Dawaj, klecho, kasę!

Dawaj, klecho, kasę!

W ostatnich latach nie brakowało napadów rabunkowych na księży. Niekiedy owe rozboje kończyły się zamordowaniem kapłana na plebanii. Czasem polegały na tym, że chodzącemu po kolędzie duchownemu wyrostkowie z okrzykiem: „Dawaj, klecho, kasę!”, wydzierali z dłoni teczkę i uciekali. Tak postępują zbrodniarze i chuligani. Są jednak inni, grzeczni i kulturalni, którzy też próbują zabrać księżom i różnym podmiotom kościelnym pieniądze. Do takich należy poseł SLD Jerzy Wenderlich. Z wyrazem twarzy upadłego ministranta Wenderlich opowiadał o tym, jak to w kryzysie powinniśmy rezygnować z luksusów, zachwycał się ostatnią encykliką Benedykta XVI i wzywał kapelanów do zrezygnowania z pensji.

Jest wielce prawdopodobne, że Wenderlicha zainspirowała nie tyle papieska encyklika, co wypowiedź Lecha Wałęsy, który zapewnił, że nie kupi komórki od ojca Rydzyka, ponieważ „od ludzi Kościoła oczekuje wiary i modlitwy, a nie ekonomicznych rozwiązań”. Rzeczywiście, taki kapelan szpitala mógłby zrezygnować z „ekonomicznych rozwiązań”, czyli z przysługującej mu pensji, a intensywna modlitwa powinna zastąpić u niego skądinąd niestosowne dla księdza potrzeby jedzenia, podróżowania oraz płacenia różnych rachunków. Zimą ogrzałby się wiarą. Wenderlich objawił, że księża powinni pełnić posługę kapelanów „z miłosierdzia dla cierpiących, a nie dla pieniędzy”. A może by tak posłowie SLD zrezygnowali nie tylko z trzynastki, ale ze wszystkich pensji w roku, bo czyż nasi wybrańcy nie mogliby pracować z czystej miłości do narodu? Szczególnie ci, którzy uczyli się umiłowania Polski i Polaków jeszcze w szeregach PZPR.

Poseł Wenderlich stwierdził, że kapelani zarabiają więcej niż pielęgniarki i lekarze, a mianowicie ok. 4–5 tys. złotych. Tak się składa, że doskonale wiem, ile zarabiają kapelani zatrudnieni na pół etatu lub cały etat. Dlatego stwierdzam, że rewelacje Wenderlicha to wierutne kłamstwa. Poseł SLD przekonuje ponadto, że kapelan może zrezygnować z pensji, ponieważ i tak sobie poradzi, zbierając na tacę itp. Nie wie tylko, że pełnoetatowy kapelan nie ma po prostu czasu, by pracować w parafii. Może w parafii pomagać, ale nie da się pogodzić pracy w pełnym wymiarze w szpitalu i w parafii. Taki kapelan bez pensji musiałby być przez kogoś utrzymywany. Przez kogo? Może posłowie SLD robiliby zrzutkę?

Słuchając Wenderlicha i czytając różnych komentatorów, którzy za Lechem Wałęsą postulowali Kościół wolny od trosk ziemskich, a zajęty jedynie ślęczeniem na kolanach, myślałem sobie, czy więcej w tego rodzaju wypowiedziach głupoty, czy też cynizmu. A może tylko niewiedzy co do realnego funkcjonowania Kościoła, który z administracyjnogospodarczego punktu widzenia jest sumą różnych podmiotów: diecezji, parafii, sanktuariów, zakonów, szkół, ośrodków, stowarzyszeń, fundacji itd. Prowadzą one różnego rodzaju działalność, różnie są finansowane oraz umocowane w porządku prawnym. Są takie rodzaje działalności, które zarabiają na siebie, a nawet mają pewne nadwyżki. Jeśli np. jakiś zakon prowadzi dobrze prosperujące wydawnictwo, to przynosi ono zysk. Są jednak i takie działania, które ze swej natury muszą być dofinansowywane. Działalność charytatywna jest tutaj oczywistym przykładem. Ale wiadomo też, że na przykład kościelne rozgłośnie radiowe, które nie mają przecież komercyjnego charakteru, wymagają niejednokrotnie finansowego wsparcia. A co z duszpasterstwem dzieci i młodzieży, które – szczególnie latem – wymaga dotacji finansowych? A co z formacją seminarzystów? Troska o utrzymanie często zabytkowych nieruchomości też wymaga pieniędzy. Jest zatem oczywistą oczywistością – jak mówi klasyk – że Kościół musi podejmować różnego rodzaju działalność gospodarczą, która będzie przynosić zyski. Moralizowanie, że nie powinien się zajmować biznesem, a jedynie wznosić modlitwy do Bożej Opatrzności, to czysta hipokryzja.

Kościół poprzez różne swe kanały przeznacza olbrzymie sumy na różnego rodzaju pomoc charytatywną. Szkoda, że media nie są tą działalnością zainteresowane. Jakiś konflikt między parafianami a proboszczem w Pcimiu Dolnym jest okazją do wizyty telewizyjnej ekipy, ale informacja, że Caritas przeznaczyła w 2008 roku na projekty pomocowe 384 mln złotych jest dziwnie pomijana. Wśród tych projektów są projekty krajowe i zagraniczne, na które składają się: wspieranie dzieci z biednych rodzin, osób niepełnosprawnych i starszych, bezdomnych, migrantów, a także poszkodowanych w kataklizmach, działalność szpitalna i edukacyjna, głównie w krajach Afryki i Azji. Warto też zauważyć, że Caritas na własne potrzeby (administracja, działalność szkoleniowa, promocja itd.) wydaje nie więcej niż 7 proc. zebranych kwot, a to jest mniej niż w wielu innych organizacjach charytatywnych.

Nie przeczę, że są duchowni, którzy grzeszą chciwością, ale uważam również, że od 1989 roku dorabia się Kościołowi gębę kułaka, a przecież w III RP to zupełnie kto inny wzbogacił się na tzw. majątku narodowym. Manipuluje się społecznymi nastrojami, aby jakiekolwiek uczciwe starania podmiotów kościelnych o pieniądze uznać za niestosowne. A „pożyteczni idioci” dają się manipulować.

Dawaj, klecho, kasę!
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....