Roman Bielecki OP

Drodzy Czytelnicy,

mamy czasami ochotę, by zmierzyć swoją wiarę. Najczęściej dlatego, że w naszym odczuciu moglibyśmy z większym zaangażowaniem podejmować codzienne praktyki religijne. Nie uspokajają nas umoralniające historie świętych, którzy „po prostu byli przed Bogiem” i „przebywali w Jego obecności”. Brzmi to tajemniczo i więcej komplikuje, niż wyjaśnia. Na to jeszcze nakładają się sytuacje, w których przychodzi nam rozmawiać o życiu Kościoła lub o swoich doświadczeniach duchowych. Brakuje nam argumentów, nie znamy wszystkich zawiłości historii, nie potrafimy odpowiedzieć na zarzuty stawiane ludziom Kościoła, a i sami mamy wątpliwości, jak należy rozumieć niektóre elementy doktryny czy etyki seksualnej. Bliżej nam wówczas do tego, by uznać swoją wiarę za słabą, niż traktować siebie jako giganta ortodoksji. Spróbujmy jednak dokonać wspomnianego pomiaru, nie tracąc z horyzontu konieczności dbania o swoją wiarę, poszukiwania jej zrozumienia i unikania opierania się na emocjach. I mając świadomość wielu lat zaniedbań. Chociażby takich, o których informu
Zostało Ci jeszcze 39% artykułu