Czy możecie wypić kielich?

Czy możecie wypić kielich?

Życie Chrystusa i nasze życie są zmieszane razem w jedno. Pijąc z kielicha życia, wypijamy kielich, który wypił Jezus, lecz także wypijamy własny kielich. Na tym polega wielka tajemnica Eucharystii.

Pytanie

Kiedy Jezus pyta swych przyjaciół, Jana i Jakuba, synów Zebedeusza, „Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” (Mt 20,22), stawia pytanie, które sięga prosto do serca mojego kapłaństwa i mojego życia jako człowieka. Wiele lat temu, kiedy trzymałem piękny złoty puchar w swoich dłoniach, odpowiedź nie wydawała mi się trudna. Dla mnie, nowo wyświęconego księdza pełnego pomysłów i ideałów, życie zdawało się bogate w obietnice. Pragnąłem wypić ten kielich! Dzisiaj, siedząc przy niskim stoliku, otoczony ludźmi umysłowo upośledzonymi oraz ich asystentami, kiedy podaję im szklane kielichy z winem, to samo pytanie staje się duchowym wyzwaniem. Czy ja, czy my możemy wypić ten kielich, który pił Jezus?

Nadal pamiętam dzień, kiedy kilka lat temu opowieść, w której Jezus zadaje to pytanie, była czytana podczas Eucharystii. Był ranek, godzina 8.30. Około dwudziestu członków wspólnoty Daybreak zebrało się w małej piwnicznej kaplicy. Nagle słowa „Czy możecie pić ten kielich?” przeszyły me serce niczym ostra włócznia myśliwego. W tej chwili wiedziałem — jakby w przebłysku intuicji — że poważne potraktowanie tego pytania może radykalnie zmienić nasze życie. To pytanie ma moc rozłupywania zatwardziałych serc i obnażania ścięgien duchowego życia.

Wypicie kielicha to coś znacznie więcej niż zwykłe przełknięcie tego, co się w nim znajduje, tak jak przełamanie chleba jest czymś więcej niż rozdarciem bochenka na części. Wychylić kielich życia to znaczy chwycić go w dłonie, unieść i wypić. Te trzy rzeczy razem stanowią pełną celebrację bycia człowiekiem.

Chwycić kielich w dłonie

Zanim wypijemy z kielicha, musimy go chwycić!

Chwycić kielich życia to znaczy przytrzymać go, by przyjrzeć się krytycznie temu, jak żyjemy. Wymaga to wielkiej odwagi, ponieważ kiedy już zaczniemy się przyglądać, możemy być przerażeni tym, co zobaczymy. Pojawią się pytania, na które nie będziemy potrafili odpowiedzieć. Zrodzą się wątpliwości na temat rzeczy, których dotąd byliśmy pewni. W nieoczekiwanych miejscach wyłoni się lęk. Staniemy przed pokusą stwierdzenia: „Po prostu żyjmy. Całe to myślenie o życiu sprawia jedynie, że staje się ono jeszcze trudniejsze”. Jednak intuicyjnie wiemy, że bez krytycznego przyjrzenia się własnemu życiu tracimy zdolność widzenia i mylimy kierunek. Jeśli napijemy się z kielicha, najpierw go nie przytrzymując na chwilę, możemy upić się i potem włóczyć bez celu.

Tak jak istnieją niezliczone gatunki wina, podobnie mamy do czynienia z niezliczonymi rodzajami życia. Nie ma dwóch takich samych. Często porównujemy swoje życie z życiem innych, próbując rozstrzygnąć, czy wiedzie nam się lepiej, czy gorzej. Jednak takie porównywanie się nie pomoże nam. Musimy przeżyć własne życie, a nie czyjeś. Musimy chwycić własny kielich. Musimy zdobyć się na odwagę, by powiedzieć: „To moje życie. To życie mi dano i właśnie to muszę przeżyć najlepiej, jak potrafię. Moje życie jest niepowtarzalne. Nikt inny takiego nie przeżyje”.

Kielich smutku

Patrzę na Człowieka smutku. Wisi na krzyżu z rozciągniętymi ramionami. To Jezus skazany przez Poncjusza Piłata, ukrzyżowany przez rzymskich żołnierzy i wyśmiany przez Żydów i pogan. „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony — powiedział Jezus — przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32). Jezus, Człowiek smutku, i my, ludzie smutku, wisimy tam, między niebem a ziemią, wołając: „Boże nasz, Boże, czemuś nas opuścił?”.

Kielich Jezusa jest kielichem smutku, nie tylko własnego, ale smutku całej ludzkiej rasy. Jest to kielich pełen fizycznego, umysłowego i duchowego cierpienia. Jest to kielich głodu, tortur, osamotnienia, odrzucenia, porzucenia i potężnego cierpienia. Jest to kielich pełen goryczy. Kto chciałby go wypić?

Kiedy dla Jezusa nadeszła chwila wypicia tego kielicha, powiedział: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci” (Mt 26,38). Jego cierpienie było tak intensywne, że „Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię” (Łk 22,44). Byli z Nim przyjaciele, Jan i Jakub, których pytał, czy wypiją kielich, który On ma pić. Jednak głęboko spali. W tym ogromnym osamotnieniu upadł na twarz i wołał: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich” (Mt 26,39). Jezus nie potrafił stawić mu czoła. Zbyt wiele bólu do zniesienia, zbyt wiele cierpień do objęcia, zbyt wiele udręk do przeżycia. Sądził, że nie potrafi wypić tego kielicha wypełnionego po brzegi smutkami.

Dlaczego zatem powiedział „tak”? Nie potrafię w pełni odpowiedzieć na to pytanie. Mogę powiedzieć jedynie, że mimo odrzucenia doświadczanego ciałem i umysłem Jezus nadal miał duchową więź z Tym, którego nazywał swoim Abba. Posiadał wiarę przekraczającą zdradę, oddanie przekraczające rozpacz, miłość przekraczającą lęk. Ta bliskość przekraczająca ludzką zażyłość umożliwiła Jezusowi zamianę prośby, by ominął go kielich, w modlitwę skierowaną do Tego, który nazywał Go swym „Umiłowanym”. Mimo cierpienia więź miłości nie została zerwana. Jezus nie odrzucił kielicha w rozpaczy. Nie, chwycił go w swoje dłonie, pragnąc wypić do dna. To nie był pokaz siły woli, nieugiętej determinacji czy wielkiego heroizmu. Była to głęboka duchowa zgoda wobec Abby, oblubieńca Jego zranionego serca.

Kiedy rozważam własne serce przepełnione smutkiem, kiedy myślę o tej małej wspólnocie ludzi upośledzonych umysłowo i ich asystentów, w której żyję, kiedy widzę biedaków w Toronto oraz ogromny ból mężczyzn, kobiet, dzieci na całej planecie, jak długa i szeroka, wtedy zastanawiam się, skąd ma przyjść to wielkie „tak”. W swoim sercu i w sercach moich braci słyszę głośny krzyk: „Boże, jeśli to możliwe, niech nas ominie ten kielich”. Słyszę go w głosie młodego mężczyzny chorego na AIDS, żebrzącego o jedzenie na Yonge Street, w płaczu głodnych dzieci, w jękach torturowanych więźniów, w gniewnych krzykach protestujących przeciw nuklearnym zbrojeniom i niszczeniu ekologicznej równowagi ziemi oraz w nieskończonych błaganiach o sprawiedliwość i pokój na całym świecie. Ta modlitwa wznosi się do Boga nie jak kadzidło, ale jak dziki płomień.

Podczas bolesnej modlitwy Jezusa proszącego Ojca, by zabrał od Niego kielich smutku, nastała jednak chwila pocieszenia. Tylko ewangelista Łukasz o niej wspomina. Mówi: „Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i pokrzepiał Go” (Łk 22,43). Pośród smutku jest pocieszenie, pośród ciemności jest światło, pośród rozpaczy jest nadzieja, wśród murów Babilonu istnieje przebłysk Jerozolimy, pośród wojsk demonów pojawia się anioł pocieszenia. Kielich smutku, jakkolwiek to zupełnie niepojęte, jest także kielichem radości.

Kielich radości

Nic dziwnego, że wielu młodych z całego świata przyjeżdża do wspólnoty upośledzonych Daybreak, by być blisko tych szczególnych ludzi. Tak, przybywają tu, aby opiekować się nimi i im pomagać w ich potrzebach. Zostają, ponieważ ci, którymi przyjechali się zajmować, dają im radość i pokój, których nie potrafili znaleźć nigdzie indziej. Z pewnością niepełnosprawni mieszkańcy Daybreak przypominają im o własnych ograniczeniach, wewnętrznych ranach i smutkach. Jednak radość, która płynie ze wspólnego życia w braterstwie słabych, sprawia, że smutki te są nie tylko do zniesienia, lecz stają się nawet źródłem wdzięczności.

Moje osobiste życie w tej wspólnocie było niezwykle radosne, mimo że nigdy tak bardzo nie cierpiałem, tyle nie płakałem i nie niepokoiłem się, co w Daybreak. Nigdzie mnie tak nie znają jak w tej małej wspólnocie. Nigdy tak głęboko nie doświadczyłem prawdziwej natury kapłaństwa jako współczującego współistnienia. Kapłaństwo Jezusa w Liście do Hebrajczyków jest opisane jako solidarność z ludzkim cierpieniem. Dla mnie oznacza związanie własnej kruchości z kruchością tych, z którymi mieszkam. Jakąż daje to radość! Radość z przynależności, z bycia częścią, z tego, że nie jestem inny.

Co z ogromnym cierpieniem świata? Czy może istnieć radość wśród umierających, głodujących, prostytutek, uciekinierów i więźniów? Jak można mówić o radości w obliczu niewyobrażalnych ludzkich smutków, które nas otaczają? Jednak ona tam jest! Każdy, kto ma odwagę wkroczyć głębiej w ludzki smutek, znajdzie tam radość, ukrytą niczym cenny klejnot w ścianie mrocznej jaskini.

Czy potrafimy spojrzeć na Jezusa jako na człowieka radości? Niemożliwe wydaje się zobaczenie radości w udręczonym, nagim ciele, wiszącym z rozciągniętymi ramionami na drewnianym krzyżu. Jednak krzyż Jezusa często bywa przedstawiany jako wspaniały tron, na którym siedzi Król. Wtedy ciało Jezusa nie jest oplute i ukrzyżowane, lecz piękne i promieniejące, a Jego rany święte. Krzyż z San Damiano, który przemówił do świętego Franciszka z Asyżu, jest dobrym tego przykładem. Ukazuje ukrzyżowanego Jezusa jako Jezusa zwycięzcę. Krzyż jest obramowany złotem, ciało Jezusa jest doskonałe i nieskazitelne.

To krzyż zmartwychwstania, na którym widzimy Jezusa wyniesionego w chwale. Słowa Jezusa „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32) odnoszą się nie tylko do Jego ukrzyżowania, ale także do Jego zmartwychwstania. Wywyższony oznacza nie tylko uniesiony w górę jako ukrzyżowany, ale także wywyższony jako zmartwychwstały. Krzyż mówi nie tylko o cierpieniu, ale także o ekstazie, nie tylko o smutku, ale i o radości.

 „Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?”. Gdy Jezus stawia to pytanie Jakubowi i Janowi, oni impulsywnie odpowiadają: „Możemy”. Kielich Jezusa stanie się ich kielichem. Przeżyją to, co przeżył Jezus. Pan nie chciał, żeby Jego przyjaciele cierpieli. Wiedział jednak, że dla nich, podobnie jak dla Niego, cierpienie było jedyną konieczną drogą do chwały. Kielicha smutku i kielicha radości nie można oddzielić. Jednak kiedy jesteśmy zgniatani niczym winne grona, nie potrafimy myśleć o winie, którym się staniemy.

Kiedy anioł pocieszenia dał Jezusowi siłę, Pan natychmiast wstał i stanął przed Judaszem i kohortą, która przyszła go uwięzić. Teraz Jezus już nie jest przytłoczony cierpieniem. Stoi z wielką godnością i wewnętrzną wolnością przed nieprzyjaciółmi. Trzyma swój kielich napełniony smutkiem, ale również radością. Radością wiedzy, że to, przez co niedługo przejdzie, jest wolą Ojca i spełnieniem Jego misji. Jego śmierć, zamiast być nieuniknionym ostatecznym końcem, stała się początkiem nowego życia. Zgoda Jezusa na wolę Ojca sprawiła, że w pełni uwierzył w bogaty plon ziarna, które daje umierający kłos.

Unieść kielich

Unieść kielich to zaprosić do uznania i wspólnego świętowania życia. Kiedy podnosimy kielich życia i patrzymy sobie wzajemnie w oczy, mówimy: „Niech nie będzie lęku ani strachu. Trzymajmy nasz kielich razem i dodawajmy sobie otuchy. Nie bójmy się uznać rzeczywistości naszego życia i wzajemnie zachęcajmy się do wdzięczności za dary, które otrzymaliśmy”.

Unosząc kielich w odważnym geście, ogłaszamy, że chcemy się wzajemnie wspierać we wspólnej wędrówce i tworzymy wspólnotę. Nic, co dotyczy wspólnoty, nie jest słodkie ani łatwe. Wspólnota to braterstwo ludzi, którzy nie ukrywają swoich smutków i radości, lecz pokazują je wszystkim w geście nadziei. We wspólnocie powiadamy: „Życie jest pełne zysków i strat, radości i smutków, wzlotów i upadków — ale nie musimy przeżywać ich w osamotnieniu. Chcemy wypić swój kielich razem i w ten sposób świętować prawdę, że choć rany w życiu każdego z nas osobno są nie do wytrzymania, to gdy przeżywamy je jako cząstkę braterstwa wzajemnej troski, stają się źródłem uzdrowienia”.

Wspólnota jest jak wielka mozaika. Każda cząstka z osobna wydaje się mało znacząca. Jeden kawałek jest jasnoczerwony, inny zimnoniebieski albo szarozielony, inny ciepłopurpurowy, jaskrawożółty czy jasnozłoty. Jedne wyglądają szlachetnie, drugie zwyczajnie. Jedne sprawiają wrażenie cennych, drugie bezwartościowych. Jedne są krzykliwe, drugie delikatne. Z każdym poszczególnym kawałkiem osobno nie da się wiele zrobić. Można najwyżej je porównywać, szacować ich piękno i wartość. Kiedy jednak wszystkie te kawałki zostają złożone razem, w jedną wielką mozaikę portretującą oblicze Chrystusa, czy znajdzie się ktoś, kto zakwestionuje ich wartość? Jeśli zabraknie jednego, choćby najmniejszego, oblicze nie będzie kompletne. Każdy kamyczek w mozaice jest nieodzowny i wnosi niepowtarzalny wkład do chwały Boga. Oto wspólnota, braterstwo małych ludzi, którzy dopiero razem sprawiają, że Bóg jest widoczny na świecie.

Unieść kielich to znaczy podzielić się swym życiem, aby można je świętować. Gdy naprawdę uwierzymy, że zostaliśmy wezwani do tego, by oddać swe życie za przyjaciół, będziemy musieli zebrać się na odwagę i pozwolić, by inni poznali, czym żyjemy. Jeśli chcemy wypić swój kielich, i wypić go do dna, potrzeba nam ludzi, którzy chcieliby z nami wypić swoje kielichy. Potrzeba nam wspólnoty, w której wyznanie grzechów i świętowanie są zawsze nierozłączne.

Kielich błogosławieństwa

Kiedy Jezus w wieczór przed swoją śmiercią wziął kielich, nie był to „puchar gniewu”, lecz kielich błogosławieństwa. Kielich nowego i wiecznego przymierza, który jednoczy nas z Bogiem i z bliźnimi we wspólnocie miłości.

Ogromne cierpienie ludzkości można łatwo odebrać jako znak Bożego gniewu, jako karę. Często je w ten sposób pojmowano i bywa tak odbierane do tej pory. Patrząc na koszmary, które nękają świat, powiadamy: „Czy może istnieć kochający Bóg, skoro to wszystko się wydarza? Bóg musi być okrutny i złośliwy, skoro każe tak okrutnie cierpieć ludziom!”.

Jezus jednak wziął na siebie wszystkie te cierpienia i uniósł je na krzyż, nie jako potępienie, lecz błogosławieństwo. Jezus zmienił puchar Bożego gniewu w kielich błogosławieństwa. Na tym polega tajemnica Eucharystii. Jezus umarł za nas, abyśmy mogli żyć. Wylał za nas swą krew, abyśmy mogli znaleźć nowe życie. Wydał się za nas, abyśmy mogli żyć we wspólnocie. Stał się naszym pokarmem i napojem, abyśmy mogli być nakarmieni do życia wiecznego. Eucharystia jest świętą tajemnicą, dzięki której to, co dotąd odbieraliśmy jako przekleństwo, teraz przeżywamy jako błogosławieństwo. Nasze cierpienie przestaje być karą Bożą. Jezus zmienił je w drogę do nowego życia. Jego Krew, i nasza także, może stać się teraz krwią męczennika — krwią, która świadczy o nowym przymierzu, nowej wspólnocie, nowej komunii.

Wypić kielich

Kielich, który chwytamy i unosimy, musimy wypić.

Wydaje się, że większość sytuacji, kiedy coś pijemy, zachodzi w otoczeniu, w którym czujemy się, przynajmniej przez chwilę, jak w domu i bezpieczni z innymi. Wypicie filiżanki kawy, by przerwać na chwilę pracę, popołudniowa przerwa na herbatę, szklanka wina przed spaniem — w tych chwilach mówimy sobie lub innym: „Mimo wszystko dobrze, że żyję, i muszę o tym pamiętać”.

Wypicie kielicha życia to stwierdzenie: „To moje życie”, ale także: „Chcę, żeby to było moje życie”. Wypicie kielicha życia jest przywłaszczeniem i uwewnętrznieniem własnej niepowtarzalnej egzystencji, z jej wszystkimi smutkami i radościami.

Niełatwo to wykonać. Przez długi czas możemy czuć się niezdolni do zaakceptowania własnego życia i będziemy próbować walczyć o inne. Niekiedy może rodzić się w nas głęboki protest przeciwko losowi. Nie wybraliśmy sobie kraju, rodziców, koloru skóry czy płci. Nie wybraliśmy sobie nawet charakteru, rozumu, wyglądu zewnętrznego czy niektórych zachowań. Czasami usiłujemy robić wszystko, co się da, aby zmienić okoliczności swego życia. Chcielibyśmy znaleźć się w innym ciele, żyć w innych czasach albo mieć inny umysł! Z naszego wnętrza rodzi się krzyk: „Dlaczego muszę być taki? Nie prosiłem się o to i nie chcę tego!”.

W duchowej wielkości nie chodzi o to, żeby być większym od innych. Chodzi o to, żeby być tak wielkim, jak każdy z nas może być. Prawdziwa świętość oznacza wypicie swego kielicha do dna i ufność, że dzięki temu, w pełni uznając własną, niepowtarzalną wędrówkę, możemy stać się źródłem nadziei dla wielu. Vincent van Gogh, choć w nędzy i ze złamanym sercem, wierzył niezachwianie w swoje powołanie malarza i z tą odrobiną, którą miał, zaszedł tak daleko, jak mógł. Podobnie było z Franciszkiem z Asyżu, Dorothy Day z Nowego Jorku i Oscarem Romerem z Salwadoru. Mali ludzie, którzy stali się wielcy, wypijając swój kielich do dna.

Jak zatem my, wśród naszych codziennych zajęć, możemy wypić swój kielich, kielich smutku i radości? Jak możemy w pełni pogodzić się z tym, że taki został nam dany? W głębi duszy wiemy, że nie wypijając swego kielicha, unikamy smutków i radości, lecz nasze życie staje się nieautentyczne, nieszczere, sztuczne i nudne. Stajemy się marionetkami, ofiarami interesów i pragnień innych. Jednak nie musimy być ofiarami. Możemy wybrać i wypić kielich życia z głębokim przekonaniem, że dzięki temu znajdziemy prawdziwą wolność. W ten sposób również odkryjemy, że ten kielich smutku i radości, z którego pijemy, jest kielichem zbawienia.

Kielich zbawienia

Jezus wypił kielich swego życia. Doświadczył chwały, pochlebstw, podziwu i ogromnej popularności. Przeżył jednak również odrzucenie, wyśmianie i nienawiść tłumu. W jednej chwili lud krzyczał: „Hosanna”, a już w następnej: „Ukrzyżuj Go”. Jezus przyjął to wszystko, nie jako bohater podziwiany, a potem poniżony, ale jako ten, który przyszedł wypełnić misję i skupił się na tej misji bez względu na odzew. Jezus głęboko w sobie wiedział, że musi wypić kielich, aby wypełnić dzieło, które Abba — ukochany Ojciec — Mu powierzył. Wiedział, że wypicie kielicha da Mu wolność, chwałę i jedność. Wiedział, że wypicie kielicha wyprowadzi Go z pułapki tego świata do całkowitego wyzwolenia, z udręki śmierci do chwały zmartwychwstania. Ta wiedza miała niewiele wspólnego z rozumieniem czy pojmowaniem. Była to wiedza serca, która nabrała kształtu w ogrodzie wiecznej miłości.

Wypicie kielicha jest drogą wydostania się z pułapki grzechu. Jest drogą do zbawienia. Trudną, bolesną, której chcielibyśmy za wszelką cenę uniknąć. Bardzo często wydaje nam się drogą niemożliwą. Jednak, jeśli nie będziemy chcieli wypić kielicha, ominie nas prawdziwa wolność. Przyjdzie ona nie tylko po tym, jak całkowicie opróżnimy swój kielich — to znaczy po naszej śmierci. Nie, ta wolność przychodzi do nas zawsze, ilekroć pijemy z kielicha życia, czy robimy mały łyczek czy duży.

Zbawienie jest rzeczywistością każdego dnia, którą możemy smakować tu i teraz. Kiedy we wspólnocie Daybreak siadam przy Adamie i pomagam mu jeść, ucinam pogawędkę z Billem o następnej podróży, piję kawę z Susanne czy jem śniadanie z Davidem, kiedy obejmuję Michaela, całuję Patsy czy modlę się z Gordim, jest w tym zbawienie. Kiedy siadamy wszyscy razem wokół niskiego stołu ołtarza, a ja podaję wszystkim obecnym szklany kielich napełniony winem, mogę obwieścić z wielką pewnością: „Oto kielich zbawienia”.

Do dna

W jaki sposób powinniśmy pić z kielicha zbawienia?

Musimy wypić nasz kielich powoli, kosztując każdy łyk — przez cały czas aż do samego dna! Życie pełnią życia oznacza picie z kielicha od czasu, aż jest pusty, z ufnością, że Bóg napełni go życiem wiecznym.

Wypicie kielicha to przeżycie życia w duchu i z duchem Jezusa, to znaczy w duchu bezwarunkowej miłości. Zażyłość między Jezusem i Abbą, jego Ojcem, jest zażyłością całkowitego zaufania, w którym nie ma gier siłowych, nie ma wzajemnych uzgodnień co do obietnic, nie ma gwarancji rozwoju. Jest tylko miłość — czysta, niewstrzymywana i nieograniczona miłość. Całkowicie otwarta, całkowicie wolna. Ta zażyłość daje Jezusowi siłę do wypicia kielicha. Tę samą zażyłość chce nam dać Jezus, abyśmy mogli wypić nasze kielichy.

Życie Chrystusa i nasze życie są złączone w jedno życie. Pijąc z kielicha życia, wypijamy kielich, który wypił Jezus, lecz także wypijamy własny kielich. Na tym polega wielka tajemnica Eucharystii. Kielich Jezusa napełniony Jego życiem, wylany za nas i wszystkich ludzi, i nasz kielich, napełniony naszą krwią, stają się jednym. Gdy we wspólnocie pijemy kielich, tak jak wypił go Jezus, do dna, zostajemy przemienieni w jedno ciało żywego Chrystusa, zawsze umierającego i zawsze powstającego z martwych dla zbawienia świata.

Fragment z książki H. Nouwena, Can You Drink the Cup, która ukaże się nakładem wydawnictwa Znak w tłumaczeniu Justyny i Jana Grzegorczyków.

Czy możecie wypić kielich?
Henri J. M. Nouwen

(ur. 24 stycznia 1932 r. w Nijkerk, Holandia – zm. 21 września 1996 r. w Hilversum, Holandia) – holenderski ksiądz katolicki, autor ponad 40 książek z zakresu duchowości, wysoko cenionych przez katolików i protestantów.O...