Groźba nowego wspaniałego świata

Paweł Kozacki, Paweł Łącki: W „Evangelium vitae” Jan Paweł II mówi, że obecnie mamy do czynienia ze spiskiem przeciw życiu, zorganizowanym sprzysiężeniem, powrotem do barbarzyństwa. Jest to bardzo ostry język. Czy rzeczywiście kondycja naszej cywilizacji, naszej kultury jest aż tak dramatyczna?

George Weigel: Kiedy miliony niewinnych ludzi morduje się każdego roku w imię „wygody” lub aby „rozwiązać problem”, to jest to bardzo poważna sytuacja. Nasze zatroskanie powinno dotyczyć również trajektorii tej sytuacji: najpierw na arenie międzynarodowej została uznana aborcja na żądanie jako element planowania rodziny. Następnie próbowano uzasadnić eutanazję. Teraz zaś naukowcy otwarcie mówią o przekształceniu ludzkiej kondycji poprzez produkcję istot ludzkich. Według mnie mamy najwyżej dwadzieścia lat, aby stworzyć struktury prawne, które zagwarantują, że nasza wiedza w dziedzinie genetyki i nowe biotechnologie będą służyły prawdziwie ludzkim celom. Bez tych struktur „nowy wspaniały świat” wydaje się całkiem prawdopodobny, dlatego też nie sądzę, żeby Ojciec Święty przesadzał.

Kiedy ukazała się encyklika Evangelium vitae, niektórzy zwolennicy nauczania Kościoła zastanawiali się, czy „kultura śmierci” była obrazem, który adekwatnie może przekazać intencje Papieża. Dzisiaj nie spotykam się już z takimi pytaniami, aczkolwiek niektórzy z nas zastanawiają się, czy w odniesieniu do biotechnologii nie byłby lepszy obraz „nowego wspaniałego świata”, który, chciałoby się powiedzieć, jest bardziej nośny kulturowo.

Jakie są geneza i najważniejsze przyczyny takiego stanu rzeczy?

Zagrożenia godności ludzkiego życia nieodłącznie są związane z błędnymi koncepcjami osoby ludzkiej. Na Zachodzie idea człowieka została drastycznie zredukowana, co wcześniej doprowadziło do totalitaryzmu, a teraz prowadzi do „nowego wspaniałego świata”. Musimy na nowo rozważyć szlachetność istoty ludzkiej. Jedna z podstawowych lekcji, które przyniósł XX wiek, przypomina, że idee mają konsekwencje — dobre i złe. Fałszywe koncepcje osoby ludzkiej, połączone z nowoczesną technologią i zapośredniczone przez politykę państw narodowych, zamieniły wiek, który rozpoczął się wielkimi nadziejami na przyszłość, w czas rzeźni. Odpowiedzią Kościoła na tę twardą rzeczywistość musi być propozycja, składana w porę i nie w porę, prawdziwszej, szlachetniejszej koncepcji osoby ludzkiej jako stworzenia zdolnego do myślenia, podejmowania wyborów i miłości, czyli podmiotu „niezbywalnych” praw, włącznie z prawem do życia.

Co nas czeka w przyszłości? Jakie są konsekwencje „kultury śmierci”?

Największym niebezpieczeństwem obecnie jest „nowy wspaniały świat” zasuszonych istot ludzkich, które nie mają uczuć, pragnień, intelektualnej ciekawości, żyją w świecie pozbawionym miłości. Kiedy Kościół staje w obronie kultury życia, to broni możliwości miłości. Powinno nas skłaniać do refleksji to, że intencje stworzenia „nowego wspaniałego świata” w zadziwiająco proroczej powieści Huxleya uważano za szlachetne — złagodzenie cierpienia, postęp ludzkiej cywilizacji itd. Wobec tych samych pokus stoimy dzisiaj.

Niektórzy uważają, że demokracja pozbawiona moralnych fundamentów jest zagrożona autodestrukcją — a może czas pokaże, że „nowy wspaniały świat” będzie bardzo efektywny i będzie doskonale prosperował.

Demokracja nie może istnieć bez demokratów, a bycie demokratą to kwestia przekonań moralnych. Uczynienie demokraty z tyrana (którym jest każde dwuletnie dziecko) jest zadaniem rodziny i kultury demokratycznej. Ci, którzy uważają, że demokracja jest maszyną funkcjonującą samodzielnie, przeoczają podstawowy problem: w jaki sposób przekształcić dwuletniego tyrana w demokratę, w tolerancyjnego, odpowiedzialnego obywatela? Co więcej, demokracja potrzebuje żywotnej, publicznej kultury moralnej, jeśli mają być podjęte mądre decyzje w zakresie biotechnologii i związanych z tym zagadnień. Nie możemy o tym decydować, kierując się jedynie utylitaryzmem czy pragmatyzmem. Problem, przed którym dzisiaj stoimy, polega na tym, że utylitarystyczne i pragmatyczne kategorie stanowią najbardziej dostępny język w debacie publicznej na temat przyszłości biotechnologii. Wyzwaniem dla Kościoła jest rozwinięcie języka godności, który będzie bardziej przekonujący niż język użyteczności. Nie będzie to jednak łatwe i musimy zaakceptować twardą rzeczywistość: zanosi się na to, że resztę naszego życia spędzimy, próbując wyjaśnić ludziom, iż dążenie do uniknięcia wszelkiego cierpienia i zanegowania rzeczywistości śmierci doprowadzi do naszej dehumanizacji. Nie będzie łatwo sprzedać takie poglądy.

Czy „nowy wspaniały świat” może funkcjonować?

Przez jakiś czas. Być może nawet przez dłuższy czas. Czy będzie nienaruszalny? Wątpię. Niektórzy ludzie odmówią poddania się przeróbce. Istnieje przywiązanie do ludzkiego ducha, które w tajemniczy sposób odnosi się do naszej biologii. Nie sądzę, żeby można wyprogramować to przywiązanie z ludzi.

Jan Paweł II bardziej niż którykolwiek z jego poprzedników docenia demokrację, a jednocześnie w „Evangelium vitae” wypowiada się bardzo krytycznie o demokracjach zachodnich. Do nich kieruje nawet słowa, które jego poprzednik Pius XII skierował przeciwko nazistom w 1941 roku. Czy zatem Jan Paweł II jest niekonsekwentny, a jego stanowisko wobec demokracji niespójne? Wreszcie, czy „Evangelium vitae” nie oznacza, jak ujął to Russell Hittinger, „końca miesiąca miodowego Kościoła ze świeckimi demokracjami konstytucyjnymi”?

Nie ma tutaj niespójności. Jan Paweł II spójnie argumentuje, że należy docenić opartą na rządach prawa demokrację, i jednocześnie podkreśla, że prawo pozytywne musi uwzględniać prawo naturalne wypisane w ludzkich sercach. Kiedy prawo jest jedynie tym, czym jest według ustawodawcy, tyrania staje się realną możliwością. Papież zachęca demokracje, stare i młode, aby na nowo połączyły swoje systemy prawne z prawdą moralną o osobie ludzkiej, którą odkrywamy w ludzkich sercach, a którą filozofowie od dawna nazywali prawem naturalnym. Prawo pozytywne wolne od powiązania z prawem naturalnym jest jedynie przymusem. Swego czasu rozumieli to demokraci. Amerykańskie roszczenie do bycia niepodległym narodem rozpoczęło się wraz z potwierdzeniem „niezbywalnych praw”, co jest innym sposobem opisania podstawowych prawd moralnych poznawalnych na drodze rozumowej. Założyciele powojennych instytucji europejskich — w zasadniczej większości byli to zaangażowani katolicy, oczytani w społecznej nauce Kościoła — również rozumieli związek między prawem naturalnym a pozytywnym, między prawem naturalnym a demokratycznym eksperymentem. Napawa smutkiem, gdy widzi się, jak zachodnioeuropejskie myślenie o tych sprawach osłabło w stosunku do lat 40., o czym świadczą na przykład dziwaczne argumenty w dyskusji o planowanej konstytucji europejskiej i jej preambule.

Kościół katolicki bardziej niż inne instytucje popierał po 1945 roku międzynarodowe organizacje, włącznie z ONZ i jej agendami. Tymczasem te właśnie instytucje w wielu przypadkach zawzięcie propagują kulturę śmierci. Czy to oznacza, że Kościół był naiwny? Czy może został oszukany?

Z pewnością Stolica Apostolska będzie musiała na nowo przemyśleć swoją otwartość na te instytucje. Prawne i polityczne instytucje międzynarodowe są nieodzowne w XXI wieku. Nie mogę się nie zgodzić w tym zakresie z nauczaniem Pacem in terris Jana XXIII. Pytanie brzmi, dlaczego poszukiwanie „sprawnie funkcjonującej międzynarodowej władzy publicznej” (jak ujmuje to Pacem in terris) musimy identyfikować z obecnym systemem ONZ. Niektórzy mogą powiedzieć, że jedyna realistyczna droga do opartej na rządach prawa światowej wspólnoty wiedzie przez reformę obecnego systemu ONZ. Być może, ale jedyny sposób, by sprawdzić to przekonanie, to przedsięwzięcie radykalnych reform ONZ, co bardzo trudno osiągnąć. Życzyłbym sobie, aby Stolica Apostolska wspomagała o wiele głębszą debatę międzynarodową na temat moralnego statusu organizacji międzynarodowych. Kościół katolicki ma wyjątkową pozycję, aby to uczynić, i jestem przekonany, że będzie to bardziej pożyteczne niż ogólna i nieokreślona afirmacja obecnego systemu ONZ i reformy tegoż.

W tym kontekście można zastanawiać się nad tym, dlaczego Papież poparł integrację Polski z Unią Europejską, której instytucje aktywnie popierają „kulturę śmierci”.

Jeśli Europa ma kwitnąć w XXI wieku, „stara Europa” musi zostać ożywiona poprzez moralną, duchową, intelektualną i polityczną energię „nowej Europy”. Być może nadzieja, że z czasem to właśnie się stanie, leży u podstaw stanowiska Stolicy Apostolskiej wobec rozszerzenia Unii Europejskiej. Jednak efektywność tej strategii zależy od tego, czy Stolica Apostolska będzie bardziej asertywna w krytykowaniu sekularnych i utylitarnych uprzedzeń, które obecnie rządzą Unią Europejską. Podobnie kraje „nowej Europy” muszą chcieć bardziej przeciwstawiać się hegemonii „starej Europy” i jej zideologizowanemu sekularyzmowi. Zachowanie prezydenta Francji wobec przyszłych członków Unii Europejskiej podczas debaty poprzedzającej wojnę w Iraku sugeruje, że pewna doza śmiałości ze strony nowych członków będzie konieczna.

Jan Paweł II stawia w „Evangelium vitae” pytanie o to, czy „kultura życia” jest dziś rozpowszechniona w Kościele. Czy to oznacza, że myślenie świata wnika do Kościoła, że w nim również obecna jest „kultura śmierci”?

Kościół nie jest wolny od wpływu kultury, w której żyje. Niektórzy kontrowersyjni teologowie moraliści mogą, chcąc nie chcąc, pomagać w propagowaniu „kultury śmierci” — to był jeden z powodów, dla których musiała powstać encyklika Veritatis splendor. Kościół potrzebuje więcej biskupów, księży i świeckich, którzy efektywnie będą promować kulturę życia. Każdy w Kościele musi zrozumieć, że wobec wyzwań, o których mówi Evangelium vitae, nie ma miejsca na business as usual. Te sprawy są pilne i wymagają naszej ciągłej i energicznej uwagi.

Tak jest niewątpliwie w przypadku Jana Pawła II. Obrona życia jest jednym z motywów przewodnich jego pontyfikatu. Czy są osobiste powody, dla których Papież jest tak uwrażliwiony na kwestię życia?

Z pewnością doświadczenia Papieża z II wojny światowej związane są z jego energiczną obroną godności ludzkiego życia. Papież doświadczył na własnej skórze, co może oznaczać połączenie całkowicie fałszywych koncepcji osoby ludzkiej z nowożytną technologią i totalitarną polityką. Nigdy nie zapomniał tej lekcji i wymaga tego również od nas.

Wypowiadając się w obronie godności i świętości życia ludzkiego, Papież odwołuje się zazwyczaj do dwóch dróg argumentacji: religijnej, czyli opartej na prawdach wiary, i naturalnej, czyli opartej na zdolności samego rozumu do poznania prawdy moralnej. Czy mógłby Pan scharakteryzować te dwie drogi argumentacji?

Weźmy na przykład kwestię aborcji. Dzięki naukom przyrodniczym wiemy, że każdy produkt ludzkiego poczęcia stanowi niepowtarzalny genetyczny pakiet, niepowtarzalne ludzkie stworzenie. Dzięki logice wiemy, że cokolwiek staje się w pełni rozwiniętym człowiekiem, nigdy nie było niczym innym niż człowiekiem, tak samo jak logika mówi nam, że to, co nie jest człowiekiem, nie może się nigdy nim stać. Teoria polityki uczy nas, że demokracja oparta na rządach prawa znajduje się w niebezpieczeństwie, gdy jedna kategoria ludzi (którzy już się urodzili) zapewnia sobie prawo do uznania innej kategorii ludzi (którzy jeszcze się nie urodzili) za nienależących do wspólnoty otoczonych ochroną i troską. Możemy dojść do prawa do życia nienarodzonych bez odniesienia do Objawienia. Jednak uznanie tej prawdy i dostrzeżenie płynących z niej konsekwencji może być o wiele łatwiejsze dla tych, których sumienie jest również kształtowane przez posłuszeństwo wiary rozpoznającej w człowieku imago Dei, obraz Boga.

Czy jednak te dwa typy argumentacji nadal funkcjonują? Argumentacja naturalna nie do końca jest przekonująca, tzn. jest wielu ludzi, także całkiem inteligentnych i wykształconych, którzy nie uznają tych argumentów. Z drugiej strony racje oparte na wierze nie mogą przekonać niewierzących. Argumentacja prawnonaturalna odwołująca się do prawdy moralnej poznawalnej na drodze rozumu nie jest oczywista dla tych, którzy akceptują przejawy cywilizacji śmierci. Argumentacja religijna z kolei jest niedostępna dla ludzi niewierzących. Czy są więc one skazane na niepowodzenie?

Ci ludzie, którzy nie są przekonani, że produktem poczęcia jest niepowtarzalne ludzkie stworzenie, nie są „inteligentni i wykształceni”. Są ignorantami, jeśli chodzi o podstawy genetyki i embriologii. W rzeczywistości jednak większość pro–choice, czyli ruchów zwolenników aborcji, nie twierdzi już, że „nie możemy wiedzieć, od kiedy płód jest osobą”. Ich argumentacja jest o wiele bardziej przerażająca: „z pewnością jest to ludzkie stworzenie, niemniej jednak rościmy sobie prawo do eliminacji tego stworzenia”. Jeśli chcemy prowadzić debatę publiczną, to powiedzmy ludziom, że stanowisko świata pro–choice jest właśnie takie. W tej debacie nauka jest po naszej stronie. Im więcej wiemy o nienarodzonych dzieciach, od pierwszych dni ich rozwoju, tym bardziej oczywiste się staje, że są to stworzenia ludzkie zasługujące na takie traktowanie jak inni ludzie. Pomoc Kościoła dla kobiet w ciąży stanowi ważny element kampanii publicznej na rzecz kultury życia. Nasza pomoc dla kobiet znajdujących się w trudnej sytuacji i ich nienarodzonych dzieci ukazuje prawdę tego, co na arenie politycznej stwierdzamy na podstawie nauki i logiki.

Znane i często powtarzane są słowa Jana Pawła II z „Evangelium vitae” dotyczące kary śmierci. Czy ta wypowiedź jest symptomem, czy pierwszym krokiem w kierunku modyfikacji czy też — mówiąc poprawnie — rozwoju dotychczasowej doktryny Kościoła w tej sprawie?

Jest to sąd roztropnościowy, a nie rozwój doktryny w ścisłym tego słowa znaczeniu. Zgodnie z tym sądem Papieża, w rozwiniętych krajach kara śmierci nie powinna być stosowana, gdyż bezpieczeństwo społeczeństwa już tego nie wymaga. Ten argument łączy się z innym, mianowicie, wykonywanie kary śmierci może stępić wrażliwość społeczną i przyczynić się do osłabienia szacunku dla życia. Kościół nauczał przez prawie dwa tysiąclecia, że kara śmierci jest moralnie uzasadniona w określonych okolicznościach. Z tego też względu nie jest łatwo sobie wyobrazić prawomocny rozwój doktryny, zgodnie z którym karę śmierci uznaje się za malum in se — akt wewnętrznie zły. Kościół może natomiast powiedzieć, i mówi to coraz częściej, że państwo powinno się ograniczać, jeśli chodzi o stosowanie kary śmierci, ponieważ takie ograniczenie służy innym dobrom społecznym i nie przynosi szkody społeczeństwu.

Dlaczego zabijanie lekarzy dokonujących aborcji jest czymś złym? Dlaczego nie jest to uprawniony sposób obrony niewinnych istot ludzkich?

To jest morderstwo, a prawo do życia nie może być bronione ani promowane przez morderstwo.

Dlaczego fenomen męczeństwa, czyli poświęcenie swojego życia w imię obrony swoich przekonań, nie stanowi naruszenia świętości życia ludzkiego?

Ci, którzy zabijają męczenników, z pewnością naruszają świętość ludzkiego życia. Ale nie męczennicy. Sugerowanie, że męczennik narusza świętość ludzkiego życia poprzez akceptację śmierci w obronie prawdy, to sugerowanie, że ci, którzy stoją przed wyborem męczeństwa, powinni kłamać albo dokonać apostazji. Nie da się bronić świętości życia kłamstwem czy apostazją.

Współcześnie wielu ludzi, również katolików, a nawet teologów moralnych, którzy potępiają aborcję, nie widzi niczego złego w antykoncepcji. Tymczasem Papież podkreśla, że aborcja i antykoncepcja są „ściśle powiązane jako owoce z jednego drzewa”. Na czym polega związek między tymi grzechami?

Związek istnieje raczej na poziomie kultury niż na poziomie teologii moralnej. „Kultura antykoncepcyjna”, w której dzieci traktuje się jako ciężar, a nie błogosławieństwo, jest kulturą, która została „rozmiękczona” dla aborcji. Niemniej jednak te dwie sprawy stanowią oddzielne kwestie moralne. Antykoncepcja stanowi pogwałcenie szóstego przykazania, jest naruszeniem czystości małżeńskiej. Aborcja stanowi pogwałcenie piątego przykazania, ponieważ jest ona intencjonalnym zgładzeniem niewinnego życia ludzkiego. To jest powód, dla którego aborcja stanowi kwestię sprawiedliwości publicznej. Z pewnością ci, którzy uznają prawdę nauczania Kościoła na temat aborcji, łatwiej pojmą prawdę nauczania Kościoła na temat antykoncepcji. Jednak Kościół musi podkreślać, że kiedy broni prawa do życia nienarodzonych i domaga się jego uznania przez prawo pozytywne, to wówczas broni podstawowej zasady sprawiedliwości publicznej.

Co to jest ewangelia życia widziana w perspektywie teologicznej?

Ewangelia życia jest głoszeniem przez Kościół radykalnej miłości Boga do ludzkości i każdego człowieka, miłości, która potwierdza wobec świata świętość życia.

Czy możemy mówić również o chrystologii życia?

Tak, w tym sensie, że w obliczu Chrystusa dostrzegamy prawdę o nas samych, która zawiera prawdę o świętości życia.

Jako chrześcijanie wierzymy, że prawda o świętości ludzkiego życia ma swoje źródło w Ewangelii i jest ściśle związana z chrześcijańskim objawieniem. Jak można to przekonanie pogodzić z faktem, że nie wszyscy chrześcijanie czy nie wszystkie Kościoły chrześcijańskie akceptują wymagania etyczne dotyczące życia, a niechrześcijanie stają po stronie życia? Może zatem te prawdy moralne nie są ściśle związane z określoną wiarą (np. chrześcijaństwem), ale stanowią pewien światopogląd?

Z miłością musimy powiedzieć, że ci chrześcijanie, którzy nie są pro– –life, niestety są w błędzie — i musimy pomóc im zobaczyć, że nie pojmują w pełni konsekwencji opowiedzenia się za Jezusem i Jego drogą. To, że niechrześcijanie są pro–life, świadczy o tym, o czym wcześniej już mówiłem: że można dojść do stanowiska pro–life jako kwestii politycznego dyskursu, kwestii fundamentalnej sprawiedliwości bez wiary w dwie natury Chrystusa czy siedem sakramentów. Z drugiej strony musimy przyznać, że niemożność pojęcia prawdy ewangelii życia przez wiele wspólnot chrześcijańskich stanowi poważną przeszkodę w dialogu ekumenicznym. W ruchu ekumenicznym była tendencja, by kwestie moralne odłożyć na bok i skoncentrować się na zagadnieniach doktrynalnych. Jednakże kwestie pojawiające się na skrzyżowaniu „kultury życia” i „kultury śmierci” w rzeczywistości są kwestiami doktrynalnymi, kwestiami antropologii chrześcijańskiej. Nie można ich unikać w dialogu ekumenicznym.

Współcześnie dużo się dyskutuje o zderzeniu cywilizacji, m.in. cywilizacji zachodniej i islamu. Jakie jest stanowisko islamu wobec kwestii życia? Czy, paradoksalnie, nie przybywa nam sojusznik w walce przeciwko „kulturze śmierci”?

Istnieje możliwość taktycznych sojuszy z państwami muzułmańskimi na arenie międzynarodowej, czego przykładem może być konferencja w Kairze w 1994 roku na temat zaludnienia czy konferencja w Pekinie w 1995 roku na temat kobiet. Z drugiej strony te formy islamu, które zapewniają poparcie dla samobójczych zamachów bombowych i terroryzmu, nie pomogą w żaden sposób w budowaniu międzynarodowej kultury życia — ani te formy islamu, które nie potępiają tych moralnych skandali.

Czy nie ma niebezpieczeństwa, że ze względu na zaangażowanie Kościoła katolickiego w obronę życia katolicyzm zostanie utożsamiony przez społeczeństwo z obroną życia nienarodzonych?

Nie. Kościół prowadzi największą na świecie sieć ośrodków dla kobiet w ciąży. Czyni więcej dla promocji alfabetyzacji kobiet i ich zdrowia niż jakakolwiek instytucja na świecie. Nasza obrona świętości i godności życia od poczęcia do naturalnej śmierci jest kompleksowa. Ludzie, którzy zarzucają nam monotematyczność, nie zwracają uwagi na fakty.

Jakie konsekwencje powinna mieć ewangelia życia w obecnym życiu społecznym?

Ewangelia życia powinna kształtować taki rodzaj żywotnej kultury moralnej, która sprawia, że demokracja staje się możliwa. Kościół nie jest podmiotem politycznym w zwykłym sensie tego słowa. On kształtuje kulturę, która formuje ludzi umożliwiających wprowadzenie demokracji, a zarazem naucza kulturę i wspólnotę polityczną podstawowych prawd moralnych. To nie jest kwestia „narzucania” katolickich poglądów; to jest kwestia dawania propozycji.

Czy uważa Pan, że najpierw powinniśmy głosić Ewangelię, by zyskać partnerów w dziele budowania „kultury życia”?

Ewangelizacja i promocja ewangelii życia idą w parze. Wielu przychodzi do Kościoła z powodu zaangażowania Kościoła w obronę ludzkiej godności. Wielu katolików zostało zainspirowanych do aktywnego włączenia się w ruchy pro–life, ponieważ zrozumieli, że to jest wymóg wiary. Te dwie rzeczy idą w parze.

W jaki sposób encyklika „Evangelium vitae” została przyjęta w Kościele i świecie?

Ci, którzy „mają uszy do słuchania”, zarówno w Kościele, jak i w świecie, rozpoznali, że Evangelium vitae wskazała na jedne z najpilniejszych kwestii, które trzeba będzie podjąć w XXI wieku. Czy Evangelium vitae zmieniła dyskusję? Nie. Musimy przyznać, że utylitarianie są nadal górą. Evangelium vitae proponuje natomiast koncepcję i język, które są w stanie sprostać hegemonii użyteczności.

W Polsce przed kilku laty w ramach burzliwej dyskusji towarzyszącej uchwalaniu ustawy antyaborcyjnej niektórzy argumentowali, że kwestia negatywnej moralnej oceny aborcji i kwestia penalizacji w prawie stanowionym takich czynów to są dwie różne dyskusje, dwie różne sprawy. Dlaczego nie można się zgodzić z takim stanowiskiem?

Powód jest prosty. Jak już wcześniej podkreśliłem, aborcja jest zgładzeniem niewinnego życia ludzkiego, a to jest sprawa sprawiedliwości publicznej. Nie jest to sprawa prywatna. Prawo powinno karać tych, którzy dokonują aborcji. Nie powinno natomiast nakładać kar kryminalnych na kobiety, które zaszły w nieplanowaną ciążę.

Dlaczego prawa zezwalającego na aborcję nie można nazywać już „prawem”?

Podejrzewam, że można by je nazwać prawem w bardzo ograniczonym sensie. Jest to prawo w takim sensie, w jakim Ustawy norymberskie były „prawem” po 1936 roku — daleko niedoskonałym prawem, któremu każdy w sumieniu zobowiązany jest się sprzeciwiać i które, jeśli to tylko możliwe, powinien zmienić.

W większości zachodnich demokracji aborcja jest prawnie dopuszczalna, w niektórych krajach możliwa jest również eutanazja. Co więcej, wydaje się rzeczą niemożliwą zmienić takie prawo w ramach demokratycznych procedur. Czy zatem demokracja straciła swoją legitymizację?

Nie jest to niemożliwe i na przykład w Stanach Zjednoczonych opinia publiczna przesuwa się w kierunku pro–life. W każdym razie nie wolno nam zaprzestać zmagań o prawa chroniące ludzkie życie od poczęcia do naturalnej śmierci.

Istnieje jednak olbrzymia dysproporcja między potężnymi środkami wielkich organizacji na służbie kultury śmierci a środkami, którymi dysponują obrońcy życia. Czy zatem jesteśmy skazani na porażkę?

Oczywiście, że nie. Nie obiecano nam również sukcesu. Obiecano nam za to wsparcie Ducha Świętego we wszystkim, co musimy czynić, w porę i nie w porę. Poza tym, nie powinniśmy nigdy zapomnieć o mocy, którą mają idee. Te, które głosimy, są o wiele bardziej spójne z instynktownym uznaniem przez większość ludzi życia jako cennego daru.

Jednak nie można zaprzeczyć, że uczciwe odczytywanie znaków czasu wskazuje, iż „kultura śmierci” zdobywa coraz większą przewagę. Sam Pan powiedział, że koncepcje utylitarystyczne są górą. Czy możemy być optymistami?

Nie jestem ani optymistą, ani pesymistą. Optymizm i pesymizm są kwestią optyki, sposobu, w jaki postrzegamy rzeczy. Katolicy są ludźmi nadziei, a nadzieja opiera się na solidniejszym fundamencie: na wierze — o tym, że wiara może przenosić góry, zapewnia nas sam Najwyższy Autorytet.

tłumaczenie Paweł Łącki

Groźba nowego wspaniałego świata
George Weigel

urodzony 17 kwietnia 1951 r. w Baltimore, Maryland, Stany Zjednoczone − amerykański pisarz katolicki, teolog, działacz społeczny i polityczny, autor najlepiej sprzedającej się biografii papieża Jana Pawła II pt. Świadek nadziei....

Groźba nowego wspaniałego świata
Paweł Kozacki OP

urodzony 8 stycznia 1965 r. w Poznaniu – dominikanin, kaznodzieja, rekolekcjonista, duszpasterz, spowiednik, prowincjał Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego, publicysta, wieloletni redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”....

Groźba nowego wspaniałego świata
Paweł Łącki

recenzent, tłumacz, redaktor....