Fioletowy ludzik

Fioletowy ludzik

Piotr Kobza, Polskie rekolekcje, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010, s. 328

Można by pomyśleć, że ksiądz Borys, bohater Polskich rekolekcji Piotra Kobzy osiągnął wszystko, co można zdobyć, wspinając się po szczeblach kościelnej kariery. A jeśli droga do tego wiedzie przez urzędniczą posadę w Watykanie, koniak, cygaro, to można powiedzieć, że chwyciło się Pana Boga za nogi. W ten święty spokój wdziera się zgrzyt: nominacja na biskupa. Z Watykanu do kraju nad Wisłą, z szeregowego pracownika Kongregacji Ewangelizacji Narodów na pierwszą linię diecezji sokołowskiej, położonej gdzieś na wschodzie Polski (nie próbujcie jej szukać na mapach), z wielkiego świata na prowincję. Nie dziwi więc, że nominacja wcale go nie cieszy. W dodatku nagły zwrot w życiu uświadamia mu duchową i egzystencjalną nieokreśloność, w jakiej żyje. W Pana Boga wierzy, ale nie ma z Nim dobrego kontaktu – najlepiej Borysowi rozmawia się ze Stwórcą po kilku kieliszkach koniaku. Podchmielone monologi oraz wyciągane w towarzystwie i w potrzebie jak z rękawa wyświechtane frazesy o duchowości zastępują modlitwę. Wstąpił do zakonu dominikanów, ale za nie do końca jasne przewinienia (krążą pogłoski o romansie, inne o sprzeciwie wobec przełożonego) pozostaje osobą niemile widzianą w klasztorach braci kaznodziejów. Umiejscowiony w watykańskiej dyplomacji do czasu, aż sprawa przycichnie (lub zmieni się przełożony), rozpoczyna (przyjaźń? romans? wyzwanie intelektualne? miłość?) znajomość z atrakcyjną i inteligentną Włoszką. Nominacja biskupia, na którą wie, że nie zasłużył, o której sami przełożeni mówią, żeby potraktował ją jako wakacje lub swoiste, polskie rekolekcje, mnoży jedynie znaki zapytania. Awans? Degradacja? Wyraz zaufania? Chęć pozbycia się? W każdej z tych konfiguracji ksiądz Borys zadaje sobie jedno niezmienne pytanie: co ja tu robię?

Wokulski w sutannie

Zostało Ci jeszcze 79% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się