Gdzie jest Baranek?

Gdzie jest Baranek?

Niedawno w katedrze świętego Bawona w Gandawie miałem okazję podziwiać najsłynniejszy chyba ołtarz średniowiecza, namalowany w XV wieku przez niderlandzkiego mistrza Jana van Eycka. W XVI stuleciu Karel van Mander opisywał, że ołtarz gandawski cieszył się niebywałą popularnością wśród wiernych: „Tłum był wtedy tak duży, iż z ledwością udawało się do niego dotrzeć; kaplica, gdzie się znajdował, była cały dzień pełna ludzi. Można tu było zobaczyć starych i młodych malarzy i miłośników sztuki, którzy otaczali obraz tak, jak latem spragnione słodyczy pszczoły unoszą się, brzęcząc, nad koszem pełnym fig i winnego grona”.

Ponad czterysta lat po van Manderze miałem podobne wrażenia. W kaplicy ołtarza, położonej tuż przy głównym wejściu do świątyni, kłębiły się tłumy; widać było zorganizowane grupy turystów japońskich i amerykańskich; młode studentki w powyciąganych swetrach siedziały w kucki przed malowidłem, sycąc się jego niepowtarzalną aurą; amatorzy sztuk pięknych przystawiali nosy do ochronnej szyby, chcąc z jak najbliższej odległości podziwiać szczegóły dzieła. W kaplicy panowała nabożna cisza, a nad zebranymi unosił się nastrój kontemplacji.

Większość obecnych trzymała przy uszach specjalne słuchawki, z których w różnych językach płynęły wiadomości na temat ołtarza. Jego centrum stanowił obraz przedstawiający adorację Baranka Paschalnego. Głos w słuchawce objaśniał znaczenie bogatej symboliki zawartej w owej wizji.

Po wyjściu z kaplicy zapragnąłem uklęknąć przed Tym, który tak zainspirował van Eycka, a którego symboliczne wyobrażenie przed chwilą oglądałem. W końcu obraz niderlandzkiego mistrza był ledwie marnym odblaskiem prawdziwego Baranka. Obszedłem całą katedrę, nigdzie jednak nie zauważyłem czerwonej lampki sygnalizującej obecność Chrystusa w tabernakulum.

Zszedłem do katedralnych krypt, gdzie znajduje się część muzealna świątyni. W kolejnych wnękach oglądać mogłem stare płótna, przepyszne szaty liturgiczne, złocone monstrancje i inne cenne dzieła sztuki rękodzielniczej. Gdybym w pewnym momencie gdzieś w kąciku nie zauważył niepozornego czerwonego światełka, przeszedłbym obok Najświętszego Sakramentu, uważając Go za jeden z wielu muzealnych eksponatów. Nie mogłem opędzić się od myśli, że podczas gdy imitacja stała się przedmiotem adoracji, Oryginał złożony został do lamusa.

Zwiedzając później kolejne kościoły w różnych miastach Belgii, Niemiec i Francji, odnajdywałem najczęściej Najświętszy Sakrament w jakichś pustych, odosobnionych kaplicach. Określenie Dom Boży sugeruje, że gmach zbudowano dla Boga, tymczasem Ten, który miał być tu gospodarzem, traktowany był jak niedzisiejszy staruszek, którego reszta domowników się wstydzi i chowa przed gośćmi w odległej komórce.

Moja modlitwa w katedrze monachijskiej była jedną z najdłuższych w życiu. Klęczałem sam przed tabernakulum i powiedziałem sobie, że nie zostawię Gospodarza w samotności i wyjdę stąd dopiero, gdy w kaplicy pojawi się jakiś inny człowiek. Gdybym wiedział, że tak długo przyjdzie mi czekać…

Przyszła mi wówczas do głowy myśl, że każdy z nas jest przecież świątynią Ducha Bożego. I zadałem sobie pytanie: czy w moim życiu, w mojej świątyni, Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, czy rzeczywiście oddaję Mu chwałę, czy też wolę nie pamiętać o Nim, nie przyznając się do Niego i zamykając Go wstydliwie w jakiejś komórce? Odpowiedź na to pytanie ochroniła mnie przed osądzaniem Niemców, Belgów i Francuzów.

Gdzie jest Baranek?
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów.W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...