Gente Armenus, natione Polonus

Gente Armenus, natione Polonus

Stoję nad Czeremoszem i spoglądam na zawieszony nad rzeką żelazny most. To właśnie tym mostem we wrześniu 1939 roku przejeżdżał ewakuujący się do Rumunii polski rząd. Miejscowi Ormianie z Kut obserwowali ten odwrót i nie wiedzieli jeszcze, że patrzą nie tylko na koniec II Rzeczypospolitej, ale także na koniec wielowiekowej diaspory ormiańskiej na wschodnich ziemiach Polski. Kuty nad Czeremoszem były ostatnim miejscem w Polsce, gdzie Ormianie mówili jeszcze po ormiańsku – w innych miastach i wsiach już dawno używali tylko polskiego. Być może to przypieczętowało ich koniec. Choć wierni ormiańskim tradycjom, nie chcieli zerwać unii z Rzymem ani wyrzec się polskiego obywatelstwa – we wrześniu 1944 roku zostali wymordowani przez ukraińskich nacjonalistów.

Jedyną osobą, która walczyła o ich pamięć, był ks. Tadeusz IsakowiczZaleski. W 2005 roku doprowadził do odsłonięcia w Krakowie pamiątkowego krzyża (chaczkaru), poświęconego nie tylko ormiańskim ofiarom ludobójstwa dokonanego przez Turków w 1915 roku, ale także zamordowanym w Kutach.

Po II wojnie światowej zwarta ormiańska diaspora w Polsce przestała istnieć. Jej główne skupiska, takie jak Lwów, Stanisławów, Horodenka czy Śniatyń, znalazły się za naszymi wschodnimi granicami. W Kutach został tylko jeden ormiańskokatolicki kapłan – senator II Rzeczypospolitej, ks. Samuel Manugiewicz, który trafił do łagru. Opuszczony i ociemniały, zmarł w 1956 roku. Odwiedzam miejscowy cmentarz. Obok rodzinnych grobowców Abrahamowiczów, Dawidowiczów, Jakubowiczów i Bohosiewiczów odnajduję grób ks. Manugiewicza.

We Lwowie na Cmentarzu Orląt znajduje się z kolei grobowiec arcybiskupa Józefa Teodorowicza – ostatniego duchowego zwierzchnika Ormian polskich przed wojną. Niestety, grobowiec pozostaje pusty. W 1939 roku w obawie przed zbezczeszczeniem zwłok przez Sowietów ciało hierarchy przeniesiono do mogiły rodziny Kłosowskich na Cmentarzu Łyczakowskim. Dziś władze miejskie Lwowa sprzeciwiają się powrotowi szczątków arcybiskupa na pierwotne miejsce jego pochówku.

Postać Teodorowicza warta jest przypomnienia nie tylko z powodu przypadającej na ten rok 70. rocznicy jego śmierci. Przez niemal cztery dekady – od 1901 do 1938 roku – był lwowskim arcybiskupem katolickim obrządku ormiańskiego. Z jego zdaniem bardzo liczył się papież Pius X, któremu purpurat ze Lwowa doradzał w sprawach polskich. Był jednym z najbliższych przyjaciół późniejszego kardynała Adama Sapiehy. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości został wybrany najpierw do sejmu, a potem do senatu. 10 lutego 1919 roku wygłosił w warszawskiej katedrze słynne kazanie na inaugurację Sejmu Ustawodawczego. Parlamentarny sprawozdawca Bernard Singer (brat późniejszego noblisty Isaaca Bashevisa Singera) wspominał go jako jednego z najbardziej płomiennych mówców w międzywojennym sejmie. Nazywano go niekiedy Piotrem Skargą II RP. Był jednym z przywódców endecji, wiceprezesem jej klubu parlamentarnego i akuszerem rządu Leopolda Skulskiego. W marcu 1923 roku pod naciskiem papieża Piusa XI złożył mandat senatorski, nie zaprzestał jednak działalności politycznej, wspierając swym autorytetem zwłaszcza inicjatywy Dmowskiego i Paderewskiego.

Choć był zwolennikiem endecji, to w 1936 roku opublikował książkę pt. Od Jahwe do Mesjasza, będącą obroną religii żydowskiej. Jego praca była odpowiedzią na Hellenizm i judaizm – głośne dzieło profesora Tadeusza Zielińskiego, wówczas jednego z najwybitniejszych filologów klasycznych na świecie. Zieliński twierdził, że chrześcijaństwo jest w większym stopniu kontynuacją dziedzictwa greckiego niż żydowskiego. Uważał judaizm za prymitywną religię plemienną w odróżnieniu od uniwersalistycznego hellenizmu. Oczywiście tezy te z entuzjazmem wykorzystywane były w propagandzie narodowych socjalistów. W odpowiedzi Teodorowicz wystąpił w obronie judaizmu biblijnego, wskazując na ciągłość Starego i Nowego Testamentu.   Arcybiskup bronił też publicznie niemiecką mistyczkę i stygmatyczkę Teresę Neumann, którą często odwiedzał w jej rodzinnej miejscowości Konnersreuth. Książka, którą jej poświęcił (Zjawiska mistyczne i ich tłumaczenie), znalazła się nawet na pewien czas na Indeksie ksiąg zakazanych. Ostatecznie jednak przyczynił się do rehabilitacji w Kościele bawarskiej stygmatyczki.

Śmierć arcybiskupa o niemal rok wyprzedziła wojenną katastrofę, która rozbiła zwarte skupiska osób określających się jako gente Armenus, natione Polonus. Po wojnie poszli w rozsypkę. Janina Kordys wspomina, że jej dziadek – Ormianin był wówczas naczelnikiem poczty w Śniatyniu. W 1945 roku podczas deportacji na Ziemie Zachodnie wśród kilku rzeczy, które mógł wziąć ze sobą, zabrał godło Polski, które wisiało w jego gabinecie w Śniatyniu. Kiedy został burmistrzem w Oławie, powiesił orła w swoim nowym miejscu urzędowania. Znajduje się on w ratuszu oławskim do dnia dzisiejszego.

Gente Armenus, natione Polonus
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...