Do źródeł entuzjazmu i fascynacji

Do źródeł entuzjazmu i fascynacji

Europa się zestarzała. Jak stara ciotka siedzi na tapczanie i przerzuca pilotem propozycje programowe różnych telewizji. Ma za złe młodzieży to, jaka jest. Wyschły źródła fascynacji i entuzjazmu. Europa się nudzi i poszukuje podniecenia poza sobą. Młodzież też często poszukuje atrakcji poza kadrem kultury europejskiej: w sektach, innych religiach, ruchach, szeregu zajęć i propozycji nie z naszego świata. Alkohol i narkotyki to też znak czasu i syndrom ucieczki od tego, co jest. Po raz kolejny zadaję sobie pytanie, czy rzeczywiście źródła entuzjazmu i uniesienia już wyschły, czy kultura europejska nie ma nic do zaproponowania? Skąd się brało uniesienie, żeby nie powiedzieć ewangeliczne szaleństwo dawnych wieków?

Udaliśmy się na poszukiwanie tych źródeł. Zacząłem przygotowania do przyszłorocznego spotkania lednickiego i pomyślałem, że powinno ono być pod hasłem świętego Jacka z okazji 750. rocznicy jego śmierci. Warto, by padły tam słowa z jego sławnej odpowiedzi udzielonej biskupowi Iwonowi Odrowążowi i świętemu Dominikowi: „Poślij nas!”. Najpierw udaliśmy się na pielgrzymkę Jackową po kraju. Byliśmy w Kamieniu na Śląsku Opolskim, następnie w Katowicach i Piekarach Śląskich oraz na Wawelu, na Jamnej i w Sandomierzu. Było to dla nas ogromne przeżycie. Ukoronowaniem była msza święta na Wawelu w kaplicy Wazów oraz spotkanie u dominikanów w Krakowie, gdy na ołtarzu bracia położyli relikwie głowy świętego Jacka i figurkę Matki Bożej Jackowej. Pielgrzymce towarzyszyły wykłady: w Kamieniu arcybiskupa Nossola i pani profesor Doroty Simonides, w Katowicach arcybiskupa Zimonia i prof. Myszora, a na Jamnej wykłady ojca Jana Spieża, mojego współnowicjusza. Zatem solidna podstawa intelektualna. Duchowa też na poziomie.

Ta pielgrzymka zrodziła pomysł, aby udać się do Rzymu, do miejsca, gdzie na Awentynie wybuchała apostolska żarliwość zaszczepiona we wrażliwym apostolsko sercu świętego Jacka.

Pielgrzymkę przygotowywaliśmy zawczasu, umawiając spotkania i trasę. Wieźliśmy ze sobą trzy płaszcze dominikańskie i sto drewnianych różańców przeznaczonych do wspólnej celebracji z zamysłem położenia ich na grobie Ojca Świętego Jana Pawła II.

W niedzielę 12 listopada wczesnym rankiem ruszyliśmy z Poznania w kierunku Erlangen, gdzie mieszka Zefino z rodziną. Tam mamy pierwszy postój. Zefino to historia naszego duszpasterstwa z lat 80. Razem jeździliśmy za Papieżem, razem jeździliśmy do Taizé, razem biedowaliśmy w Paryżu. Teraz jest profesorem muzyki w Erlangen, a jego żona lekarką. Mają trójkę muzycznie uzdolnionych dzieci. Przespaliśmy się na podłodze w tamtejszym duszpasterstwie akademickim i po radosnym śniadaniu wyruszyliśmy w kierunku Bolonii.

Tam też wychowankowie z duszpasterstwa utorowali nam drogę. Anastazja i Magda tak przerobiły dominikanów, że kiedy późnym wieczorem dobrnęliśmy do Bolonii, to nasi włoscy współbracia otwarli nam bazylikę, abyśmy mogli przy grobie świętego ojca Dominika sprawować mszę świętą. Byliśmy wszyscy bardzo wzruszeni. Ojciec Tomasz Dostatni głosił nam kazania. Przyjechać do grobu ojca samemu to niewielka sztuka. Bywałem tam wiele razy. Przywieźć swoje dzieci – to jest wyczyn. Napełnił mnie satysfakcją i poczuciem spełnienia. Jedziemy dalej w kierunku Rzymu. Zatrzymujemy się u ojca Konrada. Jak zawsze od lat życzliwość i zrozumienie nie tylko dla studenckich kieszeni. Pobyt w Rzymie to audiencja u Ojca Świętego Benedykta, to msza święta w podziemiach bazyliki w duchowej łączności z grobem Jana Pawła II, do którego jeszcze za życia jeździliśmy tak często.

We czwartek 16 listopada o godzinie 17. mieliśmy niezwykle wzruszające spotkanie z ojcem generałem. Najpierw w sali kapitularza zakonnego, tego samego, w którym przed 888 laty święty Jacek i brat jego Czesław oraz Herman Niemiec przyjęli z rąk świętego Dominika habity zakonne. A było to tak. Jacek z biskupem Iwonem Odrowążem i z Czesławem byli w Rzymie. Pod wpływem cudu świętego Dominika, a być może i jego kazania zapragnął biskup takich samych kaznodziejów dla Krakowa i Polski. Dominik rozłożył podobno ręce i powiedział: „Nie mam, ale jeśli są pośród was gotowi ludzie, to ja ich oblekę w habit i wyślę z powrotem do Polski”. Wtedy zgłosili się Jacek i Czesław, i Herman Niemiec, powiadając: „Poślij nas!”. Te słowa: „poślij nas!” na nowo zadźwięczały w naszych uszach, kiedy ojciec generał święcił płaszcze zakonne i różańce. Jeden płaszcz zostawiliśmy mu na pamiątkę, z dwoma wróciliśmy do kraju. Różańce natomiast wkładał każdemu na szyję; każdy podchodził, przedstawiał się i wypowiadał słowa: „Poślij mnie”. Generał żegnał każdego znakiem krzyża, posyłając do głoszenia Chrystusa na krańce świata.

Wtedy to dopiero opanowało mnie wzruszenie, pomyślałem o żywej tradycji i wybrzmiały we mnie słowa ojca generała, które powiedział do nas na samym początku: „Jesteście w domu, jesteście u siebie. To stąd wyruszył święty Jacek na podbój Polski i Słowiańszczyzny dla Chrystusa”.

Niezwykle ważne było spotkanie w ambasadzie Polski przy Stolicy Apostolskiej u pani Hanny Suchockiej, która dała nam świetny wykład o dyplomacji watykańskiej, pani prof. Dorota Simonides zaś opowiadała nam o obecności świętego Jacka w kulturze polskiej.

Ksiądz Arkadiusz Nocoń zaś zorganizował dla nas spotkanie, które dotyczyło starań o kanonizację świętego Jacka czynionych przez królów Polski. Pozwolił nam dotknąć królewskiego listu zawierającego petycję o kanonizację świętego Jacka, patrona Polski.

Wracaliśmy przez Florencję. Pragnąłem pokazać młodzieży, co to znaczy dominikańskie zawołanie contemplata aliis tradere – sprawy przekontemplowane przekazywać innym. Samemu płonąć i innych zapalać. Za oknami autobusu padało. Nie przestało padać, kiedy dojechaliśmy do Florencji do klasztoru świętego Marka. Głupio kupować bilety, aby wejść do własnego klasztoru, ale klasztor jest muzeum. Fra Angelico wymalował tu nie tylko sale wspólne, jak refektarz czy kapitularz, ale poszczególnym braciom wymalował cele. W każdej celi scena z życia Chrystusa Pana, której dyskretnie i jakby znienacka przygląda się święty Dominik. Bracia mają go naśladować i co jakiś czas zmieniać celę, aby świeżym okiem i czystym sercem zgłębiać Boże tajemnice. Po drodze jeszcze tylko nawiedziliśmy Ossiach i grób króla Bolesława Śmiałego, który jako wygnaniec i milczący pokutnik za zabójstwo świętego Stanisława tam zakończył życie, oraz Friesach, pierwszy klasztor, który założył święty Jacek, zdążając z Rzymu do Krakowa.

W drodze powrotnej, w autobusie, czyniliśmy podsumowania, snuliśmy refleksję. Wieźliśmy ze sobą płaszcze, które leżały na grobie Jana Pawła II, i różańce. W sercach naszych dominowało poczucie zobowiązania. Do domu wracali już inni ludzie. Przyszłość pełna planów i entuzjazmu. Dotychczasowi konsumenci usług religijnych domagali się zadań, snuli plany dotarcia na krańce świata. – Gdzie są te krańce świata? – pytali. W Polsce, w Europie, na świecie czy w nas samych?

I nagle olśnienie. Źródłem entuzjazmu i fascynacji jest dogmat, prawda wiary, która dla niewierzących jest końcem myślenia, zamknięciem sprawy, a dla wierzących dopiero początkiem, startem myślenia, twórczości, entuzjazmu i fascynacji. Na wiosnę udajemy się na dalsze poszukiwania.

Do źródeł entuzjazmu i fascynacji
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...