Czy mnie jeszcze pamiętasz?

Czy mnie jeszcze pamiętasz?

Zbigniew Zblewski, Leksykon PRL–u, Wydawnictwo „Znak”, Kraków 2000, s. 210

Drogi Czytelniku, Obywatelu, Polaku, czy mnie jeszcze pamiętasz?… Nie, nie chodzi tu, broń Boże, o moje istnienie „w ogóle”, lecz o to, czy pamiętasz mnie taką, jaka byłam naprawdę — pozbawiona dzisiejszych ubarwień i retuszów, nieprzysłonięta woalem czasu, nierozjaśniona promykami sentymentalnych, młodzieńczych wspomnień? Czy pamiętasz, jak uczyłam Cię anielskiej cierpliwości, gdy przez długie lata musiałeś wyczekiwać na własne mieszkanie? Jak hartowałam Twoje ciało i Twój charakter, każąc Ci stać godzinami w kolejce na mrozie po kawałek sera, paczkę kawy lub rolkę papieru toaletowego? Jak wysyłałam Cię do Pewexu po relaxy?

Puściłem nieco wodze fantazji, wyobrażając sobie, że tego rodzaju pytania mogłaby nam zadać upostaciowiona… Polska Rzeczpospolita Ludowa, bohaterka wydanej przez „Znak” książki Zbigniewa Zblewskiego pt. Leksykon PRL–u.

Praca ta stanowi kompendium elementarnej wiedzy o rzeczywistości niezbyt wprawdzie odległej, ale jednocześnie jakby zapomnianej; kompendium, dodajmy, niezwykle potrzebne, głównie ze względu na rozwijającą się u nas w błyskawicznym tempie społeczną amnezję (być może mamy już nawet do czynienia z jakąś odmianą narodowego Alzheimera). Dlaczego tak sądzę? Nie trzeba chyba na to specjalnych dowodów. Przecież niemal bez zastrzeżeń przyjmujemy dziś słowa urzędującego prezydenta, że wychował się na „Kulturze” Giedroycia, z badań ankietowych zaś wynika, iż większość z nas uważa, że Aleksander Kwaśniewski nigdy nie był członkiem PZPR, ma tytuł magistra i jest wysokiego wzrostu. Dajmy jednak spokój wysokim szczeblom władzy i zejdźmy, jak kiedyś mawiano, w dół, do ludu.

Książka Zblewskiego różni się dość wyraźnie od wielu wcześniejszych opracowań encyklopedycznych na temat minionej epoki. We wstępie przypomniano, że autorzy tamtych publikacji patrzą na dzieje Polski Ludowej najczęściej

przez pryzmat wielkiej polityki, zagadnień makroekonomicznych, wielkich procesów społecznych oraz osiągnięć „wysokiej” kultury, jedynie w niewielkim stopniu uwzględniając problematykę szeroko pojętego życia codziennego.

Zblewski przyjmuje inną zasadę — nie lekceważąc bynajmniej problemów „makro” (agentura, centralizm demokratyczny, czyn społeczny, głosowanie bez skreśleń, kolektywizacja, opozycja konstruktywna, okres błędów i wypaczeń, ORMO, rozkułaczanie, seanse nienawiści, WRON, współzawodnictwo pracy, ZOMO), stara się przede wszystkim odtworzyć peerelowską powszedniość, a więc to, o czym dziś — także ze względu na nowe, choć jakościowo odmienne trudności — najszybciej zdajemy się zapominać. Stąd obfitość w Leksykonie takich haseł, jak chrupiące bułeczki, cinkciarz, dni bezmięsne, kartka żywnościowa, kolejka sklepowa, koksownik, kontyngenty, pieczywo rotacyjne, prywaciarz, sklepy komercyjne, ślepa kuchnia, załącznik, zamrażarka, zapisy (na towary powszechnego użytku), zwyczajny obywatel…

Czy pamiętamy jeszcze sens tych pojęć? Czy zdajemy sobie sprawę z funkcji, jaką miały do spełnienia?

Analizując je po kolei, łatwo zauważamy, iż rzeczywistość językowa PRL–u budowana była w dużej mierze na eufemizmach. Oto jeden z klasycznych przykładów:

Chrupiące bułeczki — ulubione powiedzenie prof. Zdzisława Krasińskiego, od czerwca 1981 do lutego 1982 ministra — członka Rady Ministrów i przewodniczącego Państwowej Komisji Cen, a następnie do listopada 1985 ministra ds. cen w rządzie gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Uzasadniając w swoich częstych wystąpieniach telewizyjnych konieczność wyrzeczeń w związku z kolejnymi podwyżkami cen, minister Krasiński starał się przekonać telewidzów, że wyrzeczenia te są niezbędne dla osiągnięcia przyszłego dobrobytu, którego kwintesencją miałaby stać się powszechna dostępność świeżego, a nie — jak do tej pory — rotacyjnego (patrz: pieczywo rotacyjne) pieczywa. Ostatecznie prof. Krasiński znalazł się w wymarzonej przez siebie rzeczywistości znacznie wcześniej niż większość Polaków, bowiem w 1986 wyjechał do Stanów Zjednoczonych jako radca Ambasady PRL w Waszyngtonie.

Wedle Słownika wyrazów obcych, „eufemizm to słowo lub zwrot użyte zastępczo w intencji złagodzenia wyrażenia drastycznego, dosadnego lub nieprzyzwoitego”. Eufemizm jest więc ważnym, choć nie jedynym, kluczem do zrozumienia peerelowskiej rzeczywistości. Królował on przede wszystkim w tych sferach życia, z którymi socjalistyczna gospodarka nie mogła sobie nigdy poradzić. Kiedy jednak chodziło o walkę polityczną, wówczas nie unikano zwrotów „drastycznych, dosadnych lub nieprzyzwoitych”, czego dowodem są takie hasła, jak: człowiek o moralności Alfonsa (słynne powiedzenie Władysława Gomułki), warchoł czy zapluty karzeł reakcji.

Leksykon Zblewskiego próbuje odświeżyć naszą pamięć w sposób przystępny, barwny, a nawet anegdotyczny. Autor przyznaje, że jego książka pomyślana została jako przedsięwzięcie popularyzatorskie, nie aspiruje do roli opracowania naukowego i jest adresowana także do ludzi młodych, którzy tamtej rzeczywistości nie znają. Ostatnia strona okładki zachęca nas, byśmy odbyli „niedrogą i atrakcyjną wycieczkę po PRL–u”. Wydawca reklamuje więc Leksykon jako lekturę niemal przygodową, w dodatku bogato ilustrowaną, co niewątpliwie podnosi jej walory edukacyjne. To, moim zdaniem, słuszne podejście, no bo jak inaczej, jeśli nie w sposób poglądowy (przez unaocznienie) wytłumaczyć dzisiejszym nastolatkom, czym była kartka żywnościowa?

Pod koniec lektury — bo jeśli się chce, można tę książkę czytać hasło po haśle — dochodzimy do wniosku, że przez kilkadziesiąt lat żyliśmy w rzeczywistości tak silnie zmetaforyzowanej i odrealnionej, że prawie nieistniejącej. Chwilami wydaje się nam ona nawet całkiem zabawna. Jak groteski Sławomira Mrożka. Tylko jednego nie potrafię dziś zrozumieć: dlaczego — skoro było wtedy tak wesoło — było aż tak bardzo smutno?

Czy mnie jeszcze pamiętasz?
Andrzej Babuchowski

urodzony 13 lutego 1944 w Krasnem k. Chełma (woj. lubelskie) – absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiował także slawistykę, dziennikarz, krytyk literacki, tłumacz literatury czeskiej.Przetłuma...