajduje powód do odwiedzenia kogokolwiek. O takich pułapkach czyhających na kapłana opowiada w najnowszym numerze „Pastores” ks. Piotr Mazurkiewicz w tekście Bliskość i dystans. Nie one jednak są według niego najbardziej niebezpieczne. Znacznie gorsza jest rodząca się ze źle przeżywanej samotności twardość serca, rosnąca nieczułość na więzi z drugim człowiekiem. Zgodnie z zamysłem Boga samotność księdza ma być „nieustannym dziwieniem się samym sobą, tajemnicą własnej osoby i zamieszkiwaniem w niej Innego. (…) Bóg mieszka w nas, posługuje się naszymi rękoma, przemawia naszym głosem. Nigdy, nawet nocą, ani przez chwilę nie jesteśmy sami, choć nie znaczy to, że zawsze łatwo jest tą obecnością żyć i nie pragnąć, aby była w jakiś sposób mniej tajemnicza, a bardziej ziemska i ludzka”.

Samotność więc powinna być doświadczeniem pozytywnym. Nieco od innej strony pokazuje ją ks. Mirosław Cholewa (Rekolekcje kapłańskie). „Dobry czas samotności pustyni” to – w odróżnieniu od osamotnienia wynikającego z konfliktów z innymi, z lęku przed nimi i zamykania się w sobie i swoim świecie – czas spotkania człowieka z samym sobą i z Bogiem, pozwalający nabrać dystansu do życia i jego problemów. Każdy ksiądz ma obowiązek uczestniczenia w rekolekcjach, których zadaniem jest właśnie oderwanie go od rutyny i umożliwienie spojrzenia na codzienność z Bożej perspektywy. Często jednak są one traktowane po macoszemu, a szkoda.

Dwaj dominikanie, Mirosław Pilśniak i Wojciech Prus, również rozmawiają o samotności. Ojciec Prus zwraca uwagę na samotność wynikającą z tego, że jako ksiądz tak często słucha innych, iż czasem sam czuje się niewysłuchany. Dostrzega też, że ludzie próbują rozwiązać pustkę wokół siebie przez zawłaszczanie kapłańskiego czasu: „Jeżeli da się dwie godziny [na rozmowę], to jest za mało, jeżeli się da trzy godziny, to też jest za mało…”. Zakonnicy wskazują przy tej okazji na problem presji, by rozwiązać problemy penitentów. Muszą sobie uświadamiać, że ich zadaniem jest towarzyszyć, a nie dawać recepty.

Prócz bloku tekstów poświęconych tytułowemu problemowi warto przeczytać w „Pastores” m.in. Oblicze przemieniające Augustyna Pelanowskiego OSPPE i rozmowę o cierpieniu z ks. Francesco Follo. (PJ)

Jesteście przyjaciółmi

„Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi” – czytamy w Ewangelii Janowej. Jezus zaprasza nas do bardzo bliskiej relacji z Nim. Dzięki niej otwieramy się na Boga, na drugiego człowieka, wreszcie na to, co najbardziej wartościowe w nas samych.

Jesienny numer „Życia Duchowego” pokazuje przyjaźń w różnych jej aspektach. Jakub Kołacz SI uwydatnia różnicę między przyjaźnią a miłością: podczas gdy ta ostatnia nie musi być wzajemna (choć bez wzajemności staje się tragiczna), to do tej pierwszej konieczne są co najmniej dwie osoby. A gdzie jest dwóch przyjaciół, „tam mnożą się przyjaciele”, jak zauważa Ludwik Mycielski OSB. Przyjaźń chrześcijańska bowiem przynosi obfite owoce. Nie rozwija się w konfrontacji z otoczeniem; przeciwnie: jest usłużna, jest dla innych.

Jak przyjacielski związek wpływa na przyjaźniące się osoby? Doświadczają one niesamowystarczalności, a równocześnie nie ma w nich przymusu uzupełnienia owego braku. Zdaniem Tadeusza Sławka, żywić przyjaźń oznacza radować się tym brakiem i czerpać z niego otuchę i pokrzepienie. Nie można też zapominać, że przyjaciela nigdy nie weźmiemy w posiadanie, bo relacja z nim nie mieści się w porządku posiadania i własności. Autor przeprowadza analogię między przyjaźnią a sztuką: „Sztuka jest zadzierzgnięciem więzów przyjaźni z przedmiotem, który nie jest przedmiotem wymiany handlowej, lecz który wprowadzając nas do domeny bytu, chce nam także powiedzieć coś o naszym istnieniu. (…) Spojrzenie, którego wymaga od nas dzieło sztuki i spojrzenie właściwe przyjaźni, dzielą z sobą tę jedną podstawową cechę – są skupione i uważne”.

Stworzenie trwałej relacji z drugim człowiekiem wymaga wiele wysiłku. Całkowita nieumiejętność wejścia w taką relację cechuje złego ducha, o czym pisze Dariusz Kowalczyk SI w tekście Na marginesie „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa. Jeśli założymy, że „istotą osoby jest osobowa relacja, której najpełniejszym kształtem jest bezinteresowna miłość, to szatan – można by powiedzieć – nie jest osobą. Nie umie wychodzić ku innym, ale nieustannie zapada się w czarnej otchłani samego siebie”.

Wielką umiejętność wychodzenia ku innym posiedli za to niektórzy święci. Przyjaźniom między osobami wyniesionymi przez Kościół na ołtarze przypatruje się Małgorzata Borkowska OSB. Ponadto w kwartalniku przeczytać można m.in. tekst Jacka Salija OP o zaletach wspólnotowej modlitwy i rozmowę z profesorem Józefem Kudasiewiczem. (PJ)

„Czy chrześcijaństwo przetrwa?”, „Dramat religijny Tołstoja”, „Pastores”, „Życie Duchowe”
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz. Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....

„Czy chrześcijaństwo przetrwa?”, „Dramat religijny Tołstoja”, „Pastores”, „Życie Duchowe”
Paulina Jeske-Choińska

polonistka, redaktorka, prowadzi projekty wydawnicze....