Roman Bielecki OP
fot. Fot. Adam Ciereszko

Drodzy Czytelnicy,

przemęczenie, zniecierpliwienie, surowość, brak czasu, uległość albo bezradność – słucham opowieści moich znajomych o tym, jak przeżywają swoje ojcostwo. Pewnie każdy tato może dopisać jeszcze kilka własnych określeń.

Wiemy, że dorastający mężczyźni bardzo często nie mają dobrego męskiego wzorca, że doświadczają nadopiekuńczości ze strony matki. Tłumaczymy to kulturą, zmianami społecznymi, historią, zakwestionowaniem ojcostwa Boga, z czego ostatecznie wyłania się skomplikowany krajobraz dla bycia współczesnym tatą.

Nie wiemy jak mądrze budować ojcowską relację, sami – już nawet jako dorośli mężczyźni – spragnieni kontaktu z własnym ojcem. Tej odrobiny ciepła z jego strony i zachwytu, który daje poczucie, że jest się dla niego ważnym i upragnionym. Tyle słyszymy o tych potrzebach, w praktyce gubiąc się i szukając po omacku, podążając za samozwańczymi prorokami, gwiazdami popkultury czy innymi skleconymi przez media wzorcami.

Wydana kilka lat temu przez nasze wydawnictwo książka Johna Eldredge’a Dzikie serce cieszy się niesłabnącą popularnością, a przecież jej tezy są szalenie proste. Autor mówi, że stawanie się ojcem to rodzaj inicjacji duchowej, co w praktyce oznacza rezygnację z wszelkiego rodzaju stereotypowych projektów na bycie mężczyzną, zgodę na pokorę, bezradność i niewinność.

Dobrze korespondują z tym zdaniem słowa, napisane przez człowieka, który dla wielu z nas pozostanie wzorcem ojcostwa. Od 1 maja Kościół zalicza go w poczet błogosławionych. „Przyjąć w sobie promieniowanie ojcostwa – napisał Karol Wojtyła jeszcze jako biskup Krakowa – to nie znaczy tylko stać się ojcem, to znaczy o wiele bardziej stać się dzieckiem”.

Drodzy Czytelnicy,
Roman Bielecki OP

urodzony w 1977 r. – dominikanin, absolwent prawa KUL i teologii PAT, kaznodzieja i rekolekcjonista, od 2010 redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, Prowincjalny Promotor Środków Społecznego Przekazu, autor wielu wywiadów, recenzji filmowych i literackich, publicysta, aut...