Dwa odcienie Bożego miłosierdzia

Dwa odcienie Bożego miłosierdzia

Na określenie miłosierdzia teksty Ksiąg Starego Testamentu używają dwóch wyrażeń. Wyraz hesed wskazuje na swoistą postawę „dobroci”, uwydatnia cechy wierności samemu sobie i „odpowiedzialności za własną miłość” (a więc cechy jak gdyby męskie), rahamim już w swym źródłosłowie wskazuje na miłość matczyną.

Miłosierdzie Boże w Piśmie Świętym Starego Testamentu określane jest za pomocą dwóch wyrażeń: hesed oraz rahamim 1 . Słowa te ukazują jego dwupoziomowy charakter. Niewypowiedziane bogactwo rzeczywistości boskiego miłosierdzia oddane jest przez analogię do miłości ludzkiej, miłości mężczyzny i kobiety, miłości ojcowskiej i macierzyńskiej. W papieskiej encyklice Dives in misericordia czytamy:

wyraz hesed wskazuje na swoistą postawę „dobroci”. Jeśli taka postawa cechuje dwie osoby, wówczas one nie tylko obdarzają się życzliwością, ale są sobie wierne na zasadzie wewnętrznego zobowiązania, a więc także — każda z nich — na zasadzie wierności sobie samej. Jeśli hesed oznacza także „łaskę” czy „miłość”, to właśnie w oparciu o taką wierność. Nie zmienia tego okoliczność, że samo zobowiązanie, o które chodzi, miewa charakter nie tylko moralny, ale i prawny. Kiedy wyrażenie hesed Stary Testament odnosi do Boga, bierze zawsze pod uwagę Przymierze, które On zawarł z Izraelem. Przymierze to od strony Boga było darem i łaską dla Izraela. Jednakże w konsekwencji zawarcia Przymierza Bóg zobowiązywał się do jego wypełniania: w ten sposób hesed nabierał poniekąd treści prawnej. Obowiązek prawny ze strony Boga ustawał wówczas, gdy Izrael łamał zawarte z Nim Przymierze, gdy nie dotrzymywał jego warunków. Ale właśnie wtedy hesed, przestając być zobowiązaniem prawnym, odsłaniał swoje głębsze oblicze: okazywał się tym, czym był od początku, to znaczy obdarowującą miłością potężniejszą niż zdrada i łaską mocniejszą niż grzech.

 Owa wierność wobec „niegodnej córki Mego ludu” (por. Lm 4,3.6) jest ostatecznie ze strony Boga wiernością sobie samemu.

Rahamim ma inne zabarwienie znaczeniowe aniżeli hesed:

już w swym źródłosłowie wskazuje na miłość matczyną (rehem = łono matczyne). Z tej najgłębszej, pierwotnej bliskości, łączności i więzi, która łączy matkę z dzieckiem, wynika szczególny do tegoż dziecka stosunek, szczególna miłość. Można o niej powiedzieć, że jest całkowicie darmo dana, niezasłużona, że w tej postaci stanowi ona jakąś wewnętrzną konieczność: przymus serca. Jest to jakby „kobieca” odmiana owej męskiej wierności sobie samemu, o której mówi hesed. Na tym podłożu psychologicznym rahamim rodzi całą skalę uczuć, a wśród nich dobroć i tkliwość, cierpliwość i wyrozumiałość, czyli gotowość przebaczania 2

Obok wspomnianych dwóch podstawowych określeń występują także inne. Słowo hanan oznacza okazywanie łaski, wyraża stałość usposobienia wielkodusznego, życzliwego i łaskawego. Natomiast hamal to oszczędzanie pokonanego wroga, ale również manifestacja litości i współczucia, a w konsekwencji przebaczanie i darowanie winy. Słowo hus wyraża litość i współczucie w sensie przede wszystkim uczuciowym. Słowo emet oznacza stałość i pewność, co łączy je ze słowem hesed.

Przyjrzyjmy się temu, jak opisywana przez powyższe określenia ojcowska i macierzyńska miłość Boga do człowieka przejawia się w poszczególnych etapach historii zbawienia. Na początek zajrzyjmy do Księgi Rodzaju (Rdz 3,1–24).

W rajskim ogrodzie

Stwarzając wszechświat dla człowieka, Bóg nie pozostawił go w nim jako jednostkowy egzemplarz mający być Jego zabawką. Nie skazał człowieka na samotność w obrębie gatunku, lecz dał mu podobną osobę, aby w więzi międzyludzkiej doświadczał dobroci i miłości Bożej. Bóg stworzył nas po to, byśmy zaznali pełni swego bytu przez całkowitą jedność z Nim, abyśmy w tej więzi byli szczęśliwi szczęściem Jego samego.

Następnie w trosce o prawdziwe szczęście i wielkość człowieka wypowiada Bóg słowa rady: „Nie wolno wam jeść z niego [owocu z drzewa rosnącego w środku rajskiego ogrodu] ani go dotykać, abyście nie pomarli” (Rdz 3,3b). Nie jest to nic innego, jak płynąca z miłości przestroga przed nieszczęściem.

Zaznaczyć przy tym należy, że choć warstwa słowna w przytoczonym fragmencie Księgi Rodzaju przybiera formę nakazu, to jednak dialog Boga z człowiekiem nie ma takiego charakteru. Forma nakazu, choć dla ludzkiego ucha nieprzyjemna, jest wyrazem opiekuńczego nastawienia Boga wobec człowieka. Człowiek przez zaufanie do Boga miał współpodtrzymywać wraz ze Stwórcą wszystko w harmonii i istnieniu. Miało się to dziać mocą więzi z Nim.

Zauważmy, że przed kuszeniem szatana człowiek nie odbierał boskiej przestrogi negatywnie. To szatan swoim komentarzem do bożych słów wzbudził w człowieku wątpliwość w bezinteresowność i prawość bożych intencji.

Pęknięcie ludzkiej natury

Bóg ukazany jest przez szatana jako chytrze strzegący tajemnicy swej suwerenności i wielkości hegemon. Szatan przeinacza boską przestrogę, projektuje na Boga własne intencje. Wmawia Stwórcy swoje nastawienie wobec człowieka.

Tymczasem Bóg, wierny do końca pierwotnemu zamysłowi, aby człowiek miał wolną wolę, nie wyręcza go przy dokonywaniu wyboru. W tym przejawia się Jego miłość — hesed, Jego pragnienie upodobnienia człowieka do siebie. Przestrzegając człowieka, objawił swoją prawdę. Człowiek wiedział, kim jest Bóg, przez bezpośrednie doświadczanie więzi z Nim. Bóg przemawiał do człowieka wprost. Wagę tej przestrogi można poznać dopiero po skutkach jej przekroczenia — po tym, jak kończy się to nieuwzględnienie obecnego w wypowiedzi Stwórcy komponentu miłości. Wsłuchując się w kłamstwo szatana, człowiek zdobywa wiedzę o dobru i złu, ale za cenę własnego i boskiego dramatu. Skutkiem czynu podjętego z pragnienia dorównania wielkością Bogu, chęci uniezależnienia się od Niego, jest doświadczanie przez człowieka cierpienia i śmierci. Doświadczenie dezintegracji osoby, a szerzej — całego bytu. Swoją decyzją, zrywającą więź miłości z Bogiem, lecz nie niszczącą miłości Boga do człowieka, ściągnął wspomniane skutki nie tylko na siebie, ale i na inne stworzenia. Przyczynił się do pęknięcia dzieła stworzenia, dzieła Boskiego.

Odtąd zniszczenie i rozpad obejmuje cały ludzki świat, świat dany człowiekowi do zagospodarowania po to, by go współtworzył. Odtąd w miejsce spodziewanego pełnego dysponowania sobą pojawia się dotkliwa zależność od różnych zewnętrznych i wewnętrznych czynników, jak też od innych ludzi. Odtąd mężczyzna będzie w „pocie czoła” uprawiał ziemię, a ta będzie mu rodziła chwasty. Kobieta będzie w „bólach rodziła” i będzie zależna od mężczyzny (Rdz 3,16b). Czym jest śmierć, poznają pierwsi rodzice po owocach zazdrości ich syna Kaina. Odtąd rozchwiewa się prawdziwa głęboka więź między ludźmi. Człowiek doświadcza samotności, również tej najgłębszej — w cierpieniu i śmierci.

Miłość nie zanika

I w tej sytuacji dochodzi do głosu zarazem hesedrahamim Boga. Bóg wierny sobie i swemu pierwotnemu zamysłowi uczynienia człowieka partnerem, stroną dialogu miłości, nie porzuca go. Nie przeklina człowieka, przeklina natomiast szatana. Obiecuje człowiekowi zwycięstwo w walce z nim. Staje się ona koniecznością, gdyż człowiek przez posłuchanie szatana wszedł z nim w dialog śmierci, otworzył się i wyczulił na ten dialog, ułatwił szatanowi dostęp do siebie. W tej walce człowiek nie będzie sam. Bóg zapowiada Mesjasza (Rdz 3,15), który uzdrowi kondycję człowieka, pękniętą naturę ludzką.

Miłość Boga do człowieka zatem nie zanika. Człowiek otrzymuje nową perspektywę swego bytu — perspektywę zbawienia. Wierny swojemu stwórczemu planowi Bóg nie odbiera człowiekowi wolności. Decyzja oparcia się na innej wskazówce aniżeli boska, ulegnięcie złudzeniu, że bez Boga można stać się „jak Bóg”, wejść w Jego miejsce, osiągnąć Jego atrybuty, jest decyzją odrzucającą prawdę o ograniczoności ludzkiej natury. Jest więc wyborem nieprawdy, wyborem złudzenia wbrew faktom — jest złem.

Prawdomówny Bóg nie przestaje kierować do człowieka słów prawdy. I chociaż wydawałoby się, że człowiek po doświadczeniu utraty tak wielkiego dobra, jakim była pierwotna więź ze Stwórcą, powinien być mądrzejszy o to doświadczenie i bardziej niż dotąd Jemu ufać, to jednak dzieje się inaczej — egzystuje on w stałej skłonności do nieufania Bogu. Jak echo tamtej pokusy doświadczonej w raju, powraca podejrzewanie Go o coś niegodziwego. Człowiek łatwo oskarża Go o obecne w świecie zło, o zaistniały dramat.

Bóg jako wyraz swego hesed nie przestaje kierować swojego słowa do człowieka. Ma na uwadze ludzkie dobro (dochodzi tu do głosu rahamim) i nie zważając na naszą nieufność, przygotowuje każdego do odczytania prawdy swych intencji w największym darze, którym jest wcielenie (incarnatio), przyjęcie przez Niego samego ludzkiej kondycji dotkniętej cierpieniem, samotnością i śmiercią. Jest to uczestnictwo w dramacie człowieka nie tylko przez współczucie człowiekowi, ale przez przeżycie go osobiście. Dokonuje się to nie przez symbolikę uogólnienia własnego cierpienia, ale przez osobiste przeżycie pełnej więzi z każdym ludzkim cierpieniem.

Zanim jednak do tego dochodzi, w swoich planach Bóg wybiera osoby, by na przykładzie ich życia ukazać całe bogactwo swych intencji. Stopniowo precyzuje swój plan. Czas człowieka, ludzkie dzieje wypełnione zostają Jego łaską — w konkretnej historii konkretnego narodu, z wychyleniem ku przyszłości, ku realizacji wspomnianego incarnatio.

Bóg rodzi się z kobiety

Odpowiedź człowieka na zbawczą inicjatywę Boga nie zawsze jest godna miana prawdziwego partnerstwa. Pomimo zrywania przez człowieka przymierza w kolejnych etapach jego realizacji Bóg przez swoje nieugięte hesed pragnie otwarcia się człowieka na Jego czułe i leczące rahamim. Wybiera do tego celu kobietę. Rahamim wypowiada się teraz na co najmniej kilku poziomach.

Po pierwsze — Bóg nie odrzucił kobiety (i mężczyzny — dziecko niewiasty jest mężczyzną), nie wyłączył ich ze swego zbawczego planu.

Po drugie — przez tę naturalną postawę macierzyństwa symbolicznie ukazuje cel inkarnacji — objawia człowiekowi pragnienie zrodzenia nowego człowieka, wolnego od skutków i następstw pierwszego nieposłuszeństwa. (Celem ostatecznym inkarnacji jest w oczach Bożych zmartwychwstanie człowieka i włączenie go w pełnię boskiego życia). Człowieka ogarniętego, objętego Bożą miłością, człowieka tak bezpośrednio doświadczającego tej miłości, jak dziecko w łonie matki, otulone opieką i karmione akceptacją; dziecko, w które się matka nieustannie wsłuchuje, bada najdrobniejszy jego ruch; dziecko wzrastające w matce do pełni własnego bytu.

Po trzecie — symbolicznie — tak jak matka jest fundamentem rodziny, przy niej gromadzą się dzieci i mąż, tak fundamentem prawdziwej jedności i wyjścia z samotności jest Bóg.

Po czwarte — tak jak matka rodzi do życia, tak Bóg przychodzi, by obdarować człowieka życiem i to wyraża się w symbolice matki i dziecka połączonych pępowiną (w omawianym przypadku pępowiną życia — łaski Bożej).

Po piąte wreszcie — Bóg uzdrawia kobietę od zależności od mężczyzny będącej owocem winy z raju (Rdz 3,16b), by ustanowić więź na nowym poziomie — wskazuje tutaj na to mężczyzna (dziecko niewiasty) zależny od niewiasty. Chodzi zatem o symboliczne zwrócenie uwagi na wolę przywrócenia równowagi, opartej na Bożym darze, między niewiastą a mężczyzną; szerzej jeszcze — między ludźmi. Bóg, wchodząc tak konkretnie w ludzką naturę i historię, staje się przez to bardziej czytelny, poznawalny.

Po szóste — Bóg ponownie odwołuje się do wyboru człowieka, do jego wolnej decyzji (Łk 1,26–38), by wszedł z ufnością w dialog ze Stwórcą. Wcielenie Boga jest więc w stosunku do człowieka wypowiedzią słowa Prawdy bożej na zupełnie nowym poziomie.

Zniżenie się do człowieka

Wierny swej miłości do człowieka, odpowiedzialny za swoje słowo Bóg (hesed) przyjmuje teraz jako najbardziej czytelną postawę rahamim. Tak dalece pochyla się nad człowiekiem, że współczując jego losowi, postanawia doświadczyć jego bytu osobiście i dzielić z nim doświadczenie cierpienia, samotności i śmiertelności. Przechodząc wszystkie fazy rozwojowe człowieka, od poczęcia do śmierci, staje się Bogiem w pełni solidaryzującym się z każdą osobą. Nie przestaje przy tym kierować swego przesłania miłości do człowieka. Ukazuje, że nie jest Bogiem dalekim, Stwórcą oddalonym od człowieka, od jego problemów. Staje się Bogiem zaangażowanym w człowieka. Wchodzi w całą historyczność świata. Przemawia ludzkim językiem. Człowiek staje się celem Jego uniżenia, jak matka, która przyjmując język dziecka, jego pojęcia i sposób rozumowania, okazuje dziecku akceptację jego osoby.

W Chrystusie owo rahamim Boga objawia swoją pełnię. To Chrystus uczy prawdziwej więzi z Bogiem, kiedyś utraconej i to właśnie On tę więź czyni możliwą. Stopniowo przekazywana prawda Boga o sobie samym i o człowieku staje się przestrzenią szczerości Boga. W niej to właśnie człowiek może poznać i poznaje prawdziwe oblicze Boga, może osiągnąć zrozumienie siebie, doświadczyć miłości Stwórcy i dobra swego bytowania.

Adresowana do człowieka Prawda nie ma poprzestać tylko na sferze duchowej czy intelektualnej. Prawda Bożej miłości troszczy się i o ludzkie ciało. Uzdrawianie chorych, nauki o konieczności podejmowania uczynków miłosierdzia wobec drugich, wskrzeszanie zmarłych są wyrazem Bożego zatroskania o całą osobę ludzką. To ogarnięcie troską ciała ludzkiego służy jednak jako widomy znak jeszcze głębszego zamiaru Bożego. Jest znakiem gotowości Boga do wybaczenia grzechów, win, wszelkiego zła moralnego. Bóg w Chrystusie troszczy się o sumienie, ducha ludzkiego, chcąc przywrócić człowiekowi godność w całym zakresie jego bytu. Pragnie całego człowieka zjednoczyć z Bogiem, uczynić go odnowionym stworzeniem. Wskazuje nową perspektywę życia, nieskoncentrowanego tylko na sobie samym, na przemyśliwaniu sposobów osiągnięcia doraźnych ulepszeń swego losu, ale na uszczęśliwiającym wykroczeniu poza siebie. Wejście w szczery dialog z Bogiem oraz nieunikanie świadczenia pomocy potrzebującym, więcej, świadome podjęcie służby wobec nich jest zarysowaniem nowej przestrzeni prawdziwego rozwoju człowieka.

Całe życie Chrystusa wskazuje na ogrom Bożego rahamim. Bóg podejmuje z szatanem walkę o człowieka. Doświadcza siły szatana na sobie — przez doświadczenie pokus, zła obecnego w świecie, aż wreszcie śmierci, która jest skutkiem działania szatana. W walce o człowieka Bóg nie posługuje się przemocą, lecz mocą prawdy oraz miłości. Nie może nie być sobą — hesed Boga jest trwałym składnikiem Jego działań wobec człowieka. Bóg nie może przyjąć środków złych, niegodziwych, połowicznych i niewystarczających do osiągnięcia zamierzonego z miłości do człowieka celu.

 Misja Chrystusa ogarnia uzdrowienie natury ludzkiej, ducha ludzkiego i obrazu samego Boga, jaki człowiek wykształcił sobie na przestrzeni dziejów, tak szeroko pojętych, jak historia ludzkości, jak i ta zawężona do historii zbawienia, historii dialogu, który Bóg prowadzi z Izraelem.

Konkretne sceny ewangeliczne oddają właściwe Bogu zaangażowanie w człowieka. Jednakże hesedrahamim (prawda i miłość) Boga osiąga swój szczyt w misterium krzyża. Chrystus podchodzącego do niego zdrajcy nie odrzuca i nie oskarża, choć nazywa ten czyn w jego wewnętrznej prawdzie: „Judaszu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego” (Łk 22,48). Po pojmaniu całkowite poddanie się Chrystusa woli człowieka, niesprzeciwianie się jej jest konsekwencją owej wierności sobie oraz miłości do człowieka. Nie może zanegować tego, co stworzył. Nie może niszczyć wolności człowieka.

Zło staje się bezsilne

Bóg nie pozostaje biernym obserwatorem czynów człowieka, obserwatorem zła moralnego. Przyjmuje to zło i przetwarza w dobro mocą miłości, w żadnym momencie nie potępiając człowieka. Złu przeciwstawia miłość. Zło w zderzeniu z duchem Jezusa jest bezsilne, nie znajduje rezonansu w Jego myślach, nie może znaleźć swego odbicia w Jego czynach, choćby w śladowej próbie odwetu. („Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” — Łk 23,34). Cierpienie ludzkie, psychiczne i fizyczne, aż wreszcie ludzką śmierć Bóg czyni swoimi („Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił” — Mt 27,46). Mocą miłości do człowieka, solidarności z nim przemienia je w dobro wyzwalające człowieka z niewoli zła.

Jest to możliwe tylko dlatego, że to jest Bóg i człowiek w jednej osobie. Czyni to mocą Bożego Ducha, nie mocą ludzką. W tym czynie rodzi nowego człowieka. Tak, jak człowiek rodzi się do życia we krwi i wodzie swojej matki, tak Bóg rodzi nowego człowieka również we krwi i wodzie swojej śmierci (J 19,33n), która wyzwala, która pozornie jest zgodą na tryumf zła, lecz w istocie jest to oddanie Bożego ducha człowiekowi i Bogu za człowieka. Chrystus, który przeżywa swoje ludzkie życie, nie czyniąc zła, przeżywa ludzką śmierć, by człowiek nie był w niej sam. Chrystus wypełnia przykazanie miłości Boga i człowieka; tym samym czyni zadość pragnieniu Bożemu, w niczym nie przekraczając i nie zakłamując woli Bożej względem człowieka; człowiekowi natomiast oddaje ducha Bożego, ducha mocy Prawdy i miłości, dzieląc najgłębiej, jak tylko można, stan, w którym człowiek znalazł się po swym złym wyborze z raju.

To wielkie dzieło cielesnego i duchowego uczestniczenia w doli człowieka, w losie człowieka zranionego przez fałszywą interpretację swojej wolności, Chrystus, Bóg–człowiek, ogarnia jak matka osobę ludzką i jego czas — poczęcia, życia i śmierci. To właśnie jest rahamim Boga, które nie potępia człowieka, ale pragnie jego uzdrowienia. Ta wierność sobie (hesed Boga), wierność pierwotnie przyjętym postanowieniom — „uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1,26) — nakazuje Bogu dochować wierności wobec daru wolnej woli człowieka. Widać to w dziele zmartwychwstania Chrystusa, które nie jest spektakularnym tryumfem nad człowiekiem, nad władzą ludzką, ale jest cichym wydarzeniem, które do końca będzie odwoływało się do wiary ludzkiej. Ukazanie się Chrystusa zmartwychwstałego apostołom oraz innym uczniom jest potwierdzeniem wcześniejszych słów Chrystusa, które wypowiedział do nich przed swoją śmiercią. Słów, które zapowiadały Jego mękę i zmartwychwstanie (Mt 26,2; Łk 18,31–33).

Możemy cierpieć dla Boga

Ukazanie się uczniom w poranek wielkanocny jest przejawem troski o ich wiarę, o ich zaufanie Bogu, Jego słowom i Jego czynom. Chrystus pojawia się nie po to, aby ich zdominować, ale właśnie z miłości do nich i do człowieka w ogóle. Ciche przyjście do uczniów z darem pokoju (Łk 24,13– –32; Łk 24,36–43), a nie wypominanie błędów, rozpoczyna tym samym jakby nowy rozdział dialogu z człowiekiem. To oni będą później posłani do narodów z nowiną ewangeliczną. Bóg objawia tym samym swoje rahamim. Nie czyni wszystkiego za człowieka, lecz z człowiekiem. Hesed Boga nakazuje bowiem wierność pierwotnemu zaproszeniu człowieka do pełnej, partnerskiej współpracy z Bogiem. Nie jest to zaproszenie upokarzające, w którym człowiek czuje się wyręczony, wskutek czego mógłby odczuć, że jego godność jest niewielka. Bóg w swojej wierności sobie i człowiekowi, miłości odpowiedzialnej, pozwala człowiekowi dobrowolnie uczestniczyć nie tylko w swym Duchu, którego udziela tym, którzy Go o to proszą, ale i w swoich cierpieniach podjętych za człowieka.

Człowiek może cierpieć dla Boga, nie tylko Bóg za człowieka. Przedziwne wprowadzenie swoistej możliwości odwzajemnienia się miłością za miłość. Człowiek, przyjmując słowa Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40), może wyświadczać miłosierdzie Bogu, przez miłość i pomoc konkretnie okazywaną człowiekowi. Zło bowiem jest brakiem miłości. Świadcząc miłość, człowiek naśladuje Chrystusa, czyli realizuje wolę Boga. Okazuje tym samym miłosierdzie Bogu, umniejszając Mu cierpień przez świadczenie miłosierdzia człowiekowi. Nie tylko przez czyny, ale też przez duchowe przebaczenie zadanych cierpień.

Bóg wierny swojej miłości do człowieka nie pozostawia w tym wezwaniu człowieka samemu sobie. Znając ograniczenia natury ludzkiej, daje mu swojego Ducha Miłości. Proponuje pomoc, lecz nie przychodzi ona automatycznie. Wzywa do świadomego aktu woli ukierunkowanego na Boga, wzywa do modlitwy — prośby o udzielenie Mu pomocy w postaci duchowego daru, wsparcia ubogacającego ograniczone ludzkie możliwości. Co więcej, uczy, jak o nią prosić.

Po swoim wniebowstąpieniu zsyła swojego Ducha. Odtąd hesedrahamim Boga znajduje swoją kontynuację w dziele bosko–ludzkim, którym jest Kościół, jego życie sakramentalne, żywa obecność Chrystusa umacniająca człowieka do życia duchem Bożej nauki i mocą Bożego ducha. Odtąd Chrystus — Miłość i Dar Boży — może objawiać swoją moc nie tylko w jednej szerokości geograficznej, w jednym przedziale dziejów, ale zawsze i wszędzie, jednakże nie bez przyzwolenia ludzkiego.

1 Jan Paweł II, Dives in misericordia, Pallottinum, Poznań 1990, cz. 3, przypis 52, s. 16n.
2 Ibidem.

Dwa odcienie Bożego miłosierdzia
Stanisław Przepierski OP

(ur. 13 listopada 1959 r. w Jarocinie – zm. 18 listopada 2020 r. w Poznaniu) – dominikanin, doktor filozofii, rekolekcjonista, konferencjonista, członek Rady Duszpasterskiej Archidiecezji Warszawskiej, opiekun Żywego Różańca w parafii na Służewie i w Archidiecezji Warszawski...