Ewangelia według Romcia

Ewangelia według Romcia

Pan Jezus też rozmawiał z Apostołami prostym językiem – mówi Romcio Tomcio, autor rymowanych opowieści biblijnych dla dzieci i… dorosłych.

Jutro w kościele będzie żywa, rymowana Ewangelia – zapowiedział w sobotę wieczorem ksiądz. W niedzielę na każdej mszy świętej były tłumy. Przy ambonie stanął czterdziestoparoletni mężczyzna i zaczął recytować z pamięci wierszowane kawałki o Jezusie, Janie Chrzcicielu i Judaszu, który:

Podszedł do Wysokiej Rady
I powiedział: – Bez przesady!
On Mesjaszem jest prawdziwym!
Jakże Jestem niegodziwy!

– Język Pisma Świętego jest zbyt trudny dla wielu dorosłych, a co dopiero dla dzieci – mówi Roman Kempiński, autor wierszowanych opowieści. Dlatego postanowił napisać Ewangelie po swojemu.

Święta Maryja Syna Bogu urodziła

Rzecz się działa w Nazarecie,
O czym dzieci dobrze wiecie.
Z ksiąg natchnionych wiemy bowiem
To, co dzisiaj wam opowiem.

Tak się zaczyna opowieść Święte narodziny o przyjściu na świata Jezusa. To pierwsza książka Romcia Tomcia, czyli Romana Kempińskiego, który takim pseudonimem się posługuje. O narodzeniu Zbawiciela pisze tak:

Wtedy Józef z Galilei
Poszedł z Żoną do Judei.
Przecież był z Dawida rodu,
Poszukiwał więc sposobu
By w Betlejem znaleźć spanie
Na to Boże rozwiązanie.
W tej mieścinie, będę szczery,
Brak jest wolnej już kwatery.
Wszystkie miejsca są zajęte.
A tu ma się rodzić Święte!
Nie ma nawet i szpitala,
Tylko szopa pozostała.
I to w niej Święta Maryja
Syna Bogu urodziła.

Rymowana wersja narodzin Jezusa powstała osiem lat temu. Tekst wydrukował jeden z katolickich tygodników. Wtedy Roman Kempiński pomyślał sobie, że można z tego zrobić książeczkę dla dzieci. Poszedł do zaprzyjaźnionego kościelnego wydawnictwa. – Romek, nikt tego nie będzie czytał – usłyszał.

Kempiński nie dał za wygraną – książkę wydał w świeckiej oficynie. Pojechał do pierwszej parafii. Z ambony zaczął recytować jej fragment. Powiedział, że po mszy będzie ją podpisywał. Wyszedł z kościoła i przecierał ze zdumienia oczy. Kolejka liczyła ze 150 osób.

Ludzie zaczęli się dopominać o następne historie. Dlatego dopisał jeszcze kilka innych rymowanych opowieści z Nowego Testamentu: o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, cudach, jakich dokonywał, publicznej działalności i uzdrowieniach.

Napisał też książeczkę Prorok pustyni o Janie Chrzcicielu. Bohatera przedstawił tak:

Jan ciekawie dość wyglądał:
Ubiór z sierści miał wielbłąda,
Pas skórzany koło bioder,
Żywił zaś się leśnym miodem.
Jadł szarańczę na śniadanie,
A w szałasie miał mieszkanie.

W prawie czterystu wersach Romcio Tomcio opowiedział, niczym w bajce, o jego sędziwych rodzicach: Zachariaszu i Elżbiecie, o pobycie na pustyni, gdzie Jan wzywał do nawrócenia, o chrzcie, którego udzielił Jezusowi w Jordanie, wreszcie o tragicznym końcu, kiedy mściwa Herodiada zażądała od Heroda Janowej głowy. Egzekucję opisał tak:

Poszedł kat i w oka mgnieniu
Ściął natychmiast go w więzieniu.
Jego głowę niósł na tacy,
Każdy więc mógł to zobaczyć.

By historia nie kończyła się przygnębiająco, Romcio Tomcio tak ją spuentował:

Tak zakończył swoje życie
Ten przedziwny człek – Jan Chrzciciel.
A choć tak męczeńsko zginął,
Żeby smutno nam nie było,
Pan Bóg Świętym go uczynił.
I dlatego moi mili,
Książkę o nim napisałem.
Po czym bardzo mocno chciałem,
By się wszystkim podobała
I koniecznie… rymowała.

Celibat nie dla Komandosa

– Mam dar rymowania – mówi o sobie Roman Kempiński. 43 lata, żonaty, czworo dzieci.

Wiersze zaczął pisać w ósmej klasie. Były o życiu i o problemach, jakie przeżywa nastolatek: o pierwszych miłościach, o przyjaźni, młodzieńczych rozczarowaniach.

Nic nie zapowiadało jednak, że zrobi w przyszłości karierę literacką. Po maturze w technikum ekonomicznym poszedł do wojska. W czasie, gdy inni wymigiwali się od munduru, on szedł do służby z ochotą. – Chciałem przeżyć solidną, męską przygodę – mówi. Udało mu się: trafił do elitarnych Czerwonych Beretów. Skakał ze spadochronem, zaliczył żołnierską falę (znęcanie się starszych roczników nad młodszymi) i zyskał pseudonim „Komandos”. Po wojsku pracował przez pół roku w ośrodku wczasowym MSW. Organizował baliki dla dzieci, dyskoteki dla młodzieży i wieczorki dla starszych.

Miał 22 lata, gdy zdecydował, że chce być księdzem. Dla rodziny i znajomych zaskoczenie było ogromne. Do seminarium w Szczecinie nie bardzo chcieli go jednak przyjąć. – Przełożonym nie pasowało, że facet, który pracował w milicyjnym ośrodku, zapałał nagle chęcią do noszenia sutanny – wspomina. W końcu były lata osiemdziesiąte. Jednak przyjęto go.

Był po trzecim roku, gdy zrozumiał, że kapłaństwo to nie jego powołanie. – Przerósł mnie celibat – wyznaje. – Zrozumiałem, że jestem za słaby na takie wyrzeczenie.

Odejście z seminarium nie było łatwe. Najtrudniej było przekonać rodzinę. – Wszyscy myśleli już, że będą mieli w rodzinie księdza, a tu nic z tego – mówi. Jednak podjął decyzję. Błogosławi ją do dziś. Uważa, że gdy ktoś ma wątpliwości, powinien odejść. – Jeśli to własny, przemyślany krok, to na pewno jest godny – sądzi. Z czasów kleryckich pozostały mu wspaniałe przyjaźnie z kolegami, którzy dotrwali do kapłaństwa. I umiłowanie Pisma Świętego.

Romcio lepszy od Romana

Niemal w każdą niedzielę Romcio Tomcio występuje w jakimś kościele ze swoją rymowaną Ewangelią. Zjeździł już cały kraj. Spod Szczecina, gdzie mieszka, wybiera się czasem na drugi kraniec Polski. W niektórych parafiach był kilka razy. Kalendarz wyjazdów ma wypełniony na miesiące do przodu.

Gdy staje przy ambonie, zazwyczaj w czasie przeznaczonym na ogłoszenia parafialne, opowiada najpierw o sobie: że był w wojsku, potem w seminarium, że ma rodzinę i pracuje w banku. Następnie recytuje z pamięci fragmenty swoich biblijnych rymowanek. – To jeden z wielu pomysłów na głoszenie Ewangelii – mówi o twórczości Romcia Tomcia ks. Mateusz Misiak, proboszcz parafii św. Rocha w Poznaniu. Ks. Mateusz zaprosił kiedyś Kempińskiego do swojego kościoła. Do dziś nie może się go nachwalić. – Najbardziej urzekła mnie radość, z jaką autor mówi o Bogu – dodaje.

Od księży Romcio Tomcio często słyszy, że pomaga im w głoszeniu Ewangelii. Opowiadają mu, że gdy chodzą po kolędzie, widzą w domach parafian jego książki. Dlatego chętnie go do siebie zapraszają. Tylko raz usłyszał: – Pan robi z kościoła market.

Kiedyś w pewnej parafii proboszcz myślał, że Romcio Tomcio jest księdzem. – Kiedy przyjechałem, wyznaczył mi dwie msze do odprawienia i dyżur w konfesjonale – śmieje się Kempiński.

Największą nagrodą są dla niego kolejki, które ustawiają się do niego po mszy, żeby kupić książkę i dostać od autora dedykację. Stoją dzieci, rodzice i dziadkowie.

To ze względu na swoich czytelników, tych najmłodszych, obrał sobie taki pseudonim. – Żeby było widać, że to dziecięcy autor, którego łatwo zapamiętać – mówi. – Kto by zapamiętał Romana Kempińskiego? A Romcia Tomcia znają wszyscy.

Artystyczny pseudonim jest ważny także dla niego samego. – Pomaga mi zachować dystans do własnej osoby – mówi Romcio Tomcio. Uważa, że gdyby zadufał się w sobie, niczego by już nie napisał.

– Ta pana książka jest straszna – usłyszał kiedyś od młodego mężczyzny.
– Dlaczego? – zapytał trochę speszony.
– Od pół roku czytam córce na dobranoc w kółko to samo, bo chce tylko Romcia Tomcia.

Jak rozmawiał Jezus

„Ewangelia pisana wierszem i pełna kolorowych obrazków wzbudza niepokój biblisty” – pisze o książkach Kempińskigo ks. Cezary Korzec z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego. „A jednak opowieść Romcia Tomcia przekonuje swoją prostotą i bezpośredniością, których nie należy mylić z naiwnością i infantylizmem często obecnymi w tego rodzaju przedsięwzięciach” – oddaje sprawiedliwość biblista.

Czasem ma wrażenie, że chrześcijanom brak poczucia humoru. – Nie chodzi mi o to, żeby Ewangelię sprowadzać do poziomu zabawy czy rozrywki – mówi. – Ale czasem w Kościele zbyt sztywno mówi się o Bogu i przez to nie trafia się do ludzi.

Jest przekonany, że Jezus musiał rozmawiać z Apostołami prostym językiem. – No, może nie wierszem – zastrzega się. – Ale na pewno prościej niż w Ewangelii, bo to byli przecież prości, niewykształceni rybacy.

Nie chce przez to powiedzieć, że dobre jest tylko to, co sam robi. – To tylko jedna z propozycji zainteresowania czytelników Pismem Świętym – mówi o swojej wersji Ewangelii.

„Poeta od razu zajmuje osobne i wyraziste miejsce, utrzymuje wysoki poziom literacki, unaocznia dzieje Chrystusa w sposób udany artystycznie, z dobrym smakiem, a jednocześnie z poszanowaniem – i przedmiotu wypowiedzi, i czcigodnych ksiąg Nowego Testamentu” – napisał o twórczości Romcia Tomcia literaturoznawca prof. Andrzej Sulikowski.

Romanowi Kempińskiemu marzy się, żeby jego książki były pierwszym krokiem do sięgnięcia po Biblię. Nie tylko w wypadku dzieci, ale i dorosłych. – Przecież gdy rodzice czytają dzieciom moje historie, to może i sami z ciekawości zajrzą do Pisma Świętego, żeby zobaczyć, jak tam jest to opisane – mówi.

W parafiach spotyka gimnazjalistów, którzy wciąż czytają jego rymowane opowieści. Opowiadają mu, że zaczęli je czytać jako dzieciaki. Co ich przyciąga? – Mówią, że nadal ich to kręci – cieszy się Kempiński.

Rymowane opowieści biblijne Kempińskiego przeczytał kiedyś ksiądz Jan Twardowski. Napisał: „Niech Romcio Tomcio pisze dalej, bo ma talent”.

Nie był sam, bo i Eliasz przybył tam

Nad każdą historią pracuje długo. Najłatwiej znaleźć temat – na przykład historia Jana Chrzciciela. Gdy wie, o czym będzie książka, zaczyna czytać to, co o bohaterze przyszłej opowieści bądź temacie napisali czterej Ewangeliści. Później obkłada się podręcznikami i słownikami biblijnymi, żeby zgłębić temat. Radzi się biblistów. Wreszcie przystępuje do pisania.

Pierwszą wersję zapisuje w zeszycie w kratkę. W zachowanych brudnopisach widać sporo skreśleń. Później przepisuje to na komputerze. Wszystko musi ułożyć tak, żeby się rymowało, a jednocześnie – żeby dochować wierności przekazowi Ewangelii. Do tego, wszystko musi być czytelne dla młodego odbiorcy. Dlatego nawet scenę Przemienienia Romcio Tomcio przedstawił obrazowo:

Poszli trzej uczniowie z Panem.
A na górze, w rzeczy samej,
Cud niezwykły się wydarzył,
który uczniów znów przeraził.
Oto cała głowa Pana
Tak jak słońce zajaśniała,
A i Pańskie też ubranie
Stało się jak światło białe!
I wraz z tymi zjawiskami
Mojżesz raptem się pojawił.
Ale wcale nie był sam
Bo i Eliasz przybył tam.

Ale tekst to jeszcze nie wszystko. Żeby książka była atrakcyjna dla dzieci i przypominała bajkę, musi być ładna graficznie. Pomaga mu zaprzyjaźniona ilustratorka. Wspólnie wybierają najbardziej sugestywne sceny z danej historii, które dopowiadają tekst. – Chcę, żeby to była książeczka godna księgi Pisma Świętego – mówi Kempiński.

Stary Testament czeka

A co dalej w Bożym Słowie?
O tym kiedyś wam opowiem…

Tak kończy się opowieść o narodzinach Jezusa. I Romcio Tomcio opowiada dalej. Od dwóch lat w każdą niedzielę czyta rymowane komentarze do Ewangelii w szczecińskiej telewizji. Na ostatnią niedzielę maja przełożył po swojemu pożegnalne spotkanie zmartwychwstałego Jezusa z Apostołami.

Myślał każdy, że to śni.
Pan, mimo zamkniętych drzwi
Nagle wśród nich się ukazał
I do siebie przyjść im kazał.
Ucieszyli się uczniowie,
Że znów mają Go przy sobie.
Filip aż koziołki fikał
I udawał, że utyka.
Piotr uściskał mocno Pana,
Tomasz wzrok utkwił na ranach,
Które Jezus pokazywał
I się prawie nie odzywał.
Andrzej patrzył urzeczony,
Jedząc figi i melony.
(…)
A Mateusz, były celnik
Smażył ryby na patelni,
By się głodny Pan posilił.
I w tym wcale się nie mylił,
Gdyż zjadł rybę i kanapkę,
Prosząc nawet o dokładkę.
(…)
Drugi Jakub z tej radości
Doznał takiej wesołości,
Iż musieli go uciszać.
Tylko jego było słychać.

Jezus wszystko to przeczekał,
Ale spraw swych nie odwlekał.
Starczy już, teraz poważnie.
Głoście słowo na odważnie
W każdym mieście i narodzie.
Na Zachodzie i na Wschodzie.
Grzechy wszystkim odpuszczajcie
I przy Ewangelii trwajcie.

Dwu, trzyminutowe opowieści są ilustrowane dziecięcymi malunkami Oliwii, 11–letniej córki Romana Kempińskiego. – Tata podpowiada mi, co mam namalować – opowiada dziewczynka.

A tymczasem Romcio Tomcio ma nowe pomysły. – Marzę, żeby kiedyś zabrać się za Stary Testament. Ile tam jest do opowiedzenia.

Ewangelia według Romcia
Stanisław Zasada

urodzony w 1961 r. – dziennikarz, reporter, absolwent polonistyki na UMK w Toruniu oraz Polskiej Szkoły Reportażu.Współpracuje m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Gazetą Wyborczą”. ...