Czy gmina może pomóc bezrobotnym?

Czy gmina może pomóc bezrobotnym?

Zamożne samorządy nie muszą się martwić kwestią bezrobotnych, bo są usytuowane na terenach rozwiniętych gospodarczo. Jeśli zdarzają się w nich sytuacje odmienne, to znajdują one fundusze na likwidowanie skutków braku pracy.

Na gminę składa się zwykle niewielka społeczność, dlatego burmistrz czy wójt pracujący na jej rzecz jest osobą wszystkim znaną. W razie kłopotów do niego jest najbliżej. On też zazwyczaj bywa obciążany winą za niedole i niepowodzenia mieszkańców, m.in. za brak środków do życia spowodowany utratą pracy. Burmistrza Praszki bezrobotni wywieźli na taczce, w Złotowie okupowali Urząd Gminy. Pewnie nie posunęliby się do tak drastycznych kroków, gdyby gmina miała dość pieniędzy na organizację robót publicznych, mogła pomóc w ekonomicznym usamodzielnieniu się mieszkańców czy dysponowała środkami na zasiłki celowe. Niestety, jeśli mieszkańcy biedują, to i samorząd ma się nie najlepiej.

Nierówne szanse

Podejmując refleksję na temat bezrobocia w gminach, trzeba zdawać sobie sprawę z ogromnego zróżnicowania warunków życia społeczności lokalnych w naszym kraju. Przyczyny tego stanu są w znacznym stopniu niezależne od lokalnych władz. O możliwościach rozwoju gospodarczego gminy, a co za tym idzie rynku pracy, decyduje jej położenie. Całkiem odmienne możliwości stwarza usytuowanie w rozwiniętym gospodarczo regionie, w sąsiedztwie dużej aglomeracji miejskiej wraz ze zlokalizowanym na jej terenie węzłem autostrad aniżeli otoczenie nieprzydatnych nawet z rolniczego punktu widzenia piaszczystych gleb i mało atrakcyjnych lasków w znacznej odległości od centrów rozwojowych.

Duże znaczenie dla wysokości dochodów samorządu ma też wielkość posiadanego majątku oraz walory przyrodnicze stwarzające możliwości rozwoju turystyki. Nie bez znaczenia jest liczba mieszkańców i struktura zabudowy. Małe liczebnie gminy tracą rację bytu z powodów ekonomicznych. Wskaźniki dochodów przemnożone przez dwutysięczną populację nie pozwalają na optymalne wydatkowanie publicznych funduszy chociażby ze względu na fakt, że lwią część dochodów gminy pożera utrzymanie niezbędnej administracji.

Największy pracodawca

Warto zdać sobie sprawę z tego, że gmina jest zazwyczaj największym pracodawcą na lokalnym rynku, zatrudnia bowiem nie tylko urzędników samorządowych, ale także nauczycieli w szkołach i przedszkolach, pracowników bibliotek i ośrodków kultury, ośrodków pomocy społecznej, zakładów komunalnych, strażników gminnych itp. Nawet w mało licznych społecznościach jest to około osiemdziesięciu osób. O ile w jednostkach obsługujących szkoły oraz w placówkach oświaty często można zaobserwować pewien nadmiar zatrudnionych, o tyle rynek elementarnych usług komunalnych najczęściej nie istnieje. Może się tak dziać z kilku powodów. Czasami brakuje infrastruktury umożliwiającej świadczenie takich usług, bo nie wybudowano na przykład oczyszczalni ścieków. W innym przypadku usług komunalnych nie świadczy się w dostatecznej skali, bo władze gminy nie podjęły się realizacji trudnego społecznie tematu, którym może być np. gospodarka odpadami. Utrzymanie zieleni, dróg, przepustów, kanalizacji deszczowej, wodociągów, regularne sprzątanie miejsc publicznych najczęściej ogranicza się do usuwania awarii i najbardziej rzucających się w oczy stert odpadów, gdyż na więcej nie starcza pieniędzy.

Nauczanie społeczne Kościoła mówi, że państwo powinno angażować się w sferze gospodarki, a konkretnie w zwalczanie bezrobocia zarówno pośrednio, jak i bezpośrednio. „Pośrednio i zgodnie z zasadą pomocniczości, stwarzając warunki sprzyjające swobodnej działalności gospodarczej, która mogłaby zaofiarować wiele miejsc pracy i źródeł zamożności. Bezpośrednio i zgodnie z zasadą solidarności, ustalając w obronie słabszego pewne ograniczenia autonomii tych, którzy określają warunki pracy, a w każdym przypadku zapewniając minimum środków utrzymania pracownikowi bezrobotnemu”. Państwo powinno więc przyjąć na siebie odpowiedzialność za obronę pracowników przed widmem bezrobocia.

Możliwości

Gmina musi stale rozbudowywać infrastrukturę komunalną, co stwarza możliwości zatrudniania miejscowych rzemieślników i robotników. Liczba zatrudnionych rośnie też wraz z rozwojem budownictwa mieszkaniowego socjalnego oraz towarzystw budownictwa społecznego i komercyjnego.

W gminach wiejskich lato bywa okresem sezonowych prac polowych. Miejscowości uzdrowiskowe i atrakcyjne turystycznie pozwalają rolnikom na wykorzystanie walorów agroturystycznych swoich gospodarstw, a ludziom młodym dają szansę pracy na koloniach lub w charakterze przewodników.

Ogromny, niewykorzystany dotąd potencjał tkwi we wspólnych przedsięwzięciach rolników realizowanych na przykład w ramach grup producenckich. Niestety, na przeszkodzie stoi nieufność wobec nich.

Trudno nie zauważyć na wsi ogromnego niedorozwoju wszelakiego rodzaju usług. Wynika to z braku zapotrzebowania na nie — mieszkańcy na ogół nie mają pieniędzy. Mogą jednak produkować i świadczyć usługi na eksport — dla mieszkańców miast dysponujących większymi zasobami finansowymi.

Trzeba wreszcie wspomnieć o możliwości organizowania robót publicznych i interwencyjnych współfinansowanych przez starostwa.

Przeszkody

Większość z wymienionych możliwości ma szanse na częściową choćby realizację w gminie profesjonalnie zarządzanej. Nie jest to jednak zjawisko powszechne ze względu na brak przygotowanej kadry, a także uwikłanie wójtów i burmistrzów w wielką politykę lub lokalne zależności. W wielu gminach sami mieszkańcy nie potrafią skorzystać z okazji. Dlaczego? Istnienie w przeszłości dużych państwowych zakładów przemysłowych i rolniczych rzutuje na sytuację społeczną, a co za tym idzie na poziom bezrobocia. Przedsiębiorstwa takie przyciągały kiedyś pracowników tworzących dzisiaj społeczność luźno związaną z lokalną kulturą i tradycją. Po upadku zakładów część z tych osób popadła w nałogi, a ich rodziny stały się patologiczne. Wielu załatwiło sobie renty. Dużej części nie opłaca się pracować. Życie na wsi jest tańsze i pod wieloma względami łatwiejsze niż w mieście, można więc przeżyć, nie hańbiąc się regularną pracą. Znaczna część starszego pokolenia nawykłego do pracy najemnej w Państwowych Gospodarstwach Rolnych jest mało samodzielna, bez inicjatywy, wymaga prowadzenia za rękę. Często barierą staje się wykształcenie, a nawet jego wtórny brak. Czasem nieumiejętność rzetelnej i wytężonej pracy. Trzeba również pamiętać, iż w urzędzie niewielkiej wiejskiej gminy pracuje na ogół łącznie z wójtem nie więcej niż 12–15 osób, a bezrobocie jest tylko jedną z sześciuset pozycji na liście zadań. Na jednego pracownika przypada ich statystycznie około 50.

Gmina z powiatem

Gmina lub jej jednostki mogą organizować roboty publiczne, korzystając w 75% z pomocy finansowej Powiatowego Urzędu Pracy. W praktyce pieniędzy starcza dla dwu do pięciu osób na pół roku. Ponadto problemem pozostaje efektywne wykorzystanie tych osób, którym trzeba zorganizować stanowisko pracy, co też wymaga nakładów finansowych. Zatrudnieni w tym systemie remontują placówki oświaty, mogą też pracować przy realizacji rozmaitych elementów infrastruktury komunalnej, np. wody, gazu, kanalizacji, rekultywacji, pomagać przy zalesianiu, malować gminne obiekty, budować ogrodzenia dla pojemników na odpady (Legnica), współpracować z policją w ramach tzw. ochrony obywatelskiej (Zgorzelec) itp. Największą trudność stanowi jednak sytuacja, w której nieprzygotowani do tego i mający inne zadania urzędnicy muszą organizować i nadzorować te roboty. Efektywność prac, a co za tym idzie stopień wykorzystania publicznych pieniędzy, są bardzo niskie. Jeśli nałoży się na to niska wydajność pracy samych bezrobotnych, która często osiąga jedną czwartą wydajności osoby zatrudnionej na stałe, mamy do czynienia z typowym marnotrawstwem.

Inną formą organizacji robót przy finansowym współudziale P.U.P. są prace interwencyjne. Problem polega jednak na tym, że po ich zakończeniu pracodawca powinien na dłuższy czas zatrudnić pracowników je realizujących. Stopień współfinansowania ich przez budżet państwa jest też niższy aniżeli w poprzednio opisanej sytuacji.

Inicjatywy samej gminy

Oczywiście gmina może samodzielnie, bez finansowego wsparcia ze strony budżetu państwa, podejmować inicjatywy podobne do opisanych wyżej, lecz jej możliwości finansowe są tak ograniczone, że staje się to niemożliwe. Lepszym rozwiązaniem jest tworzenie miejsc pracy w firmach komunalnych, które są własnością lub współwłasnością gminy. Na przykład lokalny zakład usług komunalnych może rozwinąć zakres usług świadczonych mieszkańcom i nie tylko eksploatować sieć wodociągową oraz kanalizacyjną, ale także zasoby mieszkaniowe. Może też świadczyć usługi polegające na opróżnianiu przydomowych zbiorników na ścieki, usuwać odpady stałe, padłe i zarażone wścieklizną zwierzęta, prowadzić schronisko dla zwierząt, równać drogi gruntowe, utrzymywać zimą przejezdność dróg gminnych oraz powiatowych, dbać o drożność urządzeń melioracyjnych, kosić trawę w rowach przydrożnych, przycinać drzewa, by nie stanowiły zagrożenia dla ruchu. Zakład taki może też stawać do przetargów i w ich wyniku realizować rozmaite inwestycje w gminie, a jako podwykonawca współpracować ze specjalistycznymi firmami budującymi np. oczyszczalnię ścieków. Ten sposób tworzenia miejsc pracy pozwala na najbardziej efektywne wykorzystanie środków będących w dyspozycji budżetu gminy. Charakterystyczne, iż dobrze zarządzane firmy komunalne zaczynają wykraczać zasięgiem swojego działania poza obszar będący w jurysdykcji udziałowców — gminy.

Miejsca pracy, finansowane w części lub całości przez budżet gminy, mogą być tworzone także w firmach prywatnych obsługujących stołówki, prowadzących przedszkola, organizacjach prowadzących szkoły, realizujących w wyniku konkursów rozmaite zadania samorządu dotyczące zakresu kultury i pomocy społecznej. W przeciwieństwie do miast w gminach wiejskich problemem, który nie pozwala w pełni tych możliwości wykorzystać, jest ludzki strach przed podejmowaniem działalności na własny rachunek oraz nader często brak minimalnego przygotowania do realizacji robót innych aniżeli najprostsze fizyczne.

Dotąd mowa była o miejscach pracy tworzonych bezpośrednio przez samorząd lub jego struktury organizacyjne. Możliwe jest też, zwłaszcza w sytuacji, gdy bezrobocie jest problemem społecznym, prowadzenie przez samorząd samodzielnie lub wspólnie z podmiotami prywatnymi działalności gospodarczej wykraczającej poza sferę usług publicznych. Współpraca podmiotów publicznych i prywatnych polegająca na współwłasności podmiotów gospodarczych nie cieszy się jednak dotąd, z różnych, nie tylko finansowych powodów, popularnością wśród samorządowców. Odmianą takiej współpracy jest tzw. partnerstwo publiczno–prywatne polegające na zagwarantowaniu prywatnemu podmiotowi gospodarczemu pewnego poziomu zapotrzebowania na oferowane przez niego usługi, na przykład zarezerwowanie miejsca na budowanym przez niego basenie pływackim albo dostarczenie określonej ilości odpadów do utylizacji. Pozwala to na bezpieczne podjęcie inwestowania i w konsekwencji tworzenie miejsc pracy.

Niestety, w okresie minionych pięciu lat możliwości uzyskania wsparcia z tych źródeł znacznie zmalały. Z kolei fundusze unijne, o których w mediach wiele się mówi, jeszcze nie są dostępne. Nakłady, które musi ponieść samorząd, by we właściwy sposób przygotować wniosek, są ogromne i nie zawsze się kalkulują. Ponadto, wiele wskazuje na to, iż podziały polityczne mogą mieć wpływ na rozdział tych pieniędzy.

Przyciąganie inwestora

Najlepiej przeciwdziałają bezrobociu działania władz samorządowych mające na celu rozwój gospodarczy gminy. Jeśli chce się przyciągnąć inwestora, który zbuduje na terenie gminy hotel, fabrykę, zakład transportowo–logistyczny, trzeba podjąć inicjatywy planistyczne, inwestycyjne. Liczy się racjonalna gospodarka gruntami, promocja, system zachęt adresowanych do inwestorów, na przykład ulgi w podatkach od nieruchomości, pomoc w uzbrojeniu terenu, profesjonalizm administracji i sfera otoczenia biznesu, czyli wszelkiego rodzaju połączenia komunikacyjne, dostępność instytucji finansowych oraz możliwość interesującego spędzenia czasu wolnego.

Coraz większa liczba samorządów inicjuje utworzenie funduszy poręczeń kredytowych, które mają wspomagać małe przedsiębiorstwa. Częstą praktyką jest też umieszczanie przez gminy w specyfikacjach warunków zamówienia dla ogłaszanych przetargów konieczności zatrudnienia do realizacji inwestycji możliwie dużej liczby miejscowych pracowników.

Mieć pomysł

Ogromne znaczenie dla wzrostu lokalnej koniunktury gospodarczej ma promocja prowadzona przez władze samorządowe. Praktyka pokazuje, że ważniejszy w tej dziedzinie od środków finansowych jest dobry pomysł i spełniająca wymogi stawiane przez media osoba go realizująca. Egzotyczne pomysły wójta Edwarda Bułhaka z Płoskini (w pobliżu Fromborka), który zamiast pieniędzy dawał potrzebującym drób, warchlaki, kozy, czyli źródło choć częściowego utrzymania, oprócz walorów edukacyjnych miały równej wagi walor promocyjny. Dziś wielu szefów gmin zdaje sobie sprawę z tego, że posiadanie zabytków kultury i cudów przyrody nie wystarczy, aby osiągnąć sukcesy gospodarcze. Konieczne jest oferowanie czegoś jedynego w swoim rodzaju na skalę całego kraju. W Złotoryi odbywają się zawody poszukiwaczy złota, w Lubomierzu działa Muzeum Kargula i Pawlaka oraz festiwal filmów komediowych, do Cichowa przeniesiono filmowe Soplicowo, w Gołdapi budują wyciąg krzesełkowy i organizują imprezy w rodzaju Biegu Jadźwingów. Wiele przykładów pokazuje, jak bardzo potrzebni są władzom ludzie pełni inicjatywy i pomysłów. Niejednokrotnie rola władz sprowadza się do tego, by nie przeszkadzać innym, obrazuje to historia festiwalu Muzyka naszych korzeni w Jarosławiu.

Apelujemy do ludzi wierzących i wszystkich ludzi dobrej woli, by nie ulegali postawie rezygnacji, ale by tę trudną sytuację społeczną wysokiego i ciągle wzrastającego bezrobocia — w jakiej znalazł się nasz kraj — potraktowali jako apel i zdecydowane wezwanie do zaangażowania i kreatywności w poszukiwaniu ciągle nowych sposobów przezwyciężania tego społecznego i moralnego zła.

Jedną z form zmniejszania dolegliwości bezrobocia ukrytego wśród rolników jest możliwość skorzystania z pomocy w zalesianiu gleb niskiej jakości. Praktycznie możliwe jest uczynienie tego bez własnych nakładów, właściciele zaś zwalniani są na czterdzieści lat z obowiązku płacenia podatku rolnego za zalesiony obszar. Posiadając nowy las na areale większym aniżeli kilka hektarów, można zostać leśnikiem i korzystać z innych form pomocy państwa.


Powszechnie wiadomo, jak niska jest wśród młodzieży wiejskiej liczba osób studiujących. Gmina, jeśli finanse na to pozwolą, może ustanowić system stypendialny. Trudność polegać może jednak na tym, by na osoby, które podejmą i ukończą studia, czekały miejsca pracy na terenie gminy.Jedną z form zmniejszania dolegliwości bezrobocia ukrytego wśród rolników jest możliwość skorzystania z pomocy w zalesianiu gleb niskiej jakości. Praktycznie możliwe jest uczynienie tego bez własnych nakładów, właściciele zaś zwalniani są na czterdzieści lat z obowiązku płacenia podatku rolnego za zalesiony obszar. Posiadając nowy las na areale większym aniżeli kilka hektarów, można zostać leśnikiem i korzystać z innych form pomocy państwa.

Apelujemy do bezrobotnych, którzy otrzymują materialne wsparcie, aby nie osłabiło ono ich wysiłków w poszukiwaniu stałego miejsca pracy. Stan ten bowiem nie może przerodzić się w rodzaj pasożytnictwa społecznego, gnuśności, pasywności czy tym bardziej zagubienia moralnego. Apelujemy do związków zawodowych, by ich walka o prawa pracowników nie zamieniła się w dążenie do przywilejów dla swoich członków utrudniające zarazem podjęcie pracy przez innych. Apelujemy do pracodawców, by w imię praw rynku nie zapominali o prawach człowieka, wśród których jest prawo do pracy. Apelujemy do przedstawicieli władzy politycznej, aby nie umacniali swej władzy przez nadmierne ingerowanie w sferę gospodarki i rozbudowę struktur biurokratycznych. Apelujemy wreszcie do wszystkich odpowiedzialnych za ustawodawstwo regulujące tę dziedzinę, by nie sprzyjało ono wymienionym wyżej negatywnym postawom życiowym.

* * *

Podsumowując, należy podkreślić, że nie ma istotnych przeszkód wynikających z regulacji prawnych utrudniających gminom przeciwdziałanie bezrobociu. Trudna jest tylko sytuacja finansów gmin dotkniętych tym zjawiskiem, zwłaszcza wiejskich. Potęguje ją zaś brak odpowiednich mechanizmów wyrównujących szanse rozwojowe tych obszarów, to znaczy rozsądnej polityki regionalnej.

Władze gmin bez wsparcia przez mądrą i przemyślaną politykę państwa nie uporają się z tymi problemami. To tutaj powinna być w pełnym wymiarze realizowana zasada pomocniczości. Ludzie nieprzystosowani do życia w nowoczesnym społeczeństwie mają pełne prawo do godnego życia, a każdy, kto choć raz był bezrobotny, wie doskonale, jak taki stan rujnuje psychikę. Tak więc liczni ponoć w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej chrześcijanie łączcie się.

Wszystkie cytaty w ramkach pochodzą z Listu społecznego Konferencji Episkopatu Polski W trosce o nową kulturę życia i pracy ogłoszonego 30 października 2001 roku.

Czy gmina może pomóc bezrobotnym?
Marian Walny

urodzony w 1949 r. – absolwent Politechniki Poznańskiej, specjalista od ochrony środowiska i gospodarki przestrzennej, wykładowca UAM, wójt gminy Komorniki (1990-1998), wójt w Mieleszynie (2000-2002). Żonaty. Mieszka w Wir...