Dlaczego dzieci doprowadzają nas do szału?

Dlaczego dzieci doprowadzają nas do szału?

1. Bo gubią legitymacje szkolne. Zazwyczaj dowiadujemy się o tym godzinę przed rodzinną podróżą. Podróżą pociągiem, rzecz jasna, bo przecież, gdy jedziemy samochodem czy lecimy samolotem, legitymacja potrzebna nie jest. Wtedy dokument ów leży sobie spokojnie w szufladzie, tam gdzie zawsze. Gdy wybieramy się koleją, ginie w tajemniczych okolicznościach. Dzieci robią wielkie oczy, rozkładają ręce i mówią: nie ma. A my musimy wysupłać dodatkowy grosz na pełny bilet, bo przecież żaden konduktor nam nie uwierzy, że dziewczynka o wzroście 145 cm, z kucykiem na głowie i w trampkach na nogach, czytająca namiętnie Harry’ego Pottera, chodzi do szkoły i zniżka jej się należy. Nie ma legitymacji? Nie ma zniżki.

2. Bo zapominają wziąć do szkoły podręcznik, zeszyt, pracę domową. Niestety, mają też komórki i mogą do nas zadzwonić, aby poprosić o „podwózkę” podręcznika/zeszytu/pracy domowej i zostawienie ich „u pani woźnej”. Nie, nie proszą – dzieci każą nam to zrobić, wrzeszcząc do telefonu tak, jakby to była nasza wina. Nie pozostaje nam wtedy nic innego, jak tylko wsiąść do samochodu, zawieźć podręcznik/zeszyt/pracę domową do pani woźnej i ustrzec naszą pociechę przed „jedynką”. Aha, jeszcze jedno: nie oczekujmy podziękowań ze strony syna lub córki po ich powrocie ze szkoły. Przecież ratowanie ich z tego typu opresji jest naszym psim obowiązkiem.

3. Bo trudno ich oderwać od ekranów. Nieważne: komputer, Play Station czy telewizor. Zawsze usłyszymy: „Zaraz”. „Czy mógłbyś już skończyć i nakryć do kolacji?”. „Zaraz”. „Czy mógłbyś wyciągnąć naczynia ze zmywarki?”. „Zaraz”. „Czy mogłabyś zrobić angielski?”. „Zaraz”. Z wielkim trudem przychodzi im naciśnięcie jednego klawisza czy guziczka. Ociągają się, przedłużając ten moment w nieskończoność. „Jeszcze 10 minut. Mogę?”. „Jeszcze 15 minut. Pozwolisz mi?” – pytają, robiąc wielkie, kocie oczy. A my? My oczywiście ulegamy. Nakrywamy do stołu, wkładamy brudne naczynia do zmywarki, jesteśmy nawet gotowi zrobić za nasze dziecko ćwiczenia z matematyki i pouczyć się angielskich słówek. Jest jeszcze jedno wyjście: można wyłączyć korki w całym domu.

4. Bo jedzą za dużo/za mało. Potrafią nie zjeść śniadania („Odchudzam się”), odmówić obiadu („Mam brzuch. Koleżanki się ze mnie śmieją”), po czym ze spokojnym sumieniem pochłaniają mleczną czekoladę, paczkę paluszków i torebkę orzeszków w miodzie. Odchudzają się, ale w sobotni wieczór usłyszymy od nich: „Tato, a może byś skoczył do sklepu po coś do chrupania? Wypożyczyliśmy dobry film. Sam rozumiesz, przecież nie będziemy go oglądać tak bez niczego. Może chociaż precelki?”. Narzekają na nieistniejące zwały tłuszczu, ale nie mogą się oprzeć puszystej bułce z nutellą. A spróbujcie namówić swojego ukochanego nastolatka do zjedzenia jakiejkolwiek surówki! (chyba że będzie to surówka z marchwi, z dużą ilością cukru i śmietany).

5. Bo nie interesują się własną przyszłością. „Ja nie muszę iść na studia. Mogę zostać szambiarzem. Są przecież szczęśliwi szambiarze”. Świetny dowcip – myślimy na początku, a potem, gdy okazuje się, że nasz syn nie żartuje, mina nieco nam rzednie. Po co mi niemiecki? Po co mi historia? Odpowiedź typu: „Bo wykształcony człowiek powinien mieć choćby minimalną wiedzę historyczną”, jest błędna. Należy raczej stwierdzić: „Bo będziesz miał/miała z tego test”. Ja nie mam nic przeciwko szambiarzom (w innej wersji pojawiał się szczęśliwy tramwajarz), ale jednak wolałbym, żeby mój syn został obrzydliwie bogatym bankierem, właścicielem kancelarii adwokackiej albo, w najgorszym wypadku, dentystą. Chyba nie mam – jako ojciec – zbyt wygórowanych oczekiwań, prawda?

6. Bo wolą facebooka i komórkę od własnej rodziny. Można kombinować na wiele sposobów: wspólny seans filmowy (obowiązkowo z precelkami), wieczorna partyjka tysiąca albo turniej scrabble’owy, uroczysta, rodzinna kolacja. Najczęściej jednak tego rodzaju atrakcje nie mają szans w rywalizacji z facebookiem. Tata przegrywa z friendsami, a mama z photo sharingiem. Scrabble przegrywają z nową strzelanką na nokii, a warcaby z sms-ową konwersacją z koleżankami.

Tak, dzieci doprowadzają nas do szału nieustannie i bezlitośnie. Ale dzięki nim wiemy, że żyjemy. I że nasze życie ma sens, bo wpajamy komuś do łba istotne wartości. Możemy się tylko pocieszyć, że nasze dzieci też będą miały swoje dzieci. Dobrze im tak! Hi, hi… 

Dlaczego dzieci doprowadzają nas do szału?
Marek Magierowski

urodzony 12 lutego 1971 r. w Bystrzycy Kłodzkiej – iberysta, absolwent hispanistyki na UAM, dziennikarz prasowy, polityk i dyplomata, od 25 czerwca 2018 r. ambasador RP w Izraelu.Karierę dziennikarską rozpoczynał w „Najwy...