Do czego może służyć kościół

Do czego może służyć kościół

Jestem w Holandii, a moja myśl wędruje na wschód. Przypominam sobie, jak pod koniec istnienia Związku Sowieckiego w Tomsku na Syberii odwiedziłem kościół zamieniony na psiarnię. Jak we Lwowie wszedłem do dawnego klasztoru klarysek, a okazało się, że to szpital dla weneryków. Jak w Królewcu nie skorzystałem z kościoła św. Judyty, w którym mieścił się szalet publiczny. Takich miejsc widziałem wówczas sporo: katedra w Odessie, zamieniona na salę gimnastyczną, gdzie chłopcy grający w koszykówkę narzekali, że piłka im ciągle wpada na chór. Albo kościół w Żydaczowie, czyli dworzec autobusowy, w którym na miejscu ołtarza otwarty był bufet.

Potem Związek Sowiecki upadł, a powstałe na jego gruzach państwa zaczęły zwracać Kościołowi jego dawną własność. Niekiedy oddawano ją stopniowo, po kawałku, co powodowało, że sacrum i profanum w jednym stały domu. Z katedry w Łucku jeszcze nie wyniosło się planetarium i muzeum kosmonautyki, ale już księża mogli odprawiać tam msze. Dziwnie wyglądało, gdy jeden z kapłanów mówił „duch Pana unosi się nad nami”, a nad jego głową dyndał na sznurkach skafander sowieckiego kosmonauty.

Kościół św. Aleksandra w Kijowie, niegdyś zamieniony na hotel robotniczy, też zwracano katolikom stopniowo, oddając po jednej kondygnacji. W pewnym momencie na pierwszym piętrze urządzono już prowizoryczną świątynię, ale na parterze wciąż jeszcze mieściła się wideoteka. Na drzwiach wejściowych budynku wisiały obok siebie dwie karteczki. Jedna informowała, że o godzinie 19 w kościele pod wezwaniem św. Aleksandra odprawiona zostanie Msza Święta, druga – że o godzinie 19 w Centrum Kultury Duchowej Komsomołu w ramach „Biesiady z seksem” odbędzie się projekcja filmu erotycznego Kochanica węża. O tej samej godzinie do wnętrza napływali ludzie: starsze kobieciny w chustach na głowach w skupieniu szły na piętro, a rozbawiona młodzież na parter. Ponieważ ściany były cienkie, a głośniki miały swoją moc, podczas Mszy spod podłogi nieustannie dochodziły jęki szczytowania.

Potem trafiłem do tej świątyni, gdy wyburzano już piętra i przywracano pierwotny kształt wnętrza. W pamięci utkwił mi widok umywalki wystającej ze ściany wysoko w środku prezbiterium. Dzisiaj, gdy ktoś odwiedza to miejsce, a nie zna jego historii, nigdy nie domyśliłby się, do czego mógł służyć w przeszłości ten budynek. Zawsze można spotkać tam modlących się ludzi, a podczas niedzielnych Mszy świątynia jest wypełniona po brzegi.

Wspomnienia o tym wracają do mnie w Holandii, gdzie kościoły zamieniane są na hale targowe, punkty usługowe czy dyskoteki. Przypominam sobie opowieści Tadeusza Żychiewicza o staruszkach rzucających się na Ukrainie pod gąsienice czołgów, by ratować greckokatolickie cerkwie. Tutaj nikt nikomu pistoletu do głowy nie przystawiał. Tam kościoły były adaptowane do innych celów przez totalitarne władze, które używały siły. Tutaj ludzie sami, bez przymusu, oddają swe świątynie. Nie ma ich kto bronić. Nikomu na nich nie zależy.

Wśród chętnych do kupna lub dzierżawy holenderskich świątyń coraz częściej znajdują się kobieciny w chustach. Nie mówią one jednak „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. One mówią: „Allach akbar”.

Do czego może służyć kościół
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów.W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...