„Harnasie” na Jamnej

„Harnasie” na Jamnej

Nadciąga jesień. Tymczasem na trwale gości we mnie wspomnienie lata na Jamnej. Najpierw odpust Wniebowzięcia i św. Jacka. Później, 23 i 24 sierpnia, w naszym plenerowym amfiteatrze odbyły się dwa przedstawienia Harnasi Karola Szymanowskiego w wykonaniu baletu Teatru Wielkiego z Poznania. To wydarzenia o ogromnym ładunku emocji, o dużej dozie kultury. A wszystko to na Jamnej. We wsi, która miała nie istnieć. Wsi wymordowanej, spalonej, wyludnionej. Na Jamną wróciła nadzieja, ochota do działania.

Jamna wróciła do życia przez wiarę i kulturę. Najpierw przez wiarę, to jest przez obraz Matki Bożej Niezawodnej Nadziei. Namalowany przez Małgosię Sokołowską, koronowany przez Ojca Świętego Jana Pawła II, sprowokował budowę kościoła i drogi na Jamną, zorganizował tu życie duchowe i przywrócił nadzieję. Teraz przyciąga ludzi; przybywają tu pojedynczo i grupami, autokarami i samochodami, a nawet pieszo. Miałem intuicję, że tak będzie, ale do końca nie zdawałem sobie sprawy, że siła tego obrazu będzie aż tak przemożna i decydująca. To nie ja, to nie ludzie wygenerowali nadzieję, która stamtąd promieniuje, ale sama Matka Boża, zaproszona na Jamną, uczyniła z niej miejsce nadziei. Ojciec Święty Jan Paweł II prorokował, że powstanie tutaj miasto lub osiedle dla tych, którzy przekroczą próg nadziei.

Matka Boża nie tylko podniosła świadomość mieszkańców i przywróciła im utraconą godność, ale przywróciła też pozytywne myślenie o przyszłości. Przywróciła nadzieję mieszkańcom Jamnej i coraz liczniej przybywającym tu gościom i turystom.

Jamna to miejsce walki partyzantów, miejsce zemsty, zniszczenia i spalenia. Ale również miejsce ocalenia, zwycięstwa i nadziei. Od 24 września 1944 roku, kiedy to mieszkańcy zostali wymordowani, a wieś spalona w odwecie za ukrywanie partyzantów, Jamna stale podupadała.

I oto nagle eksplozja. Jamna zaczyna nowe życie dzięki wierze i dzięki kulturze. Bo na Jamnej zaczyna się coś dziać. A kościół powstał dlatego, że ktoś zobaczył, jak ucałował mnie Ojciec Święty, i zaciekawiony spytał:

– Kim ty jesteś, że Ojciec Święty okazuje ci tyle serca?
– Nikim ważnym, jestem liniowym żołnierzem.
– Ale co robisz? – dociekał dalej.
– Buduję kościół – odpowiedziałem.
– Za co?
– Nie mam za co – odpowiedziałem znowu.
– To już masz.

Tak więc ten kościół jest niczym innym, jak pocałunkiem Ojca Świętego dla nas i dla Jamnej. Przyjeżdżamy tutaj na święta, na wakacje. Zapraszamy innych. Śpiewamy kolędy, organizujemy życie wspólne, w tym ramach spektakle, misteria czy jasełka.

Kiedyś marzyłem, aby wystawić na Jamnej Halkę, operę narodową Moniuszki. Starania o to przerwała katastrofalna ulewa. Trudno zajmować się przedstawieniem, kiedy woda zniszczyła ludziom domy.

Dominika z baletu od dawna mówiła, że do wystawienia na Jamnej najbardziej nadają się Harnasie Szymanowskiego, których zespół ma w programie. Zacząłem zatem nachodzić dyrektora Sławomira Pietrasa, aby przyjechał z nimi na Jamną. Grażyna Kulczyk sfinansowała przedstawienie, a my wybudowaliśmy profesjonalną scenę.

O zmierzchu około półtora tysiąca osób zgromadziło się w amfiteatrze. Oświetlona scena w naturalnej scenerii wyglądała genialnie. Byłem dumny.

Na początku hetman zbójnicki prof. Stanisław Hodorowicz, poprzedzany góralską kapelą, przyprowadził ludzi z kościoła do amfiteatru i uhonorował mnie tytułem zbójnika, przekazując stosowne dokumenty, ciupagę i pierścień zbójnicki. Wygłosił też przemówienie o kulturze góralskiej.

A potem odbyło się przedstawienie. Byłem wzruszony, zaniemówiłem. Jakąż potęgą jest kultura! Jakąż siłą ogromną! Zamarłem. Tutaj, w Jamnej, zapomnianej, ośmieszanej, będącej w okolicy symbolem zapomnienia i lekceważenia, w świetle reflektorów wyrafinowany taniec góralski podniesiony do rangi baletu w takt muzyki europejskiej Szymanowskiego. Na zapadłej wsi powiało Europą, salonem.

Siedziałem jak w hipnozie. Jakiegoż trzeba było ryzyka, jakiej wyobraźni, aby to mogło się wydarzyć. Wzruszyłem się na dobre, kiedy uświadomiłem sobie, że wystawiając Harnasi na Jamnej, realizujemy testament Jana Pawła II, który niejednokrotnie mówił, że przyszłość zależy od kultury, że wiarę mamy przekładać na kulturę. Że tylko wiara przełożona na kulturę się ostanie i może być przekazana dalej.

Jeszcze ludzie dobrze nie wyjechali z Jamnej, a już chodzą nam po głowie następne pomysły.

Nie podejmuję się analizy samego przedstawienia. Pozostaje to w nas jako wysokiej miary przeżycie i staje się miarą innych dokonań i przeżyć. Staje się również wyzwaniem dla dalszych tego rodzaju pomysłów.

Uwierzyliśmy, że wieś Jamna może być salonem, może być salą operową. Do wsi wróciła godność, wiara i nadzieja. I jeszcze raz się okazuje, że najważniejsze jest to, co jest w człowieku, reszta zawsze może być odbudowana. Na Jamnej po raz kolejny wybiło źródło nadziei. A my przystawiamy usta, aby pić tę krystalicznie czystą i świeżą wodę.

„Harnasie” na Jamnej
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...