Do ręki czy do ust

Kwestia, którą przeanalizujemy, dotyczy komunii świętej: klęcząc — stojąc, do ręki — do ust. Po pierwsze, chcę powiedzieć, że możliwe są oba warianty i proszę kapłanów o wyrozumiałość i uznanie wyboru każdego człowieka. Ponadto Was wszystkich proszę o tolerancję, by nie osądzać drugiego, który zdecydował się na inną określoną formę. Zapytacie: Czy tolerancja jest tutaj właściwą odpowiedzią? Czy nie jest ona — w przypadku Najświętszego Sakramentu — nie na miejscu?

Otóż wiemy, że do IX wieku komunię świętą przyjmowano w pozycji stojącej i do ręki. To nie musi oczywiście oznaczać, że tak zawsze ma być. Wielkość i piękno Kościoła tkwi w tym, że on się rozwija, dojrzewa i głębiej pojmuje tajemnicę, dlatego nowy kierunek w rozwoju, który zaczął się po IX wieku — jako wyraz bojaźni Bożej — ma swoje racje i przyczyny. Z drugiej strony musimy jednak powiedzieć, że nie może być mowy o tym, jakoby Kościół przez 900 lat niegodnie sprawował Eucharystię. Czytając teksty Ojców Kościoła, widzimy, w jakim duchu bojaźni Bożej przyjmowali oni komunię świętą.

Bardzo piękny tekst z IV wieku odnajdujemy u Cyryla Jerozolimskiego. W swoich katechezach chrzcielnych opisuje, jak powinni się zachowywać przyjmujący komunię świętą: mają więc podejść, zrobić ze swoich rąk tron, czyli położyć prawą na lewą, tak by utworzyła tron dla Króla, a jednocześnie przedstawiała krzyż. Chodzi mu o ten symboliczny wyraz pełen piękna i głębi: ręce człowieka tworzą krzyż będący tronem, ku któremu pochyla się Król. Wyciągnięta otwarta dłoń może w ten sposób stać się znakiem postawy człowieka wobec Pana. Człowiek otwiera dla Niego swoje dłonie, by stały się narzędziem Jego bliskości, tronem Jego aktów miłosierdzia w tym świecie 1.

Kto to rozważy, pojmie: nie na miejscu jest kłócić się o taką czy inną postawę. Walczyć musimy i możemy o wszystko, o co Kościół walczył przed i po IX wieku, a mianowicie o bojaźń serca, które się pochyla przed tajemnicą Boga kładącego się w nasze ręce. Nie powinniśmy przy tym zapominać, że nie tylko nasze ręce są nieczyste, ale także język i serce, oraz że językiem często bardziej grzeszymy niż rękami. Największym aktem odwagi, a jednocześnie wyrazem miłosiernej dobroci Bożej jest to, że może Go dotknąć nie tylko nasz język czy ręka, ale także nasze serce; że Pan w nas wstępuje, chce żyć w nas i z nami; że od wewnątrz pragnie być centrum naszego życia i jego przemianą.

Tekst jest fragmentem książki kardynała Josepha Ratzingera Eucharystia. Bóg blisko nas (Kraków 2005), która ukazała się nakładem Wydawnictwa M.

1 Mystagogische Katechese V, 21, ed. A. Piédagrel 1966, Sources chrétiennes 126, s. 170n; na j. niemiecki przełożył i wstępem opatrzył G. Röwenkamp, Fryburg 1992, Fontes Christiani, Bd 7, s. 162n (polski tekst Katechezy Mistagogicznej V, w: św. Cyryl Jerozolimski, Katechezy, Pisma starochrześcijańskich pisarzy, t. IX, Warszawa 1973, s. 317–323, przyp. tłum.); por. A. J. Jungmann, Missarum Sollemnia. Eine genetische Erklärung der römischen Messe II, Fyrburg 1952, s. 469; na temat obrzędowej formy komunii wierzących w historii na s. 463–486.

Do ręki czy do ust
Joseph Ratzinger Benedykt XVI

urodzony 16 kwietnia 1927 r. w Marktl w Niemczech – Joseph Aloisius Ratzinger, niemiecki duchowny rzymskokatolicki, arcybiskup metropolita Monachium i Freising, kardynał prezbiter, kardynał biskup, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, dziekan Kolegium Kardynalskiego, 265. papież...