Dlaczego… jeszcze?

Dlaczego… jeszcze?

Dwa zdarzenia z historii Rosji, które pragnę przytoczyć, mrożą krew w żyłach. Czy w historii innych narodów – również polskiego – nie miały miejsca zdarzenia podobne? Nie wiem.

Hitleryzm i bolszewizm — albo inaczej sowiecki komunizm — dwa najstraszniejsze zjawiska w dwudziestowiecznej historii, narodziły się tuż obok nas, za miedzą. Dotknęły nas, na różny sposób uczyniły swoimi ofiarami. Dlaczego pojawiły się w Niemczech i w Rosji? Na to pytanie winni nade wszystko odpowiedzieć Niemcy i Rosjanie 1 jednak odpowiedź nie może być dla nas obojętna.

Jeden z fundamentalnych problemów powojennej myśli niemieckiej należy określić następująco: jak hitleryzm mógł zaistnieć w Niemczech, w niemieckim narodzie? Jest to zagadnienie, obok którego nie przeszedł obojętnie bodaj żaden współczesny niemiecki myśliciel. Nie ma tu prostych rozwiązań i odpowiedzi: wielka niemiecka kultura i komory gazowe, niemiecka duchowość i holocaust — to zjawiska, które dzieli przepaść. Badacze starają się odnaleźć głębsze przyczyny hitleryzmu tkwiące w niemieckiej historii. Bez właściwej diagnozy zjawiska pozostanie otwarta możliwość popełnienia tych samych lub podobnych błędów w przyszłości.

Rosyjscy myśliciele emigracyjni, kontynuując tradycję WiechowDe profundis 2 od początku, którym była rewolucja bolszewicka i ich wypędzenie lub emigracja z kraju, szukali odpowiedzi na pytanie, jak i dlaczego upadła Rosja, oraz na bardziej fundamentalne: jak w Rosji, z jej blisko tysiącletnią chrześcijańską tradycją, mógł pojawić się bolszewizm. Jak w Rosji mógł zaistnieć najbardziej dziki, nieludzki, tak bardzo obcy europejskiej, a według Pomeranza i Awierincewa 3 również bizantyjskiej, tradycji system? Ten problem od czasu gorbaczowowskiej głastnosti zajmuje także umysły mieszkających w Rosji myślicieli. Prostych i jednoznacznych odpowiedzi brak. Znów przeszkadzają ideologie.

Rosjanom od czasów Wiechow udało się dokładniej sformułować problem. Pytają, w jakim stopniu bolszewizm i sowiecka historia stanowią kontynuację rosyjskiej historii, w jakim stopniu zaś oznaczają wyrwanie z niej. Czy bolszewizm, komunistyczny totalitaryzm jest prostym następstwem patriarchalnego samodzierżawia? Na ile — tak, na ile — nie? Pytania te są szczególnie ważne dziś, kiedy w niektórych środowiskach rosyjskich — również opiniotwórczych — odżyły sentymenty za niedielimoj Impierijej i dobrym cariom–batiuszkom. Były przecież obiektywne przyczyny, które spowodowały, że komunizm pierwotnie zaistniał w Rosji. Więcej, fenomen dwudziestowiecznego komunizmu na zawsze pozostanie związany z Rosją. Wyrośli z niej Lenin i Trocki, krwiożerczy Dzierżyński i Koba–Stalin, podobnie jak Mao, Kim Ir Sen i Pol Pot. Bez niej nie byłoby Bieruta, Bermana i Fidela Castro, Carlosa i Czerwonych Brygad oraz ich wzorowych uczniów i naśladowców. Dlaczego wszyscy wyrośli z Rosji?

Profesor Kucharzewski 4 nie ma wątpliwości: skończył się biały, a rozpoczął czerwony carat. Biały carat zrodził nihilizm, ten z kolei zrodził carat czerwony. Można się z tym zgodzić, argumentów będzie aż nadto. Można się nie zgodzić — i również dowodów nie zabraknie. Jednak żaden z poważnych badaczy zjawiska dwudziestowiecznego komunizmu nie ucieknie od konieczności poszukiwania rosyjskich korzeni bolszewickich potworności, które nade wszystko stały się udziałem rosyjskiego narodu, czyniąc z jego dzieci jednocześnie katów i ofiary. O ileż częściej ofiary niż katów.

Dwa zdarzenia z historii Rosji, które pragnę przytoczyć, mrożą krew w żyłach i zdają się potwierdzać tezy profesora Kucharzewskiego. Byłbym gotów je przyjąć jako poważny argument dowodowy, gdyby nie wątpliwość, czy w historii innych narodów — również polskiego — nie miały miejsca zdarzenia podobne. Nie wiem, nie chcę wydawać pochopnych sądów.

Przejdźmy do tych zdarzeń.

Nasza Maryna

Marynie Mniszchównie, żonie cara Dmitrija Samozwańca, polska historiografia poświęca niewiele miejsca. Ot, jeden z historycznych epizodów, i tylko polską dumę narodową — po blisko trzystu latach rosyjskiej dominacji na naszych ziemiach — mile łechcze fakt, że dłużej od Napoleona byliśmy na Kremlu. Ba, gdyby nie nasza głupota i krótkowzroczność, mieliśmy szansę zakorzenić się tam na jeszcze dłużej. Rosyjscy historycy i rosyjska pieśń gminna traktują tę sprawę o wiele poważniej.

O Marynie pisali najwybitniejsi rosyjscy historycy. Najpiękniejszy i bodaj najbardziej bolesny esej o tragicznych losach dziewczyny, która chciała być nową Dobrawą czy też świętą królową Jadwigą, napisał Mychajło Kostomarow. Ten wielki uczony i pisarz był jednym z ojców współczesnego języka ukraińskiego. To m.in. dzięki niemu przez stulecia ciemiężony i wynarodowiany ukraiński lud uwierzył w swoje istnienie. Zobaczył swoją historię, odnalazł korzenie i zapragnął sam decydować o swojej przyszłości. Cena, którą przyszło płacić Kostomarowowi za swoją ukraińskość, była wprost proporcjonalna do czasów, w których przyszło mu żyć.

Kostomarow

Urodził się jako nieślubne dziecko 4 maja 1817 roku w kozackiej słobodzie Jurasowka, w woroneżskiej guberni, w ostrogożskim ujeździe. Ojciec, Iwan, był właścicielem ziemskim. Matka pochodziła z ukraińskich chłopów pańszczyźnianych, oddana jednakże była na nauki do jednej z moskiewskich pensji. Już po urodzeniu Mykoły ojciec ożenił się z jego matką, ale chłopca formalnie usynowić nie zdążył. Tego zakochanego we francuskiej XVIII–wiecznej literaturze liberała zatłukli w 1828 roku jego poddani. Chłopiec tymczasem rósł pod okiem matki, o której milczą biografowie. Ukończył gimnazjum w Woroneżu i w 1833 roku wstąpił na charkowski uniwersytet.

Pierwsze uniwersyteckie lata określił z czasem jako nieuporządkowane, aż nadszedł 1835 rok i w murach uczelni pojawił się M. M. Łunin, profesor historii powszechnej. Pod jego wpływem młodziutki student oddał się z zapałem studiowaniu historii. Po krótkim epizodzie ze służbą w armii — tam właśnie podjął swoją pierwszą próbę twórczości historycznej, miały to być dzieje słobodzkich pułków kozaczych — powrócił do Charkowa i do Łunina. Zaczął uprawiać historię jakże różną od tej, którą zajmowano się powszechnie w ówczesnej Rosji. Nie były to losy państwa, lecz dzieje narodu i jego duchowości. Włóczył się po podcharkowskich siołach i szynkach, wsłuchiwał się w głosy prostego ludu, który używał języka ukraińskiego.

Wiosną 1838 roku wyjechał do Moskwy i tam, pod wpływem rosyjskiego romantyka, profesora Szewyriowa, zaczął pisać po ukraińsku. Swoje utwory podpisywał pseudonimem Jeremii Hałki. W latach 1839–1841 wydał dwa dramaty i kilka tomików wierszy. Oprócz własnych utworów tłumaczył na ukraiński wiersze poetów innych narodów.

W 1840 roku zdał egzamin magisterski, do 1842 roku zaś przygotował i wydał drukiem rozprawę doktorską noszącą tytuł O znaczeniu unii w Rosji Zachodniej. Gdy wyznaczono już termin publicznej obrony pracy, okazało się, że prawosławny arcybiskup charkowski Inokientij Borisow wniósł zastrzeżenia do niektórych zawartych w niej sformułowań. Określił pracę mianem gorszącej. Obronę odwołano, a carskie Ministerstwo Oświaty wyznaczyło cenzora — profesora Ustriałowa — który wydał o pracy taką opinię, że cały jej nakład polecono spalić. Po tym niepowodzeniu napisał Kostomarow drugą dysertację pod tytułem O historycznym znaczeniu ruskiej poezji ludowej i tę już bez przeszkód obronił na początku 1844 roku.

Potem pracował w gimnazjach Równego i Kijowa, od 1846 roku zaś wykładał historię Rosji na Uniwersytecie Kijowskim. Tam związał się z grupą młodych ukraińskich romantyków, którzy postanowili wprowadzić w czyn swoje marzenie o odrodzeniu ukraińskiej kultury. Był w tym gronie i Taras Szewczenko, ale był też i zdrajca. Na podstawie donosu studenta o nazwisku Pietrow wszyscy członkowie Towarzystwa świętych Cyryla i Metodego — tak nazwali młodzi Ukraińcy swój krąg — wiosną 1847 roku zostali aresztowani. Oskarżono ich o przestępstwo przeciwko państwu i skazano na różne kary — w tym procesie kary śmierci nie było. Kostomarow odsiedział rok w Twierdzy Pietropawłowskiej, a potem oddano go pod nadzór saratowskiej policji z jednoczesnym zakazem prowadzenia jakiejkolwiek pracy dydaktycznej i zakazem druku jego prac.

Te doświadczenia nie załamały go, wręcz przeciwnie — Saratów dodał mu sił. Kontynuował swoją monografię poświęconą Bohdanowi Chmielnickiemu, rozpoczął nową pracę z historii Rosji XVI i XVII wieku. Włóczył się po okolicach i zbierał pieśni i podania ludowe. Zaprzyjaźnił się ze starowierami i najróżniejszymi — nigdy ich w Rosji nie brakowało — sektantami. W 1855 roku pozwolono mu wyjechać na urlop do Sankt Petersburga. Wykorzystał tę podróż na dokończenie pracy o Bohdanie Chmielnickim. Rok później został amnestionowany, pozwolono mu drukować, a nawet wyjechać w krótką podróż za granicę. Po powrocie z tej wyprawy, jeszcze w Saratowie, napisał duży historyczny esej pod tytułem Stienka Riazin.

Wiosną 1859 roku spotkał go nie lada zaszczyt: w swoje mury, jako profesora historii Rosji, zaprosił go Uniwersytet Petersburski. Była jednak przeszkoda — wciąż nieodwołany zakaz prowadzenia działalności dydaktycznej. Na wniosek ministra oświaty Kowalewskiego jesienią 1859 roku zakaz odwołano i w listopadzie profesor Kostomarow rozpoczął swoje petersburskie wykłady. Ze strony władz uniwersytetu zaproszenie Kostomarowa było aktem odwagi: ten lojalny obywatel rosyjskiego imperium, ale i świadomy Ukrainiec nie potrafił uprawiać historii w stylu, który w carskiej Rosji dominował. Daleki od bezkrytycznego spojrzenia na dzieje rosyjskiej państwowości, rysował je niekiedy w mrocznych — tak jak tego zasługiwała — barwach. Kiedy po studenckich rozruchach w 1861 roku władze zamknęły uczelnię, grupa profesorów, a wśród nich Kostomarow, zorganizowała uniwersytet, który do historii przeszedł jako „wolny” albo „latający”. Rok później z powodów politycznych usunięto Kostomarowa z uczelni. Wyjechał do Kijowa. Niestety, z tychże samych powodów nie mógł przyjąć zaproszeń do objęcia katedry na Uniwersytetach Kijowskim i Charkowskim.

Uciekł więc w twórczość, która przynajmniej dla cenzorów nie będzie miała nic wspólnego ze współczesnym mu życiem politycznym. Pisze o Rosji, o Ukrainie, ale i o ostatnich latach Rzeczypospolitej. W 1875 roku żeni się ze swoją narzeczoną sprzed niemal trzydziestu lat. Alicja Krahelska nie wytrzymała wówczas rozstania z aresztowanym narzeczonym, wyszła za innego. Po latach, już jako wdowa — Alicja Kisiel — wyjdzie za chłopaka z młodzieńczych lat.

Aż do swojej śmierci w 1885 roku Kostomarow ciężko pracował. W jego późnych pismach nie ma bogatej narracji, wniosków i uogólnień, są nade wszystko fakty. Jednak nie chroni go to przed ciągłymi napaściami historyków–nacjonalistów, wiernych rosyjskiej tradycji, gotowych na zamówienie władców tworzyć historię. Ktoś zauważył kiedyś, że w rosyjskiej tradycji historię ofiar piszą kaci… Czy tak nie jest po dziś dzień?

W 1872 roku na bazie wcześniejszych prac powstała Russkaju istorija w żiznieopisanijach gławniejszich jejo diejatieliej. W tym właśnie zbiorze znalazł się esej o Marynie Mniszchównie 5

Syn Maryny

Nie będę opisywał bujnego życia Maryny, która według jednych chciała rządzić Wielką Rosją, a według drugich pragnęła zostać świętą. Przytoczę natomiast in extenso zakończenie eseju.

Strzelcy otoczyli przestępców. Kozacy nie oczekiwali gości, nie rozpoczęli więc bitwy ze strzelcami. Na drugi dzień związali Zaruckiego i Marynę wraz z synem i wydali, a także z jakimś tam mnichem Mikołajem. Sami ogłosili, że całują krzyż cara Michaiła Fiodorowicza. Tiernia Uś uciekł i jakiś czas potem rozbójniczył.

Jeńców przewieziono do Astrachania. 13 lipca Odojewski wysłał ich pojedynczo w górę Wołgi. Marynę z synem wiózł strzelecki głowar Michajło Sołowcow z grupą 500 samarskich strzelców. Wieźli ją związaną. Sołowcowi wydano rozkaz, aby zabił Marynę i jej syna, gdyby przestępcy chcieli na nich napaść i uwolnić skazanych. W takim stanie przybyła ona do Moskwy, gdzie przed ośmiu laty wjeżdżała z przepychem pierwszy raz w życiu, mając nadzieję władać tam i przyjmować pokłony.

Czteroletniego syna Maryny powieszono publicznie za Sierpuchowskimi Wrotami, Zaruckiego wbito na pal. Według informacji przekazanych przez Rosjan Polakom przy wymianie jeńców Maryna zmarła w więzieniu z bólu i tęsknoty za wolnością 6 W ludowej pamięci po dziś dzień żyje pod mianem „Marynki bezbożnicy, heretyczki”. Lud przedstawia ją jako surową rozbójnicę i wiedźmę, która potrafiła w razie potrzeby zamieniać się w srokę.

Legendy nie powstają ot, tak sobie. Wojna przeciwko Polakom miała niewątpliwie również charakter religijny, tak jak i nasz późniejszy opór przeciwko innowierczym zaborcom. To stąd „bezbożnica i heretyczka”. Zamieściłem ten cytat, aby ukazać czteroletnie dziecko powieszone publicznie przy Sierpuchowskich Wrotach.

Szpady już przełamano

O Fiodorze Dostojewskim, jego życiu i twórczości, jego wierze i filozofii zapisano tomy. Jednak Lietopis żizni i tworcziestwa F. M. Dostojewskogo 7 jest dziełem szczególnym. Zawiera dokładny opis życia i twórczości pisarza niemal dzień po dniu, od narodzenia aż do śmierci. Badacz otrzymuje informację, dokumentalne źródło jej pochodzenia i miejsce, w którym się ono aktualnie znajduje. Znalazłem tu porażające szczegóły opisu procesu pietraszewców 8 przede wszystkim dotyczące przebiegu zdarzeń już po wyroku skazującym. Car Mikołaj I, zwany Pałkinem, jawi się tu jako psychopatyczny maniak, sadysta, zwierzę.

Przejdźmy do faktów: jest 13 listopada 1849 roku. Komisja Wojskowo–Sądowa ogłasza wyrok w sprawie Dostojewskiego:

Sąd wojenny uznaje, że Dostojewski jest winny tego, że otrzymawszy w marcu tego roku z Moskwy od szlachcica Pleszczejewa (podsądnego) kopię z przestępczego utworu literata Bielińskiego, czytał go na zebraniach: najpierw u podsądnego Durowa, potem zaś u podsądnego Pietraszewskiego i — na koniec — przekazał je w celu sporządzenia kopii podsądnemu Mombelli. Dostojewski był u podsądnego Spieszniewa w czasie czytania gorszącego utworu porucznika Grigoriewa noszącego tytuł Żołnierska biesiada 9 Z tego powodu sąd wojenny skazał go (…) za niedoniesienie o rozpowszechnianiu przestępczego w stosunku do religii i rządu pisma literata Bielińskiego i złego w swoich zamiarach utworu porucznika Grigoriewa na pozbawienie wszystkich stopni, praw stanu i poddanie karze śmierci przez rozstrzelanie na podstawie Zbioru Postanowień Wojennych cz. V, księga 1, art. 142, 144, 169, 170, 172, 174, 176, 177 i 178 10

Tego samego dnia wyrok, który wydała Komisja Wojskowo–Sądowa, trafił do generała–audytora. Ten miał podjąć w sprawie ostateczną decyzję. Dnia 19 listopada anulował wyrok kary śmierci dla Dostojewskiego i innych skazańców z powodu „jego niewspółmierności do winy osądzonych”. Pisarz dostał osiem lat katorgi. W końcu listopada car Mikołaj I zamienił Dostojewskiemu ośmioletnią katorgę na czteroletnią, dodając obowiązek szeregowej służby wojskowej po jej odbyciu.

Trzy dni przed Bożym Narodzeniem gen. Sumarokow, wykonawca wyroku wobec pietraszewców, otrzymał pakiet rozkazów. „W tym pakiecie zawarto polecenie najwyższego szczebla: ogłosić akt łaski dopiero w chwili, kiedy wszystko będzie przygotowane do wypełnienia kaźni”. Postanowiono, że „obrzęd winien być bezwzględnie wypełniony jutro, 22 grudnia, o godzinie 9 rano”. Sporządzono „Projekt wykonania wyroku nad osądzonymi przestępcami”, w którym przewidziano: „marszrutę z twierdzy na miejsce kaźni, rozmiary szafotu, mundury skazańców, strój kapłana, tematy bojowego bębna, przełamanie szpad nad osądzonymi i przebranie ich w białe rubachy, funkcje kata, zakuwanie w kajdany”.

22 grudnia o 7 rano Dostojewski wraz z innymi został odwieziony w „zamkniętej karecie” na plac Siemionowski. Biograf i przyjaciel Dostojewskiego, A. E. Wrangel zapisze, że z okna swojego mieszkania na rogu prospektu Litiejnego i ulicy Kirocznej, o 8 rano, widział dwukonne wózki jadące od strony rzeki Newy w górę Litiejnego. Kiedy dowiedział się, że na plac Siemionowski wiozą nimi skazanych pietraszewców, udał się tam. Na miejscu usłyszał, że „rozstrzelania nie będzie, że wszystkim darowano życie, ale że zgodnie z wolą Imperatora procedura rozstrzelania będzie w całości wypełniona”.

Pietraszewcom przeczytano wyrok stanowiący „o karze śmierci przez rozstrzelanie”, nad głowami przełamano szpady. Dostojewski objął Pleszczejewa i Durowa. Zostało jeszcze kilka chwil życia. Dostojewski myślał o bracie. Opisał później ten moment oczekiwania w opowieści księcia Myszkina w Idiocie.

Według relacji Spieszniewa był wtedy w Petersburgu mróz, 21 stopni poniżej zera, pomimo tego pietraszewcy musieli zdjąć wierzchnią odzież i stać w płóciennych rubaszkach przez cały czas odczytywania wyroku. Wspomina Lwow:

Pietraszewskiego, Mombelliego i Grigoriewa poprowadzili, przywiązali do słupów i zawiązali oczy. (…) W tym czasie pozostali stali na szafocie uporządkowani, na twarzach większości z nich był niepojęty uśmiech, jeden tylko Timkowskij podszedł do kapłana wyspowiadać się. Dostojewski był nieco strwożony, wspomniał Ostatni dzień skazanego na śmierć Wiktora Hugo i podchodząc do Spieszniewa, powiedział: — Nous serons avec le Christ (Będziemy razem z Chrystusem). — Un peu de poussiere (Garścią prochu) — z uśmiechem odpowiedział tamten.

Fiodor Dostojewski opowiadał później swojemu bratu:

(…) trzech postawili przy słupach, aby dopełnić kaźni. Stałem w kolejce jako szósty. Wzywano po trzech, a w związku z tym byłbym w drugiej turze i pozostawała mi nie więcej niż minuta życia 11.

We wspomnieniach pisarza znajdujemy jedynie suchą informację:

W końcu uderzyli na odwrót, przywiązanych do słupów przyprowadzono z powrotem i przeczytali nam, że Jego Imperatorska Wysokość daruje nam życie. Potem nastąpiło odczytanie rzeczywistych wyroków 12.

Car, dobry, łaskawy pan, wiedział od początku, że to taka zabawa. Zdegradowany porucznik Grigoriew, który był w pierwszej trójce przy słupie — nie wiedział. I pewnie dlatego oszalał. Oszalał skutecznie, raz i na całe tragiczne życie. Łaskawy pan zaś będzie później, pod koniec wojny krymskiej, ciężko umierał. Zakończy życie samobójczą śmiercią. Jego miłość własna nie zniosła klęski i upokorzenia. O ileż prościej jest upokarzać innych.

Sprawa pietraszewców i moskiewskie procesy z końca lat trzydziestych naszego stulecia. Czy można doszukiwać się tutaj jakichkolwiek analogii? Czy można? Czy one są?

* * *

Wnioski? Gospodi Isusie Christie, pomiłuj nas. Pomiłuj niesczastnuju Rossiju…

1 Patrz: Gunter Rormoser, K woprosu o buduszcziem Rossii, w: Rossija i Giermanija, Moskwa 1993.
2 Wiechy, De profundis — tytuły antologii (wyd. odpowiednio w 1909 i 1918 r.) zawierających teksty emigracyjnej części inteligencji rosyjskiej, krytyczne wobec bolszewików.
3 Grigorij Pomeranz i Siergiej Awierincew — dwaj wybitni, współcześni uczeni i myśliciele rosyjscy. Ten drugi — także poeta, drukowany we „W drodze”. Pierwszy, niestety, w Polsce zupełnie nieznany.
4 Jan Kucharzewski, Od białego do czerwonego caratu, wydanie skrócone, Londyn 1958.
5 Informacje biograficzne o Mychajle Kostomarowie pochodzą przede wszystkim z elektronicznej wersji Encikłopediczieskogo Słowaria — Brokhaus i Efron — Biografii Rossii, Moskwa 1997.
6 Według innej wersji Maryna znalazła śmierć w nurtach Wołgi (przyp. red.).
7 Lietopis żizni i tworcziestwa F. M. Dostojewskogo w trioch tomach 1821–1881 przygotowany przez Instytut Literatury Rosyjskiej (Puszkinskij Dom) Rosyjskiej Akademii Nauk i wydany w Petersburgu w latach 1993–1994.
8 Polski czytelnik bodaj najlepiej zna wersję procesu przedstawioną w doskonałym eseju Stanisława Cata–Mackiewicza Dostojewski, Warszawa 1957.
9 Słowa „biesiada” użyto tu w znaczeniu pierwotnym. Tłumaczowi, tak jak i autorowi przytoczonego utworu nie chodziło bynajmniej o biesiadę — ucztę. Dokładnie należało tytuł przetłumaczyć jako „Żołnierska dyskusja”, ale takie tłumaczenie odebrałoby ważną cechę oryginału: nieco archaiczną dostojność.
10 Lietopis żizni i tworcziestwa F. M. Dostojewskogo w trioch tomach 1821– –1881, t. 1, Sankt Petersburg 1993, s. 173.
11 Op. cit., s. 173–175.
12 Op. cit., s. 176.

Dlaczego… jeszcze?
Zdzisław Nowicki

(ur. 17 grudnia 1951 r. w Pile – zm. 6 czerwca 2006 r.) – polski dyplomata, ekonomista, senator I kadencji, ambasador RP, w latach 1992-1998 oraz 2000-2004 przebywał na placówkach dyplomatycznych w Sankt Petersburgu, Charkowie i Astanie, publikował po polsku, rosyjsku, ukrai...