Dar nieustannej Pięćdziesiątnicy

Dar nieustannej Pięćdziesiątnicy

Paweł Kozacki OP: Co Jan Paweł II chciał przekazać Kościołowi w encyklice „Dominum et vivificantem”?

Andrzej Siemieniewski: W tej encyklice jest takie charakterystyczne sformułowanie, że Kościół ma swoje dzieje apostolskie. Oznacza to, że dopisuje On i nigdy nie przestanie dopisywać kolejnych rozdziałów do księgi Dziejów Apostolskich, zwanej czasem księgą Ducha Świętego, która jest jakby urwana, nie kończy się. Myślę, że ten wątek jest w Dominum et vivificantem bardzo ważny, ważniejszy niż wątek analityczny ukazujący w różnych aspektach problem Ducha Świętego. Papież dostrzega, że Pan i Ożywiciel prowadzi Kościół przez historię, i dlatego kładzie nacisk na Wielki Jubileusz. Kiedy dziś czytamy tę encyklikę, uderza fakt, że już czternaście lat przed 2000 rokiem, kiedy myślało się o nim trochę abstrakcyjnie, Papież przygotowywał Kościół do Wielkiego Jubileuszu, mówił, że ma On swój adwent, czyli czas oczekiwania; że przeżycie na nowo jubileuszu wcielenia jest także doświadczaniem owoców wcielenia, a więc nowego wylania Ducha Świętego. Kiedy Jan Paweł II łączy jubileusz z Soborem, przypomina słowa Pawła VI, że po chrystologii i eklezjologii Soboru trzeba odnowić kult Ducha Świętego, myślenie o Nim i kontakt z Nim.

Czy to znaczy, że Papieżowi chodzi o praktyczne przeżywanie kultu, relacji, czerpania od Ducha Świętego?

Encyklika jest zbudowana w dużej mierze jako refleksja biblijna, i to przede wszystkim wokół tych rozdziałów Ewangelii według św. Jana, które mówią o nauczaniu Jezusa Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy, poświęconym Duchowi Świętemu. Papież nawet nazwał je kulminacją objawienia Ducha Świętego. To jest nauczanie praktyczne, przygotowujące uczniów do życia w Kościele, w którym będzie działać i który będzie prowadzić Duch Święty.

Ksiądz już mówi o działaniu Ducha Świętego w nas, ale zanim się nim zajmiemy, chciałbym zapytać, dlaczego Pan Jezus mówi: „Pożyteczne jest dla was moje odejście, jeżeli ja nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie”? Dlaczego potrzebny był krzyż, śmierć i odejście Pana Jezusa, żeby mógł się pojawić Duch Święty?

Jan Paweł II kładzie nacisk na to, że odejście Jezusa jest właściwie przejściem, a dokładnie tym, co określamy słowem „Pascha”. Otwiera ono drogę do nowego wylania Ducha Świętego — to ważne, bo przecież Duch Święty działał wcześniej, mówił przez proroków w Starym Testamencie. Pascha otwiera bramę z ziemi do nieba, żeby Chrystus mógł przez nią przejść i pociągnąć za sobą ludzi, oraz w drugą stronę — żeby mógł przyjść Pocieszyciel, który jest nazwany „innym Pocieszycielem”. To oznacza, że pierwszym Pocieszycielem jest Jezus, a także wskazuje na rolę Ducha Świętego, analogiczną do roli Jezusa.

Czy można powiedzieć, że zesłanie Ducha Świętego jest konsekwencją krzyża i zmartwychwstania?

Na pewno. Jan Paweł II wskazuje w encyklice, że to wynika z rozdziałów 13–16 Ewangelii według św. Jana. Jezus zapowiada swoje odejście poprzez krzyż, „umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował”. Zwiastując Paschę, mówi o przyjściu Ducha Świętego po swoim wywyższeniu i po przejściu na prawicę Ojca. Taka jest logika w Ewangelii Janowej i tę logikę podejmuje Jan Paweł II. Tylko w ten sposób można zrozumieć, dlaczego Duch Święty został nazwany Pocieszycielem. Wprawdzie Pocieszyciel jest inny, ale pocieszenie jest to samo. Te słowa w encyklice przytoczone są za ewangelią, w której Pan Jezus mówi: „Z mojego weźmie, i wam objawi”. To nie jest inne pocieszenie, inna ewangelia. Papież mówi, że przez dwa tysiące lat działania na ziemi Kościoła czerpie ze skarbu Ducha Świętego.

Skoro można powiedzieć, że Pan Jezus otwiera bramy między niebem a ziemią, to jak wyjaśnić obecność Ducha Świętego w historii, gdy mówił przez proroków, gdy był obecny w misterium Paschy, krzyża i zmartwychwstania?

W encyklice Papież pisze o gradacji obecności Ducha Świętego. Po pierwsze, jest On obecny w stworzeniu — Ruah unosił się ponad wodami. Potem jest szczególnie obecny w człowieku. Jeśli człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, to przede wszystkim jest to obraz i podobieństwo duchowe. Trzeci szczebel obecności Ducha Świętego to obecność w historii Izraela. Historia zaczyna się od Abrahama i dochodzi do kulminacji w Jezusie Chrystusie — w momencie chrztu w Jordanie następuje widzialne zstąpienie Ducha Świętego. Po wydarzeniu paschalnym na Kościół rozlewa się ta sama Obecność, która była w Jezusie Chrystusie. Tu tkwi jedno ze źródeł określenia Kościoła jako Ciała Chrystusa. Tak jak w ziemskim ciele Jezusa Chrystusa z Nazaretu przebywał Ożywiciel, tak teraz przebywa w Jego mistycznym ciele, którym jest Kościół.

Możemy zatem dostrzec obecność Ducha Świętego w misterium przejścia, w momencie śmierci Pana Jezusa, w uniżeniu śmierci. Czy krzyż był dziełem Trójcy Świętej?

Jest taki poruszający fragment encykliki, w którym Papież przypomina, że często w Starym Testamencie ofiara, którą ludzie składali Bogu, była pochłaniana przez ogień z nieba. To był znak, że Bóg ją przyjął. Nie tylko człowiek wyszedł na spotkanie Boga, ale Bóg wyszedł na spotkanie człowieka. Ofiara stawała się pośrednictwem, tym, co łączy człowieka z Bogiem. Papież odnosi ten fakt do ofiary krzyża. Tak jak w Starym Testamencie zstępował ogień i spalał ofiarę, tak na krzyż zstąpił ogień Ducha Świętego, Ojciec przyjął ofiarę Syna, dlatego można mówić, jak czytamy w Liście do Hebrajczyków, że Jezus złożył swoją ofiarę w Duchu. Ta ofiara zaczęła się wcześniej — Ojcowie Kościoła mówią, że Jezus Chrystus nie tylko wycierpiał to, co powinien wycierpieć człowiek, ale że Jezus Chrystus uczynił i powiedział to wszystko, co ludzie powinni uczynić i powiedzieć Bogu. To wszystko jest ofiarą, którą przyjmuje Duch Święty zstępujący od Ojca.

Jakie formy działania w Kościele w momencie wylania Ducha Świętego wskazuje Jan Paweł II?

W encyklice mało miejsca poświęcono charyzmatom. To zaskakuje, bo obserwując działanie różnych ruchów kościelnych, np. odnowy charyzmatycznej, można by się spodziewać potężnego nauczania o charyzmatach. Natomiast jest bardzo obszerny rozdział mówiący o działaniu Ducha Świętego, gdy ma On do czynienia z grzechem człowieka. Papież omawia szeroko tekst Ewangelii Janowej mówiący o tym, że Duch Święty, kiedy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. Jan Paweł II wskazuje więc, że Duch Święty działa najmocniej wtedy, kiedy Kościół konfrontuje się z grzechem ludzkim, kiedy potrzebne jest miłosierdzie. Duch Święty jest więc sposobem działania miłosierdzia Bożego.

Ewangelia mówi przede wszystkim o odpuszczeniu grzechów, a nie o charyzmatach. Warto o tym pamiętać. Papież przywraca właściwe proporcje, bo zachwyt nad nowym nauczaniem o Duchu Świętym i nowymi ruchami kościelnymi mógłby doprowadzić do zredukowania Ewangelii do Dobrej Nowiny o działaniu Ducha Świętego na sposób charyzmatyczny. Oczywiście to jest część Dobrej Nowiny, ale jej fundamentem jest przesłanie o odpuszczeniu grzechów. Dopiero na nim może być zbudowana reszta.

Kiedy się czyta, że Paraklet ma przyjść i przekonywać o grzechu, to jest to mało pocieszające. O grzechu wolelibyśmy raczej zapomnieć.

Grzech, sprawiedliwość i sąd postrzegamy jako groźne, oceniające sformułowania. Tymczasem — uświadamia nam Jan Paweł II, sięgając do różnych miejsc Nowego Testamentu — jeśli Jezus mówi, że Duch Święty chce przekonać świat o grzechu, to przypomina, iż przede wszystkim tym grzechem jest nieprzyjęcie Jego samego. Tam, gdzie przyjmuje się Jezusa, tam znika grzech. Podobnie patrzy Jan Paweł II na słowo „sprawiedliwość”. Sprawiedliwość w Ewangeliach i u św. Pawła jest udzielona ludziom przez Boga, w tym, co nazywamy usprawiedliwieniem. Duch Święty, przekonując świat o sprawiedliwości, zapewnia go najpierw o tym, że Ojciec sprawiedliwie przyjmuje Jezusa jako swojego Syna w chwale, a później, że kto przyjmuje Jezusa na ziemi, może zostać usprawiedliwiony. Tu Jan Paweł II robi uwagę dotyczącą tekstu Ewangelii: Pan Jezus mówi o sądzie, ale zaraz dodaje, że to władca tego świata zostanie osądzony. Nie jest to sąd przeciw ludziom, tylko sąd w sprawie ludzi, który ujmuje się za nimi przeciw szatanowi, władcy tego świata.

Jest to również nawiązanie do grzechu pierworodnego.

Nawiązanie do grzechu pierworodnego jest w encyklice dość obszerne. Papież przypomina złą, negatywną, a nawet rozpaczliwą sytuację człowieka, który radykalnie potrzebuje ratunku z zewnątrz. Tym ratunkiem jest Duch Święty. Tu może jest rozwiązanie tajemnicy, dlaczego Papież charyzmatom poświęca tak mało miejsca. Dużo więcej pisze o Duchu Świętym jako darze osobowym, ponieważ Jego obecność w sercu jest tożsama z otrzymaniem nowego życia. Jeśli człowiek ma być usprawiedliwiony, jeśli przezwyciężony ma być grzech pierworodny, to przez dar nowego życia, przez przyjście Ducha Świętego, który usprawiedliwia i obmywa. Jego dary są oczywiście ważne, ale są czymś wtórnym, co przyjdzie później i ma sens tylko po przywróceniu godności naruszonej przez grzech pierworodny.

Powiedział Ksiądz o grzechu, który jest odrzuceniem Chrystusa, a jego przezwyciężenie jest przyjęciem wiary dzięki Duchowi Świętemu. Papież wspomina o grzechu niewiary. Czy można mówić o grzechu niewiary, skoro mówimy, że wiara jest darem?

Na pewno można mówić o grzechu niewiary, natomiast nie mamy prawa mówić o niewierzącym jako grzeszniku. Czymś innym jest bowiem obiektywne mówienie o grzechach, a czym innym rozsądzenie, czy konkretny człowiek tego grzechu jest winien. To może uczynić tylko Bóg. W nauczaniu Kościoła jest i apel o głoszenie Dobrej Nowiny, i przypomnienie o tym, że wiarę trzeba pielęgnować, czyli ją rozwijać. Nie ma natomiast żadnego uprawnienia do osądzenia niewierzącego jako grzesznika. Niewierzący nie ma być przedmiotem sądu, lecz ewangelizacji.

Jaki jest obiektywny związek między niewiarą a grzechem?

W encyklice pada sformułowanie, że grzech jest tylko jeden — niewiara. Wszystkie inne grzechy z niej wynikają. Możemy mieć pewną trudność, jeśli wiarę rozumiemy jako intelektualne przyjęcie obiektywnych prawd. Wiara rozumiana na sposób biblijny to taka, którą wykazali się Abraham, Maryja czy Szaweł. Oznacza ona pójście za Osobą. W takim sensie Jan Paweł II przeciwstawia uleganie Duchowi Świętemu, który pociąga, opieraniu się Jemu, pójściu w inną stronę. Papież przypomina — w trochę innych sformułowaniach — że w Listach apostoła Pawła nazywa się te postawy terminami „człowiek zmysłowy” — „człowiek duchowy”, „uleganie pożądaniu ciała” — „uleganie pożądaniu ducha”. Wszystkie inne grzechy wynikają z niewiary w to, że istnieje Bóg, albo w to, że droga Boża jest dla mnie najlepsza. Jest to niewiara w to, że przykazania Boże, Jego zalecenia, błogosławieństwa są dla mojego dobra, że będzie dla mnie lepiej, kiedy będę posłuszny im, a nie własnym zachciankom. Grzech niewiary można nazwać współczesnym językiem grzechem nieufności, bo biblijna wiara to w dużej mierze synonim ufności w istnienie Boga i w Jego dobre wobec nas zamiary.

Jaka jest w tym rola posłuszeństwa? Grzech pierworodny polegał przecież na nieposłuszeństwie, na przekroczeniu zakazu Boga.

Po–słuszeństwo — warto rozbić to słowo na części, żeby usłyszeć najpierw rdzeń słuchania Ducha Świętego, a potem po–słuchania, a zatem pójścia za tym, co się usłyszało od Ducha Świętego. Posłuszeństwo nie może być rozumiane jako bierne podporządkowanie się abstrakcyjnym regułom, tylko jako aktywne pójście za głosem Ducha Świętego. Chrześcijaństwo posłuszne Duchowi Świętemu jest przygodą, jest pójściem za wołaniem głosu osoby. W tym sensie można mówić o posłuszeństwie Abrahama, Maryi i Szawła i trudno ukryć, że ich życie jawi się jako najwspanialsza przygoda w Bogu.

Zanim jeszcze przejdziemy do nowego życia w Duchu Świętym, chciałbym wrócić do wątków, które wcześniej się pojawiają w encyklice. Papież pisze o ojcowskim żalu Boga po grzechu pierworodnym, który idzie tak daleko, że padają w Biblii słowa: „Żal, że stworzyłem człowieka”. To jest wstrząsający fragment, po pierwsze, ze względu na żal związany ze stworzeniem człowieka, a po drugie, ze względu na widoczny ból Boga, cierpienie Boga. Czy mógłby Ksiądz to zdanie skomentować?

To zdanie Boga ze Starego Testamentu staje się zrozumiałe dopiero w świetle Nowego Testamentu. Czy Pan Bóg żałuje, że stworzył człowieka, i wobec tego chciałby odwołać stworzenie, czy też Pan Bóg żałuje, że tak potoczyły się losy stworzonego człowieka, a żal przemienia się w miłość? To jest kulminacja żalu Boga nad tym, że jego stworzenie od Niego odeszło: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał”. Pewnie można dodać — patrząc już na popaschalne dzieje zbawienia — że również tak umiłował świat, iż Ducha swojego dał, aby przebywał w ludziach i ich prowadził.

Papież pisze o wylaniu Ducha jako nowym początku. Czy nowym początkiem jest wcielenie czy zesłanie Ducha Świętego?

Z całą pewnością pada stwierdzenie, że miejscem narodzin Kościoła był Wieczernik i wylanie Ducha Świętego. Może z takim charakterystycznym rozróżnieniem, że Duch Święty działał wcześniej wśród ludzi, a od Dnia Pięćdziesiątnicy zamieszkał w ludziach. To ważne rozróżnienie, czy Duch jest pomiędzy ludźmi czy w ich sercach. W tym sensie jest to istotnie nowe zamieszkanie i nowe wylanie Ducha Świętego. Papież przypomina, że Kościół kontaktuje się z Duchem Świętym nie na sposób abstrakcyjnej refleksji, lecz na sposób historyczny, wylanie Ducha Świętego odnawia się więc nieustannie. Gdyby tu chodziło tylko o przebywanie Ducha Świętego pomiędzy ludźmi, to pewnie jednorazowe wylanie by wystarczyło. Jeśli ma On przebywać w ludziach, to siłą rzeczy każde pokolenie musi się otworzyć tak samo, jak pierwsze na Jego wylanie.

Jan Paweł II przypomina o dwóch zasadniczych rodzajach nieustannej Pięćdziesiątnicy — pierwszą, najważniejszą i tak przedstawioną w encyklice jest Pięćdziesiątnica sakramentalna. Opisuje ją w takiej strukturze: apostołowie napełnieni Duchem Świętym zostawiają po sobie następców, czyli biskupów. Dar Ducha Świętego zostaje przekazany nie tylko tym konkretnym następcom, ale w łańcuchu przekazywania daru episkopalnego także następnym. Papież przypomina, że biskupi, konsekrując prezbiterów, też przekazują Ducha Świętego, a poprzez chrzest i bierzmowanie jest On udzielany wszystkim chrześcijanom. Sakramentalne przebywanie Ducha Świętego nie jest więc zamknięte w kręgu episkopatu, który utrwala urząd apostołów, prezbiteratu, który rozprowadza urząd biskupów, ale w całym ludzie Bożym. Nie jest to dar elitarny, jest powszechny i dostępny dla każdego chrześcijanina.

A drugi rodzaj nieustannej Pięćdziesiątnicy?

Opisany jest też nurt egzystencjalny — otwierania się na dar. Mamy przecież do czynienia nie z rzeczą, ale z osobą. Osobę możemy coraz częściej spotykać, by coraz szerzej otwierać serce na jej działanie. To byłby wątek charyzmatyczny i egzystencjalny, który nie jest tak bardzo eksponowany w encyklice, ale jednak jest w niej obecny.

Co oznacza „otwarcie się na Ducha Świętego”?

Odwołałbym się do nauczania Ojców Kościoła. Wielu z nich mówiło, że serce człowieka jest podobne do naczynia, w którym Duch Święty jest obecny na mocy chrztu i bierzmowania, ale naczynie to może stać się większe. Im większe się stanie, tym więcej można w nim zmieścić. I mówili przez analogię — sposobem rozszerzania pojemnika serca jest pomnażanie wiary. Jeśli człowiek będzie dwa razy więcej wierzył, to Duch Święty będzie mógł w nim dwa razy mocniej działać i będzie mógł go dwa razy więcej wypełnić. Wiara nie ma kresu, zawsze może wzrosnąć, dlatego otwieranie się na Ducha Świętego nie powinno mieć nigdy kresu. Byłoby karygodnym błędem, gdyby chrześcijanin powiedział sobie: skoro jestem ochrzczony i bierzmowany, to nie potrzebuję otwierać się na głębsze i szersze działanie Ducha Świętego we mnie. To by przeczyło zupełnie podstawowym zasadom liturgii — doroczna liturgia paschalna prowadzi do dorocznej liturgii zesłania Ducha Świętego właśnie po to, by w jej czasie prosić nie tylko o nowe dary Parakleta, ale nawet o Jego nowe przyjście do Kościoła Bożego, a więc do wszystkich ochrzczonych.

Jakie konsekwencje powinno mieć to ciągłe otwieranie się na przyjście Ducha Świętego?

Jeżeli wzorcem życia dla Kościoła aż po koniec czasów mają być Dzieje Apostolskie, to odpowiedź jest bardzo prosta — konsekwencją zstąpienia Ducha Świętego na apostołów było wygłoszenie nauczania o sensie krzyża Chrystusa, o Jego zmartwychwstaniu, i życie tymi prawdami. Człowiek, który szerzej otwiera się na Ożywiciela, w głębszy sposób zaangażuje się w misję Kościoła. Będzie się to działo na wiele sposobów, przecież głosić można różnie — na sposób katechetyczno–homiletyczny, przez sposób życia, głosić można w swojej pracy zawodowej czy w rodzinie. To już każdy rozeznaje pewnie też w Duchu Świętym, w swoim osobistym życiu, ale logika wydarzeń musi być taka: mocniejsze przyjęcie Ducha Świętego, które umożliwiłem przez wzmocnienie mojej wiary, ma owocować moim głębszym włączeniem w misję. Jest nią głoszenie, że Jezus żyje, że odpuszcza grzechy i że dar Ducha Świętego może ogarnąć innych.

Jakie miejsce w życiu Duchem Świętym ma rzeczywistość moralna? Papież wyraźnie mówi o sumieniu, o Duchu Prawdy, który pokazuje dobro i zło, o zmaganiu pomiędzy człowiekiem cielesnym a duchowym…

Zmaganie między człowiekiem cielesnym a duchowym oczywiście zaczyna się od podstawowych i oczywistych przykazań, co wolno, a czego nie wolno, ale na tym się nie kończy. Prowadzi w sposób ciągły do uległości Duchowi Świętemu. Zachowywanie pełni prawa ewangelicznego nie jest możliwe bez mocy Ducha Świętego. Ryzykiem byłoby zredukowanie chrześcijaństwa do moralności, a Jezusa Chrystusa do kolejnego głosiciela wzniosłych zasad moralnych. Głosi On wzniosłe zasady moralne, to prawda, ale również udziela mocy do ich wypełnienia. Kto wie, czy tutaj nie leży jedno z głównych źródeł niemocy wielu chrześcijan — wiele słyszeli o wymaganiach ewangelicznego życia, ale mało słyszeli o źródle mocy do ich spełnienia. Popatrzmy na prosty przykład. Małżeństwo chrześcijańskie ma być odzwierciedleniem relacji między Chrystusem a Kościołem. To są bardzo wzniosłe, wymagające i trudne zadania. Co będzie, jeśli narzeczeni nie usłyszą albo nie uwierzą, że jest w ich życiu dostęp do mocy, która im to umożliwia? Co będzie, jeśli ostatnie słowa ślubowania małżeńskiego „Tak mi dopomóż Bóg” potraktują jako formułkę, jako zwyczajowe zakończenie tylko ludzkich przyrzeczeń, zamiast potraktować je tak: „Panie Boże, tylko mocą Ducha Świętego, którego ześlesz, jest możliwe przeżycie w pełni tajemnicy chrześcijańskiego małżeństwa”. Nie wystarczy mówienie o moralności, koniecznie trzeba je dopełnić nauczaniem o źródle siły do wypełniania zasad moralnych. Encyklika o Duchu Świętym jest pełna zapewnień, że jest On darowany jako, owszem, pokazujący prawdę, owszem, jako oświecający, ale także jako moc uzdalniająca do życia Ewangelią…

…w której człowiek realizuje się jako bezinteresowny dar z siebie.

Jeśli Duch Święty jest przede wszystkim darem osobowym i przebywając w człowieku, będzie upodabniał człowieka do Jezusa i do siebie, to będzie też uzdalniał człowieka do bezinteresownego daru z siebie. I może dzięki tej encyklice, dzięki temu, że mało jest o charyzmatach, łatwiej nam odczytać najważniejsze działanie Ożywiciela, mianowicie prześwietlanie od wewnątrz człowieka, tak, żeby upodobnił się w swoich postawach do Jezusa Chrystusa. W tym sensie najbardziej widoczną manifestacją działania Ducha Świętego będą takie osoby, jak Matka Teresa z Kalkuty, człowiek, który na oczach całego świata stawał się darem, darem z siebie dla innych. Im bardziej człowiek święty, tym bardziej to widać gołym okiem.

Jeśli chcemy się upodobnić do Pana Jezusa, musimy tak zaufać, tak wsłuchać się w Ducha Świętego, że rodzi się pewność wskazanej przez Niego drogi.

Jest nawet takie sformułowanie w encyklice, że człowiek ze swojej natury jest podobny do Boga, zupełnie niezależnie od jego wiary, ale — przypomina Papież — tylko w Duchu Świętym to podobieństwo może dojść do swego szczytu. Człowiek jest powołany do rozwijania tego podobieństwa.

Ksiądz powiedział, że ważna jest moralność i przykazania, ale potrzeba mocy. Tymczasem Papież pisze, że w dzisiejszym świecie pomieszanie zaczyna się już na poziomie zakazów, nakazów, określania, co jest dobre, a co złe.

Tak, musimy się cofnąć o jeszcze jeden krok. Rozważaliśmy już sytuację ludzi, którzy wiedzą, co jest dobre, a co złe, ale nie są pouczeni o tym, że mają dostęp do obecności Boga w swoim sercu jako chrześcijanie. Zauważamy jednak, że ważnym problemem jest pomieszanie pojęć moralnych. Przytaczany jest w encyklice fragment z nauczania Jezusa z Ewangelii Janowej: Duch Prawdy będzie nieustannie przypominać o nauczaniu Ewangelii, ale także o czymś jeszcze bardziej fundamentalnym. Papież wraca do problemu ateizmu, który jest wyrzeczeniem się Boga w pierwszym etapie z intencją ratowania godności człowieka. Jan Paweł II już wtedy, kilkanaście lat temu, wypowiedział słowa, które sprawdzają się na naszych oczach, że zanegowanie istnienia Boga prowadzi zarówno w teorii, jak i w praktyce do zanegowania człowieczeństwa. Wiele współczesnych teorii filozoficznych czy nieuprawnione przedłużenie nauk przyrodniczych kończy się wnioskiem: nie istnieje specyfika człowieka. Wydaje się, że człowiek w takich wizjach niewiele różni się od zwierząt, od pozostałej części przyrody. Niestety przenosi się to także na działania praktyczne. Najbardziej chyba rozpowszechnione jest naruszanie świętości życia u jego początku i u jego kresu, czyli kwestie poszanowania życia nienarodzonych i życia ludzi starszych.

Dlaczego sumienie jest znakiem godności człowieka, skoro ateiści mówią, że to niewiara świadczy o godności człowieka?

Godność człowieka przejawia się w różnych sferach: fizyczno–zmysłowej, uczuciowej, rozumowej i duchowej. To, co go wyróżnia od pozostałych stworzeń, zaczyna się w miejscu działania rozumu i sumienia. Umiejętność odróżniania dobra od zła jest także świadectwem wyniesienia człowieka ponad pozostałe stworzenia. Zanegowanie tego wyniesienia prowadzi do degeneracji człowieka i gubienia świętości życia. Zaczyna być ona przez mentalność redukcyjną „podgryzana od końców” — od czasów przed narodzeniem i od czasów przed śmiercią. Kiedy to podgryzanie dojdzie do końca, świętość zaniknie zupełnie.

Sumienie jest naturalną, czyli wrodzoną częścią natury ludzkiej, ale jest również sanktuarium, w którym Duch Święty kontaktuje się z każdym człowiekiem niezależnie od jego wiary, bo nie tylko chrześcijanin jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, ale każdy człowiek. Dobra Nowina Starego Testamentu, Dobra Nowina o stworzeniu mówi, że Bóg tchnął swego Ducha na każdego człowieka i pozwolił mu poprzez sumienie odróżniać dobro od zła.

Jeżeli człowiek może współpracować z Duchem prawdy, jakie powinien podjąć działania, aby zachować niezakłamane sumienie? Papież mówi, że „mistrzowie podejrzeń”, niewiara, ateizm teoretyczny czy praktyczny, często je zakłamują.

W Liście do Rzymian w rozdziale II czytamy, że sumienie to myśli oskarżające i uniewinniające na przemian, a więc dobro i zło w każdym człowieku. Św. Paweł mówi także o nienaruszalności i świętości każdego sumienia, nawet tego, które należy do słabego brata. Sumienia nie wolno pogwałcić i przymuszać wyborów. W 1 Liście do Koryntian Apostoł przypomina także o obowiązku kształtowania sumienia, konfrontowania go z nauczaniem Bożym. Konsultacja z nauką Bożą nie może być tylko osobista, musi być równocześnie konsultacją z Kościołem. Jest więc kilka poziomów troski o właściwe wybory sumienia: troska bardzo osobista, bym był wierny temu, co sumienie mówi mi dziś; troska o to, co mi mówi na przyszłość, otwieranie się na działanie Ducha Świętego, i troska społeczna, aby nasłuchiwać Kościoła. Te wszystkie poziomy muszą się zbiegać nieustannie w jedno. To wszystko już jest u św. Pawła i Jan Paweł II nie robi nic innego, jak tylko powtarza biblijną naukę apostołów o sumieniu.

Papież pisze o takim wyrzucie sumienia, który przemienia się w zbawczą miłość. Można zatęsknić za takim wyrzutem sumienia, ale czy można się go nauczyć?

Tak. W liturgii jest nawet takie paradoksalne wezwanie: Felix culpa — „wina szczęśliwa”, czyli grzech, który sprowadził spowodowane miłością działanie Boga. Kiedy człowiek patrzy wstecz na swoje życie, oprócz własnych grzechów widzi Boże przebaczenie — odpowiedź na jego upadki i na jego potrzebę miłosierdzia. W tym sensie wszystko może prowadzić ku dobremu. Także doświadczenie grzechu, który spotkał się z miłosierdziem, z uświęceniem. Ono może być jak trampolina.

Mówimy cały czas o nowym życiu w Duchu Świętym. Czy Paweł nie deprecjonuje ciała, rozróżniając człowieka duchowego od człowieka zmysłowego? Człowiek jest przecież integralną całością.

Już po raz kolejny w naszej rozmowie spotykamy się z pewnym kłopotem. Otóż niektóre określenia zmieniły swoje pole znaczeniowe przez ostatnie dwa tysiące lat. Dzisiaj słowo „ciało” wiążemy z organizmem człowieka, przez słowo „duch” zaś rozumiemy to, co jest od organizmu niezależne. To są bardzo popularne skojarzenia. Jeżeli chcemy zrozumieć myśl Papieża i nauczanie Kościoła, musimy wrócić do myśli Pawłowej, w której skojarzenia są inne. Kiedy Apostoł mówi o dążności ciała, to nie ma na myśli dążności organizmu. Ma na myśli grzech, który może być cielesny w takim znaczeniu, jak my to rozumiemy, np. nieczystość czy pijaństwo. Może to być jednak także grzech niekojarzący się nam z cielesnością, np. zazdrość albo nienawiść. Św. Paweł nazywa uczynkami ciała także niewłaściwe zachowania religijne, np. bałwochwalstwo, czary. Widzimy, że dążność ciała to nie tyle organiczna część natury ludzkiej, ile raczej ta część, która nie jest prześwietlona przez Ducha Świętego. Wszystko jedno, czy to dotyczy cielesności w naszym rozumieniu, czy uczuciowości, czy rozumu, czy sfery duchowej. Wszystkie poruszenia tych sfer, o ile nie będą prześwietlone obecnością Ducha Świętego, zasługują na określenie „uczynki ciała”.

Czyli dobre uczynki, które nam się kojarzą z cielesnością, też są duchowe…

„Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, na chwałę Bożą czyńcie”. Ciekawe, że o takich cielesnych sprawach mówi św. Paweł i że to jako pierwsze mu się skojarzyło — jedzenie i picie. To też bardzo starotestamentowe myślenie. To też Dobra Nowina Starego Testamentu — przecież jednym ze sposobów kontaktowania się z Bogiem w Starym Testamencie był udział w stworzeniu. Ofiary składane Panu Bogu z reguły wiązały się z ucztą, czyli ze wspólnotowym spożywaniem darów Bożych.

Wspomniał Ksiądz, że znakiem cywilizacji śmierci jest uderzanie w życie. Jakie inne syndromy cywilizacji śmierci, które są zagrożeniem dla życia duchowego, ukazuje Papież?

Oprócz godzenia w życie już istniejące, dość powszechna jest postawa zamykania się na nowe życie, podejrzliwość wobec niego, wyrzekanie się pragnienia posiadania dzieci w rodzinach. Patrząc w skali globalnej, wydaje się, że przodują w tym niestety społeczeństwa, które w sensie kulturowym można by określić jako chrześcijańskie czy katolickie. To wszystko są przejawy kultury śmierci. Chcę jednak podkreślić, że Papież zajmuje się kwestią cywilizacji czy kultury śmierci tylko po to, by przejść do rozważań o cywilizacji życia. Jan Paweł II nie jest więc — jak przedstawiają go niektórzy publicyści — ponurym prorokiem strasznej współczesności. Jest radosnym zwiastunem dobrej przyszłości. Tyle, że jest zwiastunem pełnym realizmu, dlatego główny nacisk kładzie na potrzebę tworzenia kultury życia.

Powtórzyłbym pytanie o zagrożenia dla życia duchowego.

Papież wskazuje między innymi na materializm. Encyklika powstała pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy dużo większe niż dzisiaj obszary świata były opanowane przez rządy marksistowskie, propagujące materializm historyczny i dialektyczny. Ten nurt negował istnienie Boga, wyrzucał Go z sumień ludzkich. Papieskie wołanie było bardzo potrzebne. Na pewno część przemian, które doprowadziły do upadku materialistycznych systemów ateistycznych w Europie, to skutek nauczania Jana Pawła II.

Co można powiedzieć na temat praktycznego materializmu? Jest on dzisiaj chyba bardziej realnym zagrożeniem niż ten dialektyczny, marksistowski?

Tak, państwa rządzone przez ateistyczny marksizm to rzeczywistość od nas odległa, także geograficznie. Natomiast materializm praktyczny — postrzeganie sensu istnienia ludzkiego w konsumpcji, w powodzeniu — jest coraz większym zagrożeniem dla Europy i dla świata. Papież mówi, że pokusa materializmu i konsumpcjonizmu bierze się z pogoni za źle rozumianą radością. Mylimy radość z rozrywką. Rozrywka ma miejsce wtedy, gdy człowiek spotyka się ze swoim wytworem, a radość — gdy spotyka się z darem Bożym. Może być też radość z takiego daru Bożego, jakim jest stworzenie, jakim są dary materialne, ale przyjmowane jako dar Boży, przeżywane jako część natury, w której żyjemy i którą Pan Bóg człowiekowi sprezentował.

Znamienne, że encyklika kończy się nauczaniem o radości powołującym się na bardzo ważny dokument Pawła VI, adhortację o radości Gaudete Domino. Ten dokument przypomina, że istnieje radość w Duchu Świętym, której oczywiście nie należy wyobrażać sobie jako radości oderwanej od darów Bożych czy przeciwstawionej radości z nich.

Zanim Papież powie o tej radości, mówi jeszcze o Eucharystii i modlitwie jako o przestrzeniach działania Ducha Świętego.

Tak, przedstawia Eucharystię jako spotkanie Ojca i Syna w Duchu Świętym. Mamy więc obiektywny dostęp do działania Ducha Świętego, niezależny od naszych wzlotów serca. Musimy tylko uwierzyć w Bożą obietnicę, że Duch Święty będzie nam dany. Z kolei modlitwa ma nam przypominać na co dzień, że Duch Święty nie jest czymś, ale kimś. Nigdy nie będę właścicielem Ducha Świętego. Jeśli zabraknie odnawiania relacji osobowej z Duchem Świętym, to zaniknie kontakt z Bogiem.

Jakie praktyczne wnioski powinniśmy wyciągnąć z tej encykliki?

Należałoby odwołać się do faktu Wielkiego Jubileuszu roku 2000. Czym jubileusz miał być? Czy rocznicą podobną do tych, które się świętuje w państwach czy partiach, czy też miał być przypomnieniem, że Kościół jest dziejącą się historią? Kościół ma swoje dzieje apostolskie i Wielki Jubileusz to nie rocznica, tylko wejście do wieczernika. Tam wchodzi się po to, by Duch Święty zaczął działać. Ożywiciel działa w taki sposób, by wyprawić Kościół ku nowym celom. Encyklikę Dominum et vivificantem należy czytać w kontekście listu Novo millennio ineunte, który mówi, że Kościół śmiało ma wypłynąć na ocean przyszłości. Najważniejszym orędziem, które płynie z tego dokumentu, jest wezwanie, by chrześcijanie nabrali odwagi, by poczuli się w żywym organizmie Kościoła jak w łodzi, która płynie ku nieznanej przyszłości. Nie jest ona groźna czy ponura, choć jest trudna, jest wyzwaniem dla śmiałków. Ważne, by to wołanie nie rozpłynęło się w ogólnokościelnej powszechności, ale było przełożeniem na doświadczenia Kościoła lokalnego, każdej parafii, każdego ruchu, każdego człowieka. Każdy musi odpowiedzieć na wezwanie „Weźmijcie w darze Ducha Świętego”. Nie ma to być akt jednorazowy, musi się rozciągać na całe życie. W tym sensie można powiedzieć, że każdy chrześcijanin ma mieć swoje dzieje apostolskie, czyli życie w Duchu Świętym.

Dar nieustannej Pięćdziesiątnicy
Andrzej Siemieniewski

urodzony w 1957 r. – polski duchowny rzymskokatolicki, profesor nauk teologicznych, wykładowca teologii duchowości na PWT we Wrocławiu, biskup pomocniczy wrocławski od 2006 roku. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1985 roku....

Dar nieustannej Pięćdziesiątnicy
Paweł Kozacki OP

urodzony 8 stycznia 1965 r. w Poznaniu – dominikanin, kaznodzieja, rekolekcjonista, duszpasterz, spowiednik, prowincjał Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego, publicysta, wieloletni redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”....