Galaretka owocowa

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Pewnego razu byłem z moim konfratrem na lekcji religii w szkole. Była wiosna, za oknem ćwierkały ptaszęta i kwitły kasztany, zdawało się, że klasa też kwitnie i nie pała chęcią pochłaniania religijnej wiedzy. Była to klasa bardzo kolorowa. Moją uwagę zwróciła szczególnie wielobarwność czupryn. Wśród włosów były fioletowe i jaskrawoczerwone pasma oraz odblaskowozielone jeże; głowy mieniły się kolorami galaterki owocowej. Próba wpojenia tym głowom wiedzy religijnej miała takie szanse zakończyć się sukcesem, jak próba przybicia galaretki owocowej do sufitu. Było tam wprawdzie kilka pilnych dziewcząt o włosach splecionych w warkocze, siedziały w pierwszych ławkach i odpowiadały na pytania, jak należy, ale cokolwiek powiedziały, było to natychmiast podważane przez siedzącego z tyłu posiadacza kolorowej czupryny.

– Rozmawialiśmy o Kościele jako depozytariuszu wiary. Czym jest wiara? – zapytał mój konfrater.

Jakiś łobuz z tyłu natychmiast wykrzyknął:

– Wiara to kupa szczunów na ulicy!

– Nie wygłupiaj się, Psistrzykiewicz – skarcił go prowadzący lekcję. – Utłuklińska proszę – rzekł do zgłaszającego się złotowłosego dziewczęcia.

– Wiara to jest to, co nam Kościół podaje do wierzenia – powiedziała Utłuklińska. – Skład apostolski, Credo nicejskie, dogmaty, zatwierdzone objawienia, źródełka wody w miejscach objawień.

Tymczasem zgłosił się siedzący z tyłu chłopak o ogolonej głowie z kilkoma zielonymi włosami sterczącymi nad czołem.

– Jak to jest z tym Credo, proszę księdza psora? To przecież jest tylko formułka, która może znaczyć różne rzeczy. Zależy, kto mówi. Jak ktoś mówi Credo, gdy go przybijają do krzyża, to jest to zupełnie co innego, niż to samo Credo mówione przez kogoś, kto nie chce być spalony na stosie.

– Czy ktoś potrafi na to odpowiedzieć? – spytał mój konfrater.

Zgłosiło się dziewczę o kasztanowych włosach.

– Wierzymy, że Pan Bóg obecny jest wszędzie i zawsze i obserwuje nas cały czas, i notuje wszystkie nasze uczynki, i rozliczymy się z nich na sądzie ostatecznym, nic nam nie ujdzie na sucho, bo Pan Bóg niczego nie zapomni i wszystko będzie miał nagrane…

Nie dokończyła, bo przerwał jej głos z tyłu klasy:

– To Pan Bóg jest takim ubekiem? Wszędzie zapuszcza żurawia, jak jakiś Wielki Brat?

Tymczasem do odpowiedzi zgłosiła się uczennica o bujnych włosach ufarbowanych w pasma fioletowe i żółte.

– Ja, proszę księdza psora, jestem niewierząca, bo jakby Pan Bóg był i wszechmocny, i kochający wszystkich ludzi, to nie byłoby głodu w Etiopii, dzieci chorych na AIDS i takich rzeczy – usiadła.

– Dziękuję, Trampałkówna. Szczere odpowiedzi są bardzo ważne, tylko w ten sposób możemy sobie różne rzeczy wyjaśnić. Czy ktoś chciałby odpowiedzieć Trampałkównie?

Zgłosił się na to inny młodzieniec o długich włosach z zielonymi i czerwonymi pasmami.

– Mi się zdaje, proszę księdza psora, że niektórzy tu mylą wiarę z wierzeniami. Ja tu słyszę, jak kto sobie wyobraża Pana Boga. Wyobrażenie może być, proszę księdza psora, przedmiotem wierzenia, ale wyobrażenie to nie to samo, co wyobraźnia, a wierzenie to nie to samo, co wiara. Wydaje mi się, proszę księdza psora, że wiara to jest podejście do sprawy. Jak ja mówię, że wierzę w Psistrzykiewicza, to przecież nie wierzę w jego istnienie, tylko w to, że szczun jest w porząsiu i nie puści farby, jak nie trzeba. Mi się zdaje, proszę księdza psora, że wiara to nie są słowa. Inaczej można powiedzieć, żeby nie pomylić tych rzeczy, że wiara to jest zawierzenie. Albo ufność. Czyli Kościół jest powiernikiem ufności. Tak mi się wydaje.

Mój konfrater pochylił się nad dziennikiem, mówiąc:

– Ty jak się nazywasz? Czy ja cię mam w ogóle w dzienniku?

– Ja jestem Szuszwol ze Swarzyndza – odparł uczeń i usiadł. Zauważyłem, że ma czerwone trampki z zielonymi sznurowadłami. Spojrzał na mnie z szelmowskim uśmiechem i puścił oko”.

Galaretka owocowa
Włodzimierz Fenrych

urodzony 10 maja 1955 r. w Poznaniu – absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w „Czasie Kultury”, „Spotkaniach” i „Tygodniku Powszechnym”.Autor cyklu felietonów pt....