Duchowni molestujący i molestowani

Duchowni molestujący i molestowani

Wróciłem z Rzymu z Kongregacji Generalnej (nie! proszę się nie obawiać, tym razem nie będzie znowu o jezuitach). Wylądowałem szczęśliwie na Okęciu. Nawiasem mówiąc, głównym pilotem była rudowłosa pani kapitan. Po wylądowaniu włączyłem komórkę i jeszcze nie doszedłem do taśmy z bagażami, a tu już dzwoni TVN24 z zaproszeniem do wieczornej audycji. Oczywiście nie chodziło o skomentowanie obrad jezuitów z całego świata. Chodziło o to, abym wypowiedział się na temat jakiegoś zupełnie nieznanego mi księdza ze Szczecina, który ponoć molestował swego czasu nieletnich młodzieńców. To się nazywa ściągnąć człowieka na ziemię.

Wieczorem wziąłem nagromadzoną korespondencję i zerkając w telewizor, dokonywałem wstępnej selekcji papierów. Pierwszą informacją w TVN była sprawa oskarżonego o molestowanie księdza. Dopiero potem Justyna Pochanke wprowadziła nas w temat spotkania premiera Tuska z prezydentem Bushem. Proszę mnie nie podejrzewać, że zaraz napiszę, iż wszystkiemu winne są media, a ksiądz ze Szczecina jest na pewno czysty jak kryształ. Trwa wyjaśnianie sprawy przez sąd biskupi. Prokuratura prowadzi dochodzenie. Szkoda tylko, że te działania nie zostały podjęte kilkanaście lat wcześniej. Miejmy nadzieję, że zostanie wydane jakieś dobrze udokumentowane orzeczenie i ewentualnie zapadnie wyrok. Nie opuszcza mnie jednak wrażenie, że o Kościele mówi się w jakiś nie do końca „normalny” sposób.

Rozmawiałem w Rzymie z pewnym współbratem z Afryki. Opowiadał, że w jego kraju nie brakuje – niestety – wszelakich afer. Wiadomo: seks, władza i pieniądze… Kiedy jednak jakaś afera dotyczy struktur kościelnych, to mówi się o niej ze zwielokrotnioną siłą i wyjątkową dozą złośliwej satysfakcji. Pomyślałem sobie: biją Murzynów, a szczególnie Murzynówksięży.

Jednym z elementów charakterystycznych dla medialnego nagłaśniania rzekomych lub prawdziwych afer kościelnych jest rozciąganie odpowiedzialności na cały Kościół. Komentując sprawę duchownego ze Szczecina, mówiono o Kościele jako takim: afera w Kościele, Kościół ukrywa, molestowanie w Kościele itd. Robi się tak czasem po prostu bezmyślnie, a czasem całkiem celowo. Wiadomo, że np. prawnicy w Stanach Zjednoczonych każdy przypadek molestowania przedstawiali w taki sposób, aby winnym uczynić jak najszerszą strukturę: zakon, diecezję, Stolicę Apostolską. Taka bowiem „odpowiedzialność zbiorowa” pozwala na żądanie astronomicznych odszkodowań. To trochę tak, jak gdyby jakiś przypadek molestowania przez nauczyciela w szkole publicznej przedstawić w taki sposób, żeby do płacenia bajońskiego odszkodowania zmusić nie tylko Ministerstwo Edukacji, ale i Skarb Państwa.

Kościół katolicki jest niewątpliwie silną instytucją. Tysiące diecezji, parafii, szkół, placówek na całym świecie. Zastępy księży, zakonników i zakonnic, dynamiczne ruchy kościelne, miliony wiernych uczęszczających w miarę regularnie do katolickich świątyń. Z drugiej strony o Kościele katolickim pisze się i mówi niejednokrotnie w taki sposób, który jest nie do pomyślenia w odniesieniu np. do muzułmanów, żydów, buddystów czy hinduistów.

W Polsce istnieją media (np. „Fakty i Mity”, „Nie”), które z ostrego antyklerykalizmu uczyniły swój znak rozpoznawczy. Co gorsza, tego rodzaju programowy antykatolicyzm jest przez dużą część społeczeństwa akceptowany jako wyraz wolności słowa. Największe gazety i tygodniki chętnie poruszają kościelne tematy, ale czynią to najczęściej w taki sposób, że czytelnik może dojść do przekonania, że Kościół zmierza ku zagładzie: wierni odchodzą, księża rozreklamowani jako najwybitniejsi też opuszczają kościelne struktury, a ci, którzy zostają, mają coś na sumieniu i zasadniczo zajmują się „zamiataniem po dywan”. Wychowanym na internetowych portalach młodzieńcom Kościół zaczyna się kojarzyć z o. Dyrektorem, który „ponoć coś ukradł”; z lustrowaniem księży, którzy za komuny – w przeciwieństwie do sędziów, dziennikarzy, akademickich profesorów oraz milionów szeregowych członków PZPR – oddawali się z lubością kolaboracji; ewentualnie kojarzy się z pedofilią i molestowaniem seksualnym.

Z Biuletynu Informacyjnego BP KEP dowiaduję się, że Marek Edelman stwierdził w antyklerykalnym brukowcu „Fakty i Mity”, iż „Kościół w Polsce zawsze współpracował z państwem. Nawet w jego najohydniejszym wydaniu”. Przywódca powstania w warszawskim getcie powiedział ponadto: „A czy episkopat był kiedykolwiek polski? Nigdy nie był, tak jak nie był postępowy. Co najwyżej był kiedyś antykomunistyczny, ale przecież widział w tym interes”. Nie wierzę własnym oczom. Ta niebywale agresywna i podła wypowiedź nie budzi powszechnego oburzenia. Duchowni popełniają grzechy, czasem ciężkie, biskupi z wieloma sytuacjami po prostu sobie nie radzą, ale czy to wystarczająco tłumaczy, że Kościół ma coraz gorszą prasę? I dlaczego jestem zapraszany do mediów, aby mówić o tym, o czym sam dowiaduję się z mediów, a co nie jest treścią mego zakonnego i kapłańskiego życia i działania? Jeszcze trochę i poczuję się molestowany…

Duchowni molestujący i molestowani
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....