Gdzie stoi Kościół?

Gdzie stoi Kościół?

Po wyborach prezydenckich w Polsce dziennikarz włoskiego dziennika „La Stampa” Enzo Bettiza napisał tekst zatytułowany „Teraz Polska oczekuje głosu Kościoła”. Stwierdza w nim, że powyborcza sytuacja w Polsce jest dość enigmatyczna, a jedno z ważnych pytań brzmi: „Po której rzeczywiście stronie w kraju tak monoreligijnym jak Polska stoi Kościół jako jedyna stała siła, która określa się sama i nie podlega wyborczym traumom?”. Bettiza zauważa, że dwóch głównych antagonistów w prezydenckich wyborach deklaruje się jako „żarliwi i praktykujący katolicy”. Tym bardziej – jego zdaniem – nasuwa się pytanie: „Gdzie dziś sytuuje się Kościół?”. Odpowiedź nie stanowi żadnego problemu dla znanego w Italii komentatora politycznego znad Wisły Andrzeja Wajdy. „Porażka Kaczyńskiego to upokorzenie dla Kościoła” – pod takim tytułem ukazał się w „La Repubblica” wywiad z polskim reżyserem. Wajda opowiada tak dziwne rzeczy, że zatroskany dziennikarz pyta go w pewnym momencie, czy w Polsce nie mamy do czynienia z klerofaszyzmem.

Najwybitniejszym „eklezjologiem politycznym” w Polsce nie jest jednak Wajda, ale Janusz Palikot, który zaraz po wyborach oświadczył, że „wygrana Bronisława Komorowskiego oznacza wygraną z klerem”. Innymi słowy, Kościół (czytaj: kler) stanął po stronie PiS i sromotnie przegrał. Poseł z Lublina grzmiał, że wiele komisji wyborczych było usytuowanych zbyt blisko kościołów. Ponadto miał wizję, że w tysiącach kościołów doszło do złamania ciszy wyborczej. Wizja ta nie znalazła pokrycia w faktach, ale… tym gorzej dla faktów. Drogą Palikota poszedł też Jarosław Gowin, który rozdziera w mediach szaty, że „Kościół błądzi, angażując się po jednej ze stron”. Wyjątkiem miałby być Kościół krakowski, w którym panuje duch Karola Wojtyły. Jednak poza nim „wspieranie kandydatury Kaczyńskiego było dosyć nagminne”. Natomiast myśliciel tej miary, co Cezary Michalski, napisał łaskawie w „Newsweeku”, że Kościół przegrał wybory, ale nie należy mu o tym mówić. Zarówno Gowin, jak i Michalski są przekonani, że to katastrofa smoleńska tak podziałała na duchownych, że w żałobnym amoku poparli Kaczyńskiego. Osobiście znam księży, którzy głosowali na kandydata PiS-u, ale znam też wielu, którzy głosowali na Komorowskiego. Nie znam natomiast ani jednego, który przed katastrofą popierał PO, a po katastrofie oddał – z powodu wzruszenia – głos na Kaczyńskiego. Dodam jeszcze, że znam też takich duchownych, którzy głosowali na Marka Jurka, a jeden znajomy kapłan oddał swój głos na Janusza Korwin-Mikkego.

Zostało Ci jeszcze 52% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się