Duszpasterz po wsze czasy

Duszpasterz po wsze czasy

Przeto i zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi. (Hbr 7,25).

Każdy naród potrzebuje duszpasterzy, czyli takich osób, które by się wstawiały za nami do Boga, które by wykonywały zadanie pośredniczenia między niebem a ziemią, które by mogły składać ofiary za grzechy swoje i grzechy świata, które by były naszą ostoją i naszym wsparciem w różnych nieszczęściach losu i życia, które by były w stanie wesprzeć nas w chwilach załamania, smutku, lęku, winy i rozpaczy i dodawały nam męstwa bycia i odwagi przetrwania. Nie chcemy tutaj wcale krytykować istniejących duszpasterzy, księży, kapłanów czy biskupów. Każdy z nich robi, co może, i wykonuje swe zadanie najlepiej, jak je rozumie, ale wysuwamy jednoznaczną i oczywistą tezę, że najdoskonalszym duszpasterzem na wsze czasy jest sam Jezus Chrystus. Dlaczego? Ponieważ On „zawsze żyje” i mamy „śmiały przystęp do Niego”, i to bezpośredni w każdej chwili. W Liście św. Pawła Apostoła do Hebrajczyków czytamy: „Ten właśnie [Jezus], ponieważ trwa na wieki, ma kapłaństwo nieprzemijające” (Hbr 7,24). Syn Boży jest więc duszpasterzem wiecznym. Duszpasterze ziemscy czy ludzcy przychodzą i odchodzą, często się zmieniają. Stąd uznając wielką wartość?/?potrzebę wikarych, księży, proboszczów czy biskupów, trzeba zbudować bezpośredni kontakt z duszpasterzem naszych dusz Jezusem Chrystusem, nawiązać z Nim wieczną przyjaźń, pielęgnować ją i rozwijać.

Czasami wierni proszą nas, ziemskich duszpasterzy o modlitwę wstawienniczą w takiej czy innej intencji, sądząc, że ich duszpasterz ma lepsze względy w niebie, że ma bliższe stosunki z możnymi w zaświatach, że jego modlitwa więcej wskóra niż ich własna. Ludzie uważający się za niegodnych grzeszników nie mają odwagi sami zwrócić się do Boga Ojca z tym czy owym, lecz szukają zastępców, orędowników i ambasadorów wśród osób duchownych. Takie wyobrażenie czy przekonanie prowadzi jednak do tego, że dzieci Boże popadają w stan zależności od innych śmiertelnych ludzi. Ich duchowe życie jest tak uformowane, że boją się cokolwiek zrobić na własną rękę, wychowani w permanentnym strachu uważają, że należy zachować także w tej dziedzinie „drogę służbową”. Nie zwracają się do Boga wprost, lecz aktywizują ziemską administrację królestwa niebieskiego. W ten sposób pozostają w stałej zależności od duszpasterzy, sami się nie rozwijają, zatrzymując się w sprawach wiary, religii, duchowości na stopniu infantylnym i karłowatym. Nieraz spotkać można takie zablokowane, nierozwinięte, zaszczute osobowości religijne nawet na łożu śmierci. Dla wielu zawala się świat wiary, gdy ich ziemski duszpasterz zostanie przeniesiony na inną placówkę lub też umrze. Czują się opuszczeni, zdradzeni, osieroceni, pogrążają się w smutku i żałobie.

Ale przecież Jezus żyje wiecznie!

Nie przytrafi ci się to jednak nigdy, drogi chrześcijaninie, jeśli pozostaniesz w ścisłej i żywej więzi i przyjaźni z prawdziwym arcypasterzem twej duszy Jezusem Chrystusem, kapłanem według obrządku Melchizedeka. Zanik wiary może się wydarzyć przy kapłanie według porządku Aarona, jak to możemy wysondować z Listu do Hebrajczyków (7,23): „I gdy tamtych wielu było kapłanami, gdyż śmierć nie zezwalała im trwać przy życiu”. Lecz przy Jezusie się to zdarzyć nie może nigdy, gdyż jest On kapłanem lepszym, doskonalszym, wyższym, jest On kapłanem na wieki. Jest On zawsze do usług, niezależnie od czasu i miejsca, w którym Go potrzebujesz!

Nie chciałbym tu zostać fałszywie zrozumiany, gdyż istnieje w łonie chrześcijaństwa coś takiego, jak bycie matkami czy też ojcami w wierze lub w Chrystusie. Jest to wielkie dobro. Do chrześcijańskich osiągnięć należy przecież wspólnota, poradnictwo, kierownictwo. Chrześcijanie, którzy na swej drodze życiowej mieli szczęście spotkać dobrych, mądrych, rozważnych i bogatych duchowo duszpasterzy, dokonali niejednego duchowego odkrycia oraz doświadczyli wzbogacenia swej duszy. Taka jest wola Boża. Niemniej jednak nigdy nie było zalecane, by się od takich czy innych postaci duszpasterskich uzależniać, pozwalać im się ograniczać czy też dawać prowadzić na wodzy. Nigdy nie chodziło też w naśladowaniu Chrystusa o to, by kopiować cudze osiągnięcia i czyny, lecz by odnaleźć własną jedyną drogę, by być sobą!

Celem prawdziwej troski duszpasterskiej oraz autentycznych przewodników duchowych było i pozostanie zawsze prowadzenie sobie powierzonych osób ku bezpośredniej zażyłości z Jezusem Chrystusem, ku nawiązaniu osobistej przyjaźni i wspólnoty z najlepszym z możliwych pod słońcem przewodników! Na takie kierownictwo wskazuje też św. Jan Apostoł, który w swym pierwszym liście pisze: „Co do was, to namaszczenie, które otrzymaliście od Niego, trwa w was i nie potrzebujecie pouczenia od nikogo, ponieważ Jego namaszczenie poucza was o wszystkim. Ono jest prawdziwe i nie jest kłamstwem. Toteż trwajcie w nim tak, jak was nauczył” (1 J 2,27). Przez „namaszczenie” należy tu rozumieć dar Ducha Świętego, który weryfikuje, czy to, co poznajemy i czego doświadczamy, ma charakter boski, Chrystusowy i prawdziwy, czy też nie. To nie oznacza, iżby nie miało być żadnych kaznodziei, księży, nauczycieli w Chrystusie, którzy pełnią posługę przepowiadania Słowa Bożego. Chodzi tu jednak o to, że są oni jedynie heroldami czy też budzicielami tej „pierwszej miłości”, która nigdy nie powinna zardzewieć, to znaczy miłości między Bogiem a duszą. Święty Augustyn powiada, że chce tylko się koncentrować na rzeczy absolutnie najważniejszej: chce poznać Boga i duszę. „Bóg sam, ja sam, my sami, nikt więcej” mówi św. Augustyn. Z tego zawołania wyprowadził całą etykę i etos chrześcijanina: Ama deum et fac quod vis (Kochaj Boga i rób, co chcesz)!

Duszpasterstwo Chrystusa

Nie negując wcale konieczności ludzkiego duszpasterzowania, należy dziś dążyć absolutnie do tego, by każdy chrześcijanin nawiązał bezpośredni mistyczny kontakt z duszpasterzem swej duszy, którym jest Chrystus. Bóg żąda od ciebie, byś czytał codziennie Pismo Święte, byś je rozważał, medytował, przeżuwał i sobie przyswajał według impulsów dawanych ci przez Ducha Świętego.

„Żądajcie od siebie samych nawet wtedy, gdy nikt tego od was nie żąda” – powiedział do młodych Jan Paweł II Wielki. „Kto wierzy, ten nie jest nigdy sam” – stwierdził jego następca Benedykt XVI. Obaj wyrazili to samo: mistyczna zażyłość z Jezusem Chrystusem, Wiecznym Duszpasterzem, jest rękojmią wiary, nadziei, miłości oraz wierności aż po grób. Nie należy nigdy budować na ludziach, książętach czy prominentach kościelnych, medialnych, społecznych. Największą siłą w życiu, najgłębszym źródłem energii życia, najwartościowszą osobą odniesienia jest Chrystus. On jest naszą kotwicą pokoju.

On oświeca, poucza, kieruje, prowadzi, podtrzymuje, motywuje, inspiruje, wartościuje i równoważy twą psychikę na wzburzonych falach relatywizmu, permisywizmu i nihilizmu współczesnego życia. Działa On w tobie przez wszystko, z czym się spotkasz i wśród czego żyjesz. Nieraz zdarzało się mi w działalności duszpasterskiej, że po jakimś kazaniu czy też odczycie ktoś, kto normalnie miał jakieś problemy i usiłował je sobie wyjaśnić w bezpośredniej rozmowie ze mną, nagle się odzywał: „Mój problem się rozwiązał sam z siebie podczas słuchania tego, co ojciec powiedział”. Tych ludzi pouczył swą łaską wewnętrzny nauczyciel; zadziałało wewnętrzne „namaszczenie”, kreując w ich umyśle rozjaśniające problem asocjacje i uzasadnienia.

Na gruncie takiej postawy zaoszczędziłem sobie nieraz rozwlekłych i nużących dyskusji i sporów. To, co należy do ciebie, czyń, resztę zostaw Bogu i Jezusowi Chrystusowi. Kościół jest ostatecznie Jego własnością i Jego dziełem i jeśli dopuszcza On do tak zwanego kryzysu Kościoła, kryzysu wiary tradycyjnej, to ma w tym jakieś zamiary. My nie jesteśmy „panami” wiary wiernych, mówi św. Paweł Apostoł. Musimy bardziej zaufać Opatrzności Bożej. Ani Chrystus w swej ziemskiej działalności nie zdołał wszystkich słuchaczy pozyskać dla królestwa Bożego, ani żaden papież nie był w stanie podbić całej ludzkości dla Chrystusa. Nasze ludzkie, duszpasterskie możliwości są ograniczone. My, kapłani musimy czynić to, co do nas należy: to znaczy nie zaniedbywać modlitwy, spełniać swe codzienne obowiązki i głosić ewangelię, ale nasze siły nie starczą, by uczynić ze wszystkich ludzi gorliwych wyznawców Chrystusa. Muszę się uczyć tego, by robić to, co jest w mej mocy, a resztę zostawić Bogu i współpracownikom i powiedzieć sobie: „W końcu to musisz Ty sam zrobić, gdyż Kościół jest twoim Kościołem. I Ty dajesz mi tylko tyle siły, ile jej właśnie posiadam. Tobie ją zawdzięczam, gdyż pochodzi ona od Ciebie. Ale wszystko inne pozostawiam Tobie”.

Benedykt XVI powiedział: „Uważam, iż rzeczą rozstrzygającą jest ta pokora, by to zaakceptować: »tu kończą się me siły, Tobie, o Panie, przekazuję wykonanie reszty«. Ta właśnie pokora ma decydujące znaczenie. I wreszcie należy mieć tę ufność, że On ześle mi też takich współpracowników, którzy przyjdą z pomocą i którzy potrafią zrobić to, czego ja sam zrobić nie potrafię”!

Celem naszego duszpasterzowania powinno być ciągle to, by nie formować drugich na naszą modłę, według naszej matrycy, lecz by każdego mógł rzeźbić Duch Święty ku tej formie, ku której rzeźbić go chce boski rzeźbiarz i artysta dusz. Celem wychowania chrześcijańskiego nie jest rygoryzm, autorytaryzm, hierarchizm i ślepe posłuszeństwo, lecz obudzenie duszy do własnej wolności, samodzielności, odpowiedzialności, rozwoju, męstwa, bycia, odwagi i wiary w siebie.

Pomyślmy też o granicznych sytuacjach naszego życia: choroba, wypadek, nieszczęście, słabość, zdrada, opuszczenie, śmierć bliskich, samotność, izolacja, mobbing, brak perspektywy, niewiara we własne możliwości itp. Kto przyjdzie z pomocą, radą, wsparciem, motywacją, pozytywną odrodzeńczą siłą? Ludzie przychodzą z wizytą i odchodzą, ty zostajesz sam w celi, w pokoju, w bloku, w szpitalu, w nocy, na łożu śmierci, w momencie rozstania się z tym padołem płaczu. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy większość ludzi nie umiera wśród krewnych i znajomych, lecz w samotności szpitala. Personel lekarski, krewni i znajomi mogą ci co najwyżej dotrzymać towarzystwa aż do brzegów Styksu czy też Jordanu śmierci, ale w tym momencie już dalej pójść nie mogą; gdy przyjedzie Charon, by cię przewieźć na drugi brzeg Styksu czy drugiego tunelu, wtedy na barkę musisz wejść sam, bez żony, dzieci, przyjaciół, bez księdza! Ale nie będziesz sam, gdy będziesz znał imię Jezusa Chrystusa, imię niczym złoty klucz, który otworzy ci bramy nieba, gdy wypowiesz to Imię, a On cię rozpozna jako swego przyjaciela i ucznia. On przeprowadzi cię przez manowce i bezdroża rozciągające się między tym a tamtym światem.

„I gdy tamtych wielu było kapłanami, gdyż śmierć nie zezwalała im trwać przy życiu. Ten właśnie, ponieważ trwa na wieki, ma kapłaństwo nieprzemijające” (Hbr 7,23). Jezus wprawdzie także umarł za nas i dla nas, ale trzeciego dnia zmartwychwstał, jak oznajmia Pismo, i żyje w nieprzemijającej chwale Boga. „Przeto i zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi” (Hbr 7,24–25). Mamy zatem wiecznego duszpasterza w niebie: On się za nami nieustannie modli i za nami nieustannie wstawia. Jakaż potężna to dla nas pociecha, zachęta, panorama życia i perspektywa nadziei!

Duszpasterz po wsze czasy
Jan Adrian Latta

urodzony 7 marca 1944 r. – polski rzymskokatolicki ksiądz, teolog i filozof religii, proboszcz w Weiding (diecezja Regensburg) w Niemczech. Święcenia kapłańskie przyjął 25 maja 1969 roku. W 1987 r. zdobył tytuł licencjack...