Dziękuję, Aniu

Dziękuję, Aniu

Już kiedyś na tych łamach wspomniałam, że los rozpieszcza mnie znajomościami z ciekawymi ludźmi, którzy lubią pisać (i ofiarowywać!) ciekawe książki. Czy można sobie wyobrazić większą radość dla bibliofila, będącego zarazem sympatykiem homo sapiens?

Anna Markiewicz z Krakowa, absolwentka wydziału historii UJ, pracująca właśnie nad swoją pracą doktorską, przysłała mi, z miłą dedykacją, starannie przez siebie opracowaną, ładnie wydaną (wyd. Esprit SC, Kraków 2007) Kronikę fundacyjną klasztoru (1620–1639) mniszek zakonu kaznodziejskiego na Gródku w Krakowie. Kronikę tę opatrzyła interesującym, rzetelnym wstępem i mnóstwem arcyciekawych, erudycyjnych wiadomości, zawartych w przypisach.

Pamiętniki, kroniki i dzienniki podróży są prawdziwą pasją tej młodej historyczki (wiem o tym, bo koresponduję z nią od lat, jeszcze od czasu, gdy była czytelniczką moich powieści dla młodzieży. Swoją drogą, aż miło patrzeć, jak pięknie się rozwijają niektóre pisklęta!). Jej wiedza w tym zakresie jest imponująca, a umiejętności badawcze budzą szacunek. Mogę to, w miarę moich skromnych możliwości, ocenić, bo sama bardzo lubię czytać świadectwa dawnych czasów, a tym samym – przebywać w towarzystwie ludzi, których już nie ma, ludzi o zapomnianej dziś szlachetności. Lubię myśleć w ich języku, cieszyć się ich żartami i przejmować – kłopotami, śledzić ich życie codzienne i losy, odgadywać sposób rozumowania i uczucia.

Kronikę krakowskich dominikanek w opracowaniu Anny Markiewicz, podobnie jak wydaną w roku 2002 książkę Karoliny Targosz Piórem zakonnicy. Kronikarki w Polsce XVII w. o swoich zakonach i o swoich czasach i jak Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII–XVIII wieku Małgorzaty Borkowskiej OSB (1996), czyta się świetnie. Mało które środowiska kobiece z Polski tamtych czasów zostały uwiecznione na piśmie w sposób równie soczysty, obszerny i drobiazgowy, jak zgromadzenia zakonne. „Pierwsza połowa XVII stulecia nie bez przyczyny bywa często nazywana złotą epoką klasztornego kronikarstwa” – pisze Anna Markiewicz we wstępie. „W XVII wieku na ziemiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów rozwijało się życie zakonne, przybywały wówczas do Polski nowe zgromadzenia, mimo wojen i innych niebezpieczeństw w wielu miejscach powstawały nowe klasztory, zarówno męskie, jak i żeńskie. Barwnie i szczegółowo spisywano dzieje powstawania wielu klasztorów, chcąc gorliwie utrwalić pamięć o wydarzeniach i ludziach związanych z burzliwymi nieraz początkami danej fundacji. Wiele staropolskich kronik różnych zgromadzeń pozostaje jednak do dnia dzisiejszego w rękopisach zachowanych w klasztornych archiwach”.

Z wstępu dowiadujemy się także, że pierwszy klasztor dominikanek został założony przez św. Dominika w 1206 roku koło Tuluzy, w Prouille; na naszych ziemiach domy tego zgromadzenia pojawiły się pod koniec XIII wieku. Klasztor dominikanek w Krakowie powstał znacznie później, a to dzięki staraniom kasztelanowej wojnickiej, Anny z Branickich Lubomirskiej, jak też jej spowiednika, dominikanina Mikołaja z Mościsk.

„Był to kapłan wielkiej pobożności, teolog dobry, kanonista przedni wzięty u ludzi uczonych, do niego jako do skarbnice bieżeli na poradę w casusach trudnych” – opisuje go kronika. „Miał dary wielkie od Boga, których umiał użyć, prawdę każdemu i panu na[j]większemu rzekł, a nie urażano się tym. W życiu a osobliwie w języku wielce ostrożny, kłamstwa, przeklęctwa, pochlebstwa, próżnej chwały, próżnego nawet słowa, a pogotowia obmówisk nie słyszałeś z ust jego, jeśli kto zaczął co od obmówisk, przejął mu mowę, a co inszego wtrącił, albo się na twarzy zmarszczył, dając znać, że tego nierad słucha” – czy to nie piękny, żywy, sprawnym piórem nakreślony portret? (A dodać należy, że wydawca zadbał o zamieszczenie w książce czterech barwnych reprodukcji portretów sensu stricto – dwóch przeorów dominikańskich oraz Anny Lubomirskiej i właśnie Mikołaja z Mościsk). „Co się tu o nim napisało siostrom na pociechę, nie tylko niniejszym, ale i potomnym, aby wiedziały, jakiego dyrektora z opatrzności Boskiej miał ten klasztor na swych początkach, który jako około postanowienia samego klasztoru, tak i około ugruntowania obserwancyi zakonnych wiele czynił, wiadomy będąc kanonów i praw kościelnych i konstytucji zakonnych. I to jako z jego rady podjęły się siostry z ochotą wielkich rzeczy jako wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, łoża twardego, tunicelle grubej, czujności, milczenia, ubóstwa nie mając prywatnych depozytów i klauzury barzo ścisłej”.

Obok tych celnych portretów, obok historii o zdobywaniu funduszy na nowo powstający klasztor i poszukiwaniu dla niego lokalizacji, obok opowieści o codziennym życiu dominikanek, jest w kronice miejsce i na zarysowanie szerszego tła owych wydarzeń. Dzień 29 września 1621 roku, na przykład (kiedy to pięć pierwszych sióstr przeprowadzono uroczyście z domu większego przy ulicy Stolarskiej na Gródek, do nowego klasztoru), poprzedzał bitwę pod Chocimiem. Z tej okazji właśnie Mikołaj z Mościsk wygłosił w kościele św. Trójcy poruszające kazanie „aktowi temu barzo służące o wojnie przeszłej w niebie, o drugiej, która się toczyła wtenczas z Turkiem w Wołoszech i przyszłej duchownej w zakonie, na którą się udały te pięć sióstr, z wielką pociechą sióstr i tych, które wychodziły, i tych, które zostawały, i ludzi świeckich”. W niedzielę 3 października z kolei – przypomina we wstępie Anna Markiewicz – w związku z toczącymi się właśnie walkami krakowscy dominikanie zorganizowali w mieście uroczystą procesję z obrazem Matki Boskiej Różańcowej.

Nękana przez zarazy (zwane przez kronikarkę „powietrzem”) i najazdy wrogów, społeczność dominikanek dzieliła z ludnością i inne biedy. „Nastąpił rok 1625. Głodny to był rok i ciężki na wszytko Królestwo Polskie, ćwiertnią żyta w Krakowie płacono po złotych piętnaście, ludzi barzo umierało od głodu, a najwięcej w miastach, bo lud wiejski do miast się dla pożywienia ściągał”.

Czytam to wszystko i bardzo jestem ciekawa, czy siostry dominikanki mają zwyczaj prowadzić kroniki klasztorne także i w obecnych latach dobrobytu i błyskawicznego postępu technicznego. Moim zdaniem, jeśli idzie o utrwalanie ducha czasu, żaden rodzaj zapisu nie może się równać ze słowem. Ale może to tylko odosobniony pogląd wieloletniej wielbicielki literek.

Przy okazji: dotarły do mnie wieści spod Warszawy. Siostro dominikanko, dawna sąsiadko z ulicy Kościuszki, Reniu B.! Pozdrawiam!

Dziękuję, Aniu
Małgorzata Musierowicz

urodzona 9 stycznia 1945 r. w Poznaniu – z domu Barańczak, siostra Stanisława Barańczaka, absolwentka PWSSP w Poznaniu, najbardziej znana jako autorka serii Jeżycjada....